Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Archiwum

Ciąg dalszy najszklańszej z pułapek

Zapraszamy do lektury drugiej części “Najszklańszej z pułapek” Jakuba Ćwieka. Tekst znajdziecie także na stronie Oficjalnego Fanklubu Lokiego.

– No, powiedz to, powiedz – szepnął anioł Al zza pleców Bruce’a. Obaj stali akurat przy hotelowej szafie, wpatrując się w wielkie, prostokątne lustro. Gwiazdor poprawiał spinkę od mankietu, Al natomiast dawał wyraz swojemu uwielbieniu, robiąc maślane oczy do odbicia i trzepocząc rzęsami.
– No powiedz to, Bruce – powtórzył, zaciskając w pięści swe dłonie o smukłych, długich palcach jak u pianisty. Usta ułożył w dzióbek, którego pozazdrościłaby mu nawet Angelina, córka papieża. – No nie daj się prosić.
Ale gwiazdor nie odezwał się słowem. Poprawił kołnierzyk koszuli, przejechał ręką po łysej czaszce, uśmiechnął się półgębkiem. Tak mógłby się uśmiechać Piotruś Pan, stojąc z bejzbolem nad skrwawionym kapitanem Hakiem, w wersji opowieści, jaka nie śniła się Barriemu.
Ktoś zapukał.

– Chwila! – krzyknął Bruce. Nie spieszył się, doskonale wiedział bowiem, że to ostatnia chwila spokoju w tym dniu. Zaraz, jak tylko wyjdzie, wszystko się zacznie: autografy, piski, pieprzeni paparazzi wołający: „tutaj Bruce!”, „Bruce!”, „Popatrz tutaj!”, jakby był ich pieprzonym pieskiem.
A potem pytania: Dlaczego akurat polska wódka, czy jest alkoholikiem, a może Ashton Kutcher jest i chodzi o zniszczenie chłopakowi wątroby darmowymi próbkami.
– Małpki – podpowiedział Al wciąż stojący za Brucem – tak się mówi na te maleńkie buteleczki.
Małpki, pomyślał Bruce. I natychmiast skojarzył z tytułem filmu Gilliama. Zagrał w nim, bo podobał mu się scenariusz i to, że mógł zagrać wygolony do czaszki. Wcześniej wszyscy mu to odradzali, mówiąc, że gwiazdor nie może być łysy. Dobre, kurwa, sobie. A Yul Brynner – najwspanialszy z siedmiu wspaniałych?
Al aż zapiszczał z radości na tę bruce’ową myśl. Klasnął w dłonie.
– Świetne, Bruce. Naprawdę – zawołała. – A teraz to powiedz!
Gwiazdor ostatni raz przyjrzał się swojemu odbiciu i znowu się wykrzywił w swym najbardziej rozpoznawalnym grymasie.
– Ypikiayey, wydymańcu – mruknął cicho, po czym odwrócił się na pięcie i ruszył w stronę drzwi.
Złapał za klamkę, westchnął. Otworzył drzwi.
Wyszedł na korytarz, a anioł Al podążył w ślad za nim.

***

Loki jadł jogurt.
Nie dlatego, że lubił, odkrył po prostu, jak wiele daje on możliwości dekoncentrowania rozmówcy. Można na przykład nie zlizywać jogurtowych wąsów albo niby niechcący ubrudzić sobie nos i siedzieć tak, nie dostrzegając subtelnych wskazówek siedzącego na przeciwko. Świetnie sprawdzało się też wyciąganie z ust kawałków owoców i odkładanie ich na leżące obok srebrne wieczko. Wreszcie niekwestionowany czempion wszechwag – sprawdzanie gęstości jogurtu poprzez nabieranie go na łyżeczkę, a potem przechylanie jej, by sprawdzić jak się leje. Zwykle lało się aż miło.
W końcu jednak Kłamca uznał, że wystarczy już dręczenia skrzydlatego. Wsadził łyżeczkę do niemal pustego kubeczka, a ten odstawił na bok; po czym sięgnął po wykałaczki. Na szczęście hotelowa obsługa dbała o takie drobiazgi.
– No dobra, stara śpiewka – powiedział wreszcie, wydłubując drobinę jogurtowej truskawki spomiędzy zębów. – Masz samobójcę, chcesz go uratować, ale masz związane ręce, bo się nie modli, tak?
Anioł potrząsnął głową.
– Nie, Loki. W ogóle mnie nie słuchałeś, prawda?
– Ależ słuchałem – zaprzeczył Loki. – Mówiłeś, niech zacytuję. Bla bla bla mój klient, bla bla bla pomocy, bla bla bla płacę jak za numer z papieżem.
– Jaki numer z papieżem? – Anioł zmarszczył brwi. – Masz na myśli zamach w osiemdziesiątym pierwszym?
Loki pokręcił głową. Uporał się właśnie z drobiazgiem w zębach i wsunął wykałaczkę do ust.
– Mam na myśli raczej ten w dziewięćdziesiątym czwartym.
– Wkręcasz mnie. Wtedy nie było żadnego zamachu.
– No właśnie! Nie musisz dziękować.
Anioł westchnął. Tak właśnie wyglądała współpraca z Kłamcą. Nigdy nie byłeś pewien… niczego.
Ach, gdyby tylko była jakaś inna opcja, pomyślał.
Ale nie było, a przynajmniej on jej nie widział, dlatego też wyciągnął laptop z teczki, włączył i odwrócił ekranem do Kłamcy.
– Przejdźmy do sprawy – zaproponował. – To co tu widzisz, to facebookowy konkurs na spotkanie z Brucem Willisem. To był mój harpun na Moby Dicka, moja strzała Robin Hooda przecinająca stryczek. Rozumiesz, co mam na myśli?
– Nie – pokręcił głową Kłamca. – Twoje kwieciste metafory, rodem z wampirzych powieści dla nastolatek, skutecznie przesłoniły mi sens wypowiedzi. Możesz jeszcze raz?
Anioł machnął ręką.
– No, przekonałem go tym Willisem, że życie ma sens. Że można o czymś marzyć i czasem te marzenia się spełniają. Nieważne, czy to spokojne święta z rodziną, czy spotkanie z ulubionym aktorem właśnie.
Wykałaczka Lokiego przewędrowała z jednego kącika ust do drugiego.
– Willis plus święta to akurat kojarzy mi się krwawo i wybuchowo – stwierdził Kłamca. – Ale to na marginesie, bo dość tu już mitrężymy czasu. Chcesz, żebym nakręcił to spotkanie, tak? Mam załatwić, żeby chłopak ten konkurs wygrał?
Tym razem na anioła przyszła kolej by się uśmiechnąć.
– Nie, Loki. Do tego wystarczy mi anielska siła i namówienie paru stróżów do małej manipulacji podopiecznymi.
Anioł przerwał i odchylił się na krześle, i założył ręce za głowę, jakby właśnie wymyślił skuteczny usprawniacz do Ipoda.
– Ty, Loki. Jesteś mi potrzebny później – podjął po chwili. – Chcę żeby obaj, Willis i mój samobójca, zostali prawdziwymi przyjaciółmi.
Widząc, że Kłamca już chce coś powiedzieć, anioł podniósł rękę.
– Tylko żebyś nie myślał, że to takie proste zadanie. Willisa strzeże Al. Nie daj się nabrać na jego oddanie, gejowskie odruchy… tak Loki, znam to słowo, czytam fora. Nie daj się oszukać jego zniewieściałemu wyglądowi, bo to właśnie ten skrzydlaty pomagał Samsonowi przewracać kolumny, by zwalić świątynię na filistyńskie łby. Al zawsze miał skłonność do twardzieli.
Loki pokiwał głową, po czym odsunął krzesło i wstał.
– No dobrze, przyjacielu – powiedział. – To ja teraz idę do łazienki, a ty zacznij szykować moją wypłatę. Pomyśl sobie, że to pieniądze, ja to Willis, a moja akcja to kolejna „Szklana pułapka”. Jak wrócę, masz wyglądać jak oskubany kurczak.
To powiedziawszy, wyszedł.