Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Archiwum

Część trzecia najszklańszej z pułapek.

Zapraszamy do trzeciej części najszklańszej z pułapek autorstwa Jakuba Ćwieka. Tekst znajdziecie także na stronie Oficjalnego Fanklubu Lokiego.

Jurek siedział przy biurku i przeglądał kolejowe rozkłady na starym, wysłużonym komputerze. Nie to, żeby nie dowierzał swojemu aniołowi, ale…
Chociaż nie, po namyśle, nie wierzył mu za grosz. Prawdę mówiąc, nie był nawet pewien czy skrzydlaty gość, od stóp do głów ubrany w skórzane ciuchy i nawijający o profilach społecznościowych, kursach i metodzie bezpośredniego kontaktu, pojawił się rzeczywiście, czy też był tylko projekcją jego podświadomości przerażonej myślą o samobójstwie. To drugie rozwiązanie wydawało się nawet bardziej prawdopodobne.
I kto wie, być może Jurek uwierzyłby w taką wersję wydarzeń, gdyby nie to, że wszedł na Facebooka i dostrzegł… że lubi wódkę. Potem, nie bez zdumienia zauważył, że zgłosił się do konkursu filmowego i walczy o spotkanie z Brucem Willisem. Zdumiony odpalił rzekomo swój filmik. I zamarł.
Na ekranie w pierwszej chwili dostrzegł swoje oczy, zaraz potem całą twarz, sylwetkę na tle torów, drzew, okolicy, aż wreszcie chmury. Wyglądało to jakby maniakalny operator postanowił sfilmować start rakiety, siedząc na jej czubku.
A potem, na wysokości chmur, kamera nagle zatrzymuje się, rozgląda wśród obłoków, patrzy na siedzące na chmurach postaci i po wyraźnie widocznym namyśle sfruwa na dół.

Jurek znowu zobaczył najpierw chmury, potem widok z naprawę wysoka, lasek, tory, więcej torów, jeszcze więcej torów, aż wreszcie w miejscu, gdzie chwilę temu stał… butelkę Sobieskiego. Scena kończyła się hasłem: Co to za niebo… bez niego!
Jeśli to miał być żart, to naprawdę najwyższej klasy, bo filmik zmontowany tak, że nie sposób było zauważyć cięć. Całość trwała niecałą minutę, jakością obrazu przewyższała niektóre telewizyjne reklamy i od rana zgromadziła blisko trzy tysiące głosów. Biorąc pod uwagę to, że znajdująca się na drugim miejscu parodia „Szklanej pułapki” dobijała raptem dwóch tysięcy, a konkurs kończył się za dwa dni, wszystko wskazywało na to, że Jurek – nieświadom nawet swojego uczestnictwa, ów konkurs wygra.
I spotka się twarzą w twarz z Brucem Willisem!
Ta myśl, nawet niewypowiedziana, była dla Jurka tak szokująca, tak nieprawdopodobna do ogarnięcia, że aż się uszczypnął. Nie, zdecydowanie nie spał. To się działo naprawdę. Anioł, który wyglądał, jakby odszedł z „Village people”, zanim ci nagrali YMCA, rzeczywiście istniał, rzeczywiście był jego stróżem i rzeczywiście wziął się do roboty.
I dzięki niemu spotkam się teraz z Brucem Willisem, pomyślał Jurek. Usłużna wyobraźnia natychmiast podsunęła mu przed oczy wizerunek Johna McLane’a – bohatera tak wielkiego, że nie musiał nawet mówić złym ludziom, by się pierdolili, bo złoczyńcy na jego widok sami sięgali po dildo!
Gdy tak rozmyślał, w pokoju nagle zrobiło się chłodniej i jakby jaśniej, potem po podłodze popełzły elektryczne wyładowania, aż wreszcie rozległ się dźwięk, jakby ktoś odkorkował butelkę. Jurek odwrócił się gwałtownie.
Zmaterializowany anioł o wyraźnie przetrzebionych skrzydłach, nagi jak Pamela Anderson w mokrym śnie piętnastolatka, podnosił się właśnie z klęczek.
– Potrzebne mi jakieś ubranie – powiedział.
Jurek nie zdążył zareagować, bo niemal w tej samej chwili otworzyły się drzwi wejściowe i do maleńkiej kawalerki wparował długowłosy, brodaty blondyn, ubrany w dżinsy i skórzaną kurtkę anioła. W zębach ów jegomość trzymał wykałaczkę, na nosie miał lustrzane okulary.
– Mało oryginalny jesteś, piórasie – powiedział. – Robiłem już ten numer z ciuchami kiedyś. I wyszedł dużo lepiej.
Wskazał brodą Jurka.
– To ten? – zapytał.
Anioł potwierdził skinieniem.
– I na pewno chcesz go bratać z Willisem? Meryl Streep ucieszyłaby się pewnie bardziej. Albo Jackson, gdyby żył.
Anioł podszedł do łóżka i wciągnął na siebie leżące na wierzchu spodnie od piżamy. Sięgały mu do pół łydki, a do tego były białe, bez wzorków, wyglądał więc jak ubogi żeglarz ze starego filmu o piratach.
– Jerzy – powiedział – przedstawiam ci Lokiego. On…
– Załatwia sprawy – wszedł mu w zdanie Kłamca. – To ty chciałeś się zabić pociągiem?
– Tak – Jurek, który właśnie próbował zapanować nad szaleństwem rozpędzonych myśli i obrazów, absolutnie nie był zdolny do tłumaczeń czy zmyślania.
– Na przyszły raz wybieraj Japonię – podpowiedział Loki. – Tam roczna suma spóźnień pociągów to ledwie kwadrans.
– Loki! – ryknął skrzydlaty.
Kłamca wzruszył ramionami.
– No co, pomóc miałem, to pomagam. Rada gratis.
Przeszedł przez pokój i usiadł na łóżku obok zrolowanej pościeli.
– Twój niebiański przydupas… – zaczął, ale zgromiony anielskim spojrzeniem odchrząknął i zaczął jeszcze raz. – Twój obecnie nieopierzony przyjaciel ma marzenie, żebyście ty i Willis zostali przyjaciółmi od za tydzień do mniej więcej na zawsze. Wiesz, pogadanki przez telefon, wspólne robienie sałatki, trójkąt z Moniką Belluci.
– Loki, na Trony i Zwierzchności!
– No, w każdym razie ma wam być fajnie. Zgadza się?
Jurek, niepewny, co właściwie powinien odpowiedzieć, zerknął na anioła. Ten pokiwał głową.
– No… chyba – odparł niedoszły samobójca.
– Świetnie, nie ma to jak być pewnym swoich marzeń – stwierdził Kłamca. – A zatem: aby to osiągnąć, potrzebujemy dokładnych planów hotelu, gdzie odbędzie się impreza, z pięciu ludzi i tyle samo skrzydlatych, którzy wiszą mi przysługi, poza tym kilku pistoletów maszynowych, dwóch kilo plastiku i kilka więcej takich cudeniek.
Sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niej detonator. Zamachał nim, jakby to była pacynka.
– Co to jest? – zapytał Jurek.
Loki wypluł wykałaczkę, co – zważywszy na stan podłogi – nie było z jego strony żadnym szczególnym nietaktem czy bezczelnością.
– To? To mi wygląda na początek pięknej przyjaźni.