Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Archiwum

Konkurs Krzyżacki

Interesujesz się historią Polski? Wojny krzyżackie nie mają przed Tobą tajemnic? Być może ten konkurs jest właśnie dla ciebie.

Serwis Koronowo.zhp.pl ogłosił konkurs, gdzie do wygrania jest Cykl Krzyżacki Dariusza Domagalskiego, czyli: Delikatne uderzenie pioruna, Aksamitny dotyk nocy i Gniewny pomruk burzy. I to wraz z dedykacją i autografami autora!
Ponadto do wylosowania między uczestników są jeszcze trzy egzemplarze najnowszego tomu.

Jak zgarnąć książki? Poniżej jest dziesięć fragmentów z Gniewnego pomruku burzy. Do każdego przypisano jedno pytanie. Osoba, która odpowie poprawnie na największą ilość pytań, dostaje cały cykl (w przypadku remisu nastąpi losowanie zwycięzcy).

Odpowiedzi wysyłajcie na adres: wyzwolenie@koronowo.zhp.pl do 31 maja br.

Powodzenia!

FRAGMENT NR 1
Monarcha  odebrał od sługi hełm i już chciał go zakładać, gdy nagle dano znać, że przybyli dwaj heroldowie krzyżaccy. Kroczyli dumnie, dostojnie, z wysoko podniesionymi głowami, wzgardliwie spoglądając na polskich rycerzy. Pierwszy z nich, jasnowłosy mężczyzna o pełnych ustach nosił na jace czarnego orła w złotym polu – godło cesarza rzymskiego. Drugi, czarnowłosy, wąsaty rycerz  miał w herbie szczecińskiego gryfa. Jagiełło skrzywił się. W ten sposób Krzyżacy chcieli pokazać, że przyjdzie mu mierzyć się nie tylko z zakonem, ale również z całym światem…

PYTANIE 1: Jaki dar przynieśli heroldowie krzyżaccy królowi Polski  tuż przed bitwą pod Grunwaldem?

FRAGMENT NR 2
Otulona w opończę, zakapturzona postać wspinała się krętymi schodami na szczyt więziennej wieży chęcińskiego zamku. W pierwszej chwili mogło się wydawać, że to strażnik niosący skazańcowi posiłek, ale w blasku łuczyw można było dostrzec  szlachetne rysy twarzy owego człowieka. Na górze przystanął, jakby jeszcze się zastanawiał, coś rozważał, ale po chwili wyciągnął klucze. Zgrzytnęła żelazna zasuwa, drzwi celi rozwarły się na oścież.
W nikłym świetle powoli wypalających się świec przybysz spostrzegł siedzącego na łożu brodatego mężczyznę. Przykurczone ramiona, zapadłe policzki i zagasłe oczy nie wskazywały na to, że to ten sam człowiek, który pół roku wcześniej poprowadził cztery tysiące zbrojnych w śmiałym ataku na Polskę. Jednak wyblakły już krzyż na poszarzałej  houppelande nie pozostawiał wątpliwości, że był zakonnym dostojnikiem…

PYTANIE 2: Podaj imię i nazwisko krzyżackiego dostojnika?

FRAGMENT NR 3
Wozy znowu ruszyły zmierzając na olbrzymi most, wiszący niemal w powietrzu. W rzeczywistości konstrukcja wsparta była na stu sześćdziesięciu ośmiu łodziach kołyszących się na Wiśle. Wszyscy już od kilku dni o nim rozprawiali, zastanawiając się, jak może wyglądać. Ponoć w wielkiej tajemnicy, przez pół roku most budowany był pod Kozienicami, gdzie łatwo o dobre drewno z Puszczy Radomskiej. Gilbert z lękiem, a jednocześnie z podziwem spoglądał na dzieło mistrza Jarosława, który stał na wzgórzu bacząc, żeby wszystko przebiegało zgodnie z planem. Wyznaczył zbrojnych do pilnowania porządku i opatrzył krańce mostowe oporami z drewna, aby nikt poza kolejnością nie zbliżał się do brzegu. Dzięki temu cały tabor wjeżdżał na most w równych szykach, zachowując bezpieczne odstępy…

PYTANIE 3: Jak nazywała się miejscowość, w której dokonała się opisana przeprawa?

FRAGMENT NR 4
Każdego dnia polskie armaty od świtu do nocy prowadziły ostrzał twierdzy. W mury zamku raz za razem biły kamienne kule, wyrzucane z bombard ustawionych za Nogatem, natomiast na przedpolu ogniem pluły hufnice,, roztrzaskując wykusze, machikuły i bartyzany. W powietrzu nieprzerwanie unosił się szary, gryzący dym, pod osłoną którego pod zamek podchodzili puszkarze i oddawali salwy z hakownic. Wtedy rozlegały się krzyki umierających na murach strażników.
Olbrzymie głazy ciskane nieprzerwalnie z katapult czyniły niemałe szkody, niszcząc niemal całkowicie kancelarię i infirmerie. Na strzechy budynków gospodarczych spadały beczki z płonącą smołą, wzniecając trudne do opanowania pożary. Litwini z trebuszy ostrzeliwali kamiennymi blokami główną bramę, która przy każdym uderzeniu upiornie trzeszczała, jakby zaraz miała się rozlecieć. Jednakże oblegający nie kwapili się do szturmu, mimo że w obozie stało wiele szopów oraz drabin. Nie próbowano wspinać się na mury, ani wedrzeć się na zamek przez powstałe wyłomy. Zapewnie liczono, że obrońcy, nie mogąc znieść trudów oblężenia, niedługo sami się poddadzą.  A oni budząc się rano i widząc, że potężna warownia nadal stoi, utwierdzali się w przekonaniu, że opatrzność nad nimi czuwa i tym zacieklej się bronili…

PYTANIE 4: O oblężeniu jakiego zamku mowa we fragmencie?

FRAGMENT NR 5
W wigilię Świąt Bożego Narodzenia na rozkaz Zygmunta Luksemburskiego Ścibor ze Ściborzyc poprowadził dwanaście chorągwi do ataku na ziemię sądecką. Polscy rycerze broniący przygranicznych twierdz zawsze na święta zjeżdżali do domów, więc nie było trudno wedrzeć się w samo serce ziemi Małopolskiej. Trzy tysiące Węgrów napadło na Stary Sącz,  paląc i łupiąc miasto. Zostawili po sobie pożogi, liczne trupy i zrabowane domostwa. Jednak wkrótce zwiadowcy donieśli, że idą ku nim wojska polskie pod wodzą Jana ze Szczekocin.
Ścibor, nie chcąc wdawać się w otwartą bitwę,  wycofał hufiec na Węgry, żeby tam spokojnie poczekać kilka dni, a potem znowu uderzyć. Nie przypuszczał, że Polacy rozwścieczeni tą śmiałą napaścią rzucą się za nimi w pogoń i przekroczą granicę…

PYTANIE 5: Jak nazywała się miejscowość, w której w grudniu 1410 roku doszło do bitwy między wojskami Polskimi a Węgierskimi.

FRAGMENT NR 6
Dobiesław z Oleśnicy wycelował kopię w podbrzusze Krzyżaka, tuż nad łęgiem siodła, wiedząc, że przeciwnik to zauważy i opuści nieco tarczę. Nie pomylił się. Nagle, gdy od starcia dzieliło ich mrugnięcie powieki, uniósł drzewce, zadając cios w głowę zakonnika. Ta sztuczka wymagała niezwykłej siły i doświadczenia, bo niełatwo było w pełnym galopie zmienić kierunek uderzenia ciężkiej, mierzącej cztery metry kopii. Polak był pewien, że roztrzaska czerep wroga, ale zdumiał się, gdy ten bez trudu podbił sulicą drzewce i grot przeleciał nad głową zakonnika. Łatwość, z jaką Krzyżak to uczynił zmroziła rycerza z Oleśnicy. Tylko trzech ludzi na świecie potrafiło tego  dokonać. Już wiedział, z kim przyszło mu walczyć.
Szarpnął wodze, zawrócił konia i spostrzegł, że jego przeciwnik już czeka. Zimna zasłona hełmu skrywała jego twarz i nie sposób było nic z niej wyczytać, ale z postawy dostojnika biła taka pewność siebie, że Dobiesław zrozumiał, iż następnego starcia nie przeżyje. Nie straszne mu były całe zastępy zbrojnych, lwy z królewskiego zwierzyńska, nawet tajemnicze potwory z północnych mórz, ale  ten jeden człowiek wzbudził w nim przerażenie. Spiął konia i pognał w stronę polskich chorągwi…

PYTANIE 6: Kim był zakonnik, który tak wystraszył Dobiesława z Oleśnicy w bitwie pod Grunwaldem?

FRAGMENT NR 7
Saint-Amand wjechał na most zwodzony, minął roztrzaskane wrota i już po chwili był na głównym placu. Wokół panował straszliwy zamęt. Wśród przewróconych straganów, beczek, skrzyń obdzierano konających z szat, z trupów ściągano biżuterię i kosztowności nie mając żadnego szacunku dla śmierci. Przerażeni mieszczanie szukali schronienia przed rozszalałymi Polakami, z których wielu pochodziło z ziemi dobrzyńskiej i jedyne, czego teraz pragnęli to zemsty za pomordowanych synów i pohańbione córki. Cieli mieczami bezbronnych ludzi, we krwi topili nienawiść. Nielicznych brano do niewoli, krępowano grubymi sznurami traktując gorzej niż bydło i wleczono do obozu, żeby rzucić ich do stóp króla.
Nagle Burgundczyk usłyszał przeraźliwe wrzaski. To płonął kościół pośrodku placu, w którym zamknęli się starcy, kobiety i dzieci w nadziei, że najeźdźcy uszanują dom boży. Jednak dzisiaj nie było litości. Rycerze podpalili kościół i teraz płonęło żywcem prawie dwustu ludzi…

PYTANIE 7: Jak brzmi nazwa miasta zdobytego i splądrowanego przez wojska Jagiełły dwa dni przed grunwaldzką potyczką?

FRAGMENT NR 8
A na wyspie służba wnet odgarnęła śnieg, rozstawiła namioty i zaroiło się od straży, które miały czuwać nad bezpieczeństwem czcigodnych gości. Od samego rana przez Małą Wisłę raz za razem kursował prom przywożąc na Kępę Bazarową kolejnych delegatów.
Najpierw przybyli najwyżsi dostojnicy Zakonu Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie oraz ich inflanccy konfratrzy z zakonu kawalerów Mieczowych. Nie mogło wśród nich zabraknąć obu wielkich mistrzów: Henryka von Plauena i  Konrada von Vietinghoffa. Następnie zjawili się otuleni w najlepsze futra dwaj książęta mazowieccy i reprezentanci miast polskich: Krakowa, Sandomierza, Poznania, Kalisza, Brześcia Kujawskiego i Włocławka. W dalszej kolejności do brzegu przybili przedstawiciele Zygmunta Luksemburskiego, grafów niemieckich i legatów papieży, którym nagle zaczęło zależeć na przywróceniu ładu między chrześcijanami. Dopiero na sam koniec przybył Wielki Książę Litwy Witold w towarzystwie doradców i najzacniejszy z gości, oraz król Polski Władysław Jagiełło. Wraz z pierwszymi uderzeniami dzwonów, wybijających południe, zebrani na wyspie możnowładcy weszli do olbrzymiego namiotu i zajęli miejsca przy dębowym stole. Teraz mogli zacząć rozprawiać o pokoju…

PYTANIE 8: O jakie wydarzenie chodzi w powyższym fragmencie?

FRAGMENT NR 9
Teraz dopiero zagrały trąby, zafalowały sztandary i dwie masy wojska ruszyły ku sobie. Wnet doszło do starcia, ale bitwa w niczym nie przypominała tej stoczonej przed trzema miesiącami pod Grunwaldem. Nie było szarż rozpędzonych chorągwi, wycofywania zmęczonych hufców i wprowadzania na plac boju świeżych odwodów. Nie było straszliwego ścisku, miażdżenia i tratowania. Nie było bezładnej rzezi, dobijania rannych i morza krwi wsiąkającego w ziemię. Bitwę toczono wedle starych, rycerskich zasad.
Bój składał się z szeregu pojedynków, pełnych kurtuazji, szacunku dla przeciwnika i bardziej przypominał turniej rycerski niż walną bitwę. Szlachcice walczyli ze szlachcicami, giermkowie z giermkami, a słudzy ze sługami. Zawsze czekano aż konkurent opuści zasłonę, przygotuje się do boju i wtedy dopiero szarżowano. Pomimo że zbrojnych po stronie zakonu było dwukrotnie więcej, nie zdarzyło się, żeby dwóch atakowało jednego. Ci, którzy nie mieli pary, cierpliwie czekali na swoją kolej. Zastępowali rannych, zabitych lub tych co poddali się. Wzięci do niewoli odchodzili w wyznaczone miejsce, które znajdowało się pod samotnie rosnącym, rozłożystym dębem. Tam siadali  i zasępieni  przyglądali się dalszemu przebiegowi bitwy. Nie było nad nimi strażników, jak również żaden z rycerzy nie był wiązany. Wystarczyło dane słowo, że nie uciekną. Bogatsi, po złożeniu obietnicy zapłacenia okupu, mogli wrócić na plac boju, żeby raz jeszcze popróbować szczęścia…

PYTANIE 9: Podaj dokładną datę i miejsce stoczenia bitwy.

FRAGMENT NR 10
Pierwsze co  zrobił po przyjeździe do Malborka, to zebrał wszystkich ocalałych rycerzy-braci w kapitularzu i zażądał od nich wybrania go namiestnikiem zakonu do czasu zakończenia wojny i wyboru nowego wielkiego mistrza. Nikt się nie sprzeciwił. Ludzie chętnie sięgają po władzę gdy zyski z jej sprawowania przerastają ryzyko, ale w chwilach zagrożenia stać na ten krok tylko najsilniejszych. Komtur ze Świecia był właśnie takim człowiekiem, ponadto biła od niego moc Binah, więc dostojnicy skwapliwie złożyli w jego ręce los zakonu…

PYTANIE 10: Podaj imię i nazwisko dostojnika krzyżackiego o którym mowa?