Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Archiwum

Nowa Fantastyka, nr 10 (337) 2010

Osoby zastanawiające nad zapoznaniem z najnowszym numerem Nowej Fantastyki muszą przede wszystkim wiedzieć, że główny nacisk został w nim położony na dział prozy. Oczywiście nie zabraknie także publicystki, ale jest jej zdecydowanie mniej niż w ubiegłym miesiącu. Czy to dobrze? Nie wiem. Wszystko zależy od indywidualnych gustów, a o nich przecież się nie dyskutuje.

***
Proza. W ostatnich czasach miałem spore zastrzeżenia odnośnie tego działu, ale opowiadaniom Pajęcza matnia oraz Powrót kmiecia należą się brawa. Dlaczego?

Pierwszy ze wspomnianych tekstów to świetnie opowiedziana historia z zaskakującym zakończeniem. Amerykański pisarz, Kealan Patrick Bruke (wzorując się momentami na twórczości Stephena Kinga) w znakomity sposób buduje atmosferę wokół postaci oraz skutecznie kontroluje tempo akcji. Według mnie siła opowiadania tkwi również w prostym i jasnym języku wypowiedzi sprawiającym, że czytelnikowi łatwiej jest związać się z głównym bohaterem i tym, co go spotkało.

Wspominając drugie opowiadanie pióra Anny Brzezińskiej, żywię nadzieję, że nikogo nie muszę przekonywać do jej prozy. Według mnie jest to jedna z pierwszych – być może nawet pierwsza – dama polskiej fantastyki. Powrót kmiecia czytałem z zainteresowaniem. Myślę, że jest to najlepsze, co mogę powiedzieć o tekście. Większość opowiadań polskich twórców nudzi mnie. Zazwyczaj są mało ciekawe „nie wciągają’ a ich bohaterowie są mało wyraziści. Powrót kmiecia czytałem z przyjemnością.

***
Publicystyka październikowej Nowej fantastyki pozostawia wiele do życzenia. Może byłoby inaczej, gdyby nie nadzieje rozpalone przez poprzedni numer wspomnianego pisma. Cofając się o miesiąc, spostrzeżmy, że ów dział był bardzo mocno rozbudowany. Mieliśmy kilka miłych dla oka artykułów, które pomimo swoich wad, przyciągały uwagę. W obecnym numerze Nowej Fantastyki ich liczba zmalała do jednego, dwóch.

Na wstępie Jerzy Rzymowski (Drużyna Drużyny) zapowiada nadejście Drużyny, czyli „niezależnej produkcji, której twórcy chcą udowodnić, że w Polsce da się tworzyć ciekawe, sprawnie zrealizowane kino fantastyczne”*, między innymi prezentując sylwetki jej inicjatorów, ich trud i poświęcenie dla projektu. Artykuł jest ciekawy (w końcu coś nowego, a nie wałkowanie w kółko tego samego) ale za krótki, jak na tekst mający zachęcać do kupna Nowej Fantastyki. Według mnie w tej roli o wiele lepiej sprawiłyby się spostrzeżenia Pawła Deptucha odnośnie straszenia komiksowo-filmowego. Autor Horroru zamkniętego w kadrach w prosty, przystępny dla każdego odbiorcy sposób, opowiada o różnicach w ukazywaniu horroru w komiksach, filmach i książkach, oczywiście opierając się na konkretnych przykładach. Jeżeli miałbym wskazać na najmocniejszy punkt numeru to wskazałbym właśnie na Pawła Deptucha.

***
Podsumowując, październikowa Nowa Fantastyka nie zasługuje na dłuższe omówienie, niż to które czytacie. Na około osiemdziesięciu stronach pisma znalazłem zdecydowanie za mało tekstów, które na dłużej zapadłyby mi w pamięć. Po numer warto sięgnąć dla Pawła Deptucha, opowiadania Pajęcza matnia oraz felietonu Łukasza Orbitowskiego (Błysk w gąszczu mroku), o którym nie wypowiadam się, bo przecież wiadomo, że bardzo dobry.

*J. Rzymowski Drużyna „Drużyny”; w: Nowa Fantastyka; nr 10 (337) 2010; s.4.