Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Arcyważne, Biblioteka, Wywiady

„Bardzo fajnie mi się ją pisało” Jakub Żulczyk o swojej książce fantasy dla młodzieży

Nie ma chyba w Polsce czytelnika, który nie słyszałby o twórczości Jakuba Żulczyka. Nie każdy jednak wie, że w dorobku autora znajduje się powieść dla młodzieży pełna fantastycznych bohaterów i Zła w czystej postaci. To „Zmorojewo”, które właśnie doczekało się swojego kolejnego wydania!

Zuzanna Pęksa: Bohater „Zmorojewa” to 15-letni Tytus, miłośnik horrorów, książek fantastycznych i gier komputerowych. Zacznijmy zatem od najbardziej sztampowego z pytań. Ile w Tytusie jest Jakuba Żulczyka z przeszłości?

Jakub Żulczyk: W wieku Tytusa dużo czytałem fantastyki i siedziałem przy komputerze, fakt, ale lubiłem też łobuzować, byłem dużo bardziej krnąbrnym i problemowym nastolatkiem. Nie, żebym to jakoś szczególnie polecał, ale niestety wdawałem się w różne głupoty, piłem alkohol, paliłem papierosy i nie tylko.

Z.P.: Na wakacje z dala od świata i Internetu Tytus zabiera książki Stephena Kinga. Jakich pięć książek i dlaczego Ty byś zabrał na taki wyjazd?

J.Ż.: Jakieś dwa ciekawe reportaże, których jeszcze nie czytałem, na przykład z amerykańskiej serii Czarnego; jedną książkę popularnonaukową bądź eseistyczną, coś z antropologii kultury albo historii religii; jedną powieść, najlepiej polską i trochę zapomnianą, której jeszcze nie czytałem, na przykład Choromańskiego, Myśliwskiego, Buczkowskiego; piątą książką byłby pewnie “Umysł zen, umysł początkującego” Suzukiego, jest to książka, którą zawsze staram się mieć pod ręką.

Z.P.: W książce ścierają się ze sobą siły Dobra i Zła. Złym zależy na tym, by zdobyć lustro Twardowskiego i kwiat paproci. Skąd wybór akurat takich atrybutów?

J. Ż.: Wydały mi się fajne. „Kwiat paproci” to bajka, która w dzieciństwie zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Opowiadała mi ją babcia. Jest bardzo piękna, ma potężną siłę prostej, szlachetnej przypowieści. Wiedziałem, że w taki czy inny muszę się do niej odwołać.

Z.P.: W wywiadzie dla Gazety Wyborczej powiedziałeś, że do serialu „Ślepnąć od świateł” nie wybierałeś aktorów – że to nie jest rola scenarzysty. A gdybyś był reżyserem castingu do „Zmorojewa” i mógł tak po prostu dać swoją rekomendację do głównych ról, to kogo byś wybrał?

J. Ż.: Jeśli chodzi o głównych aktorów w tym wieku trzeba byłoby niestety znaleźć na drodze długiego i wyczerpującego castingu. To przedział 15 – 18 lat. Nie ma w tym wieku zawodowych aktorów. Natomiast jeśli chodzi o Strzępowatego i Gangrenę, moim wielkim marzeniem jest aby zagrali ich Wojewódzki oraz Korwin-Piotrowska.

Z.P.: Większość rodziców mówi, że kocha swoje dzieci tak samo. Pisarze nie muszą być na tyle dyplomatyczni mówiąc o tym, co stworzyli. W zapowiedzi reedycji “Zmorojewa” powiedziałeś, że bardzo tę książkę lubisz. Co sprawia, że masz do niej taki sentyment?

J. Ż.: Mam niejasne przeczucie, że w swoim gatunku jest to książka udana. Udana, w sensie – produkt końcowy jest w miarę bliski wizji, którą miałem na samym początku pisania. Być może dlatego, że bardzo fajnie mi się ją pisało, czułem się jak dziecko opowiadające innym dzieciom straszną historię zasłyszaną w dzieciństwie.

Z.P.: W sieci można znaleźć informację, że druga część książki zostanie wznowiona w kwietniu 2019 roku. Czy planujesz napisać trzeci tom? Albo inną książkę z fantastyką w tle?

J. Ż.: Być może to się stanie. Nie snuję dalekosiężnych planów, staram się skupiać na bieżących projektach, a teraz pracuję nad czymś zupełnie innym. Jednak, oczywiście, historię Tytusa trzeba będzie prędzej czy później zakończyć. Jednak mam na to jeszcze dużo czasu. David Lynch wrócił do Twin Peaks po ćwierćwieczu i nic strasznego się z tego powodu nie stało.

Z. P.: Jedną z Twoich rad dla wszystkich piszących jest to, by pisali codziennie. Nieważne, czy będzie to jedno zdanie, czy strona, ale można w ten sposób przełamać impas. Masz jeszcze inne tego typu, uniwersalne rady, dla tych, którzy chcą iść Twoim śladem, albo już coś wydali, tylko mają kryzys twórczy?

J. Ż.: Nie, nie mam, wydaje mi się że jedna rada to i tak już bardzo dużo. Mi nikt nie dawał żadnych rad i musiałem jakoś radzić sobie sam. Chyba to jest najważniejsze w byciu twórcą – wzięcie na klatę faktu, że jesteś z tym sam, że nikt nie będzie cię do końca rozumiał, że robisz to właśnie po to, aby ktokolwiek cię zrozumiał, a jest to syzyfowa praca, bo i tak nikt tego nie zrobi, że najlepsze, co może ci się przydarzyć, to sukces, kasa i podziw, ale na pewno nie zrozumienie. Nie no, trochę żartuję. Trzeba się wyluzować. W skali kosmosu nic nie ma znaczenia, i zdać sobie z tego sprawę, to jest naprawdę uwalniające.

Rozmawiała Zuzanna Pęksa