Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Arcyważne, Film, Recenzje

Opowieści z dreszczykiem i nutą nostalgii

Jeśli Twoje dzieciństwo przypadło na lata 80. lub 90., jest spora szansa, że przy serialu „Creepshow” poczujesz silną nutę nostalgii, ale też spędzisz przy nim kilka (lub więcej) miłych wieczorów.

„Creepshow” to serialowa antologia horroru. Przypomina „Opowieści z Krypty” czy „Gęsią skórkę” – kultowe dziś serie. „Opowieści z Krypty” to zresztą nieprzypadkowy tytuł, ważny dla genezy nowego serialu. Były one bowiem adaptacją komiksów z lat 50., ukazujących się nakładem wydawnictwa EC Comics. To właśnie dla tych tytułów hołdem był film „Creepshow” z 1982 roku zawierający w sobie straszne opowieści, wyreżyserowany przez George’a A. Romero na podstawie scenariusza Stephena Kinga. To historia ojca, który karze syna, zmuszając go do czytania komiksów. Te komiksy to oczywiście horrory zatytułowane „Creepshow”. W rolę chłopca wcielił się zresztą syn Kinga – Joe Hill. Później powstały jeszcze „Creepshow 2” (1987) oraz „Creepshow 3” (2006), a na podstawie „Creepshow” powstał pierwszy komiks Stephena Kinga (w Polsce wydany jako „Opowieści makabryczne”).

Powtarzające się nazwisko Stephena Kinga też ma znaczenie – jako siedmiolatek odkładał kieszonkowe, by sięgać po komiksy wydawane przez EC Comics. To tak zainteresował się horrorem. Nic dziwnego, że w serialu „Creepshow” pojawiła się adaptacja jednego z opowiadań Kinga – wszak nie tylko on wiele zawdzięcza komiksowej grozie, ale i ona wiele zawdzięcza jemu. Stephen King jak najbardziej zasłużył sobie na taki hołd. Inny z odcinków jest z kolei inspirowany opowiadaniem Joego Hilla.

Na 1. sezon serialu „Creepshow” składa się 12 odcinków – to 12 różnych opowieści, z których każda trwa około 25 minut. W krótkim intro występuje ta sama postać – szkielet w pelerynie, znany z plakatu oryginalnego filmu „Creepshow”. Raz wycina dynię na Halloween, kiedy indziej łowi ryby, zawsze wplatając w tę czynność coś makabrycznego. Później słyszymy wpadający w ucho, niepokojący dżingiel. Trudno ocenić, czy z czasem stanie się on podobnie kultowy jak choćby ten z „Gęsiej skórki”, ale z pewnością dobrze wprowadza w nastrój serialu. Później natomiast przychodzi czas na otwarcie komiksu…

Komiksy to motyw przewodni serialu – każdy odcinek rozpoczyna się otwarciem zeszytu. Oglądamy jego charakterystyczne elementy, a potem zaczynamy czytać samą historię. W końcu kadry przechodzą w sceny z udziałem aktorów, a my – zaczynamy śledzić serial. Nie znaczy to jednak, że komiks całkowicie schodzi ze sceny. Komiksowe kadry powracają w montażu, czasami na ekranie pojawiają się dymki… Montaż jest dynamiczny i wykorzystuje tę formę na korzyść serialu – choć w jednych odcinkach wyraźnie mocniej, niż w innych.

Antologię rozpoczyna „Szara materia” (Gray Matter) na podstawie opowiadania Stephena Kinga. To mocne otwarcie – pierwszym aktorem, którego widzimy w serialu, jest Tobin Bell, znany z serii „Piła”, gdzie wcielił się w psychopatę Jigsawa czy z „Unabombera”, gdzie zagrał Teda Kaczynskiego. Ten aktor zna swoją robotę i potrafi przestraszyć. Tym razem wciela się w stróża prawa. W małym miasteczku trwa huragan, a on przeczekuje sytuację w lokalnym sklepie, wraz z dwójką znajomych. Od samego początku widz karmiony jest nawiązaniami do twórczości Kinga – na tablicy ogłoszeń, wśród informacji „zaginął pies” czy „zaginął kot”, widzimy afisz o zaginionym bernardynie imieniem Cujo, a w radiu nadawany jest komunikat o tym, że z powodu huraganu zostały przerwane poszukiwania bliźniaczek Grady (czyli ośmiolatek z filmowego „Lśnienia”). Do sklepu przychodzi chłopak, który mimo paskudnej pogody, chce kupić piwo dla swojego ojca – alkoholika. Ten nigdy nie pogodził się ze śmiercią żony i spędza czas zabijając smutki. Ponieważ chłopak jest wyraźnie przerażony, właścicielka sklepu postanawia podać mu coś ciepłego do zjedzenia, a mężczyźni sami udają się do dawnego kolegi z kartonem piw, mając nadzieję, że uda im się wyjaśnić sytuację. Oczywiście, jak to u Stephena Kinga, nie możemy spodziewać się happy endu.

Historie zebrane w „Creepshow” są naprawdę rozmaite – jedne to adaptacje, inne to oryginalne historie napisane na potrzeby serialu. W niektórych pojawiają się dobrze znane motywy – wilkołaki czy potwór na dnie jeziora – inne pokazują całkiem nowe podejście do tematu.

Osobiście najbardziej przypadł mi do gustu odcinek „Dom głowy” (The House of the Head). Jego bohaterka dostaje w prezencie od rodziców wyjątkowo misterny domek dla lalek. Spędza przy nim wiele godzin i nagle orientuje się, że kiedy nie patrzy, lalki przemieszczają się bez jej udziału, w dodatku wśród nich pojawia się element, którego wcześniej nie widziała – urwana głowa w stanie rozkładu. Oczywiście także zabawkowa, dopasowana skalą do domku. Wraz z dziewczynką śledzimy, co wydarzy się w domku, w którym zagościła groza i czy będzie to miało bezpośredni wpływ na jej życie. Czy kupno lalki-policjanta wystarczy, by rozwiązać makabryczną zagadkę?

Ciekawy był też „Skincrawlers” (polski tytuł zostanie podany wkrótce), w którym ludzkość pakuje się w kłopoty, ponieważ postanawia wykorzystać nowoodkryty, egzotyczny gatunek zwierzęcia w terapii na odchudzanie. W tym przypadku fabuła jest dość przewidywalna, natomiast historia umiejętnie nawiązuje do naszych czasów – i do naszej obsesji na punkcie własnego wyglądu, dla którego jesteśmy w stanie wycierpieć naprawdę wiele.

Urzekł mnie też „All Hallows Eve” (polski tytuł zostanie podany wkrótce), ze względu na grę młodych aktorów i estetykę. Tym razem cała historia rozgrywa się w Halloween. Grupka nastolatków krąży od domu do domu i z jakiegoś powodu ludzie są naprawdę przerażeni ich obecnością, choć z początku nie mamy pojęcia, dlaczego. Oczywiście odcinek odpowiada na to pytanie.

Są w „Creepshow” bardziej konwencjonalne opowieści – jak wilkołaki w czasie II wojny światowej, są też bardziej nietypowe – jak wspominany „Dom głowy” czy opowieść o mężczyźnie uwięzionym w walizce. Czasami cały strach rozgrywa się w głowie widza – gdy ten obawia się o bohaterów i zastanawia się, co pojawi się w kolejnej scenie – kiedy indziej dostajemy makabrę pełną gębą i obserwujemy rozszarpywanie ludzi żywcem. Każdy odcinek skupia się wokół jednego czy dwóch wątków, czasami domyka je przed napisami końcowymi, kiedy indziej – pozostawia otwarte zakończenie i napięcie, co wydarzy się dalej. Dla fanów gatunku większość fabuł nie będzie zaskoczeniem, ale trafiają się wśród nich perełki. Aktorsko i realizacyjnie całość stoi na wysokim poziomie. Efekty specjalne w większości przypadków zdają egzamin, choć niektóre komputerowe wyraźnie odstają od innych. Na szczęście tylko w kilku miejscach jest to naprawdę zauważalne. Tam, gdzie twórcy sięgnęli po efekty tradycyjne, wszystko działa i pozwala widzowi wczuć się w klimat kultowych produkcji lat 80. i 90.

„Creepshow” potrafi wywołać dreszczyk napięcia. Dorosły widz raczej nie będzie miał po tym serialu koszmarów, choć z pewnością z sentymentem wspomni czas, gdy oglądał „Gęsią skórkę” czy „Opowieści z Krypty”. Seans „Creepshow” to jakby zobaczyć tamte serie ponownie, ale wykonane z narzędziami dostępnymi w XXI wieku. Młodszy widz pewnie pochłonie je z zainteresowaniem – choć warto, by rodzic ocenił, czy poziom makabry jest dostosowany do rozwoju nastolatka. W poszczególnych odcinkach „Creepshow” obserwujemy np. oderwanie człowiekowi głowy czy wyrywanie zębów obcęgami w ramach tortur. Jedni obejrzą to bez mrugnięcia okiem, inni – niekoniecznie.

W Polsce serial będzie emitowany od 22 czerwca, w każdy poniedziałek na antenie AMC Polska. Początek seansu o godz. 22:00. Warto wtedy zasiąść przed telewizorem z miską popcornu. Dobra zabawa z dreszczykiem gwarantowana! A najlepsze odcinki powinny zaspokoić nawet najbardziej wybredne gusta koneserów gatunku.

Recenzuje dla Was Anna Tess Gołębiowska-Kmieciak