Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Gry

Co będzie straszyć w marcu?

Co straszyło wschodnio i środkowoeuropejskie dzieci w dawnych dniach? Ano, straszydła – istoty, które czasem uważaliśmy za przyjazne, mało szkodliwe, a tak naprawdę żywiły się ludzkim strachem. A przynajmniej taka jest wizja świata w planszówce „Straszydła”, która 11 marca zadebiutuje na platformie wspieram.to.

W grze gracze będą musieli pozyskać uznanie konkretnych straszydeł, ale to wcale nie takie proste, ponieważ te przybywają głodne i w nie najlepszym humorze. Jedynie smakowity strach może je udobruchać, lecz ten pozyskać można jedynie w mieście, gdzie strach co prawda kwitnie, choć często trzeba mu dopomóc, aby było go jeszcze więcej. Z tym, że nie tylko wam zależy na wyżywieniu nadprzyrodzonych istot – pozostali również szukają ziaren trwogi i czasem taki konflikt interesów, może przerodzić się w faktyczne starcie. Ale czego nie robi się dla zwycięstwa, prawda?

Dawno, dawno temu obok ludzi żyły straszydła. Zamieszkiwały bory, knieje, uroczyska, a nawet zakątki dawnych izb gdzie nie sięgało światło świec. Dobrze było żyć z nimi w zgodzie, co by jakiś psot nie wyrządziły albo i nawet do zguby człeka nie doprowadziły. Toteż często zostawiono im resztki strawy, czego echa do dziś słychać w różnych obrzędach i zwyczajach choćby Wielkanocnych.

Ale tak naprawdę straszydła żywiły się strachem. A miały wiele okazji do uczty. Każdy wierzył, że w odmętach jezior czają się utopce czy wodnice. Zapuściwszy się zbyt głęboko w las dzieci mogły zobaczyć jakiegoś starca przedzierającego się przez knieje i każdy wiedział, że był to Run. Nawet co odważniejsi młodzieńcy, przechwalający się w karczmie przy kuflu piwa, że nie straszne im te babskie bajania, wracając chwiejnym krokiem do chałupy, na rozstaju dróg żegnali się po trzykroć. Ot, na wszelki wypadek.

Jednak lata mijały. Pradawne bory, wycinano, łąki koszono, rzeki regulowano, a moczary osuszano. Na rozdrożach rozbłysły latarnie, wędrowcy znikli z traktów, a na pola zaczęły rozlewać się coraz większe, dymiące miasta. Serce, zastąpiło szkiełko i oko mędrca. Coraz mniej osób wierzyło w straszydła, mało kto się jeszcze ich bał. Nastały dla nich czasy głodu i tułaczki. Musiały się przystosować lub zginąć. Zaczęły łączyć się w większe watahy i szukać resztek strachu w zaułkach rozrośniętych miast.