Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Gry

Co stało się przed Stranger Things?

Wydawnictwo Poradnia K niedługo wydaje pierwszy prequel popularnego serialu “Stranger Things” ze stajni Netflixa. Nosząca tytuł “Mroczne umysły” książka została napisana przez Gwendę Bond, a na polski przełożyła ją Paulina Braiter. Premiera przewidziana jest na 24 kwietnia, a dla niezdecydowanych prezentujemy fragmenty.

Prolog

Lipiec 1969
Państwowe Laboratorium Hawkins
Hawkins, Indiana

Mężczyzna jechał nieskazitelnie lśniącym samochodem po płaskiej drodze stanu Indiana. Kiedy dotarł do bramy z metalowej siatki z napisem “Nieupoważnionym wstęp wzbroniony”, zwolnił. Czuwający przy niej strażnik zerknął przez okno, sprawdził tablicę rejestracyjną i gestem nakazał mu jechać dalej.

W laboratorium najwyraźniej już go oczekiwano. Może nawet wysłuchali szczegółowych poleceń i zgodnie ze wskazówkami przygotowali to nowe królestwo na jego przybycie.

Kiedy dotarł do następnej budki wartowniczej, opuścił szybę, wręczając dokumenty żołnierzowi z ochrony. Mężczyzna uważnie obejrzał prawo jazdy, ani razu nie patrząc mu w oczy. Ludziom często się to zdarzało.

On sam zawsze z wielką uwagą przyglądał się każdej nowej osobie, przynajmniej z początku – dokonując oceny szybkiej jak myśl, katalogując: płeć, wzrost, waga, rasa. Na podstawie tych danych szacował inteligencję i wreszcie, co najważniejsze, domyślny potencjał. Po tej ostatniej ocenie niemal wszyscy przestawali go interesować. Ale nigdy się nie poddawał. Patrzenie, ocenianie, stanowiło jego drugą naturę i niezwykle istotny element pracy. Większość ludzi nie budziła w nim zainteresowanie, ale ci, którzy budzili… To właśnie dla nich się tu znalazł.

Żołnierza łatwo było sklasyfikować: mężczyzna, metr siedemdziesiąt pięć, dziewięćdziesiąt kilo, biały, średnia inteligencja, potencjał… wypełniony siedzeniem w budce wartowniczej i sprawdzaniem dokumentów, z wiszącą na biodrze bronią krótką, której zapewne nigdy nie użyje.

– Pan Martin Brenner. Witam – rzekł w końcu i mrużąc oczy porównał zdjęcie na plastikowej karcie z siedzącym w wozie człowiekiem.
Zabawne, że w dokumencie zawarto część informacji, które chciałby poznać Brenner, gdyby spoglądał na siebie: mężczyzna, sto osiemdziesiąt dwa centymetry, dziewięćdziesiąt pięć kilo, biały. Reszta: iloraz inteligencji na poziomie geniusza, potencjał… nieograniczony.

– Uprzedzono nas o pańskim przybyciu – dodał żołnierz.

– O pańskim przybyciu, doktorze Brenner – poprawił łagodnie mężczyzna.

Spojrzenie zmrużonych oczu, które nie patrzyły wprost na niego, powędrowało na tylne siedzenie ku pięcioletniej Ósemce, uczestniczce badań. Ósemka spała skulona przy drzwiach. Zaciśnięte w pięści dłonie wsunęła pod drobny podbródek. Brenner wolał sam zająć się jej transportem do nowego ośrodka.

– Tak, doktorze Brenner. A kim jest dziewczynka? Pańską córką?

W głosie wartownika słychać było wyraźne powątpiewanie. Skóra Ósemki miała barwę ciemnego mahoniu, kontrastującą z mlecznobiałą cerą Brennera. Oczywiście mógł wyjaśnić, że to nic nie znaczy, ale uznał, że to nie sprawa strażnika, a poza tym tamten się nie mylił. Brenner nie był niczyim ojcem. Przybranym, owszem.
(…)

Gdy wysiadł i poszedł do drzwi z drugiej strony, Ósemka wciąż spała. Otworzył powoli, podtrzymując jej plecy, by nie wypadła na parking. Przed podróżą podał jej dla bezpieczeństwa środki nasenne. Była zbyt ważnym zasobem, by pozostawiać ją w rękach innych. Jak dotąd zdolności innych obiektów okazały się… rozczarowujące.

– Ósemko – przykucnął przy siedzeniu i delikatnie potrząsnął jej ramieniem.
Dziewczynka pokręciła głową, nie otwierając oczu.

– Kali – wymamrotała.
Tak naprawdę miała na imię. Upierała się przy nim. Zwykle nie pozwalał jej na to, ale dzisiaj był wyjątkowy dzień.

– Kali, obudź się – rzucił. – Jesteś w domu.

Zamrugała, w jej oczach rozbłysły ogniki. Źle go zrozumiała.
– Twoim nowym domu – dodał.

Ogniki przygasły.

– Spodoba ci się tutaj. – Pomógł małej usiąść i gestem wezwał do siebie. Wyciągnął rękę. – Teraz tatuś chce, żebyś poszła sama, jak duża dziewczynka. Potem znów możesz się położyć.

W końcu sięgnęła ku niemu, wsuwając mu w palce drobną dłoń.

(…)

Rozdział pierwszy
Zwykłe badanie

Lipiec 1969
Bloomington, Indiana

1.
(…)

Terry z powrotem usiadła Andrew na kolanach i zaczęła słuchać.

Współlokatorka wymachiwała rękami.

– I ten szczur laboratoryjny zapłacił mi piętnaście dolców.

– Piętnaście dolców? – to zainteresowało Terry. – Za co?

– Za eksperyment psychologiczny, do którego się zgłosiłam. – Stacey usadowiła się pośrodku podłogi naprzeciw Terry. – Wiem, wygląda to fajnie, ale potem… – Zawiesiła głos i zadrżała.

– Potem co? – Terry pochyliła się naprzód. W końcu otworzyła puszkę i pociągnęła łyk. Andrew objął ją mocno w pasie, żeby nie spadła.

– Tu właśnie robi się dziwnie. – Stacey próbowała przygładzić kucyk i przypadkiem go rozwiązała. W migotliwym blasku czarno-białego ekranu jej twarz, otoczona dziką burzą kręconych włosów, przybrała nagle udręczony wyraz. – Zaprowadził mnie do ciemnego pomieszczenia. Stał tam wózek, kazał mi się położyć.

– Uch-och, chyba wiem, za co wybulił piętnaście dolców – wtrącił Dave.
Zarówno Stacey, jak i Terry posłały mu nieprzychylne spojrzenia, Andrew natomiast wybuchnął śmiechem. Jak to faceci. Uważają, że są tacy zabawni.

– Mów dalej – Terry wywróciła oczami. – I co się stało?

– Zrobił mi pełne badanie, tętno, osłuchał serce. Miał notatnik, w którym wszystko zapisywał. A potem… – Stacey pokręciła głową. – To będzie brzmiało wariacko, ale zrobił mi zastrzyk i wcisnął jakąś tabletkę pod język, żeby się rozpuściła. Po jakimś czasie zaczął mi zadawać dziwaczne pytania.

– Jakie pytania? – Terry słuchała zafascynowana. Czemu, do diabła, ktoś miałby płacić Stacey piętnaście dolców za coś takiego? I to w laboratorium?

– Nie pamiętam. Wiem tylko, że odpowiadałam, a i to jak przez mgłę. Cokolwiek mi dali, to było jakbym łyknęła najgorszego kwasu w historii. Serio. Potem… nie czułam się dobrze.

– To było w piątek? – dopytywała Terry. – Dlaczego wcześniej nic nie wspomniałaś?

Stacey odwróciła głowę, żeby spojrzeć na Waltera Cronkite’a.

– Chyba potrzebowałam paru dni, żeby w ogóle to ogarnąć – wzruszyła ramionami. – Nie wrócę tam.

– Chwila! – Andrew nachylił się, wystawiając głowę nad ramieniem Terry. – Chcieli, żebyś tam wróciła?

– Piętnaście dolców za sesję. Ale wierz mi, nie warto.

– Mówili, po co to robią? – spytała Terry.

– Nie. I teraz nigdy się już nie dowiem.

Andrew patrzył na nią z niedowierzaniem.

– Ja to zrobię. Za taką kasę mogę łyknąć zły kwas. To nasz czynsz za miesiąc. Łatwizna!

Stacey skrzywiła się.

– Rodzice opłacają ci czynsz, a oni szukają tylko kobiet.

– A nie mówiłem? Za to właśnie płacą – wtrącił Dave.

Stacey rzuciła w niego poduszką. Uchylił się.

– Ja to zrobię – oznajmiła Terry.

– Uch-och – mruknął Andrew. – To ona, Dziewczyna, Która Zmieni Świat, zgłasza się na służbę.

– Po prostu jestem ciekawa – skrzywiła się do niego. – I wcale nie o to chodzi.