Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Gry, Recenzje

Recenzja: Tortuga 2199 – Michael Loyko i Denis Plastinin

Wydawało się, że „Tortuga 2199” będzie kolejnym, nic nie wnoszącym deck-buildingiem, starającym się udawać coś czym w istocie nie jest i co w założeniu ma się wybić na grzbiecie mieszanki chwytliwych tematów (pirackim i science fiction). Wizualnie notabene przynosi skojarzenia z „Twilight Imperium”, choć myśl sięga także po „Brzdęka! W kosmosie!”… Mogło więc z tego wyjść albo coś niedorzecznie kiczowatego, wtórnego i powtarzalnego, albo… Jedna z najlepszych gier tego roku.

Jednak wspomniane „Twilight Imperium” to zupełnie inny kaliber, a iluzoryczne podobieństwo natychmiast po wyłożeniu zawartości znika. W przypadku „Brzdęka!” widać więcej punktów zbieżnych, ale wynikają one raczej z systemu, nie wrażeń płynących z rozgrywki – i tu od razu napomknę, że do „Tortugi” ciągnie mnie znacznie bardziej, zaś sama baza wydaje się ciekawsza do rozbudowy i poszerzania treści – z tego, co słyszałem już zapowiedziane rozszerzenie ma wprowadzić do struktury gry wiele nowych opcji i mechanik, do tego dwa nowe targi (sic!), a to wróży tej grze naprawdę długie lata na stole. Już obecnie oferuje niemało, co dopiero, gdy doda się większy element losowy, większą motywację do negatywnej interakcji, nowe sposoby wpływania… A to i tak nie byłoby potrzebne, ponieważ – nie boję się tego napisać – „Tortuga 2199” to być może najlepsza gra tego roku. Wciąga, silnie angażuje, nie wymaga zbyt wiele na początku (nauka zasad zajmuje raptem pięć minut), a reszta zależy od samego gracza i tego, jak bardzo będzie kombinować, żeby ugrać jak najwięcej.

Strona gry na wspieram.to

Tortuga 2199

Swego rodzaju melanż pirackiego zamętu, pikarejskiej opowieści, walki o władzę w kosmiczno-operowej otoczce czuć od drugiego zagrania kart. Wszystkie podjęte w grze tematy nie złożyły się na przypadkowy, szyty grubymi nićmi garnitur czegoś, co miało tylko przyciągać uwagę i rzucać się w oczy, całość to spięta zmyślnym pomysłem niewymuszona baza, całkiem sprawnie zaziębiająca się z mechanikami. Rdzeń rozgrywki stanowi tu budowanie własnej talii (werbowanie załogi i pozyskiwanie sojuszników) oraz zarządzanie kartami z ręki (wydawanie widniejących na nich zasobów – manewrów i waluty crypto – na konkretne akcje i/lub wykorzystanie specjalnego działania). Słowem to hybryda, w której odnajdziemy zarówno elementy właściwie grom euro (wykupywanie punktów, zbieranie surowców), jak i ameritrashowym (kontrolowanie terenu, mechanizmy zbudowane na bazie tematu, interakcja i wpływ na innych graczy).

Początkowo obawiałem się, że “Tortuga 2199” może okazać się powtarzalna, a następne partie staną się nużące. Wprawdzie pięć samodzielnych rynków brzmi zachęcająco i może budować złudne wrażenie obfitości, ale po pobieżnym prześledzeniu unikatowych kart w każdym z nich nabrałem trochę obaw, że gra wyląduje na stole dwa razy, potem trafi na półkę i wróci po miesiącu, po czym ponownie przeczeka tyle czasu na następną partię. Ale każda kolejna rozgrywka sprawiała, że pragnąłem więcej i więcej, stopniowo odkrywałem nowe taktyki, możliwości, kombinacje, zawsze starałem się grać nieco inaczej. Szybko złapałem się na tym, że błądzę wśród kilku – prawdziwie odmiennych od siebie – dróg do zwycięstwa. One stały się zbawieniem. Te kilkadziesiąt kart (w podstawowej wersji gry) tworzy kilka kombinacji, które działają inaczej w przypadku każdej z tych ścieżek, co oznacza, że i tu dochodzi jeszcze parę nowych zestawów. Teraz wystarczy pomnożyć wszystko ze sobą i wychodzi na to, że te pozornie niewiele kart oferuje tyle, czego nie udaje się wielu grom z setkami różnorakich kart, które trzeba pośpiesznie wzbogacać o nowe dodatki, ponieważ po kilku rozgrywkach przestają bawić. A tego nie można powiedzieć o „Tortudze”.

Nauczenie się podstawowych działań nie wymaga wiele wysiłku. Wszystkie aktywności właściwie zostały skompresowane do karty pomocy, która zawiera to, co niezbędne – spis akcji i warunek zwycięstwa. Gra toczy się w naprzemiennych turach. Gracz (pierwsza runda różni się w ilości dociągniętych kart – wówczas kto, ile dobiera zależy od liczby graczy) zawsze ma pięć kart na ręce, zarządza nimi wydając manewry i walutę albo wykonując tekstowe posunięcie. Lista bazowych akcji to:

  • Ruch (1 manwer)
  • Zebranie minerału/paliwa (1 manewr)
  • Zbadanie celu polowanie (1 manewr)
  • Odrzucenie karty (2 manewry)
  • Schwytanie potwora/celu (tyle manewrów, ile widnieje na jego żetonie – dowiadujemy się tego, gdy badamy cel)
  • Podbicie sektora (najniższą wolną wartość w manewrach w wolnym sektorze, a przy odbiciu następną wartość za znacznikiem przeciwnika – przy kontroli poszczególnych sektorów otrzymujemy konkretne profity)
  • Atak na wroga (w tajemnicy wykładamy karty, na których są manewry – obrońca na bazie liczby zagranych przez nas kart także deklaruje, ile zagra)
  • Kupno karty (będąc w odpowiednim dla danego targu obszarze, wydajemy tyle crypto, ile jest warta karta)
  • Rezerwacja karty (2 crypto – potem możemy wykorzystać ją w kolejnych turach jako dodatkową kartę na ręce, ale musimy wskazać to jasno nim przystąpimy do zagrywania kart)
  • Podniesienie kontroli/obrony sektora (tyle crypto, ile wskazuje wartość, na którą chcemy zwiększyć obronę)

W turze gracz może wykorzystać dowolną ilość akcji, pod warunkiem, że posiada tyle zasobów w kartach na ręku. Zawsze powinien mieć ich pięć. Gdy pasuje, odrzuca wszystkie zagrane i niezagrane karty na swój stos kart odrzuconych, aby potem dociągnąć do pięciu. Gra kończy się, gdy ktoś zdobędzie 15 punktów wpływu (zwycięstwa) bądź podbije środkowy sektor (pozostali wykonują wówczas ostatnią rundę i wygrywa ten, kto ma najwięcej punktów. Punkty można zdobyć w walce (1 punkt za wygraną z ogólnej puli i 1 punkt od przegranego, jak nimi dysponuje), poprzez polowanie (1 punkt za udane polowanie, a dodatkowe za ewentualne odrzucenie potwora), kontrolę sektoru, kupienie wpływu czy uzyskanie profitów z kart. Znając te reguły właściwie można bez przeszkód rozpocząć przygodę na Tortudze.

Tortuga 2199

Istnieją co prawda uzupełniające zasady, jak 1) w walce na terytorium kontrolowanym przez obrońcę, za każde dwa punkty obrony w sektorze dostaje on manewr; 2) po porażce wrogi statek zostaje ściągnięty z planszy i trafia na nią z powrotem (do własnego sektora albo na środkowy kafel) podczas tury jej właściciela; 3) minerał/paliwo to równowartość 1 crypto do wydania jednorazowego (potem minerał trafia do kopalni); 4) sektory narożnikowe mają specjalne właściwości – oprócz własnych targów – mogą a) Kopalnia – dać kontrolującemu 1 minerał na turę, gdy tam się znajduje; b) Wir – kontrolujący, gdy się tam znajduje może usunąć jedną kartę; c) Laboratorium – kontrolujący, gdy tam przebywa może zarezerwować jedną kartę; d) Forteca – kontrolujący, będąc tam dostaje jeden dodatkowy manewr.

Jak widać podstawowe zasady da się upchnąć w jeden akapit, a trzy wystarczą, aby szczegółowo omówić ich konkretne niuanse. Wiele ułatwia przejrzysta symbolika i dobrze zagospodarowana karta pomocy (spis akcji). Naprawdę nauczenie się tej gry nie wymaga wielkiego wysiłku, a rozgrywka zwraca ten nikły trud z nawiązką. Bardzo dobrze sprawdza się to, że znając bazę samemu można dochodzić do bardziej skomplikowanych rozwiązań, płynących już z określonych połączeń. Popularne „łatwe w nauce, trudne w mistrzostwie” to etykieta, która równie dobrze może zdobić pudełko z tą grą, dlatego też nadaje się do wciągnięcia w nią niedoświadczonych, niedzielnych graczy albo młodszych, choć zdecydowanie znajomość kart i dróg do zwycięstwa stawia zaprawionego w „Tortudze” gracza na korzystniejszej pozycji.

Ponadto podoba mi się to, że liczba graczy ma tu niemałe znaczenie, choć to wcale nie oznacza, że któryś z układów daje mniej satysfakcji. Wręcz przeciwnie, styl rozgrywki i taktykę trzeba odpowiednio dobrać w grze dwu-, trzy- i czteroosobowej. W duecie odczuwalny staje się niski poziom interakcji – mimo że plansza względem innych rozgrywek diametralnie się zmniejsza – to nie sprawia, że gracze zaczynają bawić się w suche euro, rywalizacja jest na tyle silna, że w końcu któryś z graczy rozpocznie abordaże i odbijanie sektorów, inaczej będzie musiał liczyć się z widmem haniebnej klęski. W niektórych przypadkach może dojść do tego, że jedna osoba zacznie gonić drugą, aby osłabić ją jeszcze bardziej i, przy okazji, odebrać kilka punktów wpływu.

Zupełnie odmiennie wygląda to w trzyosobowej (a cztery- to już w ogóle) rozgrywce. Wysoka interakcja i ciasnota na planszy przyczyniają się do tego, że bezustannie gracze będą się ścierać, ścigać – tym razem – po minerały, wolne sektory i co mocniejsze karty, aż wreszcie (nastąpi to szybciej niż może się to wydawać) rozpocznie się pełnowartościowa naparzanka. Odbijanie sektorów, atakowanie wrogich statków, częste polowania. W tych zestawieniach robi się naprawdę gorąco. Nie mam wątpliwości, że starcia przeniosą się nieraz nad stół. Wzajemne szczucie, krętactwa… Ach. Już nie mogę się doczekać aż wypróbuję kilka forteli i styli.

Oprawę graficzną warto było zostawić na koniec. Chociaż na razie udało mi się zagrać i obejrzeć prototyp (z zamiennikowymi statkami ze „Scythe: Igrając z wiatrem”, sic!) to gra prezentowała się imponująco. Duże, dwuwarstwowe kafle z wyciętymi wgłębieniami na kostki kontroli, przepiękne, klimatyczne ilustracje na kartach, nawet żetony, które bodaj nie wyróżniają się specjalnie na tle im podobnych, ale mimo to znakomicie sprawdzają się w swoim zadaniu i są praktyczne: nie zajmują przesadnie dużej przestrzeni, nic nie zasłaniają i swobodnie pomieszczą kostki-znaczniki, wskazujące, kto zbadał cel). Jestem naprawdę podekscytowany tym, jak ta gra będzie finalnie wyglądać.

Nie boję się powiedzieć, że „Tortuga 2199” to najlepszy deck-building w jakiego dotychczas grałem. A trochę ich przez stół przemknęło – wybitnie zachwalanych, zdobywających nagrody i wyprzedających się od razu czy dziesiątki średniaków i LCG-ów. Na chwilę obecną „Tortuga” bezprecedensowo zajmuje pierwsze miejsce. Żadna inna tak nie angażowała, tak dobrze nie radziła sobie przy różnej liczbie graczy i zestawieniach osób z odmiennymi preferencjami à propos gier, nie nudziła nawet kilka razy z rzędu – zawsze było pragnienie „chcę więcej”. Wcale się nie dziwię, że tak prędko znalazł się wydawca, który postanowił tę grę zlokalizować w Polsce – cieszę się, że nadwiślańscy gracze nie obejdą się smakiem.

Tortuga 2199

“Tortuga 2199” ma zostać ufundowana za pomocą platformy wspieram.to, gdzie oprócz bazowej wersji gry – użyczonej przez wydawcę do opracowania recenzji – ma pojawić się duże rozszerzenie oraz wiele dodatków. Jest zatem coś, co może zdetronizowac jedną z najlepszych gier w tym roku. Ta sama gra z podwojoną ilością czystego dobra.

WESPRZYJ GRĘ NA WSPIERAM.TO!