Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Konkursy

KONKURS – wygraj Nacisk od Eve Silver (rozwiązany)

Drugi tom trylogii „Gra” – „Nacisk”, zadebiutował 3 sierpnia nakładem wydawnictwa UROBOROS. U nas możecie zapoznać się z fragmentem powieści oraz wygrać jeden z trzech egzemplarzy książki!

Ekscytująca akcja + wciągający romans = niesamowity pęd do czytania!
Gra, w której Game Over oznaczałby absolutny koniec wszystkiego.

Miki bierze udział w grze. Musi grać, by przeżyć. Przecież i tak już raz umarła.
Niebezpieczny świat, obcy z kosmosu, którzy zagrażają Ziemi, i grupa nastolatków mająca ocalić planetę. Tajemnicza gra, niejasne zasady, wątek romansowy, jeszcze więcej zagadek, zawiła fabuła – wszystko to zapewni „Nacisk”, II tom trylogii „Gra” Eve Silver.

„Nacisk” to ekscytująca kontynuacja powieści „Impuls”, w której główna bohaterka zostaje wciągnięta w walkę na śmierć i życie przeciwko tajemniczym obcym.

Świat Miki całkowicie się zmienia, od kiedy zostaje zmuszona do wzięcia udziału w grze. Prowadzi podwójne życie. Ma coraz więcej pytań, a otrzymuje coraz mniej odpowiedzi. Zasady gry przestają być jasne i dziewczyna nie wie już, komu może ufać. Czym jest Komitet? Jaki jest jego prawdziwy cel? Gra staje się jeszcze bardziej niebezpieczna i nieprzewidywalna.

Trzymające w napięciu science fiction, intrygująca fabuła, wartka akcja i romans w tle. Eve Silver stworzyła wyjątkowy świat, w którym gra okazuje się bardziej realna i śmiercionośna od rzeczywistości.

Biogram autora

Eve Silver – wielokrotnie nagradzana kanadyjska powieściopisarka. Pierwsza część serii Gra, Impuls (Uroboros 2014), stała się bestsellerem i zdobyła m.in. tytuł najlepszej powieści młodzieżowej 2013 roku w Kanadzie i w USA. Silver jest też autorką mrocznych gotyckich romansów dla dorosłych (np. Sins of the Heart, Dark Prince). Znana jest z trzymających w napięciu, pełnych akcji powieści, elektryzujących mrocznych bohaterów i silnych bohaterek, które nie boją się przejąć inicjatywy.

SilverNacisk

Fragment powieści

– Miki!
Jakiś chłopak wymówił moje imię.
Déjà vu. Tak jakby.
– Miki – mówi Luka Vujic. – Wszystko w porządku?
Nie ta gadka, nie ten ton.Nie ten chłopak.
Kilka tygodni temu inny chłopak wymawiał moje imię, jego głos rozlegał się w mojej głowie, gdzie nikt inny go nie słyszał.
To był początek i koniec. Koniec tego, co znane i bliskie. Początek nowej rzeczywistości, gdzie przeskakuję z życia zwykłej, starej Miki Jones do odmiennego świata, w którym walczę z Drau – pięknymi, przerażającymi pozaziemskimi drapieżnikami, zdecydowanymi zawładnąć Ziemią.
Nie rozumiem tego. Nie wiem, jak to działa. Wiem tylko, że w jednej chwili próbowałam ocalić młodszą siostrę Janice Harper przed uderzeniem pędzącej ciężarówki, a w następnej leżałam połamana i zakrwawiona na drodze. Umierająca. Martwa. Obudziłam się na trawniku zwanym poczekalnią, żywa, uzdrowiona, bez żadnych obrażeń, leżąc na plecach i wpatrując się w przystojną twarz i staromodne, lustrzane pilotki, a obie te rzeczy należały do Jacksona Tate’a.
Wszystko, co się wydarzyło, ma związek z jego osobą. To on wymawiał moje imię w mojej głowie tamtego dnia na boisku. To on kucał przy mnie, kiedy przybyłam do poczekalni.
Wyprowadził mnie w pole, zdradził, przehandlował swoją wolność za moją, podając mnie Komitetowi na talerzu, abym zastąpiła go w tej grze.
Gra. Boże, nienawidzę tego słowa. Niemal słyszę głos Jacksona, przekonujący, że to nie jest gra. Miał rację. I to jeszcze jak.
To jest życie i śmierć, groza i strach, a wciągnięcie mnie do niej było jego jedyną szansą na wydostanie się.
Być może powinnam go za to znienawidzić.
Wtedy przypominam sobie, jak mnie chronił i ocalił więcej razy, niż mogę zliczyć. Pomógł mi odnaleźć moje – głęboko ukryte – najmocniejsze strony. Droczył się ze mną, rzucał mi wyzwania, wierzył we mnie.
Wspiął się przez okno do mojej sypialni, rozśmieszał mnie, sprawiał, że się uśmiechałam.
Pocałował mnie.
Powiedział, że mnie kocha…
Czuję, że właśnie moje serce rozbija olbrzymia pięść.
…a potem…
Chcę krzyczeć z bólu.
…umarł…
W gardle mam taką gulę, że z trudem oddycham.
…dla mnie. Zamiast mnie.
Powinien poczekać jedynie trzydzieści sekund, odkąd przyjął cios zadany przez Drau. Wyssać ze mnie tylko tyle energii, żeby wytrzymać te głupie trzydzieści sekund. Ale tego nie zrobił. Zastanawiam się, czy wybrał to rozwiązanie, bo inne – być może – oznaczałoby moją śmierć.
Czy mam być za to wdzięczna? Czy mam mu wybaczyć, że odszedł?
Pół na pół. Nie łatwo wybaczam.

Odradzamy się w pokoju – dużym, przyćmionym, o gładkich szarych ścianach. Metalowe? Dotykam najbliższej, pukam palcem w powierzchnię. Tak, metal.
Przed nami znajdują się wielkie pofałdowane drzwi – czarny prostokąt ulokowany nad nimi centralnie świeci czerwonymi lśniącymi paskami. Nie, nie paskami… numerem LED: siedem. Tuż przy drzwiach jest klawiatura z otworem na kartę identyfikacyjną.
– Gdzie jesteśmy? – szeptem pyta Lien.
Przykładam palec do ust. Wolę, aby nikt nic nie mówił, dopóki nie upewnię się, że można bezpiecznie rozmawiać. Wskazuję palcem ponad jej ramieniem, by spojrzała na to, co widzę ja. Koło dalekiej ściany zaparkowały dwa czarne sedany. Na tablicach rejestracyjnych widnieją trzy kanji – japońskie litery – za nimi numer, a pod nimi inne duże numery. Albo jesteśmy w Japonii, albo te samochody zostały importowane wraz z tablicami rejestracyjnymi. Nie jestem pewna, czy to ma znaczenie, ale na wszelki wypadek rejestruję tę informację, bo może przydać się później.
Wymieniam spojrzenie z Luką, kiwam głowąw kierunku pofalowanych drzwi i jednocześnie wyciągam walec. Jest gładki i zimny, i natychmiast zmienia swój kształt, przystosowując się do mojej dłoni. Luka poprawnie odczytuje moją wiadomość i wyciąga swoją broń. Inni również łapią, o co chodzi, i robią to samo, odwróceni do siebie plecami, wyczuleni na każde zagrożenie. Podchodzę do pierwszego samochodu i przykładam rękę do maski. Zimna. Drugiego również. Czyli samochody nie jeździły co najmniej od czterdziestu pięciu minut lub od godziny. I znowu nie wiem, czy ta informacja jest ważna, ale zbieram tyle okruchów, ile mogę.
Sprawdzam mój kom. Na zewnętrznej widać zieloną opaskę, która mierzy poziom mojego zdrowia, ale większość ekranu zajmuje monitoring na żywo naszego otoczenia. W lewym rogu widnieje mały prostokąt – szkic pokoju – a w jego wnętrzu grupka składająca się z pięciu zielonych trójkątów. To my. Wysuwam nadgarstek i w ten sposób sygnalizuję, aby każdy pokazał mi swój – wszystkie są zielone, bez map i obrazów na żywo. To oznacza, że tylko ja dostaję instrukcje. Komitet chce, abyśmy trzymali się razem. Na razie.
Podchodzę do klawiatury przy drzwiach i przyglądam się cyfrom.
– Czy można już bezpiecznie rozmawiać? – Luka szepcze mi koło ucha tak cicho, że bardziej czuję, niż słyszę jego słowa.
Nasłuchuję jakichś dźwięków, czegokolwiek. Nic. Jeżeli my nie słyszymy Drau, to zakładam, że oni również nas nie słyszą. W istocie to nie założenie, to pewność. Przywilej dowódcy. Komitet przekazuje mi do głowy informację: „Brak zagrożenia”. Na razie. Ale oni są tam, zbliżają się.
– Można rozmawiać – mówię.
– To miejsce przyprawia mnie o dreszcze. – Lien rozgląda się wokół, marszczy brwi.
– Taaa…– Tyrone kiwa głową, jego zgoda zwraca moją uwagę.
– Dlaczego? – pytam.
–To miejsce wydaje się jakby znajome. Dziwne– mówi Lien.
–Jakby znajome?….. Byłaś tu wcześniej? Na misji?
– Nie. – Przecząco potrząsa głową. – Mam wrażenie jednak, że już widziałam to miejsce. Czy to ma sens?
– Dla mnie ma –stwierdza Luka. – Odnoszę to samo wrażenie.
–Jak w Resident Evil– mówi Tyrone. –Albo Half life’ie.
Luka marszczy brwi.
– Tak.Nie całkiem, ale blisko.
– O czym mówicie? – pytam.
– Wielka winda. Dwa samochody. Masywne metalowe drzwi. Podziemne urządzenia. – Tyrone milknie, po czym mówi do Luki:– To ja jestem tym facetem, który ma zbawić świat.
– Myślałem, że to ja jestem tym dobrym – prycha Luka.
– Nie, nie – mówi Tyrone. – Ty jesteś w zespole, który ma supertajną podziemną bazę. Ja jestem tym, który się tam włamuje. Czyli jestem tym dobrym.
– O czym wy mówicie? – ostro pyta Lien.
–Splinter Cell: Teoria Chaosu– mówi Luka.
– Gra? – pyta z niedowierzeniem Lien. – Cytujecie frazy z gry?
– Czekajcie – mówię, podnosząc do góry rękę, dłoń wysunięta do przodu. Ponownie kieruję uwagę na Tyrone’a. – Mówisz, że widziałeś to miejsce w grze? Właśnie to miejsce?
– Nie dokładnie to miejsce, ale coś bardzo podobnego. Wymyślną bazę podziemną. – Wzrusza ramionami. – To popularny motyw.
Zastanawiam się, dlaczego to jest ważne. Nie powinno być. Jesteśmy w dużej windzie, która wiezie nas do podziemia. W grach występują duże windy wiodące do podziemi. Występują też w filmach, książkach i mandze. Są często spotykane. Ale cała ta sprawa bardzo mnie niepokoi.
– Głowy do góry, oczy otwarte – mówię. – Jeżeli z tym miejscem jest coś nie tak, to przynajmniej zostaliśmy ostrzeżeni, prawda?
– Nie ma żadnego „jeżeli” – mówi Lien.
– Co teraz, LK? – pyta Tyrone i wymienia z Luką spojrzenie w rodzaju:„jestem fajnym facetem”.
– LK? – Moja cierpliwość się wyczerpuje.
– Lider klanu. To ty. My jesteśmy klanem – wyjaśnia krótko Lien.
– Nieźle – mówi Luka.–Choćtrochę dziwnie.
– Co? – Rzuca mu bezwolne spojrzenie. – Nie jesteś jedynym, który złapał kontrolera.
– Myślałam, że klany to zespoły, które grają z innymi w FPS lub MMO – mówię. – Czy Drau uważamy za zespół?
– Poczytałaś o FPS i MMO w internecie? – Luka unosi w zdumieniu brwi.
– Przejrzałam kilka stron. – Wzruszam ramionami. –Liczyłam, że lepiej zrozumiem strategię gry. Nie miałam jednak czasu na zgłębienie tego. Zrobię to, kiedy wrócimy. – Ostatniezdanie wypowiadam tak, jakby to był pewnik.
– Niedokończone zadanie – mówi Lien, a gdy spoglądam na nią wyjaśnia: – Zostawiłaś niedokończone zadanie, więc wrócisz, aby je zakończyć.
Widzę, że Kendra stoi blisko niej, nic nie mówi, wpatruje się w ziemię.
– Myślałem, że to dlatego duchy wracają…– mówi Luka.
– Zmodyfikowałam ten przesąd. – Lien rzuca mu chłodne spojrzenie. – W pewnym sensie jesteśmy duchami. Więc wrócimy, aby dokończyć niedokończone.
– Już dobra – mówi Tyrone.
– Czy zostawiłaś jakieś niedokończone zadanie? – pytam.
– Suszarka jest ciągle włączona. –Lien przeczesuje palcami swoje nadal lekko wilgotne włosy.
Kendra uderza się pięścią w biodro.
– Jak możesz być taka opanowana? – wybucha. – Co to za kit? I te żarciki? – Obrzuca nas spojrzeniem, łzy błyszczą w jej oczach, następnie skupia się na Lien. – Jak możesz z nimi gadać o przesądach i głupich nazwach w grze, jakby to miało jakieś znaczenie? –wyrzuca z siebie słowa szybko jak pistolet. – Jakbyśmy nie mieli…
–Przygotujcie się do misji – przerywam jej, zanim dokończy zdanie.
Nikt z nas nie chce, aby mu przypominano o śmiertelności.

– Znowu jesteś dupkiem, Jackson?
– Nigdy nie przestałem nim być. Mówiłem ci, Miki. Nie jestem dobrym facetem.
Bez kitu. Jest facetem, który sprzedał mnie do gry. I uratował mi życie. I przytulał mnie, gdy tego potrzebowałam. Moje uczucia wobec niego są jasne: powiedziałam mu, że go kocham, i tak jest naprawdę. Nie jestem natomiast przekonana, czy miłość do niego jest dla mnie dobra.
Gałąź ugina się, gdy do mojego ciężaru dołącza jego. Nie patrzę na niego, ale wiem, że tam jest, tuż przede mną, stanowczo zbyt blisko. Dobiega mnie zapach cytrusowego kremu do golenia i świeżo wymytej, ciepłej męskiej skóry. Sprawia, że chcę zanurzyć twarz w zagłębieniu jego szyi i po prostu oddychać. Ale do tego droga jest tak długa, jak z Rochester do Australii.
Siedzi tam, nic nie mówi, centymetry między nami rozciągają się w kilometry.
Nie tak wyobrażałam sobie to spotkanie.
– Spójrz na mnie. – Rozkaz. Typowe dla Jacksona.
Unoszę podbródek i spoglądam na niego, widzę swoje miniaturowe odbicia w ciemnych szkłach skrywających jego oczy. Przysuwa się bliżej i te maleńkie odbicia zniekształcają się. Nie zamierzam się cofnąć. Nie ustąpię.
– Co ty zrobiłaś, Miki? – W jego głosie pobrzmiewa frustracja i rozdarcie. – Co zrobiłaś? – Mięsień jego szczęki się napina, gdy wyciąga rękę i kciukiem przebiega po moim policzku. – Płaczesz.
Cudownie. Płaczę. Ścieram łzy grzbietem dłoni.
– Nienawidzę cię – szepczę, życząc sobie, aby to była prawda.
– Naprawdę?
Jego uśmiech jest twardy i niebezpieczny, czuję, jak rośnie między nami silne napięcie. Gniew? Tak… ale również coś innego.
Przesuwa się jeszcze bliżej, jego dłonie ujmują moje policzki. Powinnam odtrącić jego ręce. Powinnam cofnąć się na tej gałęzi. Ale tego nie robię. Zamykam palce na jego nadgarstkach i po prostu je trzymam.
Każda komórka mojego ciała reaguje na niego. Moje usta się rozchylają. Zbyt szybko oddycham.
Pochyla swoje usta ku moim, jego pocałunek jest jednocześnie twardy i miękki, miętowy w smaku.
Pije ze mnie, spragniony, a ja jestem głęboką, chłodną studnią. Zapadam się, zagubiona w nim, zagubiona w cudzie jego pocałunku, jego ustach, języku i skrobaniu zębów.
Chcę bardziej się pochylić, wpleść palce w jego włosy, całować go głębiej, mocniej. Wtedy przypominam sobie, że całuje mnie, po tym jak mi powiedział, że nie powinno mnie tu być.
Nie chce mnie tutaj. Już zamierzam go ugryźć, gdy odsuwa się.
– Moja obecność jest tak okropna, że musiałeś mnie pocałować?
Zerkając na niego ze złością, przesuwam grzbietem dłoni po swoich ustach. Nie rozumiem tego. Nie rozumiem jego. Jego dotyk, jego pocałunek mówią mi, że jestem najważniejszą rzeczą w jego świecie. Jego słowa mówią, że nic nie znaczę.

KONKURS!

Do wygrania są trzy egzemplarze powieści Nacisk Eve Silver! Co trzeba zrobić? Odpowiedź na pytanie i wysłać maila. Z nadesłanych odpowiedzi TRZY zostaną wybrane i nagrodzone książkami.

Pytanie: Ile książek autorstwa Eve Silver ukazało się w Polsce?

Zgłoszenie należy wysłac na adres konkurs@kawerna.pl w tytule wpisując NACISK.

Na maile czekamy do 31 sierpnia. 

 

 Aktualizacja książka trafi do:

Rafała Ch., Kamili L., Roberta K.

 Gratulujemy!

 

Źródło: informacja prasowa