Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Książki

Betonowy Rzym – felieton Jarosława Błotnego

Zapraszamy do lektury poniższego tekstu autorstwa Jarosława Błotnego. Dzisiaj(18 marca) trafia także do sprzedaży Purpura Imperatora autorstwa Jarka którą serdecznie polecamy. O samej książce poniżej, tekst o Rzymie znajdziecie w rozwinięciu. Przyjemnej lektury!

 

Trwa Expeditio Germanica Quarta. Mistycyzm plemion Barbaricum zderza się z nowoczesnością Wiecznego Imperium. Najeżone lufami samopałów, straszące paszczami armas rzymskie legiony ruszają z Sarmacji do ujscia Vistuli hen, w kraju Gotów. Już nie wrócą. Zostaną tam na całe lata… Albo inaczej – na zawsze…
Oto ja – Marek Lentiwiusz Katella w otchłani, z której nie ma ucieczki. Wciąż niepokonany.
Dla Gotów jestem jak cierń w ciele ziemi, którą uważali za swoją. Ze mną idą Wandalowie, dawni właściciele tych krain, co dla Gotów jest upokorzeniem większym niż sama obecność rzymskich wojsk. Moich wojsk…
W uszach rozbrzmiewa im bitewny zgiełk dawno zakończonych wojen i tych, które dopiero mają się rozpocząć. Si vis pacem, para bellum

Zapraszamy do lektury !

 

Rzymianie nie byli nadzwyczajnymi wynalazcami. W większości z powodzeniem wdrażali tylko techniczne osiągnięcia poprzedników. Można nawet śmiało stwierdzić, że tu i ówdzie wręcz przyszli „na gotowe”. Akwedukty – nieodłączny element krajobrazu Imperium Rzymskiego – wynaleziono w Mezopotamii, gdzie Niniwę zaopatrywano w wodę z położonych kilkadziesiąt kilometrów od niej gór, zaś wielokrążek, czyli urządzenie bez którego niemożliwe byłoby monumentalne budownictwo, jest dziełem Greków (Archimedes). Nawet rzymska armia – narzędzie podbojów i ekspansji – bez zahamowań korzystała z dorobku swoich poprzedników w basenie Morza Śródziemnego, twórców wież oblężniczych i katapult: Asyryjczyków, Fenicjan i Greków. Podobnie zresztą było w innych dziedzinach życia, na przykład w gospodarce i polityce. Bo czyż klasyczna Grecja nie znała pojęcia demokracji (oligarchicznej, bo oligarchicznej, ale zawsze), a hellenistyczny Wschód w osobie Pompejusza Wielkiego nie zaszczepił w Italii idei absolutyzmu? Czy rzymska kultura mogłaby istnieć bez wynalezienia przez Fenicjan alfabetu, a przez Egipcjan i Greków materiałów pisarskich – papirusu i pergaminu? Nawet rzymska rzeźba to naśladownictwo greckich oryginałów, a dzieła, które jeszcze do dzisiaj można podziwiać we wszystkich muzeach świata, to twory genialnych kopistów, najczęściej greckiego pochodzenia. Kiedy Rzymianie samodzielnie zaczęli rozwijać osiągnięcia innych artystów, na przykład w zakresie rzeźby reliefowej, zabrnęli w ślepy zaułek, ograniczony symbolizmem i konwencją, które to zablokowały jakikolwiek artystyczny postęp.

Można więc powiedzieć, że Rzymianie byli genialnymi  i m i t a t o r a m i. Bez skrupułów wykorzystywali osiągnięcia innych narodów i twórczo przetwarzali je w konstrukty akceptowalne i przyswajalne przez ich nieograniczone potrzeby polityczne, społeczne i gospodarcze. To prawda, że niektóre z nich zarzucali (turbina parowa), z innych korzystali przez wieki (akwedukty), były też takie, które twórczo rozwijali (podkowa). Jest jednak pewien wynalazek, który – gdyby nie upadek Rzymu – mógłby zmienić oblicze naszej cywilizacji na długo przedtem, zanim został  p o n o w n i e  wynaleziony. Jest on bezpośrednio związany z dziedzinami, w których osiągnięcia Rzymian są niezaprzeczalne – z architekturą i budownictwem. Bez niego nie przetrwałyby wzniesione przez nich budowle – rozsypałyby się podczas trzęsień ziemi lub rozpłynęły w wyniku oddziaływania zmiennych warunków atmosferycznych. Tym rzymskim wynalazkiem, który – dodajmy – czekał 1500 lat na swoje drugie odkrycie, jest sztuczny kamień, czyli beton.

To nieprawda, że Rzymianie budowali swoje miasta tylko z kamienia. Drewno było tak samo popularne jak kamień, w końcu pożary Rzymu to wynik nadmiernie zagęszczonej drewnianej zabudowy Miasta. Ponadto Rzymianie byli największymi starożytnymi producentami cegieł wypalanych w wysokich temperaturach, zaś ceramiczna dachówka, a raczej jej ułamki, do dzisiaj są najczęściej znajdowanym rzymskim artefaktem na rozległych obszarach Europy, od Szkocji po Saharę i od Gibraltaru po Krym. Nie zmienia to oczywiście faktu, że kamień był bardzo popularnym materiałem budowlanym tamtych czasów. Kiedy już Rzymianie decydowali się wznosić budowle z kamienia, starali się pojedyncze fragmenty materiału łączyć ze sobą spoiwem odpornym na wstrząsy i warunki atmosferyczne. Mieszanina żwiru i zaprawy wapiennej, protoplastka współczesnego cementu, zaprowadziła Rzymian wprost do betonu. Po co łączyć ze sobą wielkie bloki kamienne, jeśli można je stworzyć z lepkiej, a potem zastygającej „na kamień”, trwałej mieszanki kilku znanych i powszechnie dostępnych składników?

Co prawda początków używania betonu można się doszukiwać w Asyrii, jednak nikt w starożytności nie wykorzystywał tego materiału na taką skalę i w takich ilościach, jak Rzymianie. Sprzyjały im warunki geograficzne (geologia). Działalność wulkaniczna na terenie Italii odcisnęła swoje piętno w historii pod postacią tragedii Pompejów, ale jednocześnie dostarczyła ogromnych zasobów popiołów z niezliczonych – wcześniejszych niż wybuch Wezuwiusza z 79 roku n.e. – erupcji wulkanicznych. Pochodząca z wulkanów pucolana (wł. „puzzolana”) to prawie czysta krzemionka, doskonale wiążąca się z wapnem i nadająca zaprawom betonowym wodoodporność. Okazuje się, że Rzymianie wykorzystywali ją na długo przedtem zanim Flawiusze postanowili wznieść z betonu Koloseum, a Karakalla ufundować betonowe termy swojego imienia. Nie zmienia to faktu, że beton jako materiał budowlany znalazł swoje szerokie zastosowanie dopiero w czasach cesarstwa, gdy niczym nieograniczona fantazja i pycha imperatorów, oddała go w ręce zdolnych architektów.

Dwa dzieła niech przykują naszą uwagę, obydwa autorstwa niejakiego Apollodorosa z Damaszku. Ten syryjski architekt, podczas wojen toczonych przez cesarza Trajana z Dakami, wzniósł długi na przeszło 1000 metrów i wsparty na 20 betonowych filarach most na Dunaju. Na tychże betonowych (powtórzę – betonowych!) filarach mostu wspierały się drewniane kratownice o szerokości 15 metrów, biegnące prawie 20 metrów nad lustrem wody. Była to jedyna stała przeprawa przez Dunaj na jego dolnym odcinku, umożliwiająca komunikację z podbitą przez Rzymian Dacją. Tak zwany Most Trajana należał do najbardziej niezwykłych i najdoskonalszych pod względem inżynieryjnym osiągnięć starożytności. Został zniszczony przez cesarza Aureliana w 275 roku n.e., kiedy Rzymianie pod naciskiem barbarzyńskich ludów północy („superiores barbarii”) ostatecznie zdecydowali się wycofać z Dacji. Szczątki tego mostu – filary i przyczółki o wysokości nawet 45 metrów – dotrwały do naszych czasów w okolicach obecnego miasta Turnu Severin (rzym. Drobeta). Po prawie dwóch tysiącleciach, w 1856 roku, gdy podczas suszy Dunaj osiągnął rekordowo niski poziom, opadające wody rzeki odsłoniły większość z betonowych filarów mostu. Jeszcze w 1906 roku stanowiły one takie zagrożenie dla żeglugi na Dunaju, że dwa najbardziej okazałe postanowiono zburzyć. W 1982 roku archeolodzy zlokalizowali i nanieśli na mapy jeszcze 12 istniejących filarów mostu, znajdujących się pod wodą. W 1983 roku pozostałości Mostu Trajana zostały uznane za zabytek archeologiczny o wyjątkowym znaczeniu.
Drugim niezwykłym osiągnięciem Apollodorosa z Damaszku (choć niektórzy badacze poddają w tym przypadku w wątpliwość jego autorstwo) jest stały punkt wycieczek po Rzymie, czyli Panteon. Budowla ta, jakich wiele w Wiecznym Mieście, nie wzbudzałaby wielkiego zainteresowania, gdyby nie kopuła, która ją przykrywa. W starożytności kopuły wznoszono z reguły z ciosów kamiennych lub specjalnie ukształtowanych cegieł. Taka konstrukcja była jednak niestabilna, a jej załamanie mogły wywołać trzęsienia ziemi lub osiadanie gruntu. W związku z tym budowane kopuły były niezbyt wielkie, a tym samym niezbyt efektowne. Kiedy na początku II wieku n.e. cesarz Hadrian (następca Trajana) podjął decyzję o odbudowie Panteonu, wzniesionego 150 lat wcześniej przez Marka Agryppę, a zniszczonego w wyniku pożaru w 80 roku n.e., zadanie to powierzył architektowi, który jako jedyny mógł sprostać jego ambicjom. Apollodoros z Damaszku, wykorzystując swoje wcześniejsze doświadczenia, stworzył kopułę jakiej jeszcze świat nie widział – z lanego, nieuzbrojonego betonu. Ma średnicę przekraczającą 43 metry i otwór w szczycie. Przez prawie 1500 lat konstrukcja ta stanowiła niedoścignione marzenie wielu pokoleń architektów i budowniczych. Wystarczy przypomnieć sobie niebywałe kłopoty z gotyckimi katedrami, w których problemy techniczne (siły parcia pochodzące ze sklepienia) maskowano niezliczoną ilością łęków przyporowych, będących w istocie sposobem na uniknięcie katastrofy budowlanej. Nawet dzieło życia cesarza bizantyjskiego Justyniana („Prześcignąłem cię, Salomonie!”) – kościół Hagia Sophia w Konstantynopolu (ob. Stambuł), posiada kopułę aż o 10 metrów węższą. Dopiero kopuły katedry Santa Maria del Fiore we Florencji (1436 rok) oraz bazyliki św. Piotra w Rzymie (1547 rok) dorównały jej wielkością.

Jakie były dalsze losy rzymskiego betonu po wzniesieniu Mostu Trajana i Panteonu? Dokładnie takie same jak losy ich konstruktora – Apollodorosa z Damaszku. Kiedy cesarz Hadrian osobiście zaprojektował świątynię Romy i Wenus, syryjski architekt miał się wyrazić: „Niech każdy zajmuje się tym, na czym się zna”. Po czym został zesłany na jakąś odludną wyspę, a następnie stracony z rozkazu swego chlebodawcy. Zmartwychwstał po prawie 1500 latach, gdy Michał Anioł skopiował kopułę jego Panteonu, zwieńczając nią sklepienie najważniejszego kościoła chrześcijaństwa.