Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Książki

Chłopcy 2. Bangarang w sprzedaży 28 sierpnia (fragment książki)

“Chłopcy 2. Bangarang” pojawią się w sprzedaży 28 sierpnia 2013 roku, a oficjalna premiera odbędzie się podczas Polconu – ogólnopolskiego zlotu miłośników fantastyki (29.08 – 01.09). Będzie to również data rozpoczęcia drugiej edycji największej w Europie trasy literackiej Rock&Read Festival.

Chłopcy 2. Bangarang rozwijają wątki rozpoczęte w pierwszymi tomie serii. Jakub Ćwiek umożliwia jeszcze pełniejsze wniknięcie do niesamowitego świata, gdzie nie ma rzeczy niemożliwych. Ponownie będzie można poczuć ciężki klimat rodem z popularnego serialu Sons of Anarchy i sprawdzić jak bajkowe postaci klasycznej powieści Jamesa M. Barriego Piotruś Pan radzą sobie z dorastaniem w brutalnej rzeczywistości. Gang Zagubionych Chłopców z Dzwoneczkiem na czele gwarantują niezapomnianą jazdę.

 

Książkę można już zamawiać pod adresem http://www.labotiga.pl/bangarang

Chłopcy 2. Bangarang

Autor: Jakub Ćwiek

Wydawnictwo: SQN

Liczba stron: 304

Data wydania: 28 sierpnia 2013

ISBN: 978-83-7924-063-0

Cena: 34,90

KTO SIĘ PRZEZYWA…

To była maleńka stacja gdzieś w środku głuszy. Oświetlony blaskiem księżyca niewielki ceglany domek z zakratowanymi oknami, wyszczerbioną, porośniętą mchem dachówką i drewnianą wiatą sięgającą połowy brukowanego peronu. W środku świeciła się tylko jedna lampka, zapewne przy biurku zawiadowcy.

Dochodziła północ i według nowego rozkładu umocowanego na zmurszałej ścianie nad połamaną ławką od trzech minut powinien tu stać osobowy do Warszawy Wschodniej, nikt już jednak nie wierzył w punktualność kolei. O czasie zacharczały tylko przechodzone głośniki, a następnie rozległ się wyrecytowany znużonym głosem komunikat o kwadransie spóźnienia, które mogło ulec zmianie. A potem znowu tylko cisza i cykanie świerszczy na okolicznych polach.

I nagle gdzieś w oddali rozległ się ryk. Miarowy, głośny i agresywny, narastał z każdą chwilą, płosząc uśpione ptaki. Wreszcie spomiędzy drzew wystrzelił snop jasnego światła.

W zakratowanym oknie pojawił się zawiadowca w służbowej czapce z daszkiem. Z jedną ręką przyłożoną do czoła, a drugą uzbrojoną w długą, ogumowaną latarkę, stał tak przez dłuższą chwilę, jakby nieświadom, że za sprawą lampki za jego plecami jest dużo bardziej widoczny, niż sam cokolwiek widzi. Gapił się w snop światła i wsłuchiwał w ryk silnika, aż dostrzegł w księżycowej poświacie ogromny motocykl, będący źródłem zarówno blasku, jak i hałasu.

Odczekał jeszcze chwilę, aż pojazd zatrzyma się, a potem przybysze – mężczyzna i kobieta – odwieszą kaski i zsiądą z motoru, po czym wrócił do biurka i specjalnie dla nich jeszcze raz nadał komunikat o spóźnieniu. Wychodzić do nich ani myślał; łysy, blady motocyklista o białej jak śnieg brodzie miał czerwone oczy diabła i spotkanie z nim na pewno nie przyniosłoby zawiadowcy nic dobrego.

***

– Możesz już jechać – stwierdziła Dzwoneczek, rozpinając skórzaną kurtkę i rozglądając się po okolicy. – Poczekam te parę minut sama, a w domu jeszcze masa roboty przed Zjazdem.

Stalówka nie odpowiedział. Sięgnął do tylnej kieszeni spodni po wymiętoloną paczkę papierosów i wyciągnął dwa. Wsunął je do ust, odpalił i jeden podał Dzwoneczkowi.

– Naprawdę myślisz, że Paragon to dobry pomysł? – zapytał. – Nie jeździ już od tak dawna.

– Był jednym z nas – odparła. – Poza tym zapraszał.

– Ale ma teraz żonę…

Spojrzała na niego z powagą, ale po chwili nie wytrzymała i parsknęła śmiechem.

– Kurwa, Stalówka, nie zamierzam spać z nim, tylko u niego, opanuj się. Poza tym może mi się przydać pomoc.

– Mógłbym pojechać z tobą. Wziąć samochód i za jakąś godzinę…

Pokręciła głową, po czym wspięła się na palce i pocałowała go w policzek.

– Zjazd, Stalówka – powiedziała. – Ktoś musi się nim zająć, gdy mnie nie będzie. Zjazd nie poczeka. Zwłaszcza ten.

Odstąpiła o krok, zaciągnęła się papierosem i cisnęła niedopałek na ziemię. Gdzieś z oddali dobiegł ich ostrzegawczy gwizd maszynowozu.

– Jedź już – poprosiła. – I jeżeli to możliwe, nie zróbcie jutro większych zniszczeń, niż trzeba.

– Tak – westchnął Stalówka – chociaż ostatnio potrzeby rosną. Wiesz, adrenalina już nie ta.

Pokiwała głową. Znała przecież swoich chłopców.

– No to niech przynajmniej żadne szkody nie wyjdą poza obszar lunaparku.

– I lasku?

Dzwoneczek westchnęła.

– I lasku.

– Także tej części po drugiej stronie ulicy? – upewnił się Stalówka. – Wiesz, Kędzior koniecznie chciałby to doprecyzować.

W oddali zamajaczyły już światła pociągu. Dwa żółte ślepia wyłaniające się z mroku, omiatające swym spojrzeniem zgarbioną stacyjkę, mały placyk obok niej i ich dwoje przy motocyklu. Dzwoneczek przypomniała sobie nagle, jak dawno nie jechała pociągiem.

– Chcę tylko mieć do czego wracać – stwierdziła. – I do kogo. Więc bawcie się grzecznie i wywieźcie Kubusia.

Stalówka wyszczerzył się w uśmiechu, a jego oczy jeszcze mocniej zapłonęły czerwienią.

– Spokojnie – powiedział. – Kędzior z Milczkiem już nad tym pracują.

***

Rozmawianie z Kubusiem przypominało trochę grę w łapki. Siedzisz sobie spokojnie, rączki na widoku, niezobowiązujące tematy, a tu nagle chwila nieuwagi i pac!, dostajesz po łapach. Jak to możliwe, myślisz, więcej się nie nabiorę, ale potem przychodzi co do czego, znowu w coś zabrniesz, zamyślisz się. I znowu jest jak zwykle.

Kędzior wiedział o tym doskonale i pewnie nie podjąłby się tej rozmowy, ale oczywiście Bliźniacy znaleźli sposób, by go podpuścić i wrobić, więc teraz siedział tu, zgarbiony na małym łóżku chłopca niczym plastikowy Hulk usadzony w domku dla lalek, i ku ogromnej uciesze stojącego w kącie Milczka wił się pod naporem Kubusiowych pytań.

– Ja naprawdę nie rozumiem, co takiego może się wydarzyć podczas Zjazdu, czego ja nie mogę widzieć – stwierdził chłopczyk, robiąc poważną minę i tym samym dając początek kolejnej rundzie starcia. – Dlaczego nie chcesz mi wyjaśnić?

– Już ci mówiłem. Tego nie da się tak po prostu wyjaśnić, musiałbyś tu być. No a rzecz w tym, że nie możesz.

Kubuś przekrzywił lekko głowę i zmarszczył czoło.

– Chcesz powiedzieć, że masz tak ubogi słownik, że nie umiesz się wyrazić? – zapytał.

– Mój słownik jest na tyle opasły, że jakbym ci nim pierdolnął…

Stojący w kącie Milczek klasnął w dłonie. Kędzior obejrzał się i przez chwilę, dysząc ciężko, patrzył, jak drugi motocyklista miga. Wreszcie uśmiechnął się paskudnie i pogładził się po gęstej rudej brodzie.

– To jest myśl, Milczek – pochwalił.

Wstał, poprawił kurtkę i wyciągnął rękę do chłopczyka.

– Chodźmy gdzieś, gdzie jest laptop.

Poszli. I najwyraźniej poskutkowało, bo gdy pół godziny później wychodzili z makietowej i wpadli na Pierwszego, Kubuś był blady jak ściana, drżały mu usta i ręce. Już zdecydowanie nie chciał zostawać.

– Co mu jest? – zapytał Bliźniak.

Kędzior wzruszył ramionami.

– Nie może zostać na Zjeździe. A ja mam ubogi słownik.

Pierwszy pokiwał głową, najwyraźniej doskonale rozumiejąc, co jedno z drugim ma wspólnego. Płynnym ruchem sięgnął do tylnej kieszeni po grzebień i przeczesał włosy.

– I co z nim zrobicie?

– Milczek zabierze go do takiej jednej – wyjaśnił Olbrzym. – Duże cycki, to i na dzieciach musi się znać. Ewolucja, wiesz. Instynkt.

Znowu Bliźniakowi nie pozostało nic innego, jak tylko pokiwać głową. Nie znał się na tych sprawach specjalnie, a na dodatek podejrzewał, że Kędzior wie w temacie jeszcze mniej, więc dyskusja mogłaby pójść na noże. Dosłownie. A nikt nie miał ochoty zaprawiać się i uszkadzać na dzień przez Zjazdem.

Raz jeszcze zerknął więc na pogrążonego w stuporze Kubusia i rozczochrał mu fryzurę.

– Trzymaj się, mały – powiedział. – A tego, co widziałeś, cokolwiek ci pokazał, nie próbuj w domu. Przynajmniej nie przez najbliższe parę lat.

Chłopczyk ledwie zauważalnie pokiwał głową.

– No dobra, to ja lecę pomóc bratu przy wyładunku żarcia.

Bliźniak ruszył w stronę schodów.

– Ale jakbyście dali mi adres tej z cycami – odwrócił się jeszcze – to myślę, że Drugi sobie świetnie…

– Milczek go zawiezie.

– Ech… No dobra.

Pierwszy zbiegł po schodach i jeszcze przez chwilę jego dudniące kroki niosły się po korytarzu na parterze, aż wreszcie ucichły. Dopiero wtedy Kędzior spojrzał na Kubusia i pogładził go po głowie, poprawiając rozwichrzone przed momentem włosy.

– No i widzisz? Trzeba się było kłócić? To teraz masz – powiedział, kucając i biorąc zlęknionego malucha na ręce.

Normalnie posadziłby go sobie na ramieniu, jak zawsze, ale teraz nie był pewien, czy Kubuś byłby w stanie się na nim utrzymać. Ułożył go więc w kołysce z własnych przedramion, które spokojnie mogły robić chłopczykowi za łóżko, i ruszył w stronę pokoju Milczka.

– Ale spoko – mruknął po chwili. – Mam jeszcze zapas łez, to za dwa dni zapomnisz. Inaczej by mi chyba mama nogi z dupy wyrwała.

okladkachlocy2