Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Książki

Hayden War 2: Narodziny Walkirii już jutro w księgarniach!

Evan Currie powraca z drugim tomem cyklu „Hayden War” – „Narodziny Walkirii”. Przeczytajcie fragment!

Powieść Evan Currie powraca z kolejną odsłoną cyklu „Hayden War”. Dzięki wydawnictwu Drageus Publishing House już jutro, 18 maja, w sprzedaży pojawi się książka „Narodziny Walkirii”. Tłumaczenie przygotował Justyn Łyżwa, a cena detaliczna brutto to 29,90 zł.

Oficjalny opis oraz fragment powieści poniżej!

Dwa lata po inwazji na Świecie Haydena oddziały partyzantki i nieprzyjaciela znalazły się w impasie, ale żadna ze stron nie zamierza tak pozostawić stanu rzeczy.

Sojusz obcych rzuca do walki kolejne siły, na Haydena przybywają Strażnicy, kórzy specjalizują się w rozwiązywaniu problemów. Ludzie na planecie zwierają szeregi, ale czy będą w stanie oprzeć się superpotężnej broni obcych?

Zjednoczona Flota Solarna wysyła z pomocą Task Force 5, grupę bojową składającą się z najnowocześniejszych okrętów skonstruowanych kiedykolwiek przez człowieka. Na Świat Haydena powraca Sorilla Aida, która nie może się już doczekać kolejnej konfrontacji z obcymi. W dżungli czai się zło i ktoś musi wreszcie zrobić z tym porządek.

Ostatecznie pewne rzeczy rozstrzygną się na niebie, ale o innych można zadecydować tylko na ziemi.

front HW2 okładka

– Element Alfa – rozkazała Nadine – wejść w punkt. Beta zapewnia osłonę, a Gamma pozostaje jako bezpośrednie wsparcie konwoju.
Dowódcy poszczególnych elementów potwierdzili polecenie. Zespół Alfa z przyspieszeniem czterech g oddalał się od kolumny, zespół Beta dłużej zajmował pozycję. „Cheyenne” wraz z eskortą pozostał z tyłu, tworząc wsparcie bezpośrednie. Admirał Brookes czekała na wyniki dalekiego rozpoznania.
Nazwa systemu Ares wzięła się stąd, że jedyna planeta w tym układzie jako tako nadająca się do zamieszkania warunkami naturalnymi przypominała nieco Marsa. Ktoś zdecydował więc, że skoro bóg wojny ma planetę nazwaną jego łacińskim imieniem, to jej odpowiednik w odległym układzie może nosić imię greckie.
Jednak już pierwsze badania spowodowały ogromne poruszenie wśród kompanii górniczych z powodu absolutnie niespotykanej do tej pory ilości rzadkich pierwiastków. Cała planeta praktycznie się z nich składała. Nawet biorąc pod uwagę koszty transportu i utrzymania pozaziemskiej kolonii, eksploatacja Aresa była na tyle opłacalna, by załamać kilka ziemskich monopoli i wstrząsnąć światową ekonomią.
„Na ziemi jest kilka państw, które nie uronią nawet jednej łzy nad utratą tych instalacji” – pomyślała Nadine, zaczynając sortować informacje napływające z głębi systemu.
Na skanerach pasywnych wszystko wydawało się w porządku. Nic na Aresie i jego księżycach nie wzbudzało niepokoju. Znając jednak upodobanie przeciwnika do chowania się w słońcu, admirał podchodziła do tych danych z dużą rezerwą.
Czujniki grawitacyjne wskazywały dokładnie to, co powinny – żadnych śladów przyspieszeń sugerujących czyjeś zabawy z czasoprzestrzenią. Nadine w końcu uspokoiła się nieco i cały czas obserwując główną gwiazdę układu, zajęła się rozmieszczeniem własnych sił i doprowadzeniem kolumny z pomocą na czas.
Dotarcie na orbitę Aresa zajęło konwojowi dwa dni od chwili wejścia w system. Wolne tempo przemieszczania pozwalało elementom prowadzącym na pełny skan systemu. Brookes nie spodziewała się oczywiście, że wykryje cokolwiek, jednak zaniechanie byłoby poważnym błędem. Nawet stosunkowo mała przestrzeń systemu Ares była wystarczająco duża, by warto było przyjrzeć się jej bardzo dokładnie.
W Układzie Słonecznym nadal znajdowano obiekty rozmiarów planety, pomimo że od rozpoczęcia lotów międzyplanetarnych upłynął wiek. Oczywiście nie znajdowały się one w centrum Układu, jednak za orbitą Plutona było ich sporo. Te, które odkryto, skolonizowane zostały przez różne państwa. Wybudowano na nich bazy naukowe i założono kopalnie.
A były to planety. Okręt, nawet duży okręt, mógł się ukryć praktycznie wszędzie.
Mając to na uwadze, Nadine przekierowała bojową część swojego zespołu tak, by okręty mogły wypatrywać jednostek maskujących się w słońcu lub w okolicach gazowych gigantów. Po wykonaniu tego zadania jej rola sprowadzała się do koordynacji działań kolumny lecącej z pomocą.
Obserwowała, jak statki wysyłają wahadłowce mające na pokładach zarówno zapasy, jak i materiały konstrukcyjne niezbędne do budowy nowego łącza. Jego instalacja miała potrwać w najlepszym wypadku kilka dni, przy założeniu, że kotwice pozostały nienaruszone. W przeciwnym wypadku, w razie konieczności wyboru nowych miejsc i budowy nowych zakotwiczeń, okres ten wydłużał się do tygodni. Dla załóg jednostek bojowych był to czas obserwacji i oczekiwania.

Źródło: informacja prasowa