Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Książki

Hayden War 4: Zew Walhalli już jutro w sprzedaży!

Najnowsza powieść Evana Currie już jutro będzie dostępna w księgarniach. „Zew Walhalli” ukaże się nakładem wydawnictwa Drageus. Przeczytajcie fragment już dziś!

Oficjalny opis 4 tomu “Hayden War” Evana Currie – „Zew Walhalli”:

Wojna o Świat Haydena dobiega zaskakującego końca. Świeżo upieczona porucznik Sorilla Aida ma nowych sojuszników, nowy sprzęt i wsparcie, i oczywiście nowe zadanie. Jej misja może zagwarantować ludzkości szansę na zdobycie przewagi technologicznej w konflikcie z obcymi.
Sojusz jednak nie czeka, aż wojna wymknie się mu spod kontroli, i w odpowiedzi podejmuje błyskawiczną kontrakcję. Czy obcych naprawdę interesują ludzie i ludzkie światy, czy może jednak gra toczy się o coś więcej?
Zew Walhalli rozbrzmiewa w całej Galaktyce i ktoś będzie musiał na niego odpowiedzieć.

zew walhalli1

Fragment 1:

USS „Barry Sadler”

Adler westchnął, patrząc na ostatnie skany floty przeciwnika, które zapętlone przewijały się na ekranie. Grupa była co najmniej trzykrotnie liczniejsza od typowej Task Force i liczyła ponad czterdzieści pięć jednostek bojowych. A może nawet więcej, jeśli niektóre z okrętów, które uznał za jednostki wsparcia, także były maszynami bojowymi.
„To jednak nie wydaje się prawdopodobne. Żadna grupa tych rozmiarów nie leci przecież bez wsparcia”.
Taką przynajmniej miał nadzieję.
Floty ludzkie zdołały nieco ograniczyć konieczność wsparcia, jako że nie istniała już konieczność tankowania okrętów. Nawet jego mały zwiadowca mógł generować swoją własną antymaterię, przynajmniej na misję kilkukrotnie dłuższą niż te, w które do tej pory wysyłany był „Sadler”. Nadal jednak konieczne było zaopatrzenie w amunicję, zaawansowane wsparcie medyczne, uzupełnienia osobowe…
O ile spodziewał się, że kultura na tyle zaawansowana, by manipulować czasoprzestrzenią w stopniu, do którego zdolni byli Alfa, mogła zredukować potrzeby zabezpieczenia logistycznego jeszcze bardziej, Adler miał nadzieję, że przynajmniej część z okrętów stanowiły jednostki wsparcia. Jeśli się mylił, stosunek sił wynosił ponad trzy do jednego na niekorzyść Task Force Siedem i nie był to dobry prognostyk.
– Ile sond zostało w punkcie Beta? – spytał, spoglądając w stronę Bittego.
– Dwie, po ostatnim sygnale wysłanym… osiemnaście minut temu.
W porządku, załadujmy kolejne uzupełnienie.
– Te ptaszki kosztują fortunę, poruczniku.
– Kiedy pojawi się ta flota, nikt nie będzie o tym zbyt długo rozmyślał.
– Też racja.
– Wyślijmy jeszcze raz cały pakiet, razem z tym, co nagraliśmy od ostatniej przesyłki – zdecydował Adler. – Nie zaszkodzi.
– Pan mówi, ja wykonuję.
Bitte przygotowywał kolejną przesyłkę, kiedy uruchomił się alarm, powodując, że Adler obrócił się w miejscu.
– Co jest? Alarm zbliżeniowy?
– Nie, sir. To pułapka grawitacyjna.
– O kurwa. – Adler zbladł, przywołując natychmiast obraz ze skanerów.
„Sadler” znajdował się teraz na wprost punktu skoku i tylko trzy rzeczy mogły wywołać taki alarm.
Żadna z nich nie była dobra dla okrętu.
– O mój Boże – szepnął zaszokowany porucznik. „Sadler” dostał się w falę grawitacyjną nadlatujących okrętów.
Na pokładzie nie czuło się tego – podczas swobodnego dryfu nagła zmiana pola grawitacyjnego oddziaływała z tą samą siłą zarówno na okręt, jak i na wszystko, co znajdowało się w jego wnętrzu. Ale instrumenty zarejestrowały wzrost przyspieszenia i przemieszczenie o tysiące kilometrów. To jednak stanowiło mniejszy problem dla Adlera wpatrującego się we flotę okrętów cztery razy większą od tej, która minęła ich kilkanaście minut wcześniej.
– To była tylko awangarda… – szepnął.
– Co? – spytał Bitte, patrząc na niego.
– Pierwsze siły to była tylko awangarda! Zgrywaj, co mamy, i wysyłaj! Wysyłaj!
– Nadal odbieramy dane!
– Wysyłaj natychmiast!
Bitte zaklął, wykonując jednak polecenie, kiedy rozległy się kolejne alarmy.
– Co jest, do cholery?!
Adler nie odpowiedział. Zamknął oczy, by nie patrzeć na ogromny okręt Alfa zmierzający w ich kierunku. Wycia kolejnych syren alarmowych nie był jednak w stanie zagłuszyć.
USS „Sadler” zniknął w płomieniach eksplozji nuklearnej. Wywołana przez grawitację reakcja syntezy oświetliła na moment kadłuby floty przeciwnika.

Fragment 2:

Task Force Pięć, znana pod nieoficjalną i rzadko wymawianą głośno nazwą „Task Force Walkiria”, odcięła przyspieszenie. Nastawy strzeleckie przesłane zostały przez sieć bojową flotylli. W przelocie uczestniczyły tylko okręty bojowe. Jednostki wsparcia pozostały z tyłu w bezpiecznej odległości.
Maszyny klas Cheyenne i Longbow poruszały się po trajektorii bojowej, a ich załogi kolejny raz potwierdzały poprawność nastaw.
– Jesteśmy na autopilocie, sir.
Patrick Roberts skinął głową.
– Doskonale. Sprzęgnijcie komputery, odpalenie na jeden sygnał. Zrobimy to jak najefektywniej.
– Jest potwierdzenie.
– Dobrze. Teraz pozostaje tylko czekać – powiedział nieco zrezygnowany kapitan.
Oczekiwanie stanowiło istotną część życia każdego marynarza, ale w przestrzeni było jeszcze gorsze. Nawet w środku bitwy trzeba było na coś czekać. Rakiety, pociski, pokonywały przestrzeń z określoną prędkością i ani odrobinę szybciej.
W pewnym momencie z letargu wyrwał kapitana ostry brzęczyk.
– O co chodzi?
Znał dźwięk każdego alarmu na tym okręcie, ale ten…
– Małe zakłócenia przepływu, sir. Prawdopodobnie niewykryta planetoida.
Alarm grawitacyjny. To ten dźwięk!
– To nie wzbudziłoby alarmu! – rzucił Patrick.
– To właśnie widzimy, kapitanie.
– Skorelować z pozostałymi okrętami flotylli!
Po wyrazie zaszokowania i wstydu na twarzy młodej kobiety wiedział już, że się nie myli. Zapomniała sprawdzić odczyty pozostałych jednostek. Jeśli odstępstwo było duże, to znaczyło, że znaleźli się w zasięgu…
– Wykryto anomalię grawitacyjną!
– Kurwa! – zaklął Patrick. – Gdzie?
– To „Apache”, sir! Oddala się z szyku!
– To dobrze. Bóg z nimi! – ryknął, uruchamiając skaner krótkodystansowy w poszukiwaniu źródła ataku. – Gdzie, do cholery, jesteście?
– Czy nie możemy się ruszyć, sir?
– Nie! Jesteśmy zablokowani na pozycji ogniowej i mamy tylko jedno najście nad celem bez rozwalania planu w diabły. Trzymać kurs!
– A…aye, sir!
Na jednym z ekranów widać było, jak „Apache” oddala się od reszty z przyśpieszeniem większym niż czternaście g, chcąc opuścić rejon, zanim będzie można użyć broni. Nie wiadomo dokładnie dlaczego, ale przyjmowano, że broń przeciwnika najpierw musi dokładnie złapać cel, by uderzyć z pełną mocą. To właśnie ten sygnał namierzający, zdaniem większości kapitanów ZFS, wykrywany był bezpośrednio przed atakiem na okręt.
– Anomalia grawitacyjna! Znów „Apache”. Zostali trafieni!
Ekrany na chwilę zbielały, wybuch nuklearny spowodował chwilowe wyłączenie kamer. Patrick skrzywił się i zacisnął zęby z wściekłości.
– Dwie minuty do punktu odpalenia!
„Boże, jesteśmy jak siedzące kaczki” – pomyślał. Dwie minuty to cała wieczność, szczególnie w przestrzeni, gdy stawką było życie.
– Panie kapitanie! „Apache”! Wciąż tam jest!
Wzrok Patricka natychmiast skierował się na ekran, który właśnie powrócił do życia. Z całą pewnością wielki okręt nadal wisiał w przestrzeni. Jego przyspieszenie znikło, ale prócz sporej wyrwy w okolicach rufy był cały. Kapitan gwizdnął zaskoczony.
– Czy oni faktycznie przetrwali uderzenie tego czegoś?
– To pierwszy raz, kiedy kadłub okrętu klasy Cheyenne miał kontakt z bronią przeciwnika, poruczniku – odpowiedział Patrick. – Wygląda na to, że tylko nieznacznie go zgnietli, ale pancerz wytrzymał eksplozję nuklearną. Są jednak unieruchomieni.
– Czy mam wysłać grupę poszukiwawczo-ratowniczą?
– Nie, do cholery – zaoponował Roberts. – Jeśli chcesz im pomóc, znajdź źródło nieprzyjacielskiego ognia!
– Aye, sir.
– Anomalia grawitacyjna! Skoncentrowana na „Sherwood Forest”! Okręt odchodzi z szyku!
– Życz im powodzenia i upewnij się, że działa szynowe4 są gotowe do strzału! – rozkazał dowódca, bardziej, by odwrócić uwagę od ostrzału, niż by rzeczywiście sprawdzać gotowość dział.
– Aye, kapitanie!
– Gdzie oni, do cholery, są? – warknął cicho Patrick, zmieniając skalę skanera z krótkiego na średni dystans i wypatrując okrętu przeciwnika. Musiał gdzieś tu być.
– Kapitanie!
Już miał coś odburknąć, ale poznał głos admirał.

Źródło: informacja prasowa