Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Książki

Królestwo popiołów. Część druga – fragment

Wydawnictwo Uroboros zamyka przygodę z Sarah J. Maas tomem “Królestwo popiołów. Część druga”, którego premiera ma miejsce 15 maja, zaś poniżej znajduje się fragment ostatniej książki z cyklu “Szklany tron”.

Magia Doriana szalała, miotała się i ryczała, więziona przez mroczną moc. Gdyby mógł zmienić się w wywernę i oderwać Maeve głowę…

            Ta jednakże tylko uśmiechnęła się, znużona i rozbawiona, po czym zdjęła trzewik z jego nieszczęsnego ogona, a następnie zwolniła magiczną barierę.

            Dorian zadrżał, gdy mroczna, gnijąca moc musnęła pazurami jego magię, otarła się o jej migotliwe, surowe wnętrze i znikła. Z trudem powstrzymał się od zwymiotowania.

            Z jeszcze większym trudem powstrzymał odruch dotknięcia jasnej pręgi na szyi, by się upewnić, że nie ma na niej naszyjnika.

            Na czerwonych ustach Maeve nadal widniał uśmiech.

            Jego własna magia dygotała, wciąż rozpamiętując kontakt z mocą królowej. Wiedział, że potrafi ona włamywać się do umysłów i rozdzierać je na strzępy. Wiedział, że ma przed sobą prawdziwego przeciwnika, kogoś, kto wymaga całkowicie innego podejścia. Podejścia głupca. Podejścia dworzanina.

            Powrócił więc do ludzkiej sylwetki, a gdy stanął przed obliczem królowej, jej uśmiech stał się jeszcze szerszy.

            – Aleś ty przystojny – oznajmiła.

            Dorian ukłonił się z gracją, jednak nie ośmielił się nawet sięgnąć po Damaris.

            – Skąd wiedziałaś?

            – Poznałam ciebie, twój zapach oraz twą moc we wspomnieniach Aelin. – Maeve przechyliła lekko głowę. – Choć mój szpieg nie wspomniał o twoim zainteresowaniu zmiennokształtnością. Cyrene. Przeszyło go przerażenie.

            Maeve podeszła do ławki stojącej przed łóżkiem i zasiadła na niej iście po królewsku, jakby to był tron.

            – Nie zastanowił cię fakt, że Matrony wiedziały, gdzie was szukać? – Cyrene była z nami przez zaledwie jeden dzień – wykrztusił. – Naprawdę uważasz, że tak wysoko w górach nie ma innych

pająków? Wszystkie mi służą! Wystarczyło, by Cyrene szepnęła raz, a inne pająki natychmiast odnalazły mnie, a potem Żelaznozębne.

            Maeve przesunęła dłonią po swej szacie.

            – Nie wiem jeszcze, czy Erawan dowie się o twoich darach.

            Zanim zabiłeś Cyrene, ta zdołała mnie poinformować, że jesteś… cóż, inny.

            Ani przez moment nie żałował, że ją zabił.

            – Ale to nie ma znaczenia. Cyrene nie żyje, a ty jesteś daleko od miękkich ramion Manon Czarnodziobej.

            Dorian oparł dłoń na rękojeści Damaris. Maeve spojrzała na stare ostrze i uśmiechnęła się jadowicie.

            – Wygląda na to, że królowa Terrasenu nauczyła się dzielić. Spory ma skarbczyk, nieprawdaż?

Dorian drgnął. Jeśli Maeve wiedziała o wszystkim, co posiadała Aelin…

            – O tym też wiem – odparła Maeve. Jej ciemne oczy nie miały dna. Damaris ogrzewał dłoń młodego króla. – I wiem też, że Cyrene nie odgadła prawdy o Kluczach. – Przyjrzała mu się uważnie. – Gdzie one są, Dorianie Havilliard?

            Coś śliskiego, zarazem ostrego prześlizgnęło się po jego umyśle, jakby próbowało dostać się do środka. Magia Doriana ryknęła i w mentalne szpony uderzyła lodowa nawałnica,

która odtrąciła intruza.

            Maeve zachichotała. Dorian zamrugał i przekonał się, że wszystko w komnacie pokrywa warstwa szronu.

            – Dość dramatyczna metoda, ale skuteczna.

            Dorian uśmiechnął się krzywo.

            – Myślisz, że jestem na tyle głupi, by wpuścić cię między swoje myśli? – Zaciskając jedną dłoń na mieczu, wsunął drugą do kieszeni, by powstrzymać jej drżenie. – Albo powiem ci, gdzie zostały ukryte Klucze?

            – Warto było spróbować – oznajmiła Maeve.

            – Czemu nie zaczniesz wołać na alarm? – odpowiedział Dorian.

            Maeve rozparła się i przyjrzała mu się uważnie.

            – Chcesz tego co ja, a ma to Erawan. Czy nie czyni to z nas sojuszników?

            – Chyba oszalałaś, jeśli myślisz, że kiedykolwiek oddam ci Klucze.

            – Oszalałam? A co z nimi zrobisz, Dorianie? Zniszczysz je?

            – A ty, co zamierzasz z nimi zrobić? Podbić świat?

            – Och, nie! – Maeve się roześmiała. – Nie lubię banalnych, zwyczajnych scenariuszy. Dołożyłabym wszelkich starań, by Erawan i jego bracia nigdy nie powrócili. Damaris nadal grzał go w dłoń. Maeve mówiła prawdę. Przynajmniej częściowo.

            – Bez zażenowania przyznajesz, że zamierzasz zdradzić Erawana?

            – A jak myślisz, po co tu przybyłam? – spytała Maeve. – Po tym, jak wygnali mnie moi poddani, doszłam do wniosku, że prędzej czy później dotrzesz do Morath.

            Ciepło miecza nie słabło. Mimo to Dorian spytał:

            – Nie sądzisz chyba, że ci uwierzę, iż dotarłaś tu po to, by zdobyć moją lojalność. Nie po tym, jak widziałem, że chcesz zaoferować swe pająki Erawanowi.

            Nie chciał nawet wiedzieć, do czego są zdolne księżniczki Valgów i dlaczego Erawan jak dotąd nie chciał ich uwolnić.

            – To niewielka ofiara z mojej strony, konieczna, by zdobyć

jego zaufanie.

            Damaris pozostawał ciepły.

            – Tak naprawdę to niewiele nas różni, a ja, dzięki twej przyjaciółce, nie mam już nic do stracenia.

            Prawda, prawda, wszystko prawda.

            I wtedy nagle odkrył lukę, której tak bardzo potrzebował.

            Nadal zasłaniając swój umysł ścianą lodu, uwolnił magię, by ta oszacowała możliwości przeciwniczki, a sam zsunął dłoń z rękojeści miecza. Chciał, by Maeve odniosła wrażenie, że jego nieufność powoli maleje.

            – Aelin osiągnęła mistrzostwo w niszczeniu innych królestw dla ratowania własnego.

            – Oraz w zmuszaniu innych, by płacili jej długi.

            Dorian znieruchomiał, choć jego magia nadal przyglądała się ostrożnie ciemnej mocy królowej.

            – Czyż nie po to tu jesteś? – ciągnęła Maeve. – Czyż nie chcesz złożyć się w ofierze, by Aelin nie musiała tego robić? – Cmoknęła cicho. – Cóż za niepotrzebna strata. Dlaczego któreś z was miałoby teraz płacić cenę za głupotę Eleny?

            – Prawda.

            Miecz nadal był ciepły.

            – Czy mogę ci powiedzieć, co wyjawiła mi Aelin w chwilach, gdy mogłam sięgnąć do jej umysłu?

            Tym razem Dorian nie ośmielił się dotknąć broni.

            – Więziłaś ją! – warknął. – Nie chcę słyszeć o tym ani słowa!

            Maeve zarzuciła kaskadę włosów za ramię, nucąc cicho.

            – Aelin cieszy się, że padło na ciebie – powiedziała po prostu.

            – Ma nadzieję, że sama spóźni się odrobinę z powrotem.

            Że uda ci się wypełnić zadanie i tym samym oszczędzić jej okropnego losu.

            – Ma męża oraz królestwo. Wcale jej nie winię – parsknął Dorian. Ostry ton jego głosu nie był wcale do końca udawany.

            – Nie? A ty nie masz przypadkiem własnego królestwa, którym również należałoby się zająć? Nie mniej potężnego i szlachetnego od Terrasenu?

            Dorian nie odpowiedział, na co Maeve stwierdziła:

            – Aelin przebywa na wolności od kilku tygodni, a mimo to nawet nie próbowała cię odnaleźć. – Ten kontynent nie należy do najmniejszych.

            Maeve uśmiechnęła się znacząco.

            – Ale mogłaby cię znaleźć, gdyby jej zależało. Mimo to udała się do Anielle.

            Dorian doskonale rozumiał grę, w którą grała wygnana królowa. Jego magia wysunęła się nieco. Wyraźnie wyczuwał szczelinę.

            Moc Maeve w tej samej chwili spróbowała wedrzeć się tą samą drogą, ale ledwie przekroczyła próg, Dorian zacisnął zęby i znów wypchnął ją z własnego umysłu. Mur lodu zderzył się z wolą królowej.

            – Jeśli chcesz, bym się z tobą sprzymierzył, wybrałaś doprawdy imponujący sposób, by to pokazać. Niech cię szlag!

            Maeve zaśmiała się cicho.

            – A winisz mnie o to, że próbuję?

            Dorian nie odpowiedział. Wpatrywał się w nią przez chwilę, udając, że się zastanawia. Przywołał całe swe dworskie obycie i doświadczenie, by zamaskować wszelkie emocje na twarzy.

            – Myślisz, że zdrada przyjaciół przyjdzie mi tak łatwo?

            – Czy to zdrada? – zadumała się Maeve. – Z tego, co ja widzę, rozmawiamy o innym rozwiązaniu problemu, który dotyczy nas wszystkich. Rozwiązaniu, w którym ani ty, ani Aelin Galathynius nie zapłacicie ostatecznej ceny. Od samego początku chciałam, by nie stała się ofiarą nieczułych, obojętnych

na wszystko bogów.

            – Ci bogowie to potężne istoty.

            – A więc gdzie teraz są? – Maeve wskazała gestem komnatę i całą twierdzę.

            Odpowiedziała jej cisza.

            – Boją się. Mnie. Erawana. Kluczy – wyjaśniła królowa z uśmiechem godnym żmii. – Ciebie też. Ciebie i Aelin Niosącej Ogień. Władacie mocą tak wielką, że moglibyście odesłać ich do domów. Bądź w nicość.

            Nie odpowiedział. Wiedział, że królowa ma częściowo rację.

            – Czemu więc się im nie sprzeciwić? Dlaczego miałbyś chcieć poddać się ich woli? Czy oni kiedykolwiek zrobili cokolwiek dla ciebie?

            Przed oczami młodego króla przemknęła twarz Sorschy, na której zastygł ból.

            – Nie ma innego sposobu, by to zakończyć – powiedział w końcu.

            – Klucze mogłyby to zakończyć.

            Wiedział, że Maeve zależało na tym, by nimi zawładnąć. Bynajmniej nie chciała ich wykorzystać do zapieczętowania Bramy.

            – Te Klucze mają wielką moc – ciągnęła Maeve. – Mogłyby zniszczyć Erawana i wygnać bogów do ich świata. – Przechyliła głowę i dodała: – A do tego otworzyć kolejne wrota do królestw pokoju i równowagi.

            „Do tej, która bez wątpienia będzie tam czekać” – pomyślał. Mroczna, drapieżna moc, która osaczała jego umysł, rozpłynęła się i cofnęła do swej pani.

            Aelin już raz tego dokonała. Otworzyła owe wrota, by ujrzeć Nehemię. Było to więc możliwe, a jego spotkania z Gavinem i Kaltain tylko to potwierdzały.

            – A co, jeśli nie sprzymierzysz się tylko ze mną – spytał w końcu – ale z całym Adarlanem? Maeve nie odpowiedziała, jakby propozycja ją zaskoczyła.

            – Byłby to sojusz o wiele większy niż tylko nas dwoje szukających Kluczy – ciągnął Dorian, wzruszywszy ramionami. – Nie masz własnego królestwa i bez wątpienia marzy ci się kolejne. Może więc użyczysz swoich mocy Adarlanowi? Może ściągniesz swe pająki, by służyły mnie?

            – Jeszcze chwilę temu nie posiadałeś się ze złości, że uwięziłam twą przyjaciółkę.

            – I nadal jestem wściekły, ale nie na tyle dumny, by od razu odrzucić tę możliwość. Marzy ci się królestwo? A więc dołącz do mnie. Sprzymierz się ze mną, pomóż mi pozbawić Erawana tego, czego oboje pragniemy, a ja uczynię cię moją królową. Będziesz władać o wiele większymi ziemiami, a moi ludzie nie powstaną przeciwko tobie. Będzie to dla ciebie nowy początek, jak sądzę.

            Maeve nie odzywała się przez chwilę. Dorian oparł się o drzwi w pozie dworskiej nonszalancji.

            – Pewnie uważasz, że próbuję cię oszukać. Cóż, może tak jest.

            – A Manon Czarnodzioba? Co z obietnicami, które ona od ciebie usłyszała?

            – Nie obiecywałem jej nic, co miałoby związek z moim tronem, a zresztą ona i tak nie chciałaby słyszeć o niczym takim. – Nie krył goryczy w głosie. – Wszak wiele małżeństw zbudowano na o wiele słabszych fundamentach.

            – Jeśli utworzymy prawdziwy sojusz, Aelin Dziki Ogień może cię uznać za wroga.

            – Aelin nie będzie chciała pozbyć się sojusznika. Odkryje też, że nie jest jedyną, która może uratować świat. Być może nawet mi podziękuje, jeśli mówisz prawdę i faktycznie nie ma ochoty na złożenie z siebie ofiary.

            Czerwone usta Maeve wygięły się w uśmiechu.

            – Jesteś młody i bezczelny – rzekła.

            Dorian ukłonił się nisko.

            – A także niebywale przystojny i skory do oddania własnego tronu w geście dobrej woli.

            – Mogłabym cię sprzedać Erawanowi choćby teraz, a on hojnie by mnie wynagrodził.

            – Wynagrodziłby cię, tak… Jak psa, który przynosi mu ustrzelonego bażanta! – Dorian się zaśmiał, a jego oczy rozbłysły. – Nie zapomnij, że to ty zaproponowałaś sojusz między nami, nie ja. Zastanów się dobrze, Maeve. Chcesz rządzić czy klęczeć? – Poklepał się dłonią po jasnym paśmie na szyi. – Ja już raz uklęknąłem i doszedłem do wniosku, że nie chcę już tego robić. Ani dla Erawana, ani dla Aelin czy kogokolwiek innego. – Znów wzruszył ramionami. – Kobieta, którą kochałem, nie żyje. Moje królestwo rozpadło się. Cóż więcej mam do stracenia? – Pozwolił, by na jego twarzy odbił się chłód lodu, który nosił w pustym sercu. – Ja mam wielką ochotę rozpocząć tę grę. A ty?

            Maeve umilkła, a jej widmowe dłonie uniosły się powoli ku zakamarkom jego umysłu.

            Pozwolił jej ujrzeć prawdę, której szukała. Wytrzymał jej badawczy dotyk.

            W końcu Maeve wypuściła powietrze przez nos.

            – Przybyłeś do Morath po Klucz, a opuścisz twierdzę z narzeczoną.

            O mało nie westchnął z ulgą.

            – Zabiorę zarówno ciebie, jak i Klucz. I to szybko.

            – A jak chcesz odnaleźć to, czego szukamy?

            Dorian uśmiechnął się do królowej Valgów.

            – Pozostaw to mnie.