Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Książki

Nowy fragment Wieży świtu!

Są tutaj fani twórczości Sarah J. Mass? Mamy dla Was do poczytania fragment najnowszej powieści pisarki! Tom 5.5 z cyklu „Szklany tron” pt. „Wieża świtu” jest już dostępny w księgarniach, a Ci którzy nie zdążyli jeszcze nabyć egzemplarza, mogą przeczytać fragment u nas!

Oficjalny opis powieści „Wieża świtu” (premiera 18.04.2018):

WSPANIAŁE IMPERIUM. DESPERACKA MISJA. PRADAWNY SEKRET
Chaol Westfall i Nesryn Faliq wyruszają w podróż do starego i pięknego miasta Antica. Były kapitan Gwardii Królewskiej ma nadzieję, że któraś ze słynnych uzdrowicielek z Torre Cesme przywróci mu władzę w nogach. Uleczenie to jednak tylko część planu. Oto na tronie zasiada wszechpotężny kagan, którego Chaol ma za zadanie nakłonić do wzięcia udziału w wojnie.
Jednak to, co czeka Chaola i obecną kapitan Gwardii Królewskiej Nesryn, przekroczy ich najśmielsze oczekiwania. Kluczem do powodzenia misji może okazać się niepozorna uzdrowicielka Yrene i informacje, które bohaterowie zdobędą podczas pobytu w pałacu.

Maas WiezaSwitu 3d

Tytuł: Wieża świtu
Autor: Sarah J. Mass
Tłumacz: Marcin Mortka
Brand/ imprint: UROBOROS
Gatunek: LITERATURA – FANTASTYKA
ISBN: 978-83-280-5346-5
Oprawa: miękka
Orientacyjna ilość stron: 752
Cena detaliczna brutto: 49,99
Wydanie : 1
Data premiery: 18.04.2018

Cytaty z recenzji tego autora:

• „The progressive khaganate, a multicultural empire modeled after Mongolia, is lavishly and lovingly explored. . . .A compelling story of hard-fought growth and redemption.” – Kirkus Reviews
„Postępowy khaganat, bogato i pieczołowicie przedstawione wielokulturowe imperium wzorowane na Mongolii. Zniewalająca opowieść o dojrzewaniu i odkupieniu” – Kirkus Reviews
• „A thrilling read.” – starred review, Publisher’s Weekly on THRONE OF GLASS
„Ekscytująca lektura” – Publisher’s Weekly o Szklanym tronie
• „A must-read for lovers of epic fantasy and fairy tales.” – USA Today on THRONE OF GLASS
„Lektura obowiązkowa dla fanów epickich historii ze świata fantasy i bajek.” – USA Today o Szklanym tronie
• „Fans of Tamora Pierce and George R.R. Martin, pick up this book!” – Top Pick, RT Book Reviews on THRONE OF GLASS
„Fani Tamory Pierce i Georga R. R. Martina, sięgnijcie po tę książkę!” – Top Pick, RT Book Reviews o Szklanym tronie
• „An epic fantasy readers will immerse themselves in and never want to leave.” – starred review, Kirkus Reviews on CROWN OF MIDNIGHT
„Epicka fantasy, w którą czytelnik zanurzy się tak, że nie będzie jej chciał porzucić” – starred review, Kirkus Reviews o Koronie w mroku
• „A thrill ride of epic fantasy proportions.” – USA Today on CROWN OF MIDNIGHT
„Ekscytująca podróż w fantastycznych proporcjach” – USA Today o Koronie w mroku”
• „With assassinations, betrayal, love and magic, this novel has something to match everyone’s interests.” – Top Pick, RT Book Reviews on CROWN OF MIDNIGHT
„Dzięki zabójstwom, zdradzie, miłości i magii, ta powieść ma w sobie coś, co wszystkich zaciekawi.” – Top Pick, RT Book Reviews o Koronie w mroku
• „Celaena is as much an epic hero as Frodo or Jon Snow!” – Tamora Pierce, New York Times bestselling author on HEIR OF FIRERE
„Celaena jest tak epickim bohaterem jak Frodo czy Jon Snow” – Tamora Pierce, autorka bestsellerów New York Timesa o Dziedzictwie ognia
• „Maas shines as a brilliant storyteller. . . . The most exhilarating installment yet.” – RT Book Reviews on HEIR OF FIRE
„Mass błyszczy jako błyskotliwa powieściopisarka… Jak do tej pory najbardziej ekscytująca część” – RT Book Reviews o Dziedzictwie ognia
• „Impossible to put down.” – Kirkus Reviews on QUEEN OF SHADOWS
„Nie można się oderwać” – Kirkus Reviews o Królowej Cieni
• „Beautifully written prose and brilliantly crafted plots.” – SLJ on QUEEN OF SHADOWS
„Pięknie napisana proza i błyskotliwie opowiedziane historie” – SLJ o Królowej Cieni
• „Fans will delight in this gorgeous edition. . . . What a ride!” – Booklist on THE ASSASSIN’S BLADE
„Fani będą rozkoszować się tą wspaniałą serią… Ale jazda! – Booklist o Zabójczyni

Biogram autora:

Sarah J. Maas (ur. 1986) – amerykańska pisarka fantasy. Autorka bestsellerowej serii Szklany tron (Szklany tron, Korona w mroku, Dziedzictwo Ognia, Królowa cieni, Imperium burz, Wieża świtu). W 2016 r. nakładem Uroborosa ukazał się też Dwór cierni i róż, a w 2017 r. Dwór mgieł i furii oraz Dwór skrzydeł i zguby.

Fragment „Wieży świtu” udostępniony przez wydawnictwo UROBOROS:

„Wieża świtu”
Sarah J. Maas, Uroboros 2018 r.

Fragment 1

Chaol Westfall, były kapitan Gwardii Królewskiej, a obecnie namiestnik niedawno koronowanego króla Adarlanu, doszedł do wniosku, że ze wszystkich dźwięków na świecie najbardziej nienawidzi odgłosu wyda¬wanego przez koła.
Zwłaszcza zaś nie znosił ich turkotu, gdy toczyły się po de¬skach okrętu, na którym spędził ostatnie trzy miesiące burzli¬wego rejsu. A następnie nie cierpiał stukotu, z jakim toczyły się po lśniących mozaikach i posadzkach z zielonego marmu¬ru w pałacu kagana, władcy Południowego Kontynentu. Nie mając nic do roboty poza siedzeniem w fotelu z koła¬mi, który stał się dla niego zarówno więzieniem, jak i jedy¬nym sposobem na oglądanie świata, Chaol przyglądał się wszystkim szczegółom ogromnego pałacu, wznoszącego się na jednym z niezliczonych wzgórz stolicy. Każdy jego ele¬ment pochodził z innej części ogromnego imperium i śpiewał o jego chwale. Wypolerowany, zielony marmur, po którym toczył się teraz fotel Chaola, wycięto w kamieniołomach w po¬łudniowo-zachodniej części kontynentu. Wyrastające naokoło czerwone kolumny, wyrzeźbione na podobieństwo pni drzew i podtrzymujące wysokie, kopulaste sufity – które przykry¬wały niekończącą się poczekalnię – wykonano z surowców, przywiezionych z pustyń na północnym wschodzie.
Mozaiki urozmaicające zieleń posadzek zostały ułożone przez rzemieślników z Tigany, kolejnego wśród cennych miasta kagana, leżącego na górzystym, południowym skra¬ju kontynentu. Każda przedstawiała scenę z bogatej, chwa¬lebnej, choć brutalnej przeszłości kaganatu. Niektóre upa¬miętniały długie wieki, podczas których jego lud wędrował na końskich grzbietach po stepach na wschodzie kontynen¬tu. Na innych można było ujrzeć pierwszego kagana, który zjednoczył rozproszone plemiona i na ich czele podbijał kra¬inę za krainą, tworząc ogromne imperium dzięki fortelom i kunsztowi strategicznemu. Jeszcze inne przedstawiały kolejne trzy wieki oraz rozmaitych kaganów, którzy powięk¬szali imperium, zwozili łupy z setek podbitych ziem i budo¬wali niezliczone drogi oraz mosty, by spoić wielkie państwo w jedną całość, a potem władali nim z wprawą i mądrością.
„Być może te mozaiki pokazują, czym mógł się stać Adar¬lan – dumał Chaol, wsłuchany w toczone szeptem rozmowy dworzan, niosące się wśród rzeźbionych kolumn i odbijające się od pozłacanych sufitów. – Oczywiście gdyby nie rządził nim opętany przez demona król, którego jedynym celem jest zamienić ten świat w żerowisko dla swych hord” – dodał w myślach.
Obrócił głowę i spojrzał na Nesryn, która z kamienną twarzą popychała jego fotel. Jedynie z jej ciemnych oczu, które omia¬tały spojrzeniem każdą mijaną twarz, każde okno i każdą kolumnę, można było wyczytać, że podziwia ogromną sie¬dzibę kagana.
Zachowali na tę okazję swoje najlepsze ubrania. Nowo mianowana kapitan Gwardii Królewskiej w istocie prezento¬wała się wspaniale w karmazynowo-złotym mundurze. Chaol nie miał pojęcia, skąd Dorian wytrzasnął jeden z tych mundu¬rów, które on sam kiedyś nosił z taką dumą.
Z początku miał zamiar ubrać się na czarno, gdyż nie prze¬padał za dobieraniem kolorów i nie znał się na tym. Z ochotą zakładał jedynie czerwień i złoto reprezentujące jego króle¬stwo. Niemniej czerń była przecież kolorem strażników Era¬wana, co do jednego owładniętych przez Valgów. To w takich właśnie idealnie czarnych mundurach terroryzowali Rifthold. W nich złapali, torturowali i zamordowali jego ludzi.
A potem powiesili ich ciała na bramach pałacowych, by kołysały się z wiatrem.
Nie udało mu się dobrze przyjrzeć antykańskim strażni¬kom, których mijali po drodze, zarówno na ulicach, jak i w sa¬mym pałacu. Widział tylko, że prężyli się z dumą na bacz¬ność, czujni i uważni, zbrojni w miecze i sztylety. Miał ochotę wodzić za nimi wzrokiem i sprawdzać, czy stoją tam, gdzie stać powinni – gdzie osobiście by ich rozstawił i gdzie sam by czuwał, strzegąc wizyty zagranicznych emisariuszy.
Nesryn przechwyciła jego spojrzenie. Jej czarne, długie do ramion włosy falowały z każdym krokiem, a ciemne oczy zgoła nie mrugały. Na pięknej, poważnej twarzy nie było ani cienia napięcia. W żaden sposób nie dawała po sobie poznać, iż za moment przyjdzie im stanąć przed obliczem najpot꿬niejszego człowieka świata – mężczyzny, który mógł odmie¬nić ich życie oraz losy całego kontynentu w wojnie, która bez wątpienia właśnie wybuchała. Chaol patrzył przed siebie bez słowa. Nesryn ostrzegała go, że te ściany, kolumny i przejścia miały uszy, oczy i usta.
Ta świadomość sprawiła, że zaciskał dłonie na poręczach, by nie bawić się ubraniem, na które się ostatecznie zdecydo¬wał. Na spotkanie z kaganem przywdział jasnobrązowe spodnie, ciemnobrązowe buty do kolan i białą koszulę z jedwabiu doskonałej jakości, na którą nałożył ciemnoniebieską kurtkę. Kurtka prezentowała się skromnie, a jej prawdziwą wartość zdradzały dopiero lśniące mosiężne zapięcia z przo¬du oraz połyskliwe, złote nici, którymi obszyto wysoki koł¬nierz i mankiety. Nie przypiął miecza i brak jego znajomego ciężaru dokuczał mu niczym fantomowa kończyna.
Lub bezwład nóg.
Miał przed sobą dwa zadania i nadal nie wiedział, które z nich okaże się bardziej nierealne.
Przekonanie kagana i jego sześciu potencjalnych spadko¬bierców, by poprowadzili swe ogromne armie na wojnę z Erawanem?
A może odszukanie w Torre Cesme uzdrowicielki, która znajdzie sposób, by przywrócić mu umiejętność chodzenia?
„By mnie naprawić” – pomyślał z obrzydzeniem.
Nienawidził tego słowa niemalże równie mocno jak terko¬tu kółek fotela. „Naprawić”. Nawet jeśli dokładnie o to miał błagać legendarnych uzdrowicieli, to słowo drażniło go, do-prowadzało do wściekłości.
Odepchnął je na bok, jak najdalej od siebie.
Nesryn podążała w ślad za niemalże bezszelestnymi służą¬cymi, którzy powitali ich w porcie, a potem poprowadzili kręty¬mi, zakurzonymi, brukowanymi uliczkami Antiki w górę, aż padł na nich cień kopuł i trzydziestu sześciu minaretów pałacu.
Z okien, drzwi i latarni w mieście zwisały niezliczone pa¬sma białego sukna, zarówno filcu i lnu, jak i jedwabiu. Nesryn zdążyła mu szepnąć, iż w ten sposób upamiętnia się śmierć ważnego urzędnika bądź odległego krewnego władcy. Rytu¬ały pogrzebowe różniły się od siebie i nierzadko były połą¬czeniem zwyczajów z różnych krain, wchodzących w skład kaganatu, ale wywieszanie białego sukna stanowiło odwiecz¬ną tradycję, popularną jeszcze w czasach, gdy późniejsi pod¬dani kagana wędrowali po stepach i układali swych zmarłych pod czujnym, otwartym niebem.
Miasto jednakże było dalekie od żałoby. Mijały ich setki przechodniów w najróżniejszych strojach, kupcy zachwalali swe towary, a akolici z drewnianych i kamiennych świątyń wzywali do modłów. Nesryn opowiedziała Chaolowi, że w Antice każdy bóg miał swoje miejsce. Największe wrażenie czyniła jednak wzniesiona z jasnego kamienia wieża, wyra¬stająca z czubka któregoś z południowych wzgórz, wyższa i bardziej imponująca nawet od samego pałacu.
Torre. To w tej wieży mieszkali i pracowali najlepsi uzdro¬wiciele śmiertelnicy na całym świecie. Chaol robił wszystko, by się na nią nie gapić przez okna powozu, choć jej masyw widać było niemalże z każdej ulicy Antiki. Żaden ze służą¬cych nie zająknął się o niej ani słowem ani też nie wskazał im imponującej, dominującej konstrukcji, która wydawała się ry-walizować nawet z pałacem kagana.
Nie, podczas drogi do pałacu służący nie zaszczycili ich rozmową. Nie skomentowali nawet pogrzebowych propor¬ców, powiewających na suchym wietrze.
Byli to mężczyźni i kobiety o prostych, ciemnych włosach, odziani w luźne spodnie i powłóczyste, ciemnoniebieskie i krwistoczerwone kurtki z elementami jasnego złota. Choć teraz otrzymywali za swą służbę zapłatę, wywodzili się od niewolników, którymi niegdyś władała rodzina kagana. Działo się tak do czasu, gdy poprzedni kagan, wizjoner i wichrzyciel, postanowił zakazać niewolnictwa, by jeszcze bardziej usprawnić swe państwo. Zwolnił wszystkich niewolników, ale zatrzymał ich, by służyli mu w zamian za pensję, a wraz z nimi ich dzieci. Teraz służbę kagana stano¬wiły dzieci tychże dzieci.
W istocie żaden z towarzyszących im służących nie wyda¬wał się zagłodzony ani zaniedbany, a w ich zachowaniu nie było znać strachu, wyglądało więc na to, że obecny kagan dobrze traktował swoich poddanych i należało mieć nadzie¬ję, że niewybrany jeszcze dziedzic pójdzie w jego ślady.
W przeciwieństwie do Terrasenu i Adarlanu o tym, kto za¬stąpi rządzącego tu władcę, nie decydowało pokrewieństwo ani płeć, ale wola kagana. Spora liczba dzieci nie do końca ułatwiała to zadanie. Współzawodnictwo między nimi prze¬radzało się nierzadko w krwawe zawody, gdyż każde chciało udowodnić ojcu, że jest najsilniejsze, najmądrzejsze i najlepiej nadaje się do sprawowania rządów.
Prawo wymagało, by kagan trzymał w ukrytym skarbcu zapieczętowany dokument, przedstawiający kolejność spad¬kobierców w drodze do tronu. Sięgano po niego w chwilach, gdy władcę dopadła przedwczesna śmierć i nie zdołał jeszcze oficjalnie ogłosić swego następcy. Lista mogła być zawsze zmieniona, ale jej istnienie łagodziło lęk przed tym, co groziło imperium od czasów, gdy pierwszy kagan zjednoczył wszyst¬kie krainy i terytoria – rozpadem. Obawiano się nie wrogich sił z zewnątrz, ale wojny domowej.
Pierwszy kagan był mądrym człowiekiem. Przez trzysta lat istnienia kaganatu ani razu nie doszło do konfliktu we¬wnętrznego.
Służący zatrzymali się między dwiema potężnymi ko¬lumnami i złożyli przybyszom głęboki ukłon, a pchająca fotel
Nesryn wkroczyła do olśniewającej swym pięknem sali tro¬nowej. Wokół złocistego, migoczącego w promieniach połu¬dniowego słońca podwyższenia z tronem zgromadziły się dziesiątki ludzi. Chaol spojrzał na pięć osób, które stały przed tronem, i zadał sobie w myślach pytanie, kto z nich w przyszłości zostanie wybrany, by władać imperium.
W pomieszczeniu słychać było jedynie szelest ubrań ponad czterech tuzinów ludzi, których Chaol zliczył odruchowo, rozglądając się dookoła. Tworzyli dwie ściany jedwabiu, kosztowności i opalonych ciał, a między nimi wiodła alejka, ciągnąca się aż po migotliwe podwyższenie.
Szelest ubrań oraz… Turkot i pisk kółek. Nesryn naoliwi¬ła je starannie, ale po tygodniach spędzonych na morzu me¬tal tu i ówdzie ustępował już miejsca rdzy. Każdy zgrzyt i piśnięcie były dla Chaola równie dotkliwe jak przesunięcie paznokciem po szkle.
Mimo to trzymał głowę wysoko, a plecy miał wyprosto¬wane.
Nesryn stanęła w odpowiedniej odległości od podwyż¬szenia i szeregu pięciorga młodych ludzi, kobiet i mężczyzn, którzy odgradzali ich od władcy.
Wypełniali pierwszy obowiązek każdego księcia czy ksi꿬niczki, którym była ochrona ich króla. Trudno o lepszy spo¬sób, by się wyróżnić i okazać swą lojalność, a niewykluczone, że też zasłużyć na miano dziedzica. A pięcioro młodych ludzi przed nimi…
Chaol sprawnie zamaskował emocje i policzył raz jeszcze. Tylko pięcioro. Pięcioro, a nie sześcioro, jak twierdziła Nesryn.
Ani myślał rozglądać się po sali w ślad za zaginionym dziec¬kiem kagana. Nadszedł bowiem czas na to, do czego szykował się przez ostatni tydzień na morzu, w miarę jak zbliżali się do portu docelowego, a powietrze robiło się coraz gorętsze i such¬sze. Nadal czuł dyskomfort, robiąc to w fotelu, ale ukłonił się bardzo nisko, aż ujrzał swoje martwe nogi, nieskazitelnie brą-zowe buty oraz ukryte w nich bezwładne stopy.
Szelest ubioru po lewej zdradził mu, że Nesryn stanęła obok niego i również złożyła głęboki ukłon.
Trwali w twej pozie przez trzy oddechy, bo tak, zdaniem Nesryn, nakazywał ceremoniał.
Chaol wykorzystał ten czas, by się przygotować i odepchnąć jak najdalej ciężar odpowiedzialności, z którą tu przybyli.
Niegdyś był mistrzem w utrzymywaniu niewzruszonej miny. Wiele lat służył ojcu Doriana i bez mrugnięcia okiem przyjmował rozkazy, a jeszcze wcześniej znosił towarzystwo własnego ojca, który umiał mu dopiec słowem, jak i przyłożyć pięścią. Takim człowiekiem był prawdziwy władca Anielle.
Chaol również miał prawo tytułować się lordem, ale uwa¬żał swój tytuł za kpinę oraz kłamstwo. Prosił Doriana, by ten przestał się do niego odwoływać, ale jego protesty nic nie da-ły. Tak więc jego pełne miano brzmiało obecnie: lord Chaol Westfall, Królewski Namiestnik.
Nie znosił swego tytułu jeszcze bardziej niż odgłosów wy¬dawanych przez koła fotelu. Bardziej niż swego ciała od pasa w dół, które nie reagowało na żadne bodźce i pomimo upły-wu czasu nadal zaskakiwało go swoim bezruchem.
Był Lordem Niczego. Władcą Krzywoprzysięzców. Panem Kłamców.
Wyprostował się i spojrzał w skośne oczy siwowłosego mężczyzny na tronie. Na brązowej ogorzałej skórze kagana pojawiły się lekkie zmarszczki, gdy uśmiechnął się przebiegle. Chaol zadał zaś sobie w myślach pytanie, czy władca również znał prawdę o nim.

Źródło: informacja prasowa