Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Książki

Premiera Hayden War: Na Srebrnych Skrzydłach już dziś!

Najnowsza space opera autorstwa Evana Curriego jest już dostępna w księgarniach nakładem wydawnictwa Drageus Publishing House.

„Hayden War: Na Srebrnych Skrzydłach” to pierwszy tom nowego cyklu Evana Curriego. Poniżej możecie zapoznać się z oficjalnym opisem oraz fragmentem powieści!

W przyszłości ludzkość kolonizuje inne światy, eksploatuje pasy asteroid i wysyła swoje statki w ciemną przestrzeń, z której blask ich silników dociera na Ziemię po latach. W prawie każdym odwiedzanym systemie istnieje życie, ale jak dotąd człowiek nie spotkał innego inteligentnego gatunku.

Aż do dziś.

Kiedy kolonia na planecie zwanej Światem Haydena przestaje wysyłać informacje za pomocą nadświetlnego systemu komunikacji CASIMIR, Grupa Bojowa Floty Solarnej przybywa na miejsce, by zbadać sprawę. Sytuacja okazuje się na tyle zagadkowa, że zostaje podjęta decyzja o wysłaniu Zespołu Wojsk Specjalnych, by ten skontaktował się z kolonistami i ustalił, co się stało.

Tylko jeden z operatorów dostaje się żywy na planetę.

Sierżant Sorilla Aida staje naprzeciw obcych sił o nieznanych możliwościach. Co może im przeciwstawić? Swój pancerz bojowy, karabin, podstawowe wyposażenie i kilkuset haydeńskich cywilów, pragnących odzyskać swój dom.

Ale do takich misji została przecież wyszkolona.

na srebrnych

Fragment „Hayden War: Na Srebrnych Skrzydłach”

– Meldunek! – ryknęła kapitan Kay Richardson, sięgając po końcówki uprzęży mocującej ją w fotelu i wpinając je w klamry.
– Trzy straszydła idą na nas prosto z gwiazdy! Musiały się chować w okolicach jednego z wewnętrznych gigantów.
Kay skrzywiła się z niesmakiem. System Hayden w najmniejszym stopniu nie przypominał Układu Słonecznego. Trzy najbliższe gwieździe planety były gazowymi gigantami. Jeden z powodów, dla których utworzona została kolonia, stanowiła chęć obserwacji ich konsumpcji przez gwiazdę lub też ewentualnych narodzin nowych gwiezdnych pieców.
Z punktu widzenia nauki takie obserwacje byłyby bezcenne. W aspekcie militarnym wahania grawitacji i wzmożone promieniowanie tych trzech planet dodane do promieniowania samej gwiazdy sprawiały, że wytropienie czegoś tak małego jak okręt stawało się pracą herkulesową. Nadlatywanie od strony słońca było uświęconym wielowiekową tradycją zwyczajem pilotów myśliwskich i wyglądało na to, że nie dotyczyło to tylko pilotów ziemskich.
– Podajcie mi namiary! – nakazała kapitan, gdy tylko rozbłysnęła jej konsola. Natychmiast wykonała połączenie. – Witam ponownie, panie admirale! Wychwyciliśmy trzy niezidentyfikowane okręty zbliżające się pod osłoną gwiazdy.
– Zrozumiałem, pani kapitan. Zwiększyć przyspieszenie. Nie wydaje mi się, aby w naszym interesie było dać się teraz złapać.
Potwierdziła, choć stało to w sprzeczności z poprzednimi rozkazami. Starali się od kilku dni podejść do tych jednostek, grając z nimi w kotka i myszkę wokół gwiazdy. Teraz, gdy była możliwość zdobycia realnych danych, okazało się, że myszka zdecydowała się zmienić w wilka.
Otworzyła ogólny kanał wideo.
– Do wszystkich, tu kapitan. Przygotować się do przyspieszenia jeden g. Powtarzam, przygotować się do przyspieszenia jeden g.
– Ster, przyspieszenie jeden g za dwie minuty. Operacyjna, gdzie moje dane?
– Na ekranie.
Spojrzała w lewą stronę, na ekran wbudowany w jej konsolę. Trzy niezidentyfikowane okręty zbliżały się od tyłu. Miały tym momencie przewagę prędkości, ale właśnie ją wytracały.
– Czy te dane są prawidłowe?
– Tak jest! – odezwał się znad swojej konsoli podporucznik Soru. – Sprawdzane trzykrotnie. Sto g.
Kay przełknęła ślinę. Przyśpieszenie stu g znokautowałoby większość jej załogi, utrzymywanie go przez dłuższy czas – zabiłoby ich. Oblizała nerwowo usta.
– Cudnie. Jesteśmy ścigani przez koszmar rodem z fantastyki naukowej.
Na szczęście nikt jej nie słyszał, a przynajmniej nie dał tego po sobie poznać.
– Ster, zignoruj poprzedni rozkaz. Przygotować się do przyśpieszenia alarmowego – nakazała, ponownie otwierając kanał ogólny. – Uwaga wszyscy, uwaga wszyscy, przygotować się do przyspieszenia alarmowego. Sprawdzić mocowanie wszystkich przedmiotów. Czas trzy minuty.
Zamknęła kanał ogólny i zwróciła się do admirała.
– Słyszałem – powiedział, zanim zdążyła się odezwać. – Wydałem już podobny rozkaz dla wszystkich okrętów grupy. Łączą się teraz w sieć bojową. Jest pani OTC.
– Dziękuję, admirale – powiedziała Kay, pocąc się. Nigdy nie wierzyła, że kiedykolwiek usłyszy te słowa, a zwłaszcza od admirała tuż przed potencjalną bitwą. – Przyjmuję TACOM.
Potwierdził i przez chwilę patrzył w bok.
– Jakie jest nasze maksymalne przyspieszenie, kapitanie?
– W konfiguracji bojowej, sir? Dziesięć do piętnastu g.
– Rysuję sobie właśnie wektory, Kay – powiedział łagodnie admirał. – I wychodzi mi, że dopadną nas godzinę przed punktem skoku.
Mogła tylko potwierdzić, patrząc na swój wyświetlacz, podający ten sam wynik.
– Aye, sir.
– Kapitan Monroe wygrał próby szybkości we Flocie w ubiegłym roku, prawda?
Zawahała się chwilę, ale potwierdziła.
– Tak. Monroe i jego „Majesty” dzierżą tytuł, sir.
– Nakazuję Monroe i „Majesty” gnać naprzód, pani kapitan – oznajmił po chwili Sweet. – My zawrócimy i spotkamy się z niezidentyfikowanymi okrętami.
Potwierdziła i zastanowiła się chwilę.
– Sir, czy mogę zasugerować pańskie przeniesienie się do Monroe?
Zdecydowanie pokręcił głową.
– Nie wydaje mi się, Kay. Jesteś na mnie skazana.
– Aye, sir – odpowiedziała, zrezygnowana. – Przygotowuję okręt do zwrotu.