Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Książki

Premiera szóstego tomu Hayden War

Już jutro, 8 grudnia, znajdziecie na półkach księgarni szósty tom cyklu „Hayden War” Evana Currie. Powieść „Hayden War 6: De Oppresso Liber” ukaże się nakładem wydawnictwa Drageus, a już dziś możecie zapoznać się u nas z jej fragmentem!

Oficjalny opis powieści:

Koniec wojny nie oznacza końca walki. SOLCOM dowiaduje się, że Ross Ell podjęli ekspedycję przeciw niestowarzyszonemu gatunkowi, który zamieszkuje ziemię niczyją pomiędzy obszarami kontrolowanymi przez Ziemian a tymi, gdzie panuje Sojusz. W poszukiwaniu odpowiedzi i najlepszej metody działania SOLCOM wysyła okręt, który ma po cichu zbadać sytuację.
Major Sorilla Aida i jej oddział zostają wyznaczeni do tego zadania. Ich wyprawa ma za wszelką cenę pozostać tajemnicą dla potężnych obcych. Jedna rzecz wydaje się pewna: wolność nigdy nie jest dana na zawsze, a ucisk jest uniwersalny…

opresso

Fragment „Hayden War 6: De Oppresso Liber”:

Golemy Ross Ell miały wysokość dziesięciu metrów i wykonane były w większości z krzemu w postaci przypominającej nanotechnologiczną wersję skały wulkanicznej, a jednak poruszały się z szybkością i precyzją, której pozazdrościć mogły im pojazdy wojskowe. W bezpośrednim zwarciu mogły im stawić czoło jedynie tytany SOLCOM, ale nie znajdowały się na liście wyposażenia tej misji.
Nadal jednak istniały sposoby na pokonanie większego i silniejszego przeciwnika, jeśli poświęciło się nieco czasu na przygotowanie.
Sorilla kiwnęła głową, pozwalając Mokkanowi wydać polecenie Dziecianom obsługującym ładunki wybuchowe. Ziemia i powietrze zatrzęsły się pod wpływem fali uderzeniowej, a odłamki, dym i ogień wypełniły wąską aleję, w której znajdowała się pułapka.
Major pozwoliła miejscowym nieco się pocieszyć, kiedy golem zniknął w dymie, ale zauważyła napięcie Mokkana i gestem nakazała mu spokój. Lekko zaskoczyło ją, że dostosował się do takiego sposobu działania, choć mowa całego ciała wielkiego Dziecianina zdradzała, że pragnie odwetu.
„Jak mało jeszcze wie” – pomyślała Aida, kiedy dym zaczął opadać, a golem wyszedł z chmury, szukając celów.
– Na mój znak uderz w niego drugim ładunkiem – roz¬kazała cicho Sorilla.
– Ale pierwszy nic mu nie zrobił!
Zignorowała jego obiekcje, podniosła trzy palce.
Miejscowi wystarczająco długo współpracowali już z Ziemianami, by wiedzieć, co to oznacza. Mokkan szybko przekazał polecenie swojemu zespołowi, który uzbroił drugi ładunek w momencie, kiedy Sorilla zgięła jeden palec.
Golem posuwał się naprzód, wciąż wypatrując celu.
Major zgięła drugi palec, a Mokkan zastygł w napięciu.
Golem zatrzymał się i zwrócił w ich kierunku, jakby coś zauważył. Sorilla uśmiechnęła się tylko pod respiratorem i złożyła ostatni palec, zaciskając pięść.
– Teraz!
Mokkan na granicy paniki rzucił rozkaz.
– Wykonać!
Ten wybuch był cichszy, przypominał głuche uderzenie. Nie było dymu ani odłamków. Wielu z miejscowych przez moment myślało, że broń wcale nie zadziałała, a oni za chwilę zginą.
W tym momencie jednak pod golemem załamała się noga, a on sam runął na ziemię.
Sorilla wysunęła się z kryjówki, którą zajmowała z Mokkanem, znajdującej się prawdopodobnie zbyt blisko celu. Czasem trzeba było jednak podjąć ryzyko, a ona chciała, by miejscowi na własne oczy przekonali się o skuteczności tego, czego uczyli ich Ziemianie.
Podeszła do zniszczonych jednostek przeciwnika i stopą rozgarnęła szczątki golema, by pokazać wypalone w nich czyste czarne koło.
– Taka jest różnica – powiedziała cicho – pomiędzy bronią przeciwpiechotną i przeciwpancerną. Zabezpieczcie ich broń, jeśli jakaś ocalała. Musimy się zbierać, zanim nadciągną posiłki.
„Albo zanim, zgodnie ze swoim zwyczajem, Ross Ell zniszczą całą przecznicę”.
Prawdę mówiąc, nie spodziewała się tego, ponieważ jak dotąd Ross nie grali bardzo twardo. Do momentu, kiedy pozna przyczyny takiego zachowania przeciwnika, Sorilla nie miała zamiaru naciskać zbyt mocno. Szczególnie w terenie zamieszkanym. Jednak naszedł już czas, by zacząć wywierać presję. Przy odrobinie szczęścia być może uda się poznać granice cierpliwości wroga.
Dziecianie uwijali się szybko, przeskakując pomiędzy szczątkami przeciwnika i zbierając wszystko, co wyglądało na sprawne. Na sortowanie przyjdzie czas później. Sorilla znalazła dla siebie karabin Ghuli porzucony pod ścianą, który poza kilkoma zadrapaniami wydawał się zupełnie nieuszkodzony. Wyciągnęła z zasobnika uniwersalną taśmę, zrobiła z niej prowizoryczny pas, który zamontowała na broni. Przerzuciła karabin przez plecy.
– Czas się wynosić – powiedziała do Mokkana.

Źródło: informacja prasowa