Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Książki

Przeczytajcie fragment siódmego tomu Hayden War

Już za kilka dni w księgarniach pojawi się „Hayden War 7: Nowe otwarcie” Evana Currie’ego. Dla tych, którzy niecierpliwie wyczekują premiery mamy przedsmak powieści – wydawnictwo Drageus Publishing House Sp. z o.o udostępniło fragment do poczytania. Znajdziecie go oczywiście u nas!

Oficjalny opis „Hayden War 7: Nowe otwarcie”:

Wojna oficjalnie się skończyła i Sorilla, czując ciężar lat spędzonych w pierwszej linii, zdecydowała się odejść z armii. Czas odłożyć pancerz bojowy i broń, czas wreszcie zacząć budować coś dla siebie. Jednak prawdziwy koniec wojny to nie decyzja zwykłych ludzi, a tych u władzy, a oni zawsze szukają dziury w całym. Nadchodzący koszmar sprawia, że Sojusz i SOLCOM muszą działać razem. A nikt nie pomoże bardziej niż doświadczona weteranka wojen kosmicznych i planetarnych starć. Służyć innym to powołanie Sorilli i jej życie.

hw 7

Fragment:

Major Strickland obserwował przyjęcie, przechadzając się między przedstawicielami „elity” tutejszej kolonii z prak¬tyką człowieka przyzwyczajonego do przeciskania się przez tłum generałów, polityków i innych, którzy byli w stanie zdeptać go dla zwykłego kaprysu. Pilnował się, aby rozma¬wiać z ludźmi. Bycie częścią imprezy, a nie tylko obserwato¬rem oznaczało, że mniej rzucał się w oczy.
Do tych, z którymi rozmawiał, mówił monotonnym gło¬sem, a jego odpowiedzi były nudne i bez życia. Jeśli wyda¬wali się nim zbyt zainteresowani, celowo zaczynał mówić o jakimś nieciekawym aspekcie swojej pracy. Robota pa¬pierkowa zwykle wystarczyła, aby rozmówcy robili się senni.
Spodziewał się, że jutro ci z nich, którzy w ogóle go zapa¬miętają, przypomną sobie tylko jakiś niewyraźny obraz nud¬nego biurokraty, będącego asystentem dużo ciekawszej ko¬biety z Ziemi, która cały wieczór tańczyła i gawędziła z Erim.
Za tą fasadą katalogował jednak każdą osobę, którą zobaczył, stwierdzając, czy jest uzbrojona, jak się nazywa, rejestrując obrazy hiperspektralne i mnóstwo innych szcze¬gółów. Każdy człowiek dostał swój plik, który Strickland kompresował i przesyłał na „SOL”.
Większość zgromadzonych nie była uzbrojona, ale broń i tak miało więcej ludzi niż na podobnych balach na Ziemi.
Lokalne spektrum elektromagnetyczne było dość gorące. Mnóstwo zaszyfrowanych sygnałów latających tam i z po¬wrotem. Większość kodów była jednak nie tylko banalnie prosta, ale i przestarzała. Implanty jego i reszty oddziału – poza implantami samej podpułkownik, która miała waż¬niejsze zadania – łamały je w ciągu sekund.
Nikogo nie zaskoczyło, że nie znajdowano w nich nic szczególnie wartościowego, ale złamanie kodowania po¬zwoliło im wykryć parę sygnałów z prawdziwymi szyframi. Niektóre z nich były bardzo aktywne.
„SOL”, tu Strickland – subwokalizował, sącząc coś, co uchodziło tu za poncz. Napój miał w sobie nieco alkoho¬lu, silny jabłkowy posmak i zawartość cyjanowodoru, która zaniepokoiła majora, mimo że rzekomo była poniżej szko¬dliwego poziomu.
Zespół komunikacyjny „SOL” odezwał się niemal na¬tychmiast, z opóźnieniem wynikającym jedynie z tego, że okręt przebywał na orbicie.
Strickland, tu „SOL”.
Proszę o analizę sygnałów w tej lokalizacji. Złamcie szy¬fry, zlokalizujcie źródła następujących sygnałów – odpowie¬dział, przesyłając listę częstotliwości z lepiej zaszyfrowany¬mi wiadomościami.
Przyjąłem. Bez odbioru.
Następnie Strickland wrócił do roli nudnego, trudnego do zapamiętania gościa.
* * *
Eri Constantine dobrze się bawił podczas rozmowy z So¬rillą. Był pod wrażeniem tego, jak dobrze rozumiała wiele aspektów jego działalności biznesowej. Sporo z jej opinii brzmiało całkiem ciekawie w porównaniu z dość ograni¬czonymi perspektywami, z którymi miał zwykle do czynie¬nia. Jej szczere oceny lokalnych rodzajów whiskey również go bawiły. Nie mógł się doczekać, aż będzie mógł rozpocząć handel luksusowymi towarami z Ziemią i zaopatrzyć w nie kolonię.
Czas płynął bardzo szybko. Siedzieli przy stoliku na ta¬rasie, w zasięgu wzroku wszystkich gości imprezy. Eri lubił być widoczny, jako że to przypominało ludziom, kim jest.
Jego spotkanie z atrakcyjną kobietą z Ziemi bez wątpie¬nia szybko stanie się źródłem masy plotek i da mu przewagę nad rywalami.
„W zasadzie…” – spojrzał na zegarek i rozejrzał się. „Dziw¬ne. Spodziewałem się, że już się tu zjawią…”
Eri spojrzał z powrotem na rozmówczynię i zauważył na jej twarzy wyraz fizycznego dyskomfortu.
– Wszystko w porządku? – spytał, zmartwiony.
„Wygląda, jakby miała zwymiotować”.
Miał nadzieję, że tego nie zrobi. Stanowiłoby to kiepskie zakończenie wieczoru, a plotki niekoniecznie byłyby dla niego korzystne. „Czy coś jest nie tak z jej drinkiem?”
Chciał o to spytać, kiedy wyskoczyła z fotela jak rakieta i rzuciła się na niego, uderzając go w klatkę piersiową z do¬stateczną siłą, by odleciał kilka metrów od stolika. Otworzył szeroko oczy i przez chwilę zastanawiał się, czy to próba zabójstwa.
Wciąż byli w powietrzu, kiedy stół, który właśnie tak szybko opuścili, gwałtownie eksplodował.
Eri nie zdążył się zastanowić, co się dzieje, kiedy wylądo¬wali na podłodze, słysząc zewsząd krzyki.

Źródło: informacja prasowa