Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Książki

Trzeci tom Zgiełku wojny już w księgarniach

Do sprzedaży trafiła powieść „Zgiełk wojny 3: Cel uświęca środki” autorstwa Kennedy’ego Hudnera. Wydawnictwo Drageus podzieliło się z czytelnikami fragmentem książki. Możecie się z nim zapoznać u nas!

Oficjalny opis powieści „Zgiełk wojny 3: Cel uświęca środki”:

Ostateczna bitwa, która zakończy wojnę i zdecyduje o losach sektora Victorii.
Dominium zostało pokonane, jednak koszty tego zwycięstwa przerosły wszelkie oczekiwania. Flota Victorii jest pokiereszowana, okręty potrzebują napraw, a ludzie odpoczynku. Jednak wróg nadciąga z innej strony. Cesarstwo Tilleke szykuje się, żeby zdobyć sektor Victorii. Nie na darmo siły Tilleke obserwowały z ukrycia przebieg wojny między Wiktami a Dominium, czekając, aż ci wyniszczą się nawzajem. Teraz czekanie dobiegło końca…
Jednak zanim nastąpi atak, Cesarstwo chce sprawdzić przeciwnika, wysyłając szpiegów i skrytobójców. Tilleke przygotowali też śmiertelnie groźną broń, która ma ostatecznie rzucić siły Victorii na kolana.
Dla sierżant Cookie Sanchez ta ostatnia bitwa ma być szansą na odkupienie we własnych oczach – albo śmierć. Dla Hirama Brilla ta bitwa będzie największym sprawdzianem jego inteligencji i zdolności taktycznych. Dla królowej Anny – to być albo nie być całego sektora Victorii. A dla Emily Tuttle ta walka będzie zmaganiem z najtrudniejszym wyborem moralnym w jej życiu.
Bo ten cel – ostateczne zwycięstwo – uświęca wszystkie środki.

zgiełk wojny 3 front 674x1024

Kennedy Hudner „Zgiełk wojny 3: Cel uświęca środki”, fragment:

Jason nigdy nie miał dość widoku gwiazd.
Dwa dni po rozmowie zirytowanej pani MacDonald z fir¬mą sprzedającą usługi wideotransmisyjne wsiadł do swojego promu i poleciał do kolejnego satelity komunikacyjnego BGR–7734-AA-12, który wyglądał dokładnie tak samo, jak każdy inny satelita ze „sznura pereł” BGR. Whitney zajmował się tam podstawowymi naprawami. BGR-7734-AA-12 krążył po wysokiej orbicie wokół Kornwalii, około osiemdziesiąt tysięcy kilometrów nad powierzchnią planety, a jego zadanie polegało na odbieraniu sygnału z najbliższego sąsiedniego BGR i prze¬kazywaniu go do mnóstwa satelitów na niższej orbicie, które wzmacniały i przenosiły transmisje bezpośrednio na planetę. Whitney żywił szczerą nadzieję, że awaria pojawiła się w BGR–7734-AA-12, ponieważ w innym przypadku czekała go wy-prawa na satelitę między Kornwalią i Christchurch w celu do¬konania kontroli, a potem męcząca papierkowa robota.
Jason wyszedł z promu, zbliżył się do satelity, podłączył sprzęt diagnostyczny do pierwszego gniazdka i spojrzał na od¬czyt. Dioda zaświeciła na zielono. Sprawdził następne gniazd¬ko, a potem kolejne. Za każdym razem pojawiało się zielone światło. Z niechęcią Whitney sprawdził wszystkie dwanaście portów, ale rezultat za każdym razem był taki sam. Wyglądało na to, że BGR-7734-AA-12 był w jak najlepszym porządku.
I właśnie wtedy włączył się alarm zbliżeniowy na promie. Zaskoczony i przestraszony Whitney odwrócił się, żeby spraw¬dzić odczyty z najbliższej przestrzeni.
Nic.
Przy pomocy silników pneumatycznych wrócił na prom, zamknął kopułę kokpitu i włączył konsolę sensorów. Radar nic nie wykrył, podobnie jak czujniki fotogrametryczne oraz elek-tromagnetyczne. Jedynie czujnik temperatury zasygnalizował zbliżające się źródło ciepła. Poruszało się powoli w stronę pro¬mu. Znajdowało się już bardzo blisko, zaledwie pięćdziesiąt metrów od rufy. Nie miało dużej prędkości, ale przemieszczało się kursem na zderzenie.
Dlatego Jason zszedł mu z drogi.
Zatoczył krąg i uniósł się o dwieście metrów wyżej, żeby zo¬baczyć, co się zbliżało. Cokolwiek to było, musiało przelecieć teraz między promem a satelitą. Detektory wykrywały źródło ciepła, piekielnie małe, jednak nic nie było widać.
Zjawa dotarła między prom i satelitę, przeleciała między nimi. Whitney wciąż niczego nie widział, dopóki satelity nie przesłonił jakiś cień. Cztery, pięć… osiem sekund i tajemnicza zjawa minęła BGR-7734-AA-12, a potem zniknęła. Detektory wciąż wykrywały tylko ciepło, nic więcej.
Whitney przyśpieszył nieco i zbliżył się do obiektu na pięć¬dziesiąt metrów. Nawet z tak niewielkiej odległości niczego nie mógł dostrzec. Nieznanego obiektu nie pokrywała powłoka ze srebrzystej folii, stosowana na większości satelitów. Był czarny. Całkowicie czarny. Zdawał się pochłaniać światło. Samo pa¬trzenie przyprawiało Whitneya o dreszcze. Ale przynajmniej próbował. Nieważne.
Przez chwilę podążał za niezidentyfikowanym obiektem i zastanawiał się, co powinien zrobić. A myślenie nie przycho¬dziło Jasonowi łatwo. Rozumiał jednak, że sprawa jest poważ-na, dlatego postanowił, że postąpi jak należy. Zastanowił się, a potem zastanowił się po raz drugi.
A potem Jason Whitney, wieczny nieudacznik, wykonał dokładnie jak należy trzy czynności.
Po pierwsze, nie włączył radia, aby powiadomić o swoim odkryciu.
Po drugie, wyszedł z promu, zbliżył się do czarnego satelity i przyczepił nadajnik, żeby w razie czego można było obiekt zlokalizować ponownie.
I po trzecie, użył wizjera w swoim hełmie, aby zbadać i za¬pisać wszystkie dane, jakie udało się uzyskać z powłoki tajem¬niczego satelity.
Na koniec Whitney wycofał się i oddalił, a gdy jego detek¬tory przestały wykrywać obiekt, przyśpieszył i skierował prom prosto na stację kosmiczną Atlas, na której znajdował się po-sterunek Floty. Jason wiedział, że musi koniecznie powiadomić kogoś o odkryciu. I doskonale zdawał sobie sprawę, że postąpił słusznie, naprawdę słusznie, dlatego przez całą drogę szeroko się uśmiechał.

Źródło: informacja prasowa