Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Z Polski

Wywiad z Michaelem Marcusem Thurnerem!

Bardzo serdecznie zapraszamy was do zapoznania się z wywiadem, który przeprowadziła Nowa Fantastyka z Michaelem Marcusem Thurnerem (autorem powieści Podróz Turila).

Czytelnik ma się bać, dziwić, ekscytować!

 

Nowa Fantastyka: W naszej serii ukazuje się właśnie twoja powieść „Podróż Turila”. Jak myślisz, co może zainteresować polskich czytelników, którzy po nią sięgną?
Michael Marcus Thurner: Postarałem się ukazać szczególnie obcy, a zarazem kolorowy wszechświat. Jeśli głowa czytelnika wypełni się wieloma niezwykłymi wrażeniami i obrazami, będzie mnie to cieszyć.
NF: Co najbardziej bawiło cię, kiedy pisałeś kolejne rozdziały „Podróży…”?
MMT: Konfrontacja z głównym bohaterem, Turilem. Od początku nie darzyłem go zbytnią sympatią. Trochę potrwało, zanim zrozumiałem, kim on jest i co było pobudką jego działań.
NF: Turil, Twój bohater, to międzygalaktyczny grabarz. Czemu akurat taki zawód wybrałeś dla swojego bohatera?
MMT: Bohater mojej powieści miał mieć przygnębiający charakter, a ja szukałem dla niego pola działania, które jeszcze nie występowało w tematyce SF. Dla wyuczonego Wiedeńczyka to był tylko krok do grabarza – o nas, Wiedeńczykach, mówi się, że przejawiamy skłonności dekadenckie.

NF: Twoja książka opowiada też o uzależnieniu człowieka od maszyny, statku. Myślisz, że za bardzo uzależniamy się od maszyn i sprzętów wokół nas? Uważasz, że to problem poważny i ciekawy nie tylko jako motyw w science fiction?
MMT: SF od dziesięcioleci żywiła się konfliktem człowiek-maszyna – przeoczyła przy tym fakt, że otaczające nas urządzenia są jedynie wehikułem oprogramowania. Software’u. Matryc myślowych, które w naszej rzeczywistości pod względem wydajności i sprawności coraz bardziej upodabniają się do ludzkiego mózgu. Cyberpunk nakreślił mniej więcej kierunek przemian. My jednak będziemy musieli intensywniej zająć się konsekwencjami rozwoju, którego jeszcze nikt przed trzydziestu laty nie był w stanie przewidzieć. Dziś jak dzieci przekraczamy próg wirtualnego świata. A dzieci mogą wyrządzić dużo szkody, jeśli nie wiedzą jak obchodzić się z nową zabawką.
NF: Co jest dla ciebie najtrudniejsze, kiedy zabierasz się do pisania nowej powieści?
MMT: Zawsze muszę się przemóc, żeby nie przerwać pisania. Gdzieś w trakcie poddaję się rutynie i tracę zainteresowanie tematem. Luki motywacyjne są dla mnie prawdziwym horrorem.
NF: Jak na Turila i jego podróżowanie zareagowali twoi pierwsi czytelnicy?
MMT: Ten niezwykły zawód mojego bohatera wyzwala w potencjalnym czytelniku zainteresowanie. Efekt był w pełni zamierzony.
NF: Lubisz kontakty z czytelnikami? Nie męczy cię popularność, którą zdobyłeś?
MMT: Pozwolę sobie na uśmieszek. Aż tak popularny znowu nie jestem. Mogę wyjść na ulicę, bez obawy natychmiastowego oblężenia i przewrócenia mnie przez groupies. Ale tak, mam kontakt z czytelnikami. I zawsze cieszę się zarówno z dobrej jak i złej krytyki. Przede wszystkim wtedy, kiedy zawiera jakąś substancję. Ale nie jestem kimś, kto lubi stać w centrum zainteresowania na imprezach. Chętniej uczestniczę w rozmowach w kameralnym gronie.
NF: Niemieckojęzyczna science fiction jest mało znana w świecie. Jak myślisz, których autorów piszących w tym języku, prócz ciebie, warto tłumaczyć i pokazywać światu?
MMT: Muszę uczciwie przyznać, że w ostatnich latach nie czytałem zbyt dużo literatury SF, ani niemieckiej, ani obcojęzycznej. Muszę się odizolować od tego gatunku, żeby zachować własną pewność pisarską.
NF: Twoja powieść porusza też problemy filozoficzne. Jesteś pewien, że współcześni czytelnicy fantastyki, dla których coraz częściej, przynajmniej w Polsce, ideałem lektury jest lekkie, mało wymagające fantasy, odnajdą się w problematyce, o którą zahacza „Podróż Turila”?
MMT: Nie chcę spełniać roli nauczyciela z uniesionym palcem, a już całkiem nie chcę być kimś, kto narzuca drugiemu swój światopogląd. Być może wyłania się w moim tekście jedna czy druga kwestia, która skłania do zastanowienia. Ale ja chciałbym w pierwszym rzędzie dawać rozrywkę. Czytelnik ma się bać, ma się dziwić, ma ekscytować się razem z bohaterem, z nim rozwiązywać zagadki, współcierpieć. Jeśli to mi się uda, jeśli odłoży książkę po przeczytaniu ostatniej strony z uczuciem zadowolenia – jestem usatysfakcjonowany. Jeśli książka pobudzi czytelnika dodatkowo do przemyśleń, nakłoni do refleksji, wtedy cieszy mnie to jeszcze bardziej. To dla mnie jako autora punkty bonusowe.

NF: Dziękujemy Ci bardzo za rozmowę.