Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Felietony

10 filmów animowanych zdecydowanie nie dla dzieci


Animacje są dla dzieci? Przyjmowanie z góry takiej tezy i nieostrożne pokazywanie pewnych filmów małoletnim odbiorcom mogłoby skończyć się w najlepszym razie niezrozumieniem tematyki i potwornym znudzeniem, w najgorszym – miesiącami psychoterapii. Oto dziesięć filmów pełnometrażowych, które w animowanej formie opowiadają historie zdecydowanie adresowane do dorosłych widzów.

Mary i Max (reż. Adam Elliot)

Mary mieszka w miasteczku w Australii. Nielubiana przez rówieśników, samotna dziewczynka pewnego dnia, pod wpływem impulsu, postanawia napisać do przypadkowego mieszkańca Nowego Yorku, którego adres znajduje w książce telefonicznej. Brzmi jak początek uroczej przygody? Tyle że równie samotnym adresatem okazuje się czterdziestoparolatek z problemami, który nie bardzo wie, o jakich sprawach lepiej nie pisać dziecku. Korespondencyjna znajomość między Mary i Maxem trwa przez lata. W tym czasie dziewczynka dorasta, doświadcza wielu konfrontacji z rzeczywistością. Życie Maxa niewiele się zmienia, skoncentrowane wokół kanapy i niezdrowych przekąsek. Nie ma tu żadnych podtekstów w relacji dwójki postaci, ale nie ma też radosnego eskapizmu ani naiwnej motywacji. Jest za to mnóstwo smutku i brzydoty, są zaburzenia psychiatryczne, matka nadużywająca sherry i rybki bezceremonialnie spuszczane w klozecie. Mimo dołującej tematyki i ponurych barw, po paru minutach chce się oglądać do końca.

 

Trio z Belleville (reż. Sylvain Chomet)

Nie ma tu zbyt wielu treści, których na pewno nie dałoby się pokazać dziecku (chociaż kwestia strzelanin i pościgów zależy od wieku i indywidualnej wrażliwości). Najmłodsi widzowie raczej mogliby poczuć się przede wszystkim znudzeni. Jeżeli chodzi o starszych, nie do każdego film ten trafi, ale ma swój urok. Na początku poznajemy mieszkających w samotnej chatce babcię i wnuczka. Ten marzy o rowerze. Lata po tym, jak dostaje pierwszy bicykl, przygotowuje się do Tour de France. Cała historia zaczyna się na dobre, kiedy ktoś porywa kolarzy na trasie. Starsza pani w towarzystwie równie leciwego psa, a później także trzech emerytowanych gwiazd estrady, wyrusza na szaloną eskapadę, aby odnaleźć i uratować wnuka. To wszystko okraszone nieco surrealistycznymi motywami i drobnymi żartami wizualnymi. W dodatku w filmie nie pada ani jedno słowo dialogu.
Jeśli przypadnie wam do gustu styl Chometa – obejrzyjcie też Iluzjonistę oraz Starszą panią i gołębie.

 

Metropia (reż. Tarik Saleh)

Koszmary XXI wieku – ludzie zamknięci w boksach w korporacyjnych biurowcach, wykonujący powtarzalne czynności, jak części w maszynie, oraz możliwość, że ktoś niczym Wielki Brat nie tylko wszystko widzi, ale i kontroluje. Roger, zupełnie zwyczajny mieszkaniec świata niedalekiej przyszłości, pewnego dnia zaczyna słyszeć głos w swojej głowie i wyrywa się z codziennej rutyny. Za kulisy znanej mu codzienności trafia, podążając za piękną dziewczyną z reklamy. W smutnym, szarym świecie odkrywamy intrygę, może w swoich najogólniejszych podstawach nie najbardziej niepowtarzalną, za to poprowadzoną ze zwrotami akcji i momentami napięcia. A to wszystko w klimacie jednak dosyć spokojnym i melancholijnym.

 

Renaissance (reż. Christian Volckman)

Produkcja podobno powstała z inspiracji Łowcą androidów. I bardzo wyraźnie da się to odczuć zwłaszcza w momentach, kiedy widzimy metropolię pogrążoną w deszczu oraz jej nocne życie. Klimat oraz technika animacji zdecydowanie przypadną do gustu również wielbicielom Sin City. Androidów tu nie ma. Jest za to porwana młoda naukowiec, zła korporacja i tajne eksperymenty. Policjant Karas szybko orientuje się, że poszukiwania zaginionej Ilony Tasuiev to wyścig o to, kto dotrze do niej pierwszy, a stawką jest odkrycie, które może okazać się znaczące dla całej ludzkości.