Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Felietony

Czarno na białym – felieton Jerzego Rzymowskiego

Zawłaszczanie bohaterów popkultury przez rozmaite środowiska to temat-rzeka. Najczęściej sprowadza się ono do tego, że scenarzyści zamiast określoną postać wymyślić od zera, sięgają po istniejącego popularnego bohatera i przerabiają go, aby dogodzić takiej czy innej grupie.

Najczęściej dzieje się to w uniwersum Marvela – stąd wzięli się czarnoskóry Nick Fury i równie czarny Heimdall, latynosko-afroamerykański Spider-Man (Miles Morales), muzułmańska Ms. Marvel, kobieta-Thor oraz homoseksualne wersje Collosusa i Icemana. Część z nich pojawia się w alternatywnych rzeczywistościach, inni zostają na stałe. Ale nie tylko Marvela się to tyczy – wystarczy wspomnieć, że od paru lat jako najpoważniejszego kandydata do roli Jamesa Bonda wymienia się Idrisa Elbę, a w „Skyfall” przemycono sugestię, że kobieciarz 007 ma na koncie również gejowskie epizody.

Wprowadzanie różnorodnych postaci jak najbardziej ma sens – zwłaszcza w krajach, w których występuje znaczne zróżnicowanie kulturowe i etniczne, ale tzw. race swap, gender swap i tym podobne to inna bajka. To objaw zwykłego lenistwa, pójście na łatwiznę, a w jakimś stopniu również skok na kasę. Łatwiej i taniej bowiem sięgnąć po gotowego popularnego bohatera i przerobić go pod gust „targetu”, niż wykreować nową postać od podstaw. A przecież nie jest to niewykonalne – można tu przywołać choćby postać Hancocka, w którego wcielił się na ekranie Will Smith.

Najdobitniej podsumowała to Michelle Rodriguez, gdy zapytano ją, czy chciałby wcielić się w postać Green Lanterna: To najgłupsza rzecz, jaką słyszałam. To jest takie głupie z powodu tej sprawy z „mniejszościami w Hollywood”. Przestańcie kraść wszystkich białych superbohaterów. Wymyślcie własnych – rozumiecie, o co mi chodzi? Wydawałoby się, że przekaz jest czytelny, ale i tak musiała się później tłumaczyć: W Hollywood jest wiele kultur, które nie są białe i mogłyby wymyślić własne mitologie. Zamiast zmieniać kobiecą postać w mężczyznę albo białego bohatera w czarnego lub Latynosa, ludzie powinni przestać się lenić – wysilić się i opracować własną mitologię.

W podobnym stylu wypowiadał się Stan Lee, gdy poruszano temat rasy i orientacji seksualnej Spider-Mana, chociaż odnosił się bardziej do samego Petera Parkera, niż jego zamaskowanego alter ego: Gdyby Peter Parker od początku był czarnym, Latynosem, Indianinem czy kimkolwiek innym, nie miałbym nic przeciw temu, aby tak pozostało. Ale pierwotnie był biały i nie widzę żadnego powodu, aby to zmieniać. (…) Na świecie na pewno jest miejsce dla gejowskich superbohaterów. Ale nie widzę powodów, aby zmieniać skłonności seksualne już istniejącej postaci. Nie mam problemu ze stworzeniem nowych, homoseksualnych superbohaterów. To nie ma nic wspólnego z byciem wrogiem gejów, czarnych, Latynosów; nic z tych rzeczy. Latynoskie postacie powinny pozostać Latynosami, Black Panther na pewno nie powinien być Szwajcarem. Nie widzę powodu, by zmieniać to, co zostało już ustalone, gdy tak łatwo można dodać nowe postacie. Twórzcie nowych bohaterów jak wam pasuje. Do cholery, sam to zrobię.

Lee mimochodem otarł się o ciekawe zagadnienie. Zmiana rasy postaci z białej na inną, orientacji z hetero na LGBT, płci z mężczyzny na kobietę – to jedynie słuszny kierunek. White-washing, czyli „wybielanie” postaci jest tępione jako rasistowskie – ostatnio oburzano się za to na Ridleya Scotta, który w „Marsjaninie” powieściowe postaci Koreanki i Hindusa zastąpił białą blondynką i… Murzynem! A czy wyobrażacie sobie jaki rwetes podniósłby się, gdyby ktoś postanowił w rolach Black Panther czy Storm obsadzić białych aktorów? Coraz głośniej mówi się, że Will Smith chce wystąpić w tytułowej roli w remake’u „Brudnego Harry’ego”. Jak myślicie, jakie byłyby reakcje, gdyby rówieśnika Harry’ego Callahana, czarnoskórego detektywa Shafta miał zagrać np. Michael Fassbender? Argument, że bohaterowie w rodzaju Black Panther czy Shafta są ściśle osadzeni w określonym kontekście kulturowym, chybia o tyle, że każdą postać kształtuje taka czy inna kultura i środowisko – przy niektórych po prostu nie zwracamy na to uwagi.

Niechęć do wszelkich podmianek to nie kwestia rasizmu, seksizmu czy homofobii, nawet jeśli próbuje się ją przedstawić w ten sposób i szantażować nas negatywnymi etykietkami. Po prostu, majstrowanie przy znanych i lubianych bohaterach rodzi wątpliwości. Czy zmiany są naprawdę zasadne? A może leniwi autorzy nie są w stanie zaoferować nam nowych, oryginalnych postaci?

Jerzy Rzymowski
Redaktor naczelny miesięcznika „Nowa Fantastyka”