Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Felietony

Falkon okiem Kawerny – dzień trzeci

Ostatni dzień Festiwalu Fantastyki Falkon był stosunkowo spokojny. Standardowo już zaczęliśmy od serialu. Magda „Cathia” Kozłowska zaprezentowała prelekcję o mitologii judeochrześcijańskiej w „Supernatural”. Serial ten sam stworzył nową mitologię, bawiąc się i przekształcając większość znanych z religii, legend i podań motywów, na swój własny, wyjątkowy sposób. Omówione zostały Niebiosa i ich tradycyjne przedstawienia oraz wygląd Raju i Nieba w „Nie z tego świata”, a także Anioły i ich rola opiekunów ludzkości, boskich posłańców (Herubini nie są tacy fajni jak w SPN, ale przynajmniej noszą ubrania) oraz Demony (przyznać się, kto skrycie nie wielbi Crowley’a?). Także wykorzystana w serialu koncepcja Bram Piekielnych pojawiała się wielokrotnie w większości religii (Szeol, Gehenna, kręgi piekielne itp). Dowiedzieliśmy się również, że egzorcyzmy, które są wykorzystywane przez Winchesterów, mają niewiele wspólnego z rzeczywistością. Prelekcja wybitnie spodobała się (lub nie?) siłom wyższym, gdyż zesłały na namiot istną potopową ulewę, co nie uszło uwadze uczestników.

Kolejno udaliśmy się na spotkanie z Michałem Gołkowskim. Gołkowski rozpoczął spotkanie teledyskiem grupy Haydamaky do utworu „Meni zdaetsia”. Następnie przeszedł do błyskawicznego streszczenia genezy serii „S. T. A. L. K. E. R”: od Lionela Charlesa Dunsterville’a i książki „Stalky & Co.” Rudyarda Kiplinga, przez „Piknik na skraju drogi” Arkadija i Borysa Strugackich, znaczenie tego terminu, aż po film „Stalker” Andrieja Tarkowskiego na podstawie powieści Strugackich i serię gier. Potem pojawił się temat Sztywnego, jednak fanów najbardziej interesował kapral Reinhardt ze „Stalowych Szczurów”. Okazuje się, że Reinhardt i jego karna kompania pojawili się w zupełnie innych okolicznościach. Zaczynając pracę z Fabryką Słów Gołkowski został zapytany, jakiego gatunku najbardziej nie lubi pisać, a była to space opera. Zgadnijcie, jakie opowiadanie kazali mu napisać? W ten sposób pojawił się komandor niszczyciela gwiezdnego Reinhardt i jego załoga. Bohaterowie jednak bardzo spodobali się Gołkowskiemu i postanowił cofnąć się o 200 lat i przenieść ich w okopy Wielkiej Wojny. Na zakończenie spotkania Michał Gołkowski przeczytał fanom fragment najnowszej książki w klimacie postapokaliptycznym pt. „Komornik”, która ukaże się już wiosną przyszłego roku. Będą Anioły, będzie Apokalipsa przez duże A, ale nie będzie Boga (no i tutaj leży ludzkość pogrzebana…), więc mamy na co czekać.

Po spotkaniu z Gołkowskim odbyć się miała prelekcja a potem spotkanie ze Stefanem Dardą. Niestety, autor nie przybył na Falkon, dlatego musieliśmy obejść się smakiem. Zamiast tego udaliśmy się na prelekcję Mateusza „Waltera” Górnego o najbardziej nietypowych i szalonych broniach oraz strategiach wojennych. Począwszy od słoni Hannibala przez car tank, car bombę i bombę nietoperzową, po operację „Lemish” i rosyjską tarczę antyrakietową – prelegent trafnie wytykał tym wielkim, ale jakże nieudanym projektom najdrobniejsze wady. Na końcu przedstawił swoje ulubione typy wśród niezrealizowanych, ale mogących okazać się prawdziwym sukcesem pomysłów.

Oficjalne zakończenie Falkonu spędziliśmy w games roomie, pochłonięci testowaniem różnych gier planszowych. Choć był to ostatni dzień imprezy, to i tak trudno było dostać te najbardziej chodliwe i interesujące tytuły, dlatego najwięcej czasu spędziliśmy nad „VuDu” od Black Monk.
Gdy weszliśmy do głównej hali, chwilę po zakończeniu ta była prawie pusta. Zupełnie jakby rozbrzmiał magiczny dzwonek, większość wystawców zaczęło ekspresowo składać swoje stanowiska, a uczestnicy ustawiali się już w kolejce po kurtki. A przecież został jeszcze koncert folk metalowy! W trakcie występu Runiki szybko jednak okazało się, że hala zupełnie nie nadaje się do tego typu wystąpień, przede wszystkim ze względu na echo. Z bólem w uszach sami także szybko udaliśmy się po kurtki, choć sam zespół bardzo się nam spodobał.

W relacji tej znajduje się zaledwie niewielki procent tego, co można było na tegorocznym Falkonie doświadczyć. Jak można krótko podsumować te trzy, fantastyczne dni? Przede wszystkim brawa należą się uczestnikom, którzy stworzyli niesamowicie przyjazną atmosferę. Falkon w tym roku odwiedziły tłumy prawdziwych pasjonatów, którzy aktywnie uczestniczyli w prelekcjach i z którymi można było śmiało podyskutować. Każdy był uśmiechnięty, pomocny i chętny do rozmowy. Do tego mnóstwo osób przybyło w dopracowanych do perfekcji kostiumach, które niekiedy podziwiało się z nieukrywanym zachwytem. Sami prelegenci starali się jak mogli, by umilić nam ten czas, i choć nie zawsze ich przygotowanie było perfekcyjne, to prowadzone w trakcie wykładów dyskusje były bardzo kształcące.

W tym roku dopisali też wystawcy. Jak to zwykle bywa, nie dałam się długo kusić kolorowej biżuterii, zakładkom i plakatom. Co prawda mój portfel wciąż drży na hasło „Falkon”, ale ściana zaklejona podobizną Wolverine’a wydaje się być zadowolona. Oprócz wystawców swoje dzieła prezentowali także modelarze i to ich rękodzieło przyciągało najwięcej osób.

Po zachwytach pora na garść krytycznych słów. Te skierowane są przede wszystkim pod adresem organizatorów. O ile można przymknąć oko na kwestie wynikające z samego miejsca, w którym zorganizowano imprezę, o tyle zdarzyło się wiele innych, irytujących błędów. Począwszy od takich prozaicznych rzeczy jak fatalna obsługa szatni i wszędobylska obsługa, która w wielu przypadkach nijak potrafiła pomóc, aż do kwestii technicznych – ciągle coś zgrzytało. Wielokrotnie powtarzały się problemy z nagłośnieniem, a turniej w LOLa w sporej części odbywał się w kompletnej ciszy i z odłączonym rzutnikiem. Pojawiały się też często problemy z komputerami i prezentacjami.

Oczywiście, w tym roku organizatorzy stanęli na głowach by zapewnić uczestnikom Falkonu maksimum wrażeń i za to należy im się ogromna pochwała. Szczególnie za pomyślenie też o najmłodszych uczestnikach Falkonu, dla których zorganizowano osobny kącik tak, by ich opiekunowie mogli spokojnie uczestniczyć w prelekcjach i wydarzeniach. Jednak w tej pogoni za bogatą ofertą zapomniano o zdawać się może przyziemnych sprawach, które jednak rzutowały na odbiór poszczególnych spotkań i wydarzeń.

 cosplay

gołkowski

gry

kontrolery

model

wystawa