Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Felietony

Jeśli nie Martin, to kto?

Saga George’a R.R. Martina bije na świecie rekordy popularności – po części dzięki serialowej adaptacji liczącej sobie już sześć sezonów. Mimo to oczywiście zarówno „Pieśń Lodu i Ognia”, jak i „Gra o tron”, w pewnym momencie się kończą, a czytanie ich wciąż i wciąż to już niezupełnie to samo… Publikacje dodatkowe, czyli „Świat Lodu i Ognia”, „Uczta Lodu i Ognia” czy książeczka do kolorowania nie pomagają na długo. Prędzej czy później zaczynamy rozglądać się za czymś, co wypełni pustkę w sercu i pozwoli doczekać do premiery „Wichrów Zimy” bądź siódmego sezonu serialu. Poniżej kilka propozycji, które mogą spełnić tę funkcję.

nefasMałgorzata Saramonowicz: Xięgi Nefasa. Trygław Władca Losu

To chyba najbardziej polska z książek porównywanych do „Gry o tron” – nie tylko autorstwa rodzimej pisarki, ale także rozgrywająca się na naszych terenach, nieznacznie tylko podlanych pogańską magią. W powieści trwa zresztą gra o tron – pomiędzy Bolesławem Chrobrym a jego bratem Zbigniewem. Świat pogański splata się z chrześcijańskim, władcy modlą się, ale i słuchają horoskopów… A jednocześnie gdzieś na świecie spłodzonych zostaje troje dzieci, których losy zostaną związane ze sobą nierozerwalnie. Podobnie jak u Martina, wydarzenia poznawać będziemy z różnych punktów widzenia (choć dominować będzie narracja tytułowego Nefasa – czyli Galla Anonima) i nie zawsze to, co zaobserwuje jeden z bohaterów, będzie oczywiste dla drugiego z nich.

 

 

 

 

 

wikingowieRadosław Lewandowski: Wikingowie. Wilcze Dziedzictwo

Wciąż pozostajemy w świecie wykreowanym przez polskiego twórcę, ale tym razem przenosi nas on w historię innego rejonu. Świat jest brudny i ponury, ludzie są brutalni i autor nie próbuje ich upiększać, krew leje się wraz z wnętrznościami i ekskrementami z przebitych jelit, a całą historię ponownie poznajemy z punktu widzenia różnych postaci, których losy czasami się splatają w nie do końca spodziewany sposób.

 

 

 

 

 

 

 

mieczpolnocyLuke Scull: „Ponura drużyna” i „Miecz Północy”

Podobieństwo twórczości Sculla do „Pieśni Lodu i Ognia” jest naprawdę spore, a jednak nie wygląda to jak tania kalka. Twórca zaproponował kompletne uniwersum z autorskim podejściem do jego historii, religii i magii, prezentując je czytelnikowi stopniowo i – podobnie jak Martin – pilnując, by nic nie wydawało się oczywiste. Pewne podobieństwo dojrzeć można także wśród bohaterów; Davarus Cole niezmiennie kojarzy mi się z Sansą Stark, ze względu na to, iż z początku niesamowicie irytował wysokim mniemaniem o sobie, by następnie zmierzyć się z trudami wojny i mocno się rozwinąć. Pozbawiony nóg, zgryźliwy, ale niezwykle oczytany Półmag może przypominać Tyriona Lannistera, a wysuwający się na pierwszy plan Brodar Kayne i jego kompan Jerek połączeni w jedną osobę stworzyliby bliźniaczego brata Sandora Clegane’a. Nie piszę tego w formie krytyki – pewne sylwetki i archetypy są w literaturze stałe, a wydane do tej pory powieści Sculla to niemalże 1300 stron solidnej literatury traktującej o ponurym świecie spływającym krwią i niesprawiedliwością, pełnym niejednoznacznych bohaterów. Całość jest wystarczająco podobna do twórczości Martina, by jego fani mogli sięgnąć po nią w ciemno, a jednocześnie na tyle dopracowana i odmienna, by nie mieć wrażenia mierzenia się ze słabą kopią.

 

 

krolowieprzeklecieMaurice Druon: Królowie przeklęci

Zwani często „Grą o tron” z naszego świata. Siedmiotomowy cykl historyczny opowiadający o losach Francji za czasów obejmujących okres od Filipa IV Pięknego do Jana II Dobrego. Powszechnie wiadomo, że właśnie tą serią George R.R. Martin inspirował się, pisząc „Pieśń Lodu i Ognia”. Dworskie intrygi i znakomity kryminał, wprawdzie w świecie pozbawionym magii… ale Ale nie czarujmy się, nie ona jest w „Grze o tron” najważniejsza, a niektórzy czytelnicy wręcz narzekają na fragmenty, w których jej wpływy zaczynają rosnąć. Tu nie ma takiego ryzyka!

 

 

 

 

malazjanskaSteven Erikson: Malazańska Księga Poległych

To coś dla osób, które nie lubią rozstawać się z danym uniwersum. Główna seria zawiera dziesięć tomów (z czego aż siedem z nich zostało w polskim przekładzie rozbite na dwa tomy ze względu na objętość), a także trzynaście utworów rozgrywających się w tym samym świecie, choć obok głównego wątku. „Malazańska Księga Poległych” prezentuje świat jeszcze bogatszy niż Westeros i Essos razem wzięte, ceniony za oryginalne podejście do magii czy bogów.

 

wegner opowiesci PP front 5001Robert M. Wegner: Opowieści z meekhańskiego pogranicza

Wracamy do polskich twórców. Wielokrotnie nagradzany i porównywany do zachodnich twórców Wegner stworzył świat Meekhanu, zróżnicowanego imperium, w którym prześledził losy poszczególnych bohaterów (i nacji) kierując się kryterium… geograficznym. Stąd podtytuły pierwszych dwóch tomów, czyli „Północ – Południe” i „Wschód – Zachód”. Wbrew zakładom czytelników nigdy nie powstały „Opowieści z centrum Meekhanu”, ukazały się natomiast już dwie powieści powiązane z tym uniwersum. Sam świat nie został stworzony od zera – łatwo wychwycić rozmaite antyczne inspiracje, a zaprezentowany przez twórcę kocioł kulturowy zasługuje na uwagę.

 

 

 

 

 

 

kresfilipFeliks W. Kres: Księga Całości (Cykl szererski)

Jeśli mielibyśmy szukać polskiego George’a R.R. Martina, byłby nim Feliks W. Kres. Stworzony przez niego Szerer to kompletne uniwersum, które z jednej strony nieco różni się od naszego, a z drugiej – ukazuje przy tym postaci niezwykle złożone i po prostu ludzkie. W wykreowanym świecie nie brak okrucieństwa, ale nie brak i scen, które są po prostu piękne. Dodatkowo Szerń i Aler, choć będące oryginalnymi konceptami, mogą nieco kojarzyć się z Ogniem i Lodem u Martina i przywodzić na myśl konflikt z Innymi…

 

 

 

 

 

 

mieczprzeznaczeniaAndrzej Sapkowski: Saga o wiedźminie

To pewnie najbardziej kontrowersyjna pozycja na tej liście – i wyglądająca na pójście na łatwiznę poprzez wspomnienie najbardziej znanego polskiego twórcy fantasy. Tak się jednak złożyło, że niedawno przeczytałam zarówno całą „Pieśń Lodu i Ognia”, jak i całą „Sagę…” – i trudno mi nie wychwycić pewnych podobieństw. Podkreślam – chodzi o wiedźmiński pięcioksiąg, a nie oceniane często wyżej opowiadania (które uważam za jedne z największych osiągnięć współczesnej polskiej literatury). Na uwagę zasługuje kreacja świata oraz postmodernizm – zarówno Martin, jak i Sapkowski utożsamiani są z para-średniowieczem, widać jednak, że w tyglu wymieszali przeróżne składniki, także te całkowicie współczesne. Obaj chętnie korzystają z rozległej wiedzy historycznej i obaj zdają się przestrzegać przed wojną, w której największą cenę płaci zawsze lud. Dodatkowo, choć opowiadania kręciły się wyłącznie wokół Geralta z Rivii, w „Sadze…” pojawia się nie tylko Ciri, ale też mnóstwo drugoplanowych postaci, które otrzymują własne wątki. Podstawową różnicą jest to, że Sapkowski chętnie korzysta z futurospekcji – czasami powiązanych z umiejętnościami podróży w czasie młodej wiedźminki-czarodziejki, a czasami po prostu pozwalających spojrzeć na wydarzenia z pewnej perspektywy, z kolei Martin nie wykonuje takich skoków, ale nie waha się sięgać po stare książki, opowieści, legendy czy podania – których i u naszego rodzimego twórcy nie brak.