Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Felietony

Kawerniany Raport z San Diego Comic Conu – dzień drugi (piątek)

Przygoda trwa! J. Kevin Whitelock dla Kawerny prosto z San Diego Comic-Conu opisuje drugi dzień! Tlumaczenia dokonała Anna Piotrowska.

“Najlepsze plany myszy i ludzi często idą na opak”. To zdanie najlepiej podsumowuje moje dzisiejsze doświadczenia z Comic-Conu. Chciałem Wam opowiedzieć o panelu mini-serii “Con Man” z Alanem Tudykiem i Nathanem Fillionem. Taki był plan. Dziś odbywały się duże panele dla „Fear the Walking Dead”, „The Walking Dead” i „Game of Thrones”, a także „American Gods”,Marvel’s Agents of S.H.I.E.L.D.”, „iZombie” oraz „Sharknado: the 4th Awakens”. A to tylko niewielki wycinek wielu wydarzeń spośród których mogłem wybierać.

zdjecie1

Co się stało? Obawiam się, że dałem się porwać atmosferze podekscytowania. Samo dojechanie do centrum konwentowego było na tyle dużą frajdą, że nie zauważyłem tłumów uczestników gromadzących się w długich kolejkach, by wziąć udział we wspomnianych, najbardziej popularnych panelach. Widziałem fantastycznych Ghostbusters (w komplecie z Ectomobilem zaparkowanym na ulicy), którzy rozwieszali ulotki o „zagubionym psie” z podobizną piekielnych ogarów z oryginalnego filmu. Ustawiono też ogromną ekspozycję z „South Park”, przez którą można było się przespacerować, robiąc sobie zdjęcia z pełnowymiarowymi postaciami i dekoracjami. Pod koniec naszą podobiznę przekształcano na avatar w stylu serialu w ramach promocji najnowszej gry „South Park: The Fractured But Whole”. Można też było zrobić sobie zdjęcie z pełnowymiarowymi, rzeźbionymi dioramami z „Thunderbirds” lub „The Man in the High Castle”. A to wszystko zanim jeszcze zdążyłem dotrzeć do centrum konwentowego!

Musiałem jakoś przedostaćsię z jednego krańca ogromnego budynku na drugi, postanowiłem więc przejść się przez halę wystawową. Pierwszą rzeczą, którą ujrzałem po wejściu była wystawa oryginalnego obrazu Franka Frazetty! Jeśli nie wiecie, kto to jest, nadmienię, że można uznać, iż na jego pracach opiera się cała współczesna sztuka fantasy. Poczytajcie sobie o nim. Ten konkretny obraz pochodził z 1966 roku i miał tytuł „Spiderman” (ale niech was nie zmyli nazwa – wygląda jak Conana Barbarzyńca pokonujący wielkiego pająka). Wśród innych rzeczy na wystawie znalazło się mnóstwo rzadkich komiksów, w tym takie, w których nasi ukochani superbohaterowie pojawiają się po raz pierwszy (tzw. firstappearance). I można je było kupić! Niektóre kosztowały „tylko” 2 000 dolarów! Inne „zaledwie” 17 000! Dla tych, dla których pieniądze nie grają roli, były zaś komiksy oznaczone naklejką cenową „pytać u sprzedawcy”. Wolałem nie pytać, więc ruszyłem dalej.

zdjecie91

Jak mogliście zauważyć, byłem cokolwiek rozkojarzony. Przestałem prowadzić reportaż, tak jak zobowiązałem się to robić. Pochłonął mnie konwent. Byłem fanem. Fanem wśród fanów. I było cudownie! Tyle nowych, oryginalnych komiksów (wiele z nich wydanych własnym sumptem), że przeczytanie ich wszystkich zajęłoby lata! Z kolei cosplayerzy, jak zwykle, robili co w swojej mocy, by zabawić tłum. Mieliśmy w Stanach taką starą reklamę cukierków Tootsie-pops (taki rodzaj lizaka z czekoladową ciągutką w środku), w której padało pytanie: „Ile liźnięć potrzeba, by dobrać się do środka Tootsie-pops?”. Przypomniałem sobie o tym, widząc cosplayerów niosących komponenty do ogromnego kostiumu Rancora z filmu „Star Wars: Return of the Jedi”. Zadałem sobie wówczas pytanie: „Ilu cosplayerów potrzeba, by stworzyć Rancora?” (Odpowiedź brzmi: czterech). Grunt to się dobrze bawić. Aż trudno uwierzyć, że we czwórkę zdołają stworzyć całego Rancora. Wow!

Gdy dotarłem na drugi kraniec budynku, kolejki na panele, które chciałem obejrzeć, były tak długie, że postanowiłem zamiast tego pokręcić się na zewnątrz. I dobrze się stało! Stacja FX przejęła malutki park między centrum konwentowym a hotelem Hilton. Wypełnili go przeróżnymi atrakcjami związanymi z nadchodzącymi serialami, a także znanymi i lubianymi produkcjami. Między innymi stała tam ogromna replika Statuy Wolności, z odrażającym językopodobnym wypustkiem wystającym z szeroko otwartej paszczy, promując najnowszy sezon serialu „The Strain”. Z kolei „Son of Zorn” proponowało odważnym śmiałkom ścianę wspinaczkową i skok z wysokości na platformę z ogromnej poduszki powietrznej.

zdjecie81

Naprzeciwko znajdował się hotel Hilton, w którego sali balowej odbywały się panele kilku seriali animowanych. O tej porze (w tej konkretnej sali) zostały im w grafiku tylko trzy produkcje, ale postanowiłem się nimi zainteresować. Akurat trwał panel o „Samurai Jack”, potem miała przyjść kolej na „Bob’s Burgers”, aż wreszcie scenę miał zająć „Archer”. Także i tutaj kolejka była OGROMNA, ale dzięki odrobinie szczęścia i zmyślności, udało mi się dostać do środka.
„Samurai Jack” wciąż jest na etapie produkcji, więc pokazano zaledwie garść ukończonych, krótkich scenek. Jedna z wprowadzających sekwencji zawierała tylko storyboardy, a w głosy postaci wcielali się sami twórcy – i wypadło to super! Nowy sezon serialu pozwoli twórcom poprowadzić historię w bardziej mrocznym, dorosłym kierunku, a to dlatego, że serial powstaje w ramach bloku „Toonami” – przejętego od Cartoon Network przez stację AdultSwim. Możemy się też spodziewać kilku innych zmian, m.in. nowej zbroi, nowej brody, motocykla… motocykla? Zgadza się.

Z kolei „Bob’s Burgers” to prześmieszny serial, skupiający się na bohaterach, w którym głosu użyczają największe komediowe talenty telewizyjnego voice-acting. Zresztą wielu z nich występuje także w serialu „Archer”. Ten pierwszy opowiada o rodzinie zarządzającej knajpą z hamburgerami w nadmorskim kurorcie. Warto zaznaczyć, że ich przygody często schodzą na dalszy plan w obliczu dialogów improwizowanych przez aktorów. „Archer” natomiast to komedia szpiegowska. Trwa już sześć sezonów i właśnie ogłoszono jego przedłużenie na kolejne trzy! Widać więc, że nie cierpi na brak popularności. Pamiętajcie tylko, że to animacja wybitnie nie dla dzieci!

Niby nic nie poszło dziś zgodnie z planem, a jednak nie mogłoby być lepiej!

Kevin Whitelock (Santee, Kalifornia) to człowiek wielu talentów. Z polskim fandomem zetknął się, gdy wraz z żoną Anelią przygarnął Jakuba Ćwieka i Macieja Wanickiego, którzy wybrali się do popkulturalnego raju, czyli na San Diego Comic-Con. Od tego czasu członek Southern California Browncoats oraz honorowy członek Browncoats of Poland publikował rozmaite teksty o amerykańskim fandomie, jak również odwiedził polski konwent Krakon. Zapalony konwentowicz i fan fantastyki. Prywatnie m.in. pilot śmigłowca i rycerz turniejowy. Raporty z Comic-Conu rozpoczynają cykl jego Geek-raportów na Kawernie.