Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Felietony

Pocztówka z Motown – felieton Jerzego Rzymowskiego

Są miasta w USA, których nazwy natychmiast uruchamiają w człowieku serię skojarzeń, obrazków wyświetlonych z tyłu czaszki. Na przykład San Francisco to most Golden Gate i strome ulice z tramwajami. Waszyngton ‒ Biały Dom, Kapitol, Mauzoleum Lincolna. Los Angeles ‒ Hollywood, palmy i rozległe panoramy. Nowy Jork ‒ zbyt wiele, żeby wymieniać. Są też takie miasta, których nazwy nie są nam obce, ale kojarzą się raczej hasłowo. Nie wiem, jak to wygląda u Was, ale u mnie tak właśnie było do niedawna z Detroit.

Detroit kojarzyło mi się z koszykarską drużyną Pistons ‒ a z kolei nazwa „Tłoki” wiąże się bezpośrednio z faktem, że miasto, obdarzone przydomkiem Motor City albo Motown, jest stolicą amerykańskiego przemysłu samochodowego. Ford, Chrysler, legendarne marki wchodzące w skład General Motors, takie jak Chevrolet, Cadillac, Buick, Pontiac, Oldsmobile, Hummer ‒ wszystkie te auta pochodzą właśnie stamtąd. Mniej docierało do mnie, że rozsławiona filmem z Eminemem Ósma Mila (8 Mile Road), również znajduje się w Detroit ‒ ta droga to symboliczna granica oddzielająca od siebie dwa istniejące tam światy ‒ przedmieścia zdominowane przez zamożniejszych białych i miasto ubogich czarnych.

A teraz jestem świeżo po lekturze książki Charliego LeDuffa „Detroit. Sekcja zwłok Ameryki” i nie mogę się z niej otrząsnąć. LeDuff to facet, który z niejednego pieca chleb jadł ‒ a przez jakiś czas nawet sam był piekarzem, w Danii. Pracował też w fabryce konserw na Alasce, zdarzyło mu się być cieślą i nauczycielem. Ale przede wszystkim jest reporterem ‒ pracował w „New York Timesie”, zdobył Pulitzera. Pisał o Meksykanach nielegalnie przekraczających granicę, o wojnie w Iraku, o strażakach niosących pomoc po 11 września. Aż wreszcie uznał, że pora wrócić do korzeni i przeniósł się z żoną i córką do rodzinnego Detroit. Jego książka to zbiór opowieści o mieście, jego historii, teraźniejszości i ludziach, którzy w nim żyją i umierają.

Zapytacie: no dobrze, ale co to ma wspólnego z fantastyką? Ano całkiem sporo, jak się okazuje. Bo to właśnie na szczątkach starego Detroit korporacja Omni Consumer Products postawiła swój sztuczny twór Delta City. Kiedy Paul Verhoeven w 1987 roku nakręcił „RoboCopa”, miasto już było na równi pochyłej, później zaś było tylko gorzej ‒ wystarczy wspomnieć, że Detroit jest największym amerykańskim miastem, które ogłosiło bankructwo. Do niedawna rywalizowało o niechlubne miano amerykańskiej stolicy morderstw (obecnie niechlubną palmę pierwszeństwa dzierży St. Louis); jest też uznawane za amerykańską stolicę podpaleń. I tu kolejny fantastyczny haczyk. Pamiętacie Noc Diabła, podczas której rozgrywają się wydarzenia w filmie „Kruk”? Nie jest ona wymysłem scenarzystów filmowych ‒ wigilia Halloween, znana w większości USA jako Mischief Night, czyli Noc Psot, w Detroit nabrała szczególnie burzliwego charakteru, aż stała się świętem wandali i podpalaczy. Akcja „Kruka” rozgrywa się zresztą właśnie tutaj, o czym rzadko się pamięta. W rekordowym 1984 roku w Noc Diabła dokonano w Detroit ponad ośmiuset (!) podpaleń.

Stan miasta znalazł swoje odbicie także w grach fabularnych ‒ w „Wampirze: Maskaradzie” jest ono jedną z twierdz Sabatu. Gdy czyta się książkę LeDuffa, wydaje się, jakby Detroit zostało żywcem przeniesione ze Świata Mroku do naszej rzeczywistości. Miasto które było wizytówką amerykańskiego stylu życia, a teraz na naszych oczach przeżywa własną małą apokalipsę. Miasto, gdzie płoną remizy, a w kostnicach piętrzą się trupy, których nie ma kto pogrzebać. Miasto pożarte przez chciwość, korupcję, rasizm i głupotę; gdzie normalność staje się aktem heroizmu.

LeDuff nie zostawia czytelnika bez nadziei, ale jasno pokazuje, że aby ją mieć, nie można stać z założonymi rękami i trzeba wyciągnąć wnioski z losów Motown. Nie bez powodu w tytule książki pojawia się „Sekcja zwłok Ameryki” ‒ to miasto stanowi najbardziej jaskrawy przykład chorób, które toczą Stany Zjednoczone, ale nie tylko, gdyż można je znaleźć wszędzie na świecie. Gdy czytamy powieści science fiction dziejące się w niedalekiej przyszłości ‒ szczególnie te, które prezentują mniej optymistyczne wizje ‒ przeważnie autorzy stawiają nas w punkcie, gdzie widzimy skutki różnych procesów. Książka LeDuffa pokazuje nie tylko efekty, ale też ‒ a może przede wszystkim ‒ procesy, które do nich doprowadziły. Jeżeli SF może pełnić rolę przestrogi, to tym bardziej jest nią historia Detroit.

Jerzy Rzymowski (redaktor naczelny miesięcznika „Nowa Fantastyka”)

Charlie LeDuff, „Detroit. Sekcja zwłok Ameryki”. Wyd. Czarne 2015.