Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Felietony

Pokemon Go – a mnie to cieszy, o!

Rozpocznę krótką anegdotką: wychodząc na spacer z narzeczonym, zabrałam nowy telefon, żeby skonfigurować go na świeżym powietrzu. Szliśmy sobie wolniutko, trzymając się za ręce i co jakiś czas przekazując sobie smartfona, konsultując, które aplikacje się przydadzą, pobierając je, wpisując hasła… Nagle przejechała obok nas grupka nastolatków na rowerach – zwolnili, pomachali i zapytali, czy też łapiemy Pokemony. Luby zawołał, że nie, a ja ze śmiechem dodałam, że dopiero ściągamy aplikację. Młodzież ucieszyła się, udzieliła wyjaśnień, gdzie jest najbliższy Pokestop, pożegnała się serdecznie i pojechała przed siebie.

Niby drobiazg, a niesamowicie cieszy – ponieważ naprawdę rzadko zdarzają się chwile, kiedy ktoś bezinteresownie i serdecznie zagada do drugiego człowieka na ulicy. Owszem, zdarza się – czasem z powodu prowadzonego na smyczy zwierzaka, a czasem z powodu fajnej koszulki. Kiedyś zaczepiłam faceta z fantastyczną maskotką, bo polowałam na podobną od paru tygodni – okazało się, że była dostępna za rogiem, jakieś pięć minut pieszo od mojego miejsca zamieszkania. Ale nawet pomimo tego, że sama chętnie inicjuję rozmowy czy nie uciekam wzrokiem od przechodniów, nie narzekam na nadmiar takich kontaktów. Dlaczego więc te związane z łapaniem Pokemonów miałyby być gorsze?

Oczywiście wraz z nową modą pojawili się krytycy tejże, czasami jednak krytyka jest po prostu naciągana i przesadzona. Pokemonów wcale nie łapie “niedorozwinięta gimbaza” (swoją drogą używanie zwrotów związanych z chorobami – także umysłowymi – jako obraźliwych to obrzydliwa praktyka), to rozrywka dla dzieci i dorosłych. Nie mam pojęcia, czy się w nią wciągnę – póki co nie spróbowałam – ale obserwowanie tego, co się dzieje na ulicach, naprawdę sprawia mi radość. Oczywiście łatwo usiąść z założonymi rękoma i stwierdzić: “za moich czasów nie potrzebowałem Pokemonów, żeby wyjść na rower!” – tylko dlaczego wyjście na rower w pogoni za Pokemonami ma być gorsze? Aplikacja sama w sobie jest darmowa, a więc dostępna dla szerokiego grona odbiorców, a motywowanie do ruchu na świeżym powietrzu to czysta zaleta! To oczywiste, że gry komputerowe i tym podobne stanowią atrakcyjną rozrywkę i wspominanie, że kiedyś wystarczył trzepak, a teraz ktoś domaga się konsoli, jest tylko magazynowaniem jadu. Świat poszedł do przodu i nie ma zamiaru się cofać – ale, jak widać, historia zatoczyła koło i młodzież z własnej woli wybiega na powietrze. W końcu!

Młodzi (i młodzi duchem) ludzie podejmują wyprawy piesze i rowerowe, zwiedzają okolicę. Co z tego, że ze smartfonami w rękach? Bawią się, zażywają ruchu, nawiązują nowe znajomości. Krytykowanie, że nie robią tego z oddolnego zrywu, a z powodu rozrywki, to zwykłe zgorzknienie. Gra “Pokemon Go” dokonała tego, czego nie potrafili przez lata pedagodzy bijący na alarm.

Polskę obiegł niedawno szokujący filmik: okazało się, iż dzieci spędzają na świeżym powietrzu mniej czasu niż… skazani osadzeni w więzieniu o zaostrzonym rygorze Wabash, w stanie Indiana, USA. Oni na spacerniaku przebywają przez minimum dwie godziny dziennie, zaś dzieci w wieku lat 5 – 12… zaledwie godzinę. Marka Persil (firma Unilever) przebadała aż 12 tysięcy dzieci z 10 krajów.

Prosta aplikacja na smartfony osiągnęła coś, czemu nie potrafiły dokonać kampanie społeczne czy eksperci bijący na alarm. To chyba wystarczy, by poświęcić “Pokemon Go” choćby jeden uśmiech? A jeśli to za mało, to pozostaje jeszcze świadomość, że tylko trzymając telefon w dłoni, stajesz się nagle potencjalnym członkiem światowej społeczności i lada moment ktoś może serdecznie do Ciebie pomachać.

A przecież “Pokemon Go” wpłynęło też na parę innych kwestii, o których przeczytacie tutaj.