Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Felietony

Powrót do przeszłości, czyli na co komu remastery gier?

Niedawna konferencja E3 przyniosła sporo informacji o powrotach gigantów świata gier video. Z kolei fanów starych platformówek niezmiernie uradował fakt, że Sony pracuje nad remasterami trzech części kultowego już „Crash Bandicoot”. Mimo tego, że remasterowy boom trwa w najlepsze od ładnych paru lat, to “odgrzewane kotlety” wciąż wzbudzają wśród graczy mieszane uczucia. Bo czy taki remaster jest nostalgicznym powrotem do przeszłości czy raczej zwykłym skokiem na kasę?

Zacznijmy od tego, czym właściwie jest remaster gry video. Wbrew pozorom, w dobie rebootów i remake’ów, wyjaśnienie tego terminu nie jest rzeczą prostą, a granice pomiędzy poszczególnymi sposobami na odkurzanie starych tytułów zacierają się. Najprościej rzecz ujmując, remaster polega na zmianie grafiki i przeniesieniu gry na nowsze platformy. W przeciwieństwie choćby do remaku, remaster nie ingeruje więc w mechanikę gry, nie dodaje nowych wątków ani postaci. Taki odgrzewany kotlet jest zatem tym samym tytułem co pierwowzór, podanym w odświeżonej oprawie.

Jednoznaczna ocena sensowności remasterów jest trudna i uzależniona od tego, z jakim tytułem mamy do czynienia. Przykładowo, ponad rok temu na PC i konsole trafił „Grim Fandango: Remastered”. Legenarda przygodówka miała swoją premierę w 1998 roku i mimo bardzo pozytywnych recenzji przeszła początkowo bez echa, by po latach podbić serca graczy na całym świecie. Bohaterem gry jest Manny Calavera, pracujący w Departamencie Śmierci kościotrup, który pomaga ludziom pogodzić się ze śmiercią i w spokoju przejść na drugą stronę. Jak to w korporacji bywa, Manny musi rywalizować o uznanie szefostwa z innymi pracownikami, co pakuje go w nie lada kłopoty.

martwiakiskorupiaki

W porównaniu do oryginału, „Grim Fandango” przeszedł dosyć delikatny lifting, nie tracąc ani grama ze swojego pierwotnego klimatu i uroku. Oczywiście, można ponarzekać, że twórcy remastera poszli w tym wypadku po najmniejszej linii oporu, to fakt jest taki, że dzięki nowej edycji szerokie grono fanów przygodówek miało szansę po raz pierwszy zapoznać się z tym obecnie już kultowym tytułem, na którym wzorowane były kolejne, grywalne pozycje. Choć zmiany wizualne są minimalne, to jednak przeniesienie tego klasyka na współczesne platformy doskonale wpisuje się w oficjalne założenie developerów, którzy twierdzą, że remastery są po to, by młodsze pokolenie graczy mogło przyjrzeć się początkom branży gier.

Do grona remasterów w stylu „Grim Fandango” zaliczyć można też choćby „Legends of Zelda”, której odświeżone wersje są nie tylko przyjemniejsze dla oka, ale wciąż zachowują klimat pierwowzoru. Seria Nintendo o przygodach sympatycznego Linka ma swój początek w połowie lat 80. i od tego czasu przeszła prawdziwą rewolucję, a kolejne części serii cieszą się niesłabnącą popularnością. Nic więc dziwnego, że twórcy postanowili przenieść niektóre z części „Legends of Zelda” na nowsze platformy. Jak widać na przykładzie remastera „The Legend of Zelda: Ocarina of Time” z 1998 roku, zmiany graficzne nie są aż tak znaczące, jednak wraz ze zmianą konsoli (z Nintendo 64 na 3DS) poszerzyło się grono potencjalnych odbiorców gry.

zelda

Z niezwykle pozytywnymi opiniami spotkał się też remaster nesowej platformówki „DuckTales” z 1989 roku. Gra powstała na kanwie popularnego wówczas serialu animowanego pod tym samym tytułem. W platformówce wcielaliśmy się w Sknerusa McKwacza, który miał za zadanie odnaleźć zaginionych siostrzeńców Kaczora Donalda. W przypadku „DuckTales” studio pokusiło się o solidny lifting, dzięki czemu z dwuwymiarowej, pikselowej grafiki przeskoczyliśmy w barwny, trójwymiarowy świat. Mimo znacznych zmian gra przywołuje wspomnienia weekendowych poranków przy telewizorze i konsoli. Kolorowa, zabawna oprawa świetnie nawiązuje do seriali i komiksów o przygodach kaczej rodziny, a na soundtrack nowej edycji składają się remiksy znanych z oryginału, 8-bitowych utworów. „DuckTales: Remastered” to nie tylko bardzo przyjemna podróż w czasy dzieciństwa, ale też doskonała propozycja dla bardzo młodych, współczesnych graczy.

kaczkidziwaczki

Ze skrajnymi ocenami spotkała się edycja HD drugiej odsłony strategii „Age of Empires”, która trzy lata temu trafiła na sklepowe półki. Pierwotnie tytuł miał swoją premierę w 1999 roku, a cała seria do dziś ma status kultowej. Wielu fanów zarzuciło „Age of Empires II HD”, że grafika właściwie niewiele się zmieniła, a podniesienie rozdzielczości pogorszyło czytelność gry. Inni z kolei stwierdzili, że przez kosmetyczne zmiany klimat znany z pierwszych wciąż był dobrze odczuwalny i docenili możliwości płynące z integracji z platformą Steam. Mimo wszystkich obiekcji tytuł przyjął się na tyle dobrze, że rozrósł się o samodzielne dodatki i dziś już można nazwać go pełnoprawnym remakiem.

age

Oczywiście, remasterowanie gier sprzed lat nie zawsze oznacza, że twórcom chodzi tylko o oddanie hołdu klasyce. Sztandarowym przykładem skoku na kasę w przypadku tytułów z lat 90. jest trzecia część „Heroes of Might and Magic”. Ta absolutnie legendarna strategia turowa ukazała się w 1999 roku i wciąż jest na topie, doskonale znają ją zarówno „starzy wyjadacze” jak i kilkunastoletni gracze. Przez lata powstawały kolejne fanowskie rozszerzenia i mody, które przyjmowane były z prawdziwą radością. Nic więc dziwnego, że mający prawa do serii Ubisoft w końcu zwrócił uwagę na ten tytuł i rok temu ukazała się gra „Heroes of Might & Magic III: HD Edition”. Prezentowane w sieci screeny zapowiadały spore zmiany w grafice, i choć już wcześniej fani przygotowali mod nieco liftingujący trójkę, to oficjalna wersja HD wzbudzała niemałe zainteresowanie. Po premierze remastera szybko zauważono, że screeny od Ubisoftu znacznie różnią sie od tego, jak faktycznie wyglądała trójka przed i po odświeżeniu. Innymi słowy, wytwórnia obiecywała graficzną rewolucję a w rzeczwistości zafundowała graczom coś porównywalnego do fanowskich modów. Rzecz jasna, zawsze wygodniej i pewniej jest korzystać z oficjalnej wersji, jednak w tym wypadku miłośnicy serii poczuli się oszukani i niemal jednogłośnie wyrazili swój sprzeciw wobec polityki Ubisoftu.

herositrolo

Zdecydowanie mniej pozytywnych opinii zbierają też remastery gier wydanych w ostatnich kilku latach. Za modelowy przykład skoku na kasę w tym wypadku uważa się nową edycję gry „Dishonored”. Pełna akcji, steampunkowa skradanka z 2012 roku zdobyła wierne grono fanów wśród graczy i już w 2015 roku ukazało się jej poprawione wydanie na nowsze platformy. Niestety, owe poprawki były znikome, a sama gra powtarzała błędy znane z pierwowzoru. Równie słabo gracze ocenili remaster „God of War III”, który w rzeczywistości przyniósł tylko kilka kosmetycznych zmian, a jego dosyć wygórowana cena odstraszyła nawet bardziej zagorzałych fanów serii.

polowanie

Mieszane uczucia wzbudziła odświeżona wersja „The Last of Us”. Pełna akcji i elementów grozy rozgrywka połączona z bogatą fabułą z miejsca kupiła serca większości posiadaczy PS3. Gdy dwa lat później na PS4 trafił remaster gry, jej miłośnicy podzielili się na dwa obozy. Dla jednych poprawiona grafika dodała tytułowi klimatu i przeniosła rozgrywkę na nowy poziom, a zdaniem innych Sony poszło na łatwiznę, chcąc wypromować nową konsolę odgrzewanym kotletem.

lastofus

Oczywiście, są także remastery współczesnych tytułów, na które fani z czekają. Doskonałym przykładem jest tu „Skyrim: Special Edition”, który ma trafić na PC i konsole jeszcze w tym roku. Zgodnie z tym, co obiecywało Bethesda Softworks na konferencji E3, surowa kraina Nordów ma być jeszcze piękniejsza, zapewne więc fani uniwersum „The Elder Scrolls” po raz kolejny spędzą z grą długie godziny. Zwłaszcza, że ci, którzy wykupili tytuł na Steamie otrzymają „Skyrim: Special Edition” za darmo. Oczywiście, należy pamiętać, że podobny efekt można uzyskać dzięki modom, jednakże edycja specjalna ma być 64-bitowa, co da jeszcze większe pole dla moderów.

Jak widać, zjawisko remasterów trudno jednoznacznie ocenić. Z jednej strony możemy po raz kolejny zanurzyć się w dobrze znane z dzieciństwa światy, czy (choćby jak w przypadku „DuckTales”) sprezentować naszym pociechom tytuł, w który sami graliśmy mając kilka, kilkanaście lat. Niestety, przypadek „Heroes 3” pokazuje też, że nie każdy remaster hitu z lat 90. można zaliczyć do udanych. Najbardziej sporną kwestią pozostają odświeżone wersje współczesnych gier, które masowo pojawiają się na rynku wraz z premierą nowej platformy. Wątpliwości co do słuszności powstawania takich remasterów podsyca jeszcze jedna kwestia, która coraz częściej pojawia się w dyskusjach graczy. Zdaniem wielu, pogoń za lepszą grafiką sprawiła, że zaniedbano fabułę, a bohaterowie, w których przychodzi nam się wcielać, bazują na mocno wyeksploatowanych schematach. Idąc tym tropem, litfting świeżych tytułów jest bezsensowny, a w remasterach klasyków nie powinno tak bardzo chodzić tylko o sam wygląd, ale raczej o to, żeby w grę z nesa można było bez problemu zagrać na przykład na PS3.

A co wy sądzicie o remasterach gier video? W który tytuł z lat 90. zagralibyście jeszcze raz w odświeżonej wersji?