Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Felietony

Sobota! Wielki dzień na San Diego Comic-Con!

Kevin Whitelock dla Kawerny prosto z San Diego Comic-Conu opisuje trzeci dzień! Tlumaczenia dokonała Anna Piotrowska.

Wczoraj wspomniałem, że sprawy nie układały się zgodnie z planem, ale ostatecznie wszystko skończyło się dobrze. Czasem jednak zdaje się, że nic nie idzie zgodnie z planem i wszystko kończy się nieszczęściem. Dzisiejszy dzień nieomal stał się tego przykładem.

zdjecie1

Jako uczestnik-weteran z doświadczeniem, przez lata wychodziłem sobie kilka kontaktów i nauczyłem się, jak na skróty, w nieautoryzowany sposób zapewnić sobie – i czasem kilku znajomym – wejście na panele. Tak było kiedyś. Obecnie technologia i ulepszona ochrona obrabowały mnie z moich przemyślnych sztuczek. Dziś, wraz ze znajomymi, miałem czekać w kolejce do Hali H jak każdy inny uczestnik, by móc Wam donieść o wszystkich rzeczach, które zdołam zobaczyć. Być może pamiętacie, że Hala H to największe pomieszczenie na SDCC, w którym studia filmowe prezentują swoje najnowsze i najbardziej oczekiwane produkcje. Chociaż w sali balowej 20 (drugiej największej sali poświęconej dużym prezentacjom) odbywały się punkty programu dotyczące najnowszych seriali telewizyjnych, przede wszystkim chciałbym się skupić na swoich wrażeniach odnośnie zaprezentowanych materiałów filmowych.

Na pierwszy ogień: Warner Bros. Pictures. Kolejka ledwie się ruszyła. Jasne, inni ludzie wchodzili, ale tylko ci, którzy poprzedniego wieczoru czekali w innej kolejce, by zdobyć specjalne opaski pozwalające wejść na salę w pierwszej kolejności. Opłaca się czytać drobny druczek… Instrukcje te są wydrukowane w przewodniku uczestnika; wystarczy go przeczytać. Ja tego nie zrobiłem. Panel Warner Bros. Pictures trwał dalej beze mnie. My czekaliśmy w kolejce. Przynajmniej mieliśmy siebie do towarzystwa.

Następnie miała się odbyć prezentacja związana z obchodami 50 rocznicy Star Treka! Z Williamem Shatnerem! A także Brentem Spinerem, Scottem Bakulą, Michaelem Dornem i Jery Ryan. Super!… Kolejka posunęła się naprzód, ale nie dostatecznie. Obchody rocznicy przyszły… i poszły, a ja wciąż czekałem w kolejce, z coraz bardziej malejącą nadzieją.

Ten koszmar musi się kiedyś skończyć. Wówczas dostąpimy zaszczytu zajęcia należnego nam miejsca w hali, która olśni nas swymi niesamowitościami…

O 15:15 miało się zacząć wydarzenie, na które najbardziej czekaliśmy!

30 rocznica „Aliens”! Naprawdę minęło już trzydzieści lat? W panelu mieli wziąć udział James Cameron, Sigourney Weaver, Bill Paxton, Lance Henriksen, Michael Biehn i Paul Riser! Wow! Wspólnie mieli nie tylko spojrzeć wstecz, ale także w przód, i omówić ideę nakręcenie NOWEGO „Obcego”, który zignorowałby wydarzenia „Alien 3” (wciąż wzbudzającego gniew fanów). Musimy to zobaczyć!

zdjecie4

Strażnicy pilnujący naszej kolejki próbują nas podtrzymać na duchu, informując o postępach sytuacji. Jesteśmy pełni nadziei, ale zdesperowani. Czerpiemy ukojenie z obserwowania tłumów ludzi – czasem w kostiumie, czasem bez – którzy zajmują się swoimi Comic-Conowymi sprawami; żartujemy o wszystkim i o niczym. Wówczas nadchodzą wieści: nie ma wolnych miejsc. Czekamy dalej. Panel toczy się bez nas.

Następnie odbywa się panel magazynu Entertainment Weekly „Women Who Kick Ass” (Kobiety, które kopią tyłki). Krysten Ritter (Jessica Jones), Melissa Benoist (Supergirl) oraz inni dyskutują na temat silnych kobiecych postaci, w które się wcielają. Sporo osób opuściło salę, zwalniając miejsca siedzące, ale wciąż zbyt mało, byśmy mogli tam wejść. A przynajmniej tak myśleliśmy! Zwolniło się akurat tyle miejsc, by większość naszej grupy mogła zobaczyć panel Marvela. Tak! Wszyscy mieli okazję zobaczyć, jakąż to rozrywkę przygotowało dla nas Marvel Studios… poza jedną osobą.

Jak się okazuje, autor niniejszego artykułu, który miał zabawić i poinformować czytelników Kawerny, został sam, kontemplując jedynie, co też przyjdzie mu napisać. Od 9:30 do 18:00 nerwowo oczekiwałem na wstęp do Hali H… na próżno. Cała Comic-Conowa sobota – zmarnowana! A przynajmniej tak myślałem. Gdy tak siedziałem, zastanawiając się, czy jakimś cudem uda mi się dołączyć do przyjaciół, siedząca obok starsza pani zapytała mnie, na co czekam. Pokrótce opisałem jej swój dzień. Zaoferowała, że opowie mi, co jej udało się zobaczyć. Choć miała plakietkę uczestnika, która zezwalała na wstęp na konwent przez cały weekend, staruszka przyznała, że nie interesują ją „duże wydarzenia”. Opowiedziała mi, jak wielką frajdę czerpie z chodzenia na mniejsze panele, by dowiedzieć się nowych rzeczy. Mówiła, jak odkryła, iż amerykański kongresmen, John Lewis, jest autorem noweli graficznych o tematyce praw obywatelskich, trylogii „March” (Marsz). Twierdziła, że dzięki temu spojrzała na kwestię ruchu obywatelskiego i marszy z lat 60. z zupełnie nowej perspektywy.

zdjecie2

Po zakończonym panelu, została w sali, by zobaczyć, co się będzie działo dalej i z przyjemnością wysłuchała panelu o tym, jak powstawały osiemnastowieczne kostiumy z jej ulubionego serialu, „Outlander”. W ten sposób spędziła cały konwent, przechodząc od jednego punktu programu do drugiego, nigdy tak naprawdę nie wiedząc, na jaką niesamowitą rzecz trafi tym razem, ale ciesząc się każdym nowym doświadczeniem.

Inna kobieta, czekająca w kolejce o kilka godzin krócej niż ja, zaczęła podnosić głos na towarzyszącego nam ochroniarza, narzekając na dyskomfort i niewygodę, na jakie ją narażono. Wyglądało na to, że zaraz rozpęta tu prawdziwą awanturę, ale ochroniarz – który wyglądał na jakieś 50 lat – w spokojny, profesjonalny sposób zapewnił ją, że nie tylko ona jest w tak niekorzystnej sytuacji. Wydawał się przy tym całkowicie szczery i wyrozumiały, do tego stopnia, że mimo irytacji, kobieta zdołała się opanować. Wiedziałem, że muszę z nim porozmawiać!

Przedstawiłem się i chwilę pogadaliśmy. Był szalenie uduchowionym człowiekiem, głęboko wierzącym w to, że dobro rodzi dobro. Mówił, że zawsze stara się rozwiązywać trudne sytuacje, a jeśli nie jest w stanie pomóc, stara się przynajmniej robić, co w jego mocy, by ich nie pogarszać. Przyznał, że ludzie czasem są w stanie doprowadzić go do zdenerwowania, bo jest tylko człowiekiem, ale stara się zawsze pamiętać, że ich frustracja jest wyłącznie skierowana na niego, ale ostatecznie nie jest w żaden sposób jego winą. Gdy podsunąłem mu polskie powiedzenie: „Nie mój cyrk, nie moje małpy”, śmiał się długo i głośno. Poprawiłem mu humor.

Mój dzień zakończył się pozytywną nutą.

Kevin Whitelock (Santee, Kalifornia) to człowiek wielu talentów. Z polskim fandomem zetknął się, gdy wraz z żoną Anelią przygarnął Jakuba Ćwieka i Macieja Wanickiego, którzy wybrali się do popkulturalnego raju, czyli na San Diego Comic-Con. Od tego czasu członek Southern California Browncoats oraz honorowy członek Browncoats of Poland publikował rozmaite teksty o amerykańskim fandomie, jak również odwiedził polski konwent Krakon. Zapalony konwentowicz i fan fantastyki. Prywatnie m.in. pilot śmigłowca i rycerz turniejowy. Raporty z Comic-Conu rozpoczynają cykl jego Geek-raportów na Kawernie.