Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Opowiadania

Anna Tess Gołębiowska – A ostrzegali…!

Długie, wolne kroki. Przyglądam się czubkom swoich czarnych butów, o fikuśnie zakrzywionych noskach, i kontynuuję dreptanie wzdłuż korytarza. W tę i z powrotem, i jeszcze raz, i jeszcze. Niedługo wydepczę dziurę w posadzce. I po co mi to wszystko było?

Radzili, ostrzegali – oczywiście wiedziałam lepiej. Przecież wiedźmy zawsze wiedzą! A teraz się okazało, że może jednak trochę zbyt pochopnie zamieniłam ich w żaby… W końcu mieli trochę słuszności. No ale już za późno, z żabich udek robi się świetny wywar na czyraki!

Mieli rację czy nie mieli – stoję teraz przed faktem dokonanym, zestresowana i przejęta. Dobrze, że nikt mnie nie widzi, bo… nie, wolę nie myśleć, w co musiałabym go przemienić. Ważne, że nikogo nieproszonego tu nie ma i skutecznie się przed tym zabezpieczyłam. Mogę spokojnie wydeptywać dziury w posadzce i czekać na wiadomości. Wreszcie… czy to naprawdę źle, że wiedźma się denerwuje, kiedy rodzina ma się jej powiększyć? Tak, wiem, wiedźma nie powinna zakładać rodziny. Ale ja nie słuchałam!

Wreszcie słyszę skrzypnięcie drzwi i mój czarny kocur podbiega mi do nóg. Przymila się krótko, po czym stwierdza:
– Jeszcze nie.

Znika za drzwiami, których skrzypnięcie tym razem nie powoduje piknięcia serca, tylko czystą irytację. Zegar donośnym krakaniem oznajmia, że minęła północ – a więc krążę tak już trzy godziny! Nie może być.

Szukam sobie zajęcia.

Dlaczego księgi czarów są spisywane na tak kiepskim papierze? Kto to widział, żeby karty darły się w palcach? Nikt mi nie wmówi, że ręce aż tak mi się trzęsą…

Te różnobarwne iskry tryskające z komina to zaiste ciekawy efekt uboczny rozlanego wywaru. Muszę kupić nowy kocioł, ten przestał być stabilny. Coś się chyba zdeformowało…

Zegar z krukiem skrzeczy na godzinę trzecią.

Mam tego dość!

A że zwykle robię to, co pomyślę, tak było i tym razem. Powiewając peleryną i gubiąc kapelusz, wtargnęłam przez skrzypiące drzwi. Byli tam! Ten wredny czarny kocur, który chrapał teraz w najlepsze na dywanie, i biało-bura kocica, którą sobie sprowadził, a ja pozwoliłam jej u siebie zamieszkać! Kto to widział! Kotka u wiedźmy, w dodatku jasna! Wstyd i hańba… No ale stało się. A potem bardzo szybko zaczęła tyć. Najpierw myślałam, że po prostu wyżera mi szczury i żaby ze schowka, ale później kocur pochwalił mi się swoją skutecznością. A wczoraj w brzuchu kocicy coś zaczęło się bardzo wiercić…

 

a_ostrzegali_kot_yorika
rys. Jolanta “Yorika” Rebejko

Już miałam budzić towarzystwo wrzaskiem, kiedy zauważyłam, że na posłaniu, na którym drzemała kocica, coś się poruszyło. Ki diabeł? Szczury pouciekały?

Potem jednak skojarzyłam fakty – a jak to wiedźmy, nie tylko wiedzę, ale i inteligencję mam sporą – i zrozumiałam, na co patrzę.

Pięć małych kuleczek właśnie się obudziło i rozpoczęło wyścig do sutka. Czarnuch nie obudził mnie, bo ze zmęczenia zasnął, jak tylko zobaczył swoje dzieci. Kocica, słysząc popiskiwanie, ocknęła się i przygarnęła najbardziej płaczącego malucha łapką. Natychmiast odnalazł brodawkę i wtedy do popiskiwań doszło jeszcze głośne mlaskanie.

Rozczuliło mnie to. Zrezygnowałam z natychmiastowej reprymendy (choć jak kocur się obudzi, to zobaczy, że nie zamierzam mu łatwo darować… Nie obudził mnie, szkodnik jeden!) i czule poklepałam kocicę po główce.

– Dobrze się spisałaś, mała. Aż trzy są czarne!

Małe ogonki wijące się przy jadłodajni w pełni podzielały moją radość. Kto wie, może rodzinne wiedźmy to przyszłość tej profesji?


Anna Tess Gołębiowska
Września, 06 kwietnia 2010