Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Opowiadania

Chupacabra

Temat, na który miałam napisać opowiadanie w konkursie brzmiał: “Skąd się wzięła chupacabra?”. Pomysł zrodził się w mojej głowie, ale nie dorósł wystarczająco szybko. Zresztą i tak wszystko samo poszło w inną stronę.

Powstało takie coś – w ramach zadośuczynienia za niewywiązanie się z konkursowego obowiązku.

***

Każdy ma jakąś wadę. Chris na przykład nie potrafił jeść z zamkniętymi ustami. Chudy, wysoki chłopak z aparatem nie potrafił powstrzymać się przed robieniem makabrycznych zdjęć z radosnym uśmiechem. A ja zamiast myśleć o leżącej na podłodze kobiecie, zastanawiałem się w jaki sposób zamknąć Chrisowi usta.

Zwracanie uwagi na głupie drobiazgi było moją osobistą wadą, która znacznie ułatwiła mi karierę.

– Ani kropli krwi – powiedział Chris, wyjątkowo nie odkrywczo, wycierając sobie musztardę z brody.

Znaleziono ją leżącą przed jej własnymi drzwiami wejściowymi. Wyssaną z krwi do ostatniej kropli.

– Rety… – szepnął chłopak z aparatem zafascynowany.

– Może wystarczy tych zdjęć? – zasugerowałem – Dzięki za współpracę…

– Ed – przypomniał mi swoje imię.

– Wiem.- Nie wiedziałem – Daj mi swój numer telefonu, dobra?

Skinąłem głową na chłopaków, którzy mieli zawieść ciało do kostnicy. Wystarczająco długo leżała na tych schodach, czekając aż na to zerknę.

– Dlaczego nie krwawi? Ma liczne ślady cięcia nożem. Dlaczego? – pytałem bardziej siebie, niż Chrisa.

– Może to dziś niemodne? – powiedział, śmiejąc się z własnego, niezrozumiałego żartu. – Była modelką – wyjaśnił. – I dlatego…

– Aha – przerwałem mu i uprzejmie się zaśmiałem.

– Mam teorię. To wampir – powiedział całkiem poważnym tonem.

Zachowałem swój komentarz dla siebie. Na szczęście gruby meksykanin wyręczył mnie.

– Idiota! Wampiry sobie wymyśla… To nie temat do żartów, to była bardzo dobra dziewczyna! – oburzył się.

– Wampiry raczej odpadają – zgodziłem się ochoczo.

– Wiadomo! To chupacabra! – krzyknął mężczyzna i obejrzał się za siebie, jakby obawiając się ataku.

Westchnąłem. Chciałbym teraz zostać sam i móc pomyśleć. Chris i meksykanin zaczęli kłócić się dlaczego może, czy też dlaczego nie może to być chupacabra. Nie miałem ochoty ich słuchać, ale tłumaczenie meksykaninowi różnic między człowiekiem a kozą okazało się dość zabawne.

– Mówcie sobie co chcecie – powiedział mężczyzna, gestykulując – Ja swoje wiem!

– Dobrze! Rozważymy  pana sugestię – powiedziałem na odczepnego, pozwalając mu odejść. Mruczał pod nosem:

– Ja swoje wiem!

 

Trzeba będzie przesłuchać sąsiadów, rodzinę, wypytywać o wrogów… Jest pewna zabawna cecha większości zamordowanych osób. Nie mają wrogów. Wszyscy wycierają oczy z łez opowiadając, jakim dobrym był ten ktoś człowiekiem. Dopóki ten wróg się nie znajdzie…

 

– Ed! – krzyknąłem za chudym chłopakiem, który przyglądał się jak odjeżdża samochód z ciałem. Podskoczył nerwowo i obejrzał się – Będę miał te zdjęcia dziś?

– Jasne! Już się tym zajmuję!

– Mike – Chris podszedł, kładąc mi dłoń na ramieniu i przybierając łagodny uśmiech na pulchnej twarzy – Zatrzymaj się u nas na czas śledztwa, co?

Potrząsnąłem głową, mamrocząc wymówkę w stylu „nie chcę się narzucać”. Zapomniałem, że Chris jest gościnnym człowiekiem i nie rozumie, że to tylko próba wymigania się od spędzenia kilku wieczorów u Szczęśliwej Rodzinki.

– Pewnie nie pamiętasz nawet, kiedy jadłeś kolację w domu! – Zaśmiał się.

Odpowiedziałem wymuszonym uśmieszkiem, w duszy gorzko rozmyślając nad brakiem miejsca, które mógłbym nazwać „domem”.

– Meg obraziłaby się, gdybym pozwolił ci spać w hotelu.

– Nie można pozwolić, żeby się na ciebie gniewała – szepnąłem, co było równoznaczne z moim ostatecznym poddaniem się.

*

Czekaliśmy przed drzwiami wejściowymi. Chris grzebał w torbie poszukując kluczy, przeklinając ciemność. W końcu zrezygnował i zadzwonił.

Wyszła Meg, witając nas głośno i wesoło. Zawsze była taka energiczna i zadowolona z życia. Zazdrościłem jej tego. Zazdrościłem im obojgu, ale nie czułem się najlepiej w towarzystwie Najlepszego Małżeństwa na Świecie.

– Zrobiłam wam coś pysznego – powiedziała odsuwając się, abyśmy mogli wejść do środka.

– Ja chciałbym jak najszybciej pracować…

– Właśnie wyszedłeś z pracy – przerwał mi Chris.

– Nigdy nie wychodzę z pracy. Mój laptop… Chciałem przejrzeć… – Meg zaczęła ciągnąć mnie w stronę kuchni – …zdjęcia…

– Zdjęcia, właśnie! Niedawno dostaliśmy w prezencie piękny album od siostrzenicy Meg, mnóstwo naszych zdjęć, chyba też się na jakimś załapałeś, musisz je zobaczyć.

– Yhm, z przyjemnością, najpierw muszę zadzwonić do Eda i… Co jest, tutaj nie ma zasięgu?

Chris bezradnie wzruszył ramionami, a na korytarzu zobaczyłem Meg niosącą ogromny album na zdjęcia.

– Zasięg, zasięg, zasięg, zasięg… – zacząłem powtarzać, jakby to było zaklęciem. Nie działało. – Chris, daj mi adres tego chłopaka, muszę mieć te zdjęcia jak najszybciej.

– A kolacja…?

– Nie jestem głodny. Powłóczę się tu i tam… Co z tym adresem?

*

Otworzył mi starszy facet z wąsami. Przez chwilę czułem, jakbym zapomniał języka w gębie; jakoś byłem przekonany, że Ed otworzy mi osobiście.

– Dobry wieczór. Czy jest Ed?

Mężczyzna spojrzał na mnie zdziwiony.

– Tutaj nie mieszka żaden Ed.

Rzuciłem okiem na tabliczkę z numerem domu. Adres zgadzał się z tym, który podał mi Chris.

– Przepraszam, najwidoczniej dostałem zły adres… Czy w pobliżu mieszka Ed? Wysoki, chudy chłopak… fotograf…?

– Nie, nie znam takiego.

– Dziwne – mruknąłem pod nosem – Czy mogę skorzystać z Internetu?

Człowiek rzucił mi groźne spojrzenie i krótko odparł, zatrzaskując mi drzwi przed twarzą:

– Nie.

*

Włączyłem głośno muzykę w samochodzie i pędziłem z powrotem do domu Chrisa, wściekając się na siebie za to, że zgodziłem się zamieszkać na czas śledztwa u nich. Pomimo naprawdę sporej prędkości będę na miejscu najwcześniej za dwadzieścia minut.

Teraz zastanawiałem się, czy warto mówić Chrisowi o moim dziwnym niepokoju…        Kiedy wróciłem, moi przyjaciele siedzieli na kanapie w salonie zajęci oglądaniem swoich zdjęć. Przypomniałem sobie przeszłość, czasy, gdy pracowaliśmy z Chrisem w Nowym Jorku i byliśmy najlepszymi kumplami. Bardzo wiele się od tego czasu zmieniło. Dostałem tę sprawę, bo akurat byłem w miarę blisko zdarzenia. Byłem tak blisko Chrisa, ale nawet nie zamierzałem go odwiedzić.

– Masz te zdjęcia? – zapytał.

– Nie. Ja… zabłądziłem i nie dotarłem nawet do tej miejscowości – skłamałem – Może Ed mi je przesłał. Moje rzeczy są na piętrze, w gościnnym?

Meg skinęła głową, nie odzywając się. Wycofałem się, zostawiając ich znów samych. Byłem już na szczycie schodów, gdy przypomniałem sobie, że nie znam nazwiska Eda. Nic nie znajdę, mając samo imię. Odwróciłem się i zbiegłem na dół z powrotem.

– Przecież ci mówiłem, jaki on jest. Jak ma sprawę to nie myśli o niczym innym. – Usłyszałem głos Chrisa.

– Nie broń go, przecież nie przyleciał tutaj dwie godziny po tym, jak ją znaleźli na tych schodach! Sam mi mówiłeś, musiał być w Meksyku, a nawet nie zadzwonił…

Wspiąłem się na schody ponownie, tym razem tupiąc głośno. Przerwali rozmowę.

– Chciałem tylko życzyć wam dobrej nocy, bo ja pewnie dziś już nie wyjdę z pokoju… Mam nadzieję, że jak najszybciej zakończę tę sprawę i wrócę do domu. I że zjem jutro z wami obiad i obejrzę te zdjęcia? Naprawdę, z przyjemnością…

Kogo ja oszukuję? Czy któreś z nich nabrało się na te kłamstwa? Chyba Chris tak, bo obdarzył mnie szczerym uśmiechem i rzucił swojej żonie spojrzenie mówiące „a nie mówiłem?”.

– Dobranoc. Jeszcze jedno pytanko: jak nazywa się Ed? Napisałeś mi tylko adres, a ja nie wiem nawet, jak chłopak się nazywa!

– Cholera, Mike… Myślałem, że wiesz… Jakoś… nie pamiętam.

– Wspaniale! – krzyknąłem – Po prostu świetnie.

Odwróciłem się na pięcie i udałem do swojego pokoju. Rzuciłem się na łóżko, nie zdejmując ubrań. Mogłem się założyć, że rozmawiają teraz o mnie, ale nie miałbym z kim.

Znowu jestem sam.

*

Nigdy nie starałem się, żeby ktoś mnie lubił. Nie potrzebowałem innych, aby mówili mi co jest dobre, co jest złe, aby wysłuchiwali moich zwierzeń. Sam nie byłem dobrym słuchaczem. Chciałem być w czymś dobry – ale tylko przed samym sobą.

Tymczasem Meg nie lubiła mnie, co zawsze podświadomie czułem, choć nie dawała tego po sobie poznać. Zupełnie jak teraz. Uważała, że nie jestem właściwym przyjacielem dla jej męża, ale z uśmiechem na twarzy podała mi śniadanie godne króla i wyraźnie oczekiwała na pochwałę.

– Mmm… – mruknąłem, gładząc się znacząco po brzuchu – Przepyszne.

Ucieszyła się. Byliśmy sami, bo Chris wyszedł po gazetę. Zastanawiałem się, czy nie warto jej przeprosić za swoje zachowanie. Mógłbym, ale nie czuję się winny. Głowę miałem zaprzątniętą innymi rzeczami.

Usłyszałem dzwonek do drzwi. Ktoś wciskał guzik kilkakrotnie, chcąc pospieszyć Meg. Zerwała się z krzesełka i pobiegła na korytarz. Do domu wpadł Chris, najwidoczniej znów zapominając kluczy.

– Piszą… uff… o nas… – wysapał, rzucając gazetę w moją stronę.

Spojrzałem na pierwszą stronę. Tytuł artykułu brzmiał „Chupacabra atakuje!”. Zanim zacząłem czytać, rzuciło mi się w oczy wielkie zdjęcie ciała kobiety leżącej na schodach. Pod spodem widać było również kilka zbliżeń na jej niekrwawiące rany.

– To był pieprzony pismak!

– Kto?

– Jak to: kto?! Ed! Ten, którego nazwiska nawet nie mogłeś zapamiętać!

Wiedziałem, że oskarżycielski ton nie jest na miejscu. Byłem bardziej zły na siebie, niż na Chrisa. Zacząłem czytać artykuł.

„…znana modelka jak co roku spędzała wakacje w swoich rodzinnych stronach. W wieku 14 lat wyjechała do Nowego Jorku…”

– Blablabla – mruknąłem zniecierpliwiony, szukając w tekście ważniejszych od wzmianki o przebiegu jej kariery informacji.

„…miejscowa policja i detektyw Mike T. nie udzielają prasie informacji o stanie śledztwa, ale wszyscy dobrze wiedzą, co może stać za BEZKRWAWYMI atakami. Zajmujący się tą sprawą ludzie zastanawiają się teraz: skąd się wzięła chupacabra?”

– Właśnie: skąd się tam wzięła chupacabra? To był raj dla bogatych ludzi, nikt tam nie hodował kóz… – zastanowiła się Meg.

– Chupacabra nie istnieje! Ten fotograf jednak istniał. Skąd on się tam wziął?

*

– Skąd wziął się tam ten fotograf? – zapytał Tim, szef miejscowej policji.

– I co z tą chupacabrą? – dodał swoje trzy grosze Chris.

Złość zaczynała trawić moje wnętrzności. Wszyscy sąsiedzi, których przesłuchiwaliśmy byli przekonani, że za tym atakiem stoi potwór. Między policjantami również tylko o tym szeptano. Przez tę głupią legendę miałem wrażenie, że jestem jedynym trzeźwo myślącym człowiekiem.

– Zabił człowiek, nie chupacabra – powiedział ostro Tim.

Odetchnąłem  z ulgą. Nareszcie miejscowy człowiek, który nie poddał się ogólnej paranoi.

– Chupacabra nie istnieje – powiedziałem kolejny raz.

– Chupacabra nie zabija ludzi – wyjaśnił Tim, pozbawiając mnie złudzeń o jego normalności – Nie zadaje ran ciętych, tylko kłute.

– Dobrze, dobrze… Byliśmy przy tym fotografie.

– Właśnie. Jak on niby się tu dostał? Kiedy ten koleś znalazł tę babkę na schodach, od razu zadzwonił na policję. Byliśmy tu pięć minut po otrzymaniu wiadomości i nie wpuściliśmy nikogo bez okazania dokumentów. Nikt, kto nie miał prawa tam wejść – nie wszedł.

– Może… – zaczął Chris – Ten sąsiad nie zadzwonił od razu? Albo Ed miał fałszywe dokumenty?

– Albo był tam zanim sąsiad odkrył ciało? – zasugerowałem – Był tam, kiedy jeszcze ta modelka chodziła, cała, zdrowa i pełna krwi.

– Czyli widział zabójcę! – krzyknął Chris rozpromieniony.

– Czyli jest zabójcą – poprawił Tim, gromiąc mego przyjaciela wzrokiem.

Po chwili dogonili mnie, bo ja już biegłem do samochodu. Uruchomiłem silnik i poczekałem aż Chris i Tim wsiądą.

– Szukajcie adresu tej redakcji – powiedziałem rzucając do tyłu gazetę.

*

Czekaliśmy na redaktor naczelną. Chris przeglądał gazetę, jakby nigdy nic. Swoją drogą kobieta mogłaby się pospieszyć, wie przecież że policja ma do niej sprawę. Z drugiej strony może właśnie dlatego zwleka?

– Pani redaktor… – Sekretarka wyszła w końcu, a ja nie pozwoliłem jej dokończyć. Spieszyło nam się. Jeśli ona ma coś do ukrycia, to im wcześniej tam wejdziemy tym lepiej.

– Dzień dobry – przywitałem się.

Siedząca za biurkiem kobieta uśmiechnęła się łagodnie. Za mną weszli Chris i Tim.

– Chcielibyśmy jak najszybciej zakończyć naszą sprawę nie mieszając do tego pani. Dlatego uprzejmie proszę o adres człowieka, który zrobił te zdjęcia. – Podsunąłem jej pod nos gazetę.

– Mieliśmy anonimowego informatora, który podrzucił nam te zdjęcia pod drzwi.

– Tak myślałem… Czek wypisała pani również dla Galla Anonima?!

– Przykro mi, ale nie mogę panom pomóc.

– Jest zamieszany w morderstwo! Czy to wystarczająco dobry powód, aby pani nam dała ten adres?!

– Naprawdę nie wiem…

– Proszę pani – przerwał jej Chris. – Znaleźliśmy na miejscu zbrodni jego notatnik. Następną ofiarą ma być Emma Hust. Musimy powstrzymać tego człowieka!

Zamilkłem, patrząc jak zaskoczenie rozlewa się na twarzy kobiety.

– E-emma Hust?

– Tak – odparłem hardo, nie wiedząc jaką grę prowadzi Chris.

– Ja nazywam się Emma Hust…

Przerażona zakryła dłonią usta.

– Damy pani ochronę. Rozumiem, że obiecała pani anonimowość temu człowiekowi, ale…

– Proszę, już piszę. Tylko nie zostawiajcie mnie teraz samej!

– Oczywiście, ja z panią zostanę – zaoferował się Tim.

Skinąłem mu głową i razem z Chrisem wyszliśmy.

*

– Nawet nie wiedziałem jak się nazywa… – mruknąłem, ruszając z parkingu.

– Przeczytałem to w gazecie. A ten notatnik sam wpadł mi do głowy. Od razu uwierzyła, zupełnie jakby mordercy często gubili takie notatki… – zaśmiał się, zadowolony ze swojego pomysłu – Brakuje mi tej roboty, wiesz?

– Wiem.

– Wygląda na to, że niedługo wyjeżdżasz?

– Yhm. Chociaż chciałbym najpierw zjeść z tobą i Meg kolację.

– Nadal zastanawiam się, skąd się tam wzięła chupacabra?

– W tym artykule? Po prostu wiedzieli, jak zainteresować czytelników…

– Nie, u tej modelki! Skąd się tam wzięła?

– ONA NIE ISTNIEJE!

Chris zaśmiał się.

– Zgadzam się, zabił człowiek. Te rany cięte… Ale coś wyssało krew! Jestem pewny, że jakiś cudem tam się znalazła. Bo jeśli to nie chupacabra, to co?

– Wygląda na to – powiedziałem wzdychając – Że jednak nie wyjeżdżam niedługo.