Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Opowiadania

Eryk cz. 1


 

Bądź więc przeklęty na tej roli która rozwarła swą paszczę,
aby wchłonąć krew brata twego przelaną przez ciebie.
Gdy rolę tę będziesz uprawiał nie da ci ona więcej plonu.
Tułaczem i zbiegiem będziesz na ziemi.

Rdz. 4, 11-12

       Nigdy ich nie lubiłam. Wiecie jak to jest, oni nie tolerują nas, więc my omijamy ich szerokim łukiem. No chyba, że akurat naszła nas ochota… Tak… Uwielbiam te kolacje we dwoje. Nigdy nie jem w samotności, wkoło przecież tyle okazji…

 

Ten był jakiś wyjątkowy. Zadbany, ładnie pachniał i w ogóle. Najczęściej musiałam zadowalać się jakimiś nieogarniętymi typami, ale on… Aż chciało się z nim spotkać jeszcze raz. Niestety jakoś nie przywykłam do robienia tego dwa razy z tym samym facetem. No dobrze, czasem trafiały się też kobiety, ale tylko wtedy, gdy nie mogłam już wytrzymać. Tak to już jest, na bezrybiu i kobieta facet… czy jakoś tak. Tego wieczoru miałam jednak naprawdę niezłego towarzysza. Był o głowę niższy ode mnie, czarne włosy gęstymi kosmykami spływały do ramion, spod rozpiętej koszuli wyłaniał się umięśniony kark. Uwielbiam sposób w jaki mężczyźni poruszają grdyką, to takie… zachęcające. Postanowiłam się nim delektować. Podczas mojego długiego… życia nie spotkałam wielu takich jak on. Chyba tylko Eryk, ale to zupełnie inna bajka. Jego już nie ma. Jak to dobrze że przetrwało się te najgorsze czasy. Ciągła ucieczka przed wojną bywa męcząca. Teraz niewielu ludzi zwraca na nas uwagę. Życie toczy się całą dobę, więc nie ma w nas nic dziwnego. Jednak czasami zazdrościłam innym, tęskniłam… Ciekawe czy Eryk też miał takie myśli? Zawsze wydawał się opanowany, spokojny. Jego jedynymi emocjami były te, wyrażające brak innych. Był naprawdę godny swego tytułu. To on obdarował mnie Wiedzą. Mówią że wszystko wysysa się z mlekiem matki. Bzdura! To on nauczył mnie wszystkiego. Był dla mnie niczym ojciec, mąż, kochanek… Po jego odejściu noce stały się takie samotne. On potrafił się zająć kobietą. Może to dlatego ten mężczyzna tak mnie fascynował. Był podobny do Eryka, miał tą samą charyzmę, godność… Widać było że pochodzi z zacnego rodu. Płynęła w nim krew wielkich ludzi. To dobrze. Dawno nie byłam z kimś godnym uwagi, z kimś kto wniósłby coś wartościowego do mego bytu. Nie mogłam się doczekać jego wizyty. Przyszedł parę minut przed czasem, przyniósł wino. Lubię wino. Wprowadza w dobry nastrój. Szczególnie czerwone. Jego bukiet, barwa, dobrze się kojarzą. Zaprosiłam go do salonu i poszłam przygotować kolację. Jak to dziwnie brzmi…

Kiedy wróciłam grał na fortepianie. Już w kuchni usłyszałam jak zaczął. Scherzo h-mol.  Był wykształcony. To dobrze, skorzystam na tym. Zawsze chciałam nauczyć się gry na fortepianie. Po odejściu Eryka nikt go nie używał. Potrafił pięknie grać. Też lubił Chopina. Ale nie pozwalał mi zaczerpnąć z jego wiedzy. Twierdził, że dobrze jest, kiedy nie dzielimy się wszystkim. Pozostajemy wówczas dla siebie nadal tajemniczy i pociągający. Poniekąd miał rację. Ale teraz… Kiedy zabrakło jego wiedzy, chwil kiedy siedziałam niczym mała dziewczynka na dywanie i słuchałam jak grał, kiedy muzyka ogarniała moje ciało a zwariowany taniec przeradzał się nieomal w szaleństwo, kiedy zabrakło tych chwil fortepian pozostał jedynym świadkiem obecności Eryka. Miło było by znów dzielić się chwilami z tym instrumentem. Czuć jak spod palców wymykają się nieśmiertelne nuty, towarzysze czuwania, dźwięki sprawiające iż odnajdujemy się w przestrzeni gubiąc się w niej jeszcze bardziej.

Kiedy usiedliśmy do stołu zadziwił mnie po raz kolejny. Z nim naprawdę chciało się rozmawiać. Mówił z sensem, poruszał tematy które naprawdę mnie interesowały. Przy czym nie był to monolog, mówił z pasją, lecz uważnie wsłuchiwał się w moje uwagi. Opowiadał o sobie, swoim życiu, ale czułam że naprawdę chciał dowiedzieć się czegoś o mnie. Pochlebiało mi to. Gdy tak siedziałam i mieszałam widelcem w talerzu czułam się jak kotka bawiąca się jedzeniem. W pewnym momencie spod mojego widelca wyskoczył mały młody ziemniaczek i wylądował na dywanie. Schyliliśmy się jednocześnie aby go podnieść. Gdy nasze dłonie się spotkały przebiegł mnie dreszcz. Coś, czego nie czułam od ostatniej nocy z Erykiem. Ileż to już lat minęło… Banał. Kiedy oglądałam filmy którymi szczycili się ludzie zawsze wyśmiewałam takie momenty. Chwila nieuwagi i całe życie przebiegające pomiędzy złączonymi dłońmi. Aż chciało by się wznieść okrzyk wielbiący Pana i rzucić się w ramiona przeznaczaniu. Tymczasem teraz sama to odczułam. Spojrzałam mu w oczy. Jakaś cząstka mnie chciała krzyknąć do niego „Odejdź stąd”, ale zagłuszył ją instynkt. Wyprostowałam się i uśmiechnęłam udając speszenie. Roześmiał się serdecznie i ciągnął dalej rozmowę. Zaczął opowiadać o swoim dzieciństwie. Miał 34 lata, urodził się więc trzy lata po śmierci Eryka. Miałam rację, pochodził z zamożnego, węgierskiego rodu. Nie był jednak tym zachwycony. Cieszyło go życie w dobrobycie, ale męczył brak wolności. Już ja mu dam wolność. Kochał świat. Uwielbiał spędzać popołudnia w lesie, na łąkach, kąpiąc się w promieniach słońca, wdychając świeże powietrze i czując jedność z naturą. Romantyk. Wzbudził we mnie wspomnienie dawnego życia. Już prawie o nim zapomniałam. Moje wspomnienia ograniczały się do dwóch przeciekających wiader, drodze do rzeki i z powrotem, bólu kiedy ojciec znów wracał do domu. Dlatego kiedy spytał mnie o moje dzieciństwo, zbyłam go krótko. Nie chciałam go okłamywać opowiadając którąś z historyjek które zawsze miałam przygotowane i dostosowywałam je do typu mężczyzny z którym akurat przebywałam. Wtedy postanowiłam że zatrzymam go na dłużej. Chciałam spędzić z nim więcej niż jeden wieczór, ale już inaczej. Miał to coś. Czułam głód. Zabrałam się do rzeczy. W tym byłam mistrzynią. W ciągu piętnastu minut byliśmy w sypialni. Całował mnie i pieścił, a ja zachęcałam go pojękując cicho. Czułam jeszcze niepewność, nie wiedziałam czy dobrze robię. Myśli zapełniły mój umysł, kiedy on starał się wygnać ze mnie świadomość. Kiedy dochodził pomyślałam tylko „Zrozum Eryku…” i zatopiłam kły w jego szyi. Drgnął lekko, lecz zdążyłam go już sobą omotać, rozpływał się teraz w rozkoszy i nie czuł bólu. Wraz z pierwszymi kroplami krwi na języku poczułam wstępujące we mnie siły, następne przyniosły wiedzę. Ludzie sądzą że krew to dla nas pokarm. Poniekąd tak, ale należy pamiętać że mamy jeszcze duszę, wyklętą bo wyklętą, ale mamy. Dusza człowieka żywi się obecnością Boga. W nas go nie ma. Krew to Wiedza i moc. My, dzieci nocy ( nie lubię określenia „wampiry” to takie… zwierzęce), wraz z krwią wysysamy całe życie ofiary. A życie to emocje, uczucia, doświadczenia, dusza syta istotą. Po chwili już wiedziałam jak grać na fortepianie, poznałam jego rodzinę, znienawidziłam jego wrogów i pokochałam kobiety które on kochał. Jednak najlepsze zostało na koniec.

Myślicie że tak przyjemnie jest żyć… istnieć w wiecznym mroku? Krew to wspomnienia. To jedyny sposób aby znów poczuć na sobie promienie słońca, spędzić parę chwil na łonie natury… a przynajmniej pamiętać jak to smakuje. Moglibyśmy pić krew zwierząt, ale to byłby tylko pokarm dla ciała. One nie mają tak bogatego życia wewnętrznego. Sączyłam chwile radości do ostatniego uderzenia serca. Był pusty. A jeszcze przed chwilą tętnił życiem. Naprawdę kochał żyć. Teraz czułam to jeszcze wyraźniej. Jesteśmy wszechmocni bo przez całe stulecia pochłaniamy istnienia innych., uczymy się ich życia, nadrabiając własne braki. Czerpiemy siłę z Istoty naszych ofiar. Ale możemy też dać im Wiedzę, pozwolić ją zdobywać. Wystarczy aby spróbował mej krwi. Ale czy na pewno się nie zawiodę? Chciałam go bo przypominał Eryka. Lecz jego nie da się zastąpić. Coś w tej krwi było nie tak, zaczęły mnie nachodzić myśli które już dawno nauczyłam się przepędzać. On kochał żyć. Nie zniósłby Bytu. Jego marzenia były teraz we mnie, pokochałam życie, ale to prawdziwe, pełne. Podeszłam do okna i rozsunęłam zasłony. Miasto. Budynki pełne ludzi. Tak, ludzi. Nie śniadań, obiadów i kolacji, ludzi. Spojrzałam na swoje odbicie w szybie podświetlonej gasnącymi światłami miasta. Ciało delikatnie się zaróżowiło, przypominając znów zwykłą, pełną życie kobietę. Piersi lekko się uniosły, pośladki stały jędrniejsze a na policzki wystąpił rumieniec. Serce pochłaniało Istotę, uderzając ponownie kilka razy. Czułam w sobie człowieczeństwo i nie chciałam już ponownie go stracić. Kim ty byłeś? Zadałem pytanie sztywniejącemu ciału. Czy właśnie tak mści się na nas Bóg? A Może właśnie tak nam przebacza? Kim ja byłam? Kim jestem? Spojrzałam na zegar. Było po czwartej.za około dwie godziny zacznie świtać. Położyłam się na łóżku. Był jeszcze ciepły. Nie. Nie skażę go na wieczną tułaczkę, niech pozostanie czysty. Okryłam nasze ciała prześcieradłem, chciałam zasnąć. Zrozumiałam, czym jestem. Leżąc widziałam światła miasta, znikające powoli w oczekiwaniu na poranek. Tak, za parę chwil po raz pierwszy od wielu lat i zarazem ostatni przywitam wstający dzień. Eryku! Niedługo się spotkamy…
 
Luty 2006