Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Opowiadania

Frustracje

„To moja droga z piekła do piekła
W przepaść na łeb, na szyję skok!”

Warkliwe szarpnięcia, ciężki, ostry rytm. W głosie tli się jeszcze niepokój po ostatnim krzyku. Kaczmar śpiewa dalej, bez trudności manewrując językiem między literami, dźwiękami i akcentami. Bez zająknięcia. Poprawnie co do joty.
Spod zmarszczonych brwi wzrok umyka w kąt korytarza. Ludzie: wysocy, młodzi, roześmiani. Beztroscy. Rozwarte dłonie. Śmiała, choć nieznaczna gestykulacja.
Beztroscy. Tacy nieświadomi.

„Myśmy raju znieść nie mogli,
Tu nasz żywioł, tu nasz dom.”

Charkot, chrypka. Jacek rwie gardło, żeby za chwilę wydobyć czysty, długi dźwięk. Oczy w ułamek sekundy uciekają w inny kąt.
Bardzo wysoki, chusta obwiązuje głowę. Tatuaż dumnie eksponowany na ciężkim, muskularnym ramieniu. O, jest opalone.
Solarium, przemyka przez myśl. Ten człowiek nie ma pojęcia, co to za chusta, co znaczą znaczki na niej napisane, nawet jeśli to czyjś herb. Co go to zresztą obchodzi? To szmatka, którą kupili mu rodzice. Fajnie wygląda.
Zwierzę.

„Bo na sercu – po lewej
Tam Stalin drży”

Spocona twarz wąsacza przez chwilę przemyka przez myśl. Gdzieś głęboko budzi się stetryczałe poczucie humoru. Zostawia to sobie na później. Na „za parę lat”.
Wytatuowany goryl muska spojrzeniem dziewczynę. Niezła – zgrabna, z dużymi oczami, latynoską cerą. Solarium. Krótka spódniczka, różowa bluzeczka. ładna… Wysoka. Idealne włosy.
Ale która nie ma dziś idealnych?
Rozmawia z kimś, ale wychwytuje spojrzenie goryla. Nie – ona nic nie zobaczyła, szybko ucieka. Za chwilę znowu przewraca oczami, oczywiście przypadkiem. Dostrzega tłumek wokół gościa z tatuażem. Fani. Wraca oczami do rozmówcy, ale opiera się o ścianę, a sukienka podskakuje zachęcająco.

„To moja droga z piekła do piekła
Wokół postaci bladych tłok
Koń mnie nad nimi unosi z lekka
I w drugi krąg kieruję krok”

Pod ścianą półbrzydka okularnica. Obcisłe spodnie, by pokazać, że coś jeszcze ma. Długi, opadający w dół nos przy książce. Potakuje nieuczesanej, skrzywionej dziewczynce z niepewną miną. Markowe ciuchy obok tłustych włosów.
Złośliwa, skwaszona kobieta sukcesu. I niezdecydowana księżniczka tatusia.
Wiedźma i imp.
Kolejna śliczna blondyna z prostymi pasemkami. Znowu krótka sukienka. I solarium. Obok wystrojona na czterdziestkę kopia Kayah. I panienka w wycierach, kołysząca się w lewo i prawo.
Trzymają w dłoniach zeszyty i stoją obok chatki wiedźmy. Niedługo test.
Na schodach elegancka, z malowanymi oczami. Przy niej uśmiechnięty galant. Niemal trzyma w dłoni jej dłoń: niecodzienny wybryk. Oczka-żuczki koniecznie roziskrzone. Rozmowa jest gorąca, jadaczki opadają w tę i we w tę. Śmiech. Zabawa.
Czy ona nie widzi jego oczu?
Obok, przy wejściu, witając się z ochroniarzami…
Drrrrr. Dzwonek. A raczej: dzwonek!

„Po huśtawce mdłość i smutek
Choćbyś nawet
Co dzień
Walił
Głową
W stół!”

W jednej chwili ludzie rozpierzchli się i uciekli z pola widzenia, jak woda po wyjęciu korka z wanny. Wesołkowie zebrali się prędko, zapominając w jednej chwili o ludziach, z którymi przed chwilą się śmiali. Dziewczyna w krótkiej kiecce pożegnała rozmówcę słodkim pocałunkiem, przelotnie spoglądając na wytatuowanego goryla. Trafiona. Goryl z kolei odczekał, aż rozmówca panienki zejdzie z pola widzenia i śmignął za nią, nawiązać kontakt przyjacielski. Trafiony.
Nikły uśmieszek wypełzł na twarz.
Klasa powoli pakuje się na sprawdzian. Zniesmaczona jakimś pustosłowiem, okularnica trzepnęła zeszytem przez łeb księżniczki. Aż echo poszło. Trafiona. Za chwilę śmieje się głupawo, nie widząc problemu. Dziewuszka z bolącą głową patrzy na nią jak zaszczute zwierzę, ale naśladuje uśmiech. Całkowicie szczerze. Bez pudła.
Dopiero teraz głowa w pełni wystaje do góry; trzeba dostrzec wszystkich, zanim umkną z pola widzenia.
Do eleganckiej podchodzi inny chłopak. Iskra w jednej chwili przemyka z oczu jej wielbiciela na jej własne. Macha dłonią na pożegnanie, odchodząc.
Chłopak stoi jeszcze chwilę pod ścianą, pozbawiony uśmiechu. Rzuca wzrokiem tu i tam. Napotyka na mnie, po czym szybciutko ucieka i pędzi do własnej sali.
Trafieni. Oboje.
Będąc w towarzystwie, blondyna wygina się w charakterystyczny sposób. Plastykowe, sztuczne gesty, mimo wszystko idealnie odzwierciedlające jej wewnętrzny stan. Chyba mogę ją zaliczyć. Kayah zarzuca nogami jak modelka, wysokie obcasy stukają o podłoże. Ile wiem, trafiłem. W głowie zakluczyła się myśl, by dowiedzieć się, jakim cudem kobiety na nich chodzą. Jest już długo po przerwie. Wstaję.
Dziewczyna w wycierowym kompleciku wybiega z klasy. Jej włosy odchylają się do tyłu, pędzi w moją stronę. Wbiega po schodach. Przez chwilę przez myśl przemyka głupi pomysł, że to…
Wpada w ramiona chłopaka. Piszczy radośnie i oplata go nogami. Bez nutki erotyki, niemal samo wysłodzone szczęście. I spojrzenie w jej oczach, takie… głębokie?
Trafiona…?
Bezczelnie zatrzymuję na nich wzrok.
– Dawid, idziesz? – dobiega głos gdzieś z boku. – Jest już po dzwonku.

„Tu do mnie! Tu do mnie!
Ruda chwyta mnie dziewczyna swymi dłońmi
I do końskiej grzywy wiąże
Szarpię grzywę – rumak rży!
Ona – co ci jest mój książę?
Szepce mi…”

Radosna para dostrzega nas dopiero teraz.
– Idę – odpowiadam.
Nie. Nie trafiona.
Zwlekam się do klasy.