Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Opowiadania

Marzenie marionetki

Chmara gołębi wzbiła się z areny i pofrunęła w górę, tworząc biały pierzasty obłok. Tuż pod kopułą cyrkowego namiotu rozpłynęła się w akompaniamencie płomiennych oklasków. Mag uśmiechnął się z satysfakcją i obrzucił całą widownię szybkim spojrzeniem. Ukłonił się lekko i dał znak, by publiczność ucichła. Ponownie musnął spojrzeniem wszystkich zebranych. Zapanowała cisza. Nawet za kulisami wszyscy, którzy czekali na swój występ, wstrzymali oddech. Zawsze gdy Mag wkraczał na arenę, cały cyrk opanowywała jakaś dziwna atmosfera. W powietrzu zaczynała iskrzyć magia, w sercach ludzi ciekawość i zarazem strach.

Mag był tu dla wszystkich autorytetem. Każdy uważał, że on zawsze ma rację i nigdy się nie myli. Był swego rodzaju wyrocznią. Gdy powie coś, to jego słowa w stu procentach się sprawdzą.
Jeżeli prawdziwe jest powiedzenie “Strach w parze idzie z szacunkiem”, to w stosunku do Maga sprawdzało się ono idealnie. Nikt nigdy nie wdawał się z nim nie tylko w kłótnię, ale nawet w dyskusję. Wszyscy starali się trzymać od niego z daleka. Magowi było to na rękę, kochał samotność i swój własny magiczny świat, gdzie był panem życia i śmierci.

Widownia śledziła uważnie każdy ruch mężczyzny. Mag strzepnął niewidzialny pył z czarnej marynarki i poprawił swoje białe rękawy wystające spod niej. Cichy szmer zachwytu ogarnął publiczność, gdy niepostrzeżenie dla nikogo z jednego z rękawów wyjął piękną czerwoną różę…  Uniósł ją, by każdy mógł ujrzeć kwiat. Następnie wyjął z drugiego małą czarną chustę i musnął nią różę, jedynie na sekundę zakrywając ją przed widzami. Gdy ludzie ponownie ją ujrzeli, róża miała błękitne płatki. Cyrk wypełnił się krzykami zachwytu i oklaskami. Mag uśmiechnął się chytrze. Czarna chusta znikła nie wiadomo kiedy. Ujął kwiat obiema rękami i schował jej kielich w dłoniach. I już po chwili publiczność ujrzała w jego rękach różę czarną. Mag podniósł ją do ust i ucałował. Tuż po muśnięciu jego warg, kwiat rozsypał się niczym popiół i upadł iskrzącym pyłem na czerwoną podłogę areny. Nagrodzony oklaskami znów skłonił się lekko na znak podziękowania. Czarna chusta ponownie ukazała się w jego dłoniach. Obrócił ją kilka razy w powietrzu i nagle, tuż spod niej wypadła mała drewniana marionetka. Był to moment oczekiwany przez każdego, nawet przez tych którzy już widzieli ten numer wielokrotnie. Mała marionetka, bez imienia, ubranka, nawet narysowanej twarzy na drewnianej główce, stała przed publicznością. Bez żadnych sznurków. Mag splótł dłonie za swymi plecami, a marionetka stała przed nim, nie trzymana przez nikogo. W cyrku zapanowała na kilka chwil cisza, by już za moment utonąć pod falą oklasków.
Gdy widzowie ochłonęli nieco z zachwytu, mężczyzna uniósł swe dłonie nad marionetką i ona zaczęła tańczyć. Mag pociągał za niewidzialne sznurki, wlewając w żyły drewnianej kukiełki życie.
Wielki cylindryczny kapelusz rzucał cień na jego twarz. Z widowni można było ujrzeć jedynie czarne lśniące włosy sięgające ramion i okalające blade policzki mężczyzny. Lecz kukiełka stała blisko niego i widziała ciepły wzrok jego brązowych oczu. Te spojrzenie było skierowane na nią. Niemal czuła na sobie jego ciepło. Zrobiłaby wszystko, czego Mag zapragnął, za najdrobniejsze muśnięcie jego wzroku.
Publiczność klaskała, zachwycała się, milkła i znów krzyczała z podziwu. A Mag i kukiełka patrzyli na siebie i zdawało się, że nie zauważają nikogo prócz siebie samych.
Przedstawienie skończyło się. Kolejny pełen sukcesu występ. Mag nigdy nie wychodził na bis, mimo że widzowie zawsze się tego domagali, klaszcząc, krzycząc i rzucając kwiaty na arenę. Mężczyzna nigdy nie podniósł ani jednego. Zawsze lekko kłaniał się i odchodził. Kiedyś dyrektor cyrku spytał go, czemu nie chce wyjść na bis i pokazać jeszcze jednej sztuczki.
–    Publiczność to ludzie, a ludzi trzeba wychowywać. Wszystkich! – odpowiedział spokojnie swym majestatycznym i zarazem cichym głosem.

W pokoju Maga panował półmrok. Meble zrobione z ciemnego hebanu i czarne chusty magika, wiszące na ścianach, nadawały pomieszczeniu mroczną atmosferę. Malutki kominek był często jedynym źródłem światła, bowiem mężczyzna kochał ciemność i prawie nigdy nie zapalał światła.
Wieczory spędzał zawsze samotnie w pokoju. Marionetka kochała te chwile. Była jedyną istotą z którą rozmawiał jak z przyjacielem. Opowiadał jej o kolejnych pomysłach na występ, o śmieszności ludzi, o swojej irytacji światem i o pogardzie dla niego. Kukiełka słuchała uważnie, zapatrzona w jego chudą twarz. Podziwiała go całą sobą i marzyła, że te wspólne wieczory będą trwały wiecznie.
Świat jednak został stworzony tak, że nic co piękne, wiecznie trwać na ziemi nie może.

Pewnego dnia na jednym z występów wydarzyło się coś, czego nikt nigdy się nie spodziewał. Mag skończył już swój popisowy numer z marionetką. Obdarzył kukiełkę swoim ciepłym spojrzeniem, a następnie spojrzał chłodno na widownię, uśmiechnął się lekko z satysfakcją, słysząc burzę oklasków i kiwnął na znak podziękowania. Jak zwykle na arenę upadło kilka kwiatów. Zadziwiające, że ludzie nie potrafili się przyzwyczaić, iż Mag nigdy ich nie podnosi. Dziś jednak miało być inaczej.
Tuż przy drewnianych nóżkach marionetki upadła piękna biała róża. Kukiełka drgnęła, gdy ujrzała rękę Maga, podnoszącą kwiat. Spojrzała na niego, lecz jego wzrok nie był skierowany na nią. Mężczyzna patrzył na kobietę, która rzuciła kwiat. Siedziała w drugim rzędzie w czarnej obcisłej bluzce i czerwonych spodniach. Miała długie proste ciemnobrązowe włosy i szare oczy, a jej uśmiech promieniał jakąś dziwną radością. Mag również się uśmiechał…

Tego wieczoru w kominku nie rozpalono ognia. Kukiełka spędziła ten wieczór samotnie. Mag wyszedł gdzieś, nic jej nie mówiąc. To była druga rzecz, którą zrobił dziś po raz pierwszy. Marionetka bała się myśleć, że tak będzie zawsze. Nie chciała, by zmieniało się cokolwiek. Kochała go takim jaki był. Samotny, kpiący ze wszystkiego co żyje i gardzący światem. Tylko z nią rozmawiał, tylko ona miała prawo przebywać w jego pokoju, tylko na nią patrzył ze szczerym ciepłem.

Na kolejnym przedstawieniu oczy Maga błądziły wciąż po widowni. Ani razu nie spojrzał na swoją kukiełkę. A ona zrozumiała, że teraz już nic nie będzie takie same.
W jej cichym życiu cyrkowego rekwizytu zapadła noc. Spędzała samotne wieczory, wpatrując się w migoczące gwiazdy, one bowiem przypominały jej czarodziejski pył Maga, w który zmieniała się czarna róża. Jedynie echo przeszłości czasem ogrzewało jej serce. Wspomnienia są skarbem, którego nikt nie zdoła nam odebrać.

Mijały dni. Zimne i samotne. Jednak nic nie trwa wiecznie i te chwile także miały się skończyć. Pewnego wieczoru, gdy Mag wrócił, nie był sam. Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów mężczyzna zapalił w swym pokoju światło, następnie zajął się kominem. W kobiecie, która przyszła razem z nim, kukiełka rozpoznała tę, która rzuciła mu niegdyś białą różę. Teraz taką samą nieznajoma trzymała w dłoniach. Uśmiechała się do mężczyzny i coś doń mówiła. Marionetka odwróciła się, nie chcąc patrzeć na gościa. Pierwszego gościa w tym pokoju.

Zapadła noc. A razem z nią niema cisza życia w drewnianym sercu marionetki. Już nie patrzyła w migoczące gwiazdy, teraz wpatrywała się w ogień kominka. Płomienne języki czule całowały drewno. Kukiełka pomyślała, że chciałaby być na ich miejscu, gdyby Mag był ogniem. I w tej samej chwili zrozumiała, że jej marzenie nigdy się nie spełni.
Kilka małych kroków drewnianych nóżek i ogień rozbłysnął z nową siłą, otulając sobą kruche drewniane ciało.

Następnego dnia nikt nie odwołał występu Maga. Przedstawienie odbyło się tak jak zawsze, tylko marionetka zmieniła się na nową. Kukiełki mają tylko jednego maga, magowie mają miliony kukiełek…

(08. 09. 2008)