Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Opowiadania

Nauka

„Nie w mieczu siła, lecz w sercu walczącego”

Las, nora wilków

W otworze nory pojawiła się głowa wilczycy. W pysku niosła kilka upolowanych ryb. Szczenięta zapiszczały z radości i rzuciły się w stronę matki. Każde chciało zdobyć jak najlepszy kawałek. Po kilku minutach nie było już żadnego śladu po posiłku. Najedzone wilczki położyły się na ziemi. Nagle coś trzasnęło nieopodal. Wilcza rodzina popatrzyła po sobie. W otworze nory pojawiła się dziewczynka. Jej czarne włosy były potargane na wszystkie strony, a niebieskie oczy patrzyły na wszystko z nieukrywaną ciekawością. Miała na sobie futro z owczej wełny. Szczeniaki natychmiast rzuciły się, witając ją i ciesząc się z jej obecności. Dziewczynka zaśmiała się. Potem razem z gromadką tarzała się w śniegu. Stara wilczyca patrzyła na to bez zdziwienia. Dziewczynka przychodziła , miała dobre serce i wilczyca wiedziała, że nie skrzywdzi jej dzieci oraz szczeniąt z reszty stada. A skoro mowa o stadzie, to powinno już być w kryjówce. Wyruszyło na łowy godzinę temu. Ryby łatwo mogła zdobyć dzięki strumieniowi płynącemu niedaleko. Aby zdobyć mięso, musiałaby oddalić się o wiele mil od kryjówki, jednak musiała zostać z małymi. Na szczęście od czego miało się stado. Dominujący samiec, bardzo rzadko zostawał z gromadką, by ona mogła wyruszyć na polowanie, by nie utraciła zwinności i talentu łowieckiego cechującego wilki. To by było straszne. Zapewne wtedy stado uznałoby, że jest zbędna i wygnałoby ją.
Dziewczynka usiadała, by otrzepać włosy. Miała na imię Suli. Dziwne są ludzkie gusta. Ona by ją nazwała inaczej. Ale dziecko to nie wilk, a i ludzie bywają okrutni. Bo jak można wyrzucić z wioski dziesięcioletnie dziecko. Gdyby mała nie spotkała watahy, pewnie umarłaby z głodu i zimna. Przynajmniej ci głupcy dali jej ciepłą odzież. Odtąd często przychodziła, gdyż nie mogła wrócić do wioski. A nawet gdyby mogła, nie miała rodziców ani przyjaciół. Jednak w w głębi serca wilczyca wiedziała – to człowiek i musi żyć z ludźmi. Kiedyś tam wróci. Dziecko od pierwszego spotkania nie bało się Łowców a oni przyjęli ją, jakby była jednym z nich. Nawet gdyby umiała polować, tylko by przeszkadzała. Ludzkie stopy zwierzyna łatwo zauważała. Nie umiała wyć, poruszała się niezgrabnie, głośno i ciągle mówiła coś po ludzku. Ale odkąd się zjawiła, miał kto zająć się szczeniakami. Młode od razu ją polubiły. Być może dlatego, że pozwalała targać się za włosy. Ludzie byli dziwni. Ale ona nie narzekała. Przynajmniej tę najważniejszą cechę mieli wspólną. Oni również trzymali się razem. We wszystkim.

„On widzi życie, ja widzę śmierć”

Wiele, wiele mil od lasu

Potężna dłoń kapitana zapukała w dębowe drzwi.
– Wejść! – rozległ się wysoki, kobiecy ton.
Człowiek wszedł do pokoju. Na pierwszy rzut oka widać było, że pokój został urządzony przez kobietę. Surowy wygląd nadany przez kamienne ściany, został złagodzony przez rozmaite dodatki. Na oknach wisiały purpurowe zasłony, wstawiono też biurko i kilka krzeseł. W ścianę wmurowano kominek, płonący teraz jasnym ogniem. Skórę niedźwiedzia rozłożono (na ziemi), a wazony z różami stały niemal wszędzie. Za biurkiem siedziała kobieta. Ubrana w fioletową suknię z czerwonymi rękawami. Włosy miała białe jak śnieg, tylko jeden kosmyk był zabarwiony na złoto. Oczy czarne jak smoła patrzyły na wszystkich przenikliwie. W tym momencie przeglądała plik kart. Gdy mężczyzna wszedł do pokoju, uniosła głowę.
– Ach, kapitanie. Proszę spocząć – wskazała krzesło naprzeciw biurka. Mężczyzna niepewny co go czeka, pokornie usiadł. Kobieta zaś oparła się wygodnie i spojrzała na niego.
– Wezwałam tu pana w pewnej sprawie – zaczęła . Otóż sądzę iż nadszedł czas na zmiany. Zbyt długo byliśmy pobłażliwi dla Łowców. Czas wytępić wszystkie wilki. Proszę powiedzieć swoim ludziom, że mają zabijać każdego wilka, jakiego napotkają. Niech chłopi się dowiedzą, że dostaną pięć sztuk srebra za martwego wilka przyniesionego do pałacu. I niech wiedzą, że magowie sprawdzą, co jest wilkiem a co nie. Człowiek przed długą chwilę milczał. Jego władczyni, nimfa światła, zwała się Tharila. Była surową osobą. Sprzeciwienie się jej rozkazom miało katastroficzne skutki. Nimfa po dłuższej chwili zastukała paznokciem w blat.
– Mam rozumieć – rzekła zniecierpliwiona – że sprzeciwia się pan rozkazom? Jeśli nie, proszę coś powiedzieć, bo marnuje pan mój czas i moją cierpliwość.
– Przepraszam, pani – rzekł. Oczywiście przekażę wszystkim twoje instrukcje. Tharila uśmiechnęła się lekko i rzekła:
– To dobrze. Teraz proszę się przygotować. O zmierzchu wyruszamy z obławą. Kapitan wstał i ukłoniwszy się, opuścił pokój. Nimfa zaś dłuższy czas siedziała rozmyślając. Zapatrzyła się w migotliwe płomienie. Następnie wstała i podeszła do szafy z klonowego drewna. Otworzyła ją. W środku znajdował się mały arsenał. Było tam kilka jej ulubionych sztyletów oraz piękny, rzeźbiony łuk. Wyjęła go i po naciągnięciu cięciwy, puściła ją. Lekki brzdęk rozległ się po komnacie. Przypomniały jej się dobre czasy, gdy polowała razem z rodziną. Z uśmiechem wyjęła również kołczan. Lotki strzał zrobiono z sowich piór, dla cichszego lotu. Powierzchnia łuku była zdobiona runami. Tylko ona wiedziała, co one oznaczają. Było tam napisane jej imię oraz zaklęcia celności i pomyślności w łowach. Uśmiechnęła się chytrze. Teraz czas, aby Łowcy stali się ofiarami. Aby to ona upolowała teraz wilka.

Słońce chyliło się ku zachodowi, zabarwiając chmury na szkarłatny kolor, jakby zostały skropione krwią. Las szykował się do snu, nieświadom niczego. Wszędzie panowała cisza. Mało kto orientował się, że to cisza przed burzą, że dzisiejszego dnia rozpocznie się sztorm, ruszy lawina zdarzeń. I trzeba będzie wielu ofiar, by się w końcu zatrzymała. A to, co zabrała miało już nigdy nie powrócić, nieodżałowane i dla niektórych stanowiące zbyt wielką stratę.

Zmierzch nadszedł być może zbyt wcześnie. Las przemierzała grupa uzbrojonych ludzi, z pochodniami i jasnowłosą kobietą na czele. Słychać było ich już z daleka. Wszystkie wilki w norze podniosły uszy, nasłuchując w niepokoju. Nimfa doszła do nory i zebrane po drodze patyki ułożyła w stosik. Następnie podpaliła i odeszła. Łowcy w przerażeniu zaczęli uciekać. Jednak szczenięta zbyt słabe by nie mogły. Widząc to, ich matka położyła się przy nich i przytuliła je do siebie. Spłonęli razem. Nagle wśród trzasków ognia rozległ się dziecięcy krzyk.
– Nie! Przestańcie! biegła ku nim dziewczynka, może dziesięcioletnia, z rozwianymi czarnymi włosami.
Żołnierze głusi na jej krzyk poczęli strzelać do wilków. Tharlia zaś wycelowała w Suli.
– Nie wtrącaj się – powiedziała zimnym głosem.
Ta jednak zignorowała to i podbiegła do niej prosząc, by przestała. Ledwo uczyniła dwa kroki, padła martwa. Z daleka rozległ się urwany skowyt. Ten widok był przerażający. Piętnaście martwych wilków, a pośrodku nich dziewczynka, jeszcze przed chwilą błagająca o litość.

Następne dni były jeszcze gorsze. Liczba Łowców  zmalała tak bardzo, że zostały tylko dwa stada po 20 wilków. Wybicie ich było zaplanowane na dziewiąty dzień łowów. Ósmego dnia Tharlia położyła się wieczorem zmęczona. Ojciec byłby z niej dumny. Tak została wychowana – zabij lub zgiń. Pogłaskała swoją córkę Lunę po włosach. Miała pięć lat i już przypominała swoją matkę. Miała białe włosy i jeden złoty kosmyk jak ona. Okryła się puchową kołdrą i zamknęła oczy.
– Tharlio, królowo, zbudź się – rozległ się głos.
Otworzyła oczy i zamarła ze strachu. Przed nią stał duch dziewczynki zabitej w lesie. Ale uśmiechał się pogodnie.
– Ty i ja to jedno – powiedziała dziewczynka.
– Nie rozumiem – nimfa pokręciła głową. Nie jestem tobą.
– Wilk czy człowiek, król czy żebrak, niczym się nie różnią. Jesteście jednym. Las to rozumie. Na wilkach po śmierci wyrasta trawa, którą jedzą sarny. To jest krąg życia. Pomagaj zamiast przeszkadzać, buduj zamiast niszczyć. Wychowano cię na zabójczynię lecz możesz to zmienić.
Wrogów zamieniaj w przyjaciół. Chodź, pokaże ci coś – wyciągnęła ku niej rękę. Kobieta chwyciła ją niepewnie. Błysnęło światło i znalazły się w lesie. Nagle pojawiła się mała dziewczynka. Słaniała się i chwiała niebezpiecznie.
– To ty? – spytała nimfa. Jaki ci na imię?
– Suli – pokiwała głową i patrzyły dalej. Dziecko upadło. Po dłuższej chwili przybiegła wilczyca. Zobaczyła dziecko i delikatnie złapała je za kaptur. Zaciągnęła do nory położyła się przy niej, ogrzewając ją.
– Uratowała mi życie. Nazywałam ją Nai, to znaczy matka. Dla mnie nią była. Ludzie mnie nie chcieli, więc przyjęły mnie one. Ruszajmy dalej.
Znów rozbłysło światło. Tym razem oglądały pierwszą egzekucję wilków. Duch poprowadził nimfę do nory, gdzie ogień zbliżał się do wilczycy i szczeniąt.
– To jest matka. Została ze swymi dziećmi, umarła z nimi. Czy ty byś tak potrafiła? – spytała towarzyszkę. Ta jednak milczała. Znów błysnęło światło. Widziała miasto ale zupełnie inne niż znała. Na ulicach panował chaos, ludzie byli przerażeni. Nagle, spośród zgiełku, wybił się dźwięk rogów. Tłum ruszył na plac egzekucyjny. Widać tam było szubienicę. Stała na niej białowłosa postać.
– To ja? – spytała Tharlia.
– Nie – powiedziało dziecko . To twoja córka.
Nimfa pobladła i rzuciła się w stronę podestu.
– Przestańcie! – wołała. Zostawcie ją!
– Oni cię nie słyszą i nie widzą. To obraz tego, do czego doprowadzą twoje działania. Ale możesz to zmienić. Uratować przyszłość twojego dziecka. Zmień siebie i swoje działania. Jeśli nie dla mnie i nie dla wilków, to dla niej. Powiedziawszy to duch zniknął, a wszystko spowiła ciemność.

Kobieta otworzyła oczy. Był ranek. Leżała w swoim łóżku. Wyskoczyła z niego i pobiegła do pokoju swej córki. Ta spała smacznie. Nimfa uśmiechnęła się i pogłaskała ją po włosach.
– Zmienię ci imię. Będziesz się nazywać Suli.

“Mimo sprytu i brawury nie zmieniajcie praw natury, a wasz pośpiech i ślepota mogą złu otworzyć wrota.”
    Kroniki Spiderwick “Pieśń Niksy”