Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Opowiadania

Prolog

Opowieść rozgrywa się w wymyślonym przeze mnie świecie Terramedius. Chętni pisać na gg, mogę udzielić dalszych informacji

 

Moje niewielkie mieszkanie było wyjątkowo skromnie urządzone. Szafka na ubrania, barek i łóżko – to wszystko, na co mogłem sobie pozwolić. Cóż, w końcu byłem jedynie nędznym detektywem, a moje śledztwa ograniczają się do tropienia niewiernych mężów i zdradzających żon. Zawsze jednak pocieszałem się, że w Ovfabulo są ludzie, którym życie upływa na marzeniach o misce strawy. Pochlebiam sobie, iż należę do tejże grupy społecznej bardzo rzadko – średnio raz na dwa tygodnie.

 

A wtedy, gdy dotknę już dna pomóc może mi tylko jedna rzecz – Garpina.

 

Ach, cóż to za wspaniała przyjaciółka! Można pisać o niej hymny, opiewać ją w psalmach, lecz nic nie zastąpi cudownej chwili, kiedy ona gości w twoim umyśle. Malutki kawałeczek grzyba halucynogennego, kieliszek mocnego alkoholu i szczypta Pagowu – tak właśnie powstaje najcudowniejsza kobieta na świecie. Skłonna wysłuchać cię, pocieszyć i rozweselić, jeżeli tylko tego pragniesz.

Garpina, Garpina, Garpina…

 

Pewnego razu, gdy z mą ukochaną toczyliśmy zażartą dysputę, czy powierzchnia stołu pod którym leżymy, jest gładka, czy chropowata, ktoś obrzygał moje ubranie.

Szalenie nie lubię tak chamskiego zachowania. Ja osobiście, gdy odczuwam, iż mój żołądek ma ochotę pokazać mi, czym go torturowałem, kulturalnie wychodzę z pomieszczenia i wymiotuję na ulicę.

Ktoś został jednak szybko ukarany. Drugi ktoś(jego szata parzyła mi oczy barwą – kolejne niegrzeczne zachowanie!) zrzucił z ławki pierwszego ktosia i spojrzał na mnie z wyraźnym obrzydzeniem. Mimo, że jego twarz była lekko rozmazana(skutek zbyt długiej konwersacji z moją przyjaciółką), poznałem go od razu(zapewne dzięki niebywałym zdolnościom detektywistycznym) – był to Xelur, jeden z najważniejszych ludzi w Ovfabulo, doradca samego Cesarza. W mej głowie jęły rodzić się pytania, czego poszukuje w podrzędnej karczmie, jednak Garpina szybko je przegoniła, uśmiechając się do czule.

– Weźcie go. – powiedział do kogoś Xelur. – Niech wytrzeźwieje, rozmowa musi poczekać do rana.

Dwie pary silnych rąk wyciągnęły mnie spod stołu. Spojrzałem na osobników, którzy w tak brutalny sposób postanowili mi przerwać dyskusję i niemal krzyknąłem ze zdumienia. To byli słudzy Wohwei, poznałem ich natychmiast! Wynieśli mnie z tawerny i razem z nimi podążyłem do Świata Bogów gdzie czekała mnie nagroda za lata spędzone na tym padole łez…

 

Wohwea jest ludzkim bogiem pieniędzy.

 

Ciąg dalszy nastąpi, jednak na razie brak czasu na przepisanie całego opowiadania na kompa. Proszę o opinie ;).