Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Opowiadania

Shalafi

Drzewa nieznacznie kołysały koronami na ciepłym i delikatnym wietrze uwięzionym w dużym ogrodzie obfitującym w różnorodną roślinność. Pod osłoną nocy, w księżycowym blasku, wszystko wydawało się przepełnione tajemnicą i magią. Ciężkie krople – blade wspomnienie po popołudniowym deszczu, spływały leniwie po kolorowych płatkach kwiatów. Soczyście zielona trawa muskała łagodnie stopy dwóch osób siedzących na sporej skale usytuowanej nad niewielkim, pełnym rechotu żab, jeziorem. Istoty zdawały się być matką i synem. Kobieta miała długie do połowy pleców, rozpuszczone i kruczoczarne włosy z białą lilią wplecioną w kosmyki nad lewym uchem. Jej kociozielone oczy spoglądały na chłopca spomiędzy gęstych rzęs. Usta miała pełne, a za nimi schowane były śnieżne i idealnie wyrzeźbione zęby. Ubrana w długą do kostek suknię wykonaną z jedwabiu barwionego na kolor kremowy. Na nią zarzuconą miała koronkową pelerynę dekorowaną wymyślnymi wzorami. Widniał tam cały wszechświat. Wydawać by się mogło, że ten ubiór żyje, że gwiazdy i planety krążą wokół siebie, a planetoidy przecinają złośliwie drogi ich wędrówek. Niewiasta trzymała chłopca za rękę i uśmiechała się do niego ciepło. Ten, wpatrzony był w niebo i uważnie przyglądał się każdemu ciału niebieskiemu. W końcu przestał podziwiać wspaniałe dzieło Stwórcy i spojrzał na swą towarzyszkę. Odwzajemnił uśmiech i przemówił piskliwym głosikiem:
– Shalafi… Powiedz mi, skąd się wzięły gwiazdy? Dlaczego jest ich tak dużo? – w jego małych oczkach zabłysły dwa wesołe ogniki.
Kobieta uśmiechnęła się jeszcze szerzej i odpowiedziała:
– Przykro mi, lecz nie potrafię odpowiedzieć na zadane przez ciebie pytanie. Istnienie gwiazd pełne jest zagadek. Ich powstanie jest równie tajemnicze, co one.
– Ale przecież mówiłaś, że stamtąd pochodzisz. Opowiadałaś, że spadłaś z niebios. – rzekł z wyrzutem Ville.
– I nie okłamałam cię. Jestem istotą pochodzącą nie z tego świata. Mój dom jest na Orionie, Szarej Przystani, gdzie każdy dzień bogaty jest w zrozumienie, miłość i optymizm. – pogłaskała chłopca po policzku, po czym dodała: – I nie smuć się… Kiedyś z pewnością dowiemy się jaki jest rodowód strażniczek nocnego światła.
Zapewnienie to wystarczyło, by młodemu mężczyźnie powrócił dawny nastrój. Spojrzał ponownie na firmament i rozkoszował się widokiem, który rozpostarty był przed jego oczami. Zachwycony wymyślnymi wzorami, jakie utworzone były przez konstelacje. Jednak jego największą uwagę przykuwała Droga Mleczna, która zawsze wydawała mu się ogromną ścieżką pośród ciemności, prowadzącą do ostatecznego zbawienia.
– Shalafi… – zaczął Ville. – A gdzie jest Orion?
– Wiedziałam, że w końcu o to zapytasz… – niewiasta westchnęła i powstała. Uniosła swoją lewą rękę tak, by czubki palców wskazywały Syriusza. – Spójrz! Widzisz drugą gwiazdę na prawo od tej, którą pokazuję?
– Tak, widzę, Matko Księżyca. – odrzekł uradowany chłopiec.
– Tam są Wrota Harbingera. Za nimi znalazłbyś mój dom.
– A czy kiedyś mógłbym tam się udać? Chciałbym zamieszkać razem z tobą, Niebiańska Artystko, byśmy mogli być razem na zawsze… Czy to jest możliwe?
Shalafi pocałowała rozmówcę w czoło i odparła:
– Myślę, że tak. Zamknij oczy, Ville.
*
Gdy otworzył oczy ujrzał wspaniały widok, jakiego jeszcze nigdy w życiu nie miał okazji podziwiać. Wszędzie wokół rozpostarty był czarny całun, który mógł napawać strachem. Jednak przy boku Shalafi, Zaręczonej z gwiezdnym światem, jak lubił ją nazywać, nie bał się niczego. Wszystkie strachy odchodziły na bok i musiały ustąpić promiennemu uśmiechowi jego towarzyszki. Ciemność nie była jedynym elementem obrazu rozpościerającego się w tym momencie przed nim. Dookoła widział mnóstwo pięknych obiektów zwanych gwiazdami, lecz nie były one tak odległe. Większość z nich była na wyciągnięcie ręki. Gdyby tylko zechciał, mógłby stanąć na powierzchni każdej strażniczki nocnego światła.
– Gdzie jesteśmy? – zapytał cicho.
– Tutaj kiedyś dorastałam… Pływałam poprzez dziewicze oceany nieba by zgłębiać tajemnice okolic Oriona. – Shalafi westchnęła. – To były piękne czasy. Byłam wtedy młoda i piękna…
– Teraz też jesteś młoda i piękna! – wtrącił Ville.
Kobieta roześmiała się.
– Dziękuję, Łowco Niebios.
– Łowco Niebios? – zdziwił się chłopiec.
– Tak. Nazwałam cię tak, ponieważ jesteś pierwszą osobą, która odwiedziła tą piękną krainę. Nikt wcześniej i zapewne niewielu w przyszłości będzie mogło podziwiać Wrota Harbingera.
Ville wypiął dumnie pierś, po czym spróbował się poruszyć. Ku jego zdziwieniu, spacer w przestworzach nie należał do najtrudniejszych rzeczy, jakie robił w swym dotychczasowym życiu. Czuł się wolny jak ptak, mógł udać się, gdzie tylko pragnął. Doświadczenie to przypominało mu pływanie w jeziorze. Spojrzał za siebie i zobaczył, że Shalafi podąża za nim. Nagle się zatrzymał i spojrzał w twarz swojej towarzyszce. Po chwili zapytał:
– Jak się tutaj znaleźliśmy? Przecież jeszcze przed chwilą byliśmy w twoim ogrodzie, a teraz, tak nagle, możemy pływać w przestworzach!
– To jest gwiezdna magia, Ville. – odpowiedziała kobieta. – Jak ona działa nie powiem tobie, gdyż już dobrze wiesz, że wszystko, co jest związane z niebem i jego dziećmi jest przykryte delikatną kołdrą tajemnicy. Musimy już wracać…
– Ale ja nie chcę! – sprzeciwił się chłopiec. – Pragnę zostać tu! Na zawsze!
– Nie możesz. Ten świat nie jest przygotowany na przyjęcie osoby z innej sfery życiowej. Mógłbyś nie zostać zaakceptowany przez resztę galaktycznego społeczeństwa. Chciałbyś tego?
– Nie…
– Zatem zamknij oczy i złóż życzenie na gwieździe…
Ville wykonał prośbę i cicho powiedział:
– Niedługo będę z tobą, moja Shalafi… Szara Przystań jest moim przeznaczeniem… Nosząc nadzieję w sercu, odnajdę drogę…
*
Ville powoli otworzył oczy i rozejrzał się wokół. Siedział na parapecie w swoim pokoju z głową opartą o szybę. Był sześcioletnim chłopcem zakochanym w gwiazdach i we wszystkim, co z nimi związane. Ubrany był w swoją piżamę z kosmicznymi pojazdami i niezbadanymi planetami. Na jednej z nich napisał niedawno czarnym markerem – „ORION”. Miał blond włosy sięgające ramion i niebieskie, ciekawe świata oczy, które uważnie śledziły otaczające go widoki. Ziewnął przeciągle i spojrzał w niebo. Podniósł rękę i wskazał Syriusza. Po policzkach pociekły mu duże, perłowe łzy.
– Druga gwiazda na prawo… – szepnął. – Wrota Harbingera… Tam jest mój dom, moje przeznaczenie… Szara Przystań… Orion…
Wysmarkał się w rękaw i kontynuował swój monolog:
– Niebiańska królowo, okryj mnie… – przełknął ślinę. – …zabierz mnie daleko od wszelkiego bólu…
Nagle poczuł w swojej głowie czyjąś obecność. Było to dla niego szokujące przeżycie, jednak uspokoił się, gdy tylko rozbrzmiał w umyśle głos. Jej głos.
“Nie płacz, Łowco Niebios. To nie czas na zmartwienia. Jestem z tobą i będę na wieki.”
– Shalafi, ja chcę się do ciebie przytulić… Poczuć ciepło twego ciała…
Usłyszał jej śmiech, gdzieś w oddali.
“Obawiam się, że to niemożliwe. Jednak może kiedyś dopłyniesz do Szarej Przystani, a ja powitam cię z rozłożonymi ramionami. I będziemy mogli wtedy być razem. Na zawsze.”
– Chcę już teraz! – załkał najciszej, jak tylko potrafił. – Nie wytrzymam bez ciebie ani chwili dłużej.
“Zatem, chodź do mnie…”
– Ale gdzie jesteś, Shalafi? Gdzie mam ciebie szukać? Czyżbyś była w swym ogrodzie?
“Chodź do mnie, Ville… Czekam na ciebie w Szarej Przystani…”
Chłopiec stanął na parapecie i otworzył zdecydowanym ruchem okno. Spojrzał w niebo i zrobił krok do przodu. Jego bosa stopa nie dotknęła niczego. Ville zamknął oczy i poczuł, jak wiatr tańczy między kosmykami jego włosów. Spadał, by w końcu zanurzyć się w ciemnych odmętach dziewiczych oceanów i móc pływać u boku Shalafi do końca dni. Jego marzenie się ziściło. Gwiazdy i wszystkie ich tajemnice mogły zostać teraz rozszyfrowane przez małego, ciekawego świata chłopca. Jeden z sekretów był już odkryty… Narodziny gwiazd…
Na niebie zabłysła nowa strażniczka nocnego światła. Jej blask docierał do Ziemi z okolic Wrót Harbingera, z Szarej Przystani, a wiatr śpiewał cicho tej nocy w uszach ludzi:
– Już jestem z tobą, moja Shalafi… Na zawsze…