Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Opowiadania

Skarby wiedzy

Nie jest to baśń, którą pisałem na konkurs… Taka nagłą inspiracja jednym z Kawernian, choć nie ma na celu go obrażać, ani nawet specjalnie naśladować.


Dawno temu w odległym królestwie Smardynii zamieszkał smok. Był on wielki na dziesięć metrów, skrzydlaty jak należy, a jego łuski były niebieskie niczym niezapominajki. Miał obyczaje po części smocze – latał po okolicy, strasząc ludzi i biorąc, co chciał i nikt nie był na tyle odważny, by go powstrzymać. No, z jednym wyjątkiem, ale o tym później.

Smok zwał się Tintox. Tym, co odróżniało go od jego pobratymców była jego siedziba. Większość smoków zbiera w swej jamie skarby takie jak złoto, diamenty i inne błyskotki, żeby się na nich wylegiwać – ten wolał księgi i zwoje, zwłaszcza magiczne. Mieszkańcy Smardynii bali się więc nie tylko jego pazurów i zębów, a także mądrości i magicznych mocy, które mógł czerpać ze swej kolekcji.

Pewnego dnia do królestwa przybył wielki wojownik, któremu na drodze stawali już i magowie, i różnego rodzaju bestie. Gdy usłyszał o Tintoxie, stwierdził, że pokonanie tego smoka to zadanie dla niego. Co prawda stosy ksiąg nie zachęcały go tak, jak zrobiłyby to złoto i szlachetne kamienie, ale w tamtych czasach zapisana wiedza była warta więcej niż dziś. Kapłani, magowie i niektórzy szlachcice odkupiliby je od wojownika stosem złota niewiele mniejszym, niż ma przeciętny smok.

Wojownik, a zwał się on Borghag, pochodził z rodu krasnoludów. Był niski, krępy, rudobrody i kochał swój ogromny topór. Borghag był prawdziwym twardzielem, potrafiącym przetrwać w dziczy, wypić tyle mocnego piwa, ile sam ważył i wychodzić z kłopotliwych sytuacji wywołanych jego niebezpiecznym stylem życia.

Udał się prosto do smoczej pieczary i wrzasnął:

– Wyłaź, jaszczuro! Nieładnie jest okradać ludzi z ich ciężko wypracowanego dobytku! Niemądrze jest być wielką, paskudną jaszczurą i gromadzić wartościowe przedmioty, gdy w okolicy jest Borghag Pogromca!

Smok akurat był w środku i odpowiedział potężnym głosem:

– Precz stąd, malutki ludziku! Jestem większy, silniejszy i władam mocami, o jakich nawet nie śniłeś!

– Widywałem już większych kozaków – odparł krasnolud, wchodząc.

Zaczęła się walka. Smok był co prawda znacznie większy, miał potężne pazury, kły i ostre łuski na końcu ogona, a jego skóra była niezwykle twarda, wojownik jednak poruszał się niezwykle szybko i zadawał ciosy w najsłabsze miejsca bestii. Po chwili okazało się, że smok w istocie nie zna żadnych czarów. Nie potrafił nawet ziać ogniem. Pojedynek skończył się w kilka minut – Tintox leżał na dnie jamy, nie mogąc się ruszyć, a Borghag zbliżał się, by go dobić.

– Czekaj! – zawołał smok resztką sił – Gdy byłem mały, inne smoki śmiały się ze mnie, bo nie umiałem ziać ogniem. Opuściłem więc smoczą ziemię i poszukałem szczęścia tutaj – słyszałem, że ludzie mają magiczną wiedzę pozwalającą na znacznie więcej, niż zianie ogniem. Zacząłem więc gromadzić ludzką wiedzę, by nauczyć się magii i pokazać innym smokom, co potrafię. Najpierw zdałem sobie sprawę, że nie znam waszego pisma, a gdy znalazłem już mędrca, który mnie go nauczył, okazało się… Zresztą, spójrz na mnie! Z moimi wielkimi, szponiastymi łapami nie mogę czytać tych ksiąg – od razu się rozrywają! Żyję więc tutaj, zrezygnowany i staram się przetrwać jak umiem…

– Aha – powiedział krasnolud i dobił smoka.