Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Opowiadania

Stróż. Stróż nocny. (2)

Część pierwsza:

https://www.kawerna.pl/biblioteka/opowiadania/1092-stro-anio

***

Co czuł? Nie pamiętał. Dlaczego chciał się pozbawić życia? Nie chciał mówić, a kiedy już zaczynał brzmiało to jakby ktoś wsadził mu w usta nie jego słowa. Zabronił wizyt znajomym, nie życzył sobie rozmów z rodziną, lekarzami. Z największym przerażeniem kazał wyjść psychiatrze. Wszyscy myśleli, że chciał się zabić, dlatego podciął sobie żyły i leżał w wannie z krwawiącym nadgarstkiem.

Tak też było, wszystko wskazywało na ten fakt, nawet własnoręcznie napisał „przepraszam” i zostawił na stole w kuchni. Kto mógł wiedzieć, że dusza samobójcy odeszła, a on sam został wepchnięty w osłabione utratą krwi ciało?

Nie mógł pozostać we własnej skórze, został zmiażdżony. Chcąc uniknąć zderzenia czołowego wjechał rozpędzonym samochodem w drzewo. Miał dopiero szesnaście lat i zdecydowanie nie chciał jeszcze umierać. Czuł ogromną ulgę dostając drugą szansę, teraz jednak ta sytuacja nie wydawała mu się wcale kolorowa. Jego anioł stróż faszerował go informacjami, których nie mógł zapamiętać, te wszystkie kłamstwa nie przychodziły mu z łatwością, nie mówiąc już o tym, że zaczynało mu się wydawać, iż zwariował i może lepiej na tym wyjdzie, jeśli szybko powie komuś o widzeniu nieistniejących osób i mieszkaniu w nie swoim ciele.

 

Kiedy jednak psychiatra przyszedł, chcąc z nim rozmawiać o tym, co się wydarzyło, bardzo bał się ujawnienia tej tajemnicy. Nie mógłby zaufać temu lekarzowi. Jego anioł stróż nosił żółty garnitur i wyglądał wyjątkowo niepoważnie, dlatego Karol odmówił „składania zeznań” i uparcie milczał, dopóki mężczyzna nie wyszedł.

– To dziwne, móc  tobą rozmawiać – odezwał się Derk, jego anioł stróż, wybudzając chłopaka z rozmyślań.

– Dlaczego nie odwiedzają mnie przyjaciele? – zapytał Karol.

– Właściwie nie masz przyjaciół… Za to koledzy z pracy przysłali bukiet kwiatów! Tylko nie można go było wnieść na salę.

Kiwnął głową. Słyszał to kolejny raz. Ponoć pracował jako stróż w magazynie, przesypiając każdą swoją zmianę.

– Jak ten człowiek mógł wytrzymywać w takiej nudzie…

– Nie mógł – odparł z uśmiechem Ten, materializując się przy nich.

– Był bardzo porządnym człowiekiem – stwierdził Derk.

– I patrz, do czego go to doprowadziło! – odparł Karol i zaśmiał się po raz pierwszy od kiedy obudził się w nowym ciele.

– Jak to jest jeść?

Chłopak westchnął. Derk ciągle zadawał mu dziwne pytania, był bardzo ciekawy jak to jest być człowiekiem, ale nie dostawał odpowiedzi. Karol nie miał z czym porównać swojego człowieczeństwa, nigdy nie był inną istotą.

Czasem anioł stróż wspominał „dawne czasy”, jakby sam był niegdyś człowiekiem, ale zapomniał jak to jest; zupełnie jak stary człowiek, którego odwiedza przybysz z miejsc pamiętanych z dzieciństwa.

– Musimy porozmawiać. Niech Karol już zaśnie – mruknął do Derka Ten.

– Robert. Zapamiętajcie obaj, że teraz Karol to Robert. Nie mieszajmy mu już w głowie. Wszyscy znają go jako Roberta, ostatni raz powtarzam! – Zdenerwował się Derk, po czym ścisnął dwa razy dłoń w pięść w chwili, gdy Karol już chciał kłócić się o to, że wcale nie chce mu się spać. Zamknął oczy i usnął w przeciągu kilku minut, na co cierpliwie czekali jego opiekunowie.

– Ty pamiętasz to… to jak byłeś człowiekiem? – zapytał Ten.

– Tak. Pewne rzeczy zaczęły mi się przypominać.

– Ja nic nie pamiętam! Nic, zupełnie, a tak bardzo chciałbym wiedzieć…

– No właśnie – przerwał mu Ten. – Jesteś jeszcze za młody, żeby pamiętać. Są powody.

– Jakie powody? Nie rozumiem, dlaczego jedni znają swoją przeszłość, a inni nie!

Derk milczał, ignorując podenerwowane spojrzenie towarzysza. Nie zamierzał odpowiedzieć na pytanie, szybko zmienił temat.

– Mo niczego się nie domyśla?

– Póki co nie.

– Jeśli się będzie domyślał, że coś jest nie tak to ty mu będziesz to wszystko tłumaczył. Ja tego nie chciałem. Ja nawet kłamać nie umiem.

– Dobra, dobra! Na razie nie martwmy się Mo…

Jakby na zawołanie zmaterializował się koło nich szef. Wyglądał lepiej, niż poprzednio, był mniej zmęczony.

– A co ty tutaj robisz? – zdziwił się, widząc Tena.

– Ja… Sam mówiłeś, żebym wykorzystał te dziewięć miesięcy na obserwowanie kogoś, kto stróżuje dłużej ode mnie. Uczę się.

– Od Derka? Gdyby tego stracił już by poleciał!

Derk spojrzał na niego z wyrzutem, ale Mo nie wzruszały takie gesty.

– O swoim szesnastolatku już zapomniałeś, co? Ech, ci młodzi…

– O, nie zapomniałem! Wierz mi, cały czas o nim myślę.

– Dlaczego więc nie ma cię na pogrzebie?

Ten poruszył bezgłośnie wargami. Owszem, cały czas intensywnie myślał o swoim podopiecznym, gdyż wiedział że jego dusza wciąż istnieje na tym świecie, zamieszkała tylko w nowym ciele. Stare ciało wcale nie zaprzątało jego umysłu; liczyły się obecne problemy.

– Teraz? – upewnił się.

Mo skinął głową. Był jego roztrzepaniem rozweselony.

– Żegnam więc – Ten posłał im uśmiech i zniknął, zostawiając Derka na pastwę losu.

Aniołowi wydawało się, że jest uważnie obserwowany przez szefa, chociaż Mo wyraźnie był wpatrzony w śpiącą na szpitalnym łóżku postać. Tacy jak Mo pewnie potrafili obserwować bez patrzenia. Im wyżsi rangą, tym mniej potrzebne było całe to udawanie szczątków ludzkości.

– Tym razem ci się udało – powiedział. W jego ustach było to pochwałą, ale Derk nie potrafił tak tego odbierać. Był przerażony tym, że prawda może wyjść na jaw, że będzie musiał wymyślać różne historie, zrzucać winę na Tena lub samemu ponieść konsekwencje, a w tej chwili najbardziej był przerażony myślą o własnym strachu, który Mo mógł zauważyć.

Zauważył.

– Nie bój się. Tym razem nie będzie konsekwencji. Udało ci się. Masz kolejną szansę.

Ten pojawił się na cmentarzu. Grupa ludzi w czerni stała przy nowym grobie. Z daleka patrzył na rodziców Karola i ich aniołów stróżów. Ojciec jakoś się trzymał, matka łkała i wyglądała, jakby wcześniej wzięła dużo leków na uspokojenie. Kiedy pojawił się koło niego Mo, Ten podszedł bliżej. Przywitał się z aniołami. Wszyscy w milczeniu obserwowali trumnę.

Rozejrzał się po twarzach licznie zgromadzonych. Rodzina, przyjaciele, cała jego klasa, nauczyciele. Wszyscy go znali, opłakiwali jego śmierć. Ten poczuł coś, co sądził, że przytrafia się tylko ludziom. Wyrzuty sumienia.

Matka zaczęła zawodzić. Mąż objął ją ramieniem i wyszeptał, że „Bóg tak chciał”.

– Nieprawda! – krzyknął Ten, ale tylko aniołowie mogli usłyszeć jego słowa. – To ja go źle pilnowałem…

– Uspokój się. Co to za dziwne emocje?!

– Niech nie mieszają do tego Boga. Gdyby On chciał, żeby chłopak umarł…

…to nie pozwoliłby mi na to, co zrobiłem…

– Chodź. Dość tego. Za mną.

Zniknęli i pojawili się w niewielkim mieszkaniu. Ten skinął głową dwóm stojącym w pokoju aniołom, oni również odpowiedzieli skinięciem.

– Od chwili poczęcia nawet tu nie zajrzałeś – powiedział Mo. – Hay spędza mnóstwo czasu z rodzicami tego dziecka. To ich powinieneś obserwować, od nich się uczyć. Nie od Derka, zrozumiano? Wiem, że jesteś młody, trudno ci wszystko rozumieć, ale chcę, żebyś się starał. Będziesz dobrym aniołem stróżem, słyszysz? Wymagam tego od ciebie!

Ten zniechęcony patrzył na aniołów. Mógł się spodziewać, że Hay pilnuje sobie ciepłej posadki, widać bardzo mu na niej zależało. Sam nie czuł potrzeby opieki nad nowym człowiekiem. Nadal miał tę „starą” duszę, którą chciał się zająć.

– Wypracuj w sobie odrobinę samodyscypliny. Nie mogę cię pilnować cały czas, pokazywać co powinieneś robić, gdzie przebywać. Nie będę cię prowadził za rączkę – skarcił go Mo.

– Och, wiem! Nie musisz, naprawdę daję sobie radę. Nie jestem takim niedojdą jak myślisz!

Mo pokręcił głową.

– Czasem trudno cię rozszyfrować. Większość aniołów skupia się na swoim zadaniu, ty cały wydajesz mi się taki… rozproszony…

– To znaczy?

– Nie ważne. Szkoda byłoby cię zmarnować.

Mo wróżył młodemu stróżowi wiele sukcesów w przyszłości. Widać było, że Ten nie potrafi przeprowadzić człowieka od punktu A do punktu B, a po skończeniu zadania zająć się nowym istnieniem. Widział w nim anioła, który ma wobec ludzi jakiś plan. Problemem była jego chaotyczność i brak zorganizowania, których musiał się będzie pozbyć, a wtedy… Wtedy bycie tylko aniołem stróżem byłoby zwykłym marnowaniem jego możliwości.

– Musisz się nauczyć, że ich życie to nie twoja zabawa. Jesteś na nich odpowiedzialny.

– Tak, tak… Mówiłeś, że jesteś ciągle zajęty – zauważył Ten beztrosko, chcąc pozbyć się natrętnego szefa.

– Mógłbym cię w każdej chwili uczynić błąkającą się duszą. Nie lubię bezczelności.

Ten wzruszył ramionami.

– To straszny los dla takich jak ty. Dusisz się już w postaci stróża, a nie każdy zostaje stróżem. Obserwuj tych ludzi i ich aniołów. To nie rada, tylko polecenie. Niedługo przestanę być dla ciebie dobry, słowo daję…

Mo rozpłynął się w powietrzu. Ten wolałby dalej rozwiązywać problem z Karolem/Robertem, zamiast siedzieć i gadać ze stróżami. Zawsze opowiadają historie swoich podopiecznych. Nie spodziewał się wielkich opowieści o tej parze. Nie chciał jednak zadzierać z Mo, ostatnio i tak miał kilka nieprzyjemności i lepiej mu było nie podpadać, jeszcze stróż nadrzędny zechce dokładniej go sprawdzać i zorientuje się o przekręcie z wepchnięciem duszy do obcego ciała?

Kiedyś się zorientuje. Ten był głęboko przekonany o tym, że pewne rzeczy prędzej czy później wychodzą na jaw. Miał tylko nadzieję na bardzo odległe później.

Dlatego też trzeba było uśpić czujność Mo. Udawać, że się stara o człowieka, który słusznie należał się Hayowi. Przeczekać. Mieć nadzieję, że Derk sam poradzi sobie z zaistniałą sytuacją.

– Mo koniecznie chce ci dać tę robotę, ja to widzę – powiedział Hay. – Nawet nie zaprzeczaj. Powiedz mi raczej: dlaczego? Myślałem i myślałem, i nie mogłem wymyślić czym można przekupić nadrzędnego.

– Nie przekupiłem go, nawet nie zależy mi tak bardzo na tym człowieku…

Hay poczekał, aż drugi anioł zostawi ich na chwilę samych. Żona jego podopiecznego właśnie wyszła z łazienki z testem ciążowym w dłoni. Małżeństwo z niecierpliwością zaczęło oczekiwać, czy nagłe przeczucie kobiety ma jakieś podstawy.

– Nie wiesz nic o swojej przeszłości, co? Kim byłeś, jak umarłeś… Nic? – zapytał Hay szeptem.

– Nic, a… ty co o tym wszystkim wiesz?

– Wiem dlaczego ty nie wiesz.

– Dlaczego?

– Za młody jesteś.

– I co z tego? Nie rozumiem, o co wam wszystkim chodzi z tą moją młodością! Powiedz mi coś!

– A co ja z tego będę miał?

– Jestem w ciąży! – krzyknęła zaskoczona kobieta, zarzucając ramiona na szyję męża.

– Oddam ci tego człowieka. Powiem Mo, że go nie chcę.

– Zgoda. O to mi właśnie chodziło. Pogadamy jak będzie świtało.

*

Świtało. Aniołowie opuszczali swoich podopiecznych i patrzyli na wschodzące słońce. Ten z pewnym trudem odszukał Derka, chociaż nigdy dotąd nie sprawiało mu to problemu. Derk stał na cmentarzu.

– Zawsze tu przychodzę, gdy mi ciężej. Tak ciężko jak teraz to jeszcze nie było. Nie wiem, jak to wytrzymam. Myślę, że Mo się w końcu dowie – powiedział Derk.

– Pewnie tak… – zgodził się Ten.

– Tutaj mnie pochowali. Nie szukaj nazwisk, to było tak dawno temu, że na moich szczątkach leży już wielu innych.

Była to zbiorowa mogiła. Spoczywali w niej księża z miejscowej parafii.

– Byłeś księdzem? – zapytał Ten.

– Zakonnikiem. Akurat tutaj dopadło mnie jakieś choróbsko i umarłem.

– Chciałbym tak cokolwiek wiedzieć… I się dowiem. Hay mi powie, tylko muszę oddać mu tego człowieka. Hay jest dobrym stróżem, będzie go pilnował lepiej ode mnie.

Derk nie słuchał uważnie, pogrążony we własnych rozmyślaniach. Może to i lepiej, że nie zwracał uwagi na Tena? Jeszcze zachciałoby mu się odwodzić go od tej myśli… Przecież faktycznie – powinien słuchać poleceń Mo i postępować drogą, którą podążali wcześniej inni aniołowie. To było właściwe, sprawdzone. Kiedyś przyjdzie taki czas, że wspomnienia z ziemskiego życia powrócą i to bez pomocy Haya.

Krótką chwilę zadumy wypełnioną jedynie szumem pobliskich drzew przerwał Derk, dzieląc się tym, co zaprzątało jego myśli.

– Widziałem nekrolog Roberta. Ktoś z jego pracy się pomylił i myślał, że go nie odratowali. Złożyli kondolencje matce Roberta Stróża, wyobrażasz sobie? On nazywa się Gawczuk, a stróżem to jest, ale nocnym. Strasznie przykre… ludzie nie interesowaliby się nim nawet po śmierci…

Ten pokiwał w milczeniu głową. Obojętność ludzi wobec Roberta nie była teraz ważna, musiał odnaleźć Haya i wreszcie z nim porozmawiać. Cierpliwość i znoszenie niewiedzy nie były jego mocną stroną. Pożegnał się z Derkiem i zniknął.