Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Opowiadania

Światełko w ciemności

“Światło jest dziwne-to ono rozprasza mroki, a jednocześnie rzuca cienie”

-Czy ty nie możesz iść szybciej?- marudziła Chaira, raz po raz zdmuchując sobie grzywkę z twarzy. Miała na sobie białą, zwiewną sukienkę, która wydymała się z tyłu przy każdym mocniejszym powiewie. Biała niczym marmur skóra stanowiła dobrą kompozycję do śnieżnych włosów z jednym złotym kosmykiem na grzywce, a spod zasłony, jaką stanowiła grzywka, patrzyły na świat jakby z kpiną, białe oczy. Sielski obrazek zakłócała jednak duża, czerwona plama z lewego boku.

-Może i jesteś aniołem, ale na pewno nie jesteś lekka. Co tam wam dają do jedzenia?- zapytał mężczyzna, który trzymał kobietę na barana. Odziany był w białą męską koszulę, brązowe skórzane spodnie i myśliwskie buty. Na głowie miał krótko obcięte, czarne włosy, a oczy jego różniły się tym od ludzkich, że miały szparki jak u kota. Nawet z tym mógłby uchodzić za człowieka, gdyby każdego, wolnego skrawka jego skóry nie porastało atramentowe futro.

-Na pewno lepsze rzeczy niż ty jesz – odcięła się anielica.

-To dlatego tak tyjecie i nie umiecie latać – zaśmiał się kotołak.

-No teraz to już… – zaczęła świetlista, lecz nim skończyła, zagrzmiał trzeci głos:

-Spokój! Choć raz nie zachowujcie się jak dzieci!- zaraz po tej kwestii z cienia wyłoniła się trzecia postać. O ile dwie poprzednie budziły zainteresowanie i zaniepokojenie, ta budziła tylko grozę. W jednej ręce trzymała nowo zapaloną pochodnię, gdyż słońce właśnie schowało się za horyzontem. Miała na sobie elegancką bluzkę, której ramiona i strojne rękawy były ciemnozielone, natomiast reszta czerwona oraz czarne, obcisłe spodnie, których nogawki włożyła w szare kozaki z wysoką cholewą. Wyglądałoby to ładnie, gdyby całe ubranie nie było wystrzępione i w kilku miejscach zakrwawione. Długie, kruczoczarne włosy miała w nieładzie, a błękitne jak ocean oczy patrzyły na towarzyszy z gniewem, pomieszanym z pewnego rodzaju obłąkaniem. Na twarzy miała kilka drobniejszych ran, jednak nie było widać, by jakoś poważniej krwawiła.

-Och, daj spokój Luces. My tylko się tak droczymy – powiedział Valente uspokajająco.

-Spróbuj podroczyć się z Cieniem, a zapewniam cię, nie wyjdziesz z tego żywy. Ile do obozu?- spytała ranną. Ta uniosła głowę ku czerniejącemu niebu, jakby nasłuchując, po czym spojrzenie swych białych oczu skierowała na towarzyszkę.

-To zaraz na końcu tej ścieżki -wskazała na drogę przed nimi. Jesteśmy już blisko.

Mężczyzna jedynie westchnął, po czym poprawiając sobie Chairę na plecach ruszył przed siebie, a tuż za nim, jak cień podążała Luces. Szli kilka chwil w ciszy, gdyż przez ten las nie przedzierał się żaden dźwięk, aż nagle las rozstąpił się, wypychając ich z milczącej strefy do drugiej, pełnej życia. Na polanie przed nimi swój obóz miała grupa szamanów. Spośród ogólnego gwaru głosów można było wyłowić wołania matek, wyganiających swe dzieci do spania czy mężczyzn omawiających przygotowania do jakiegoś rytuału. Pośrodku płonęło ognisko strzelające iskrami na wszystkie strony, a wokoło niego rozstawione były namioty, tak około dwudziestu. Jedynie jeden z nich był wyższy i większy od innych, a z jego wnętrza unosił się dym. Dopiero po chwili ludzie zorientowali się w obecności przybyszów, a gwar głosów zmienił się nagle w morze szeptów. Każdy patrzył na obcych nieufnie, z podejrzliwością. W końcu po długim milczeniu jeden z mężczyzn wstał. Ubrany był w togę uszytą z kilku zwierzęcych skór, a w ręku trzymał jesionową laskę. Włosy jego były brązowe, z pasmami siwizny, twarz zaś nie wyrażała żadnej emocji.

-Witajcie, o nieznajomi. Zawsze mile przyjmujemy przybyszów, jednak nie co dzień widzi się człowieka, anioła i kotołaka. Jaki jest cel waszej wizyty?- przemówił do nich łagodnym głosem, jednak z nutką stanowczości. Nim Chaira czy Valente zdążyli otworzyć usta, kobieta trzymająca pochodnie powiedziała:

-Przybyliśmy z ostrzeżeniem. Zbliża się Cień.

Po tych słowach zapadła głucha cisza, jakby wszyscy zniknęli z tego świata. Nagle ze wszech stron rozległy się płacz, jęki i krzyki. Przeraziła ich ta wiadomość, nawet małe dzieci wiedziały, o co chodzi. Wszystkich przeraziła perspektywa Cienia. Kotołak i anielica rzucili kobiecie złowieszcze spojrzenie, mówiące: „Czemu to zrobiłaś?”, po czym próbowali jakoś przekrzyczeć hałas, by uspokoić szamanów. Wszyscy jednak i bez tego zamilkli, gdy z dużego namiotu wyłoniła się staruszka. Widać, że była już naprawdę wiekowa, choć nikogo to nie dziwiło, gdyż od niepamiętnych czasów szamani żyli dłużej niż przeciętni ludzie, czy nawet inne rasy. Miała na sobie białą szatę, w pasie przewiązaną złotym sznurem, była więc to Najwyższa Szamanka, o której mówiło się, że ma najbliższy kontakt z samą Matką Naturą. Jej czarne oczy oprócz powagi zdradzały także iskierki wesołości.

-Ona jest przerażająca-szepnęła Luces do pozostałej dwójki.

-Przygadał kocioł garnkowi-odparł również szeptem Valente, na co kobieta rzuciła mu takie spojrzenie, od którego padłby sam zabijający wzrokiem bazyliszek. Ten tylko wyszczerzył swoje zęby w uśmiechu, a następnie ich uwaga zwróciła się na kobietę, która przemówiła bezpośrednio do nich.

-W porę przybywacie z ostrzeżeniem, jednak zaklęcie odegnania Cienia wciąż jeszcze stoi pod znakiem zapytania, gdyż nie mogę zrozumieć jego treści. Jeśli mamy go pokonać, to najlepiej wspólnie i jak najszybciej, gdyż nie zostało nam wiele czasu- odsunęła się i gestem wskazała trójce bohaterów wejście do namiotu. Zaraz rozległy się szemrania, gdyż nikt nie ufał obcym i nikt nie chciał zostawiać ich sam na sam z Szamanką. Sam przywódca spojrzał na staruszkę ze zdziwieniem, po czym zapytał ostrożnie:

-Jesteś pewna, matko? Nie możemy…

-Nie traktuj mnie jak dziecko! Umiem o siebie zadbać, a oni mogą nam tylko pomóc. Cień cały czas pochłania wszystko, więc musimy się zjednoczyć, jeżeli mamy pokonać wspólnego wroga – przerwała mu i skierowała wzrok na zaproszonych, którzy stali jak wrośnięci w ziemię. Zachęciła ich gestem i uśmiechem, więc czarnowłosa nie czekając na dalsze słowa, skierowała się do namiotu, po drodze wrzucając pochodnię do ogniska, a iskry strzeliły w górę. Za nią podążyła pozostała dwójka, rzucając ukradkowe spojrzenie na obecnych, którzy patrzyli na nich z widoczną złością w oczach.

-Musicie im wybaczyć. Ostatnimi czasy jest tu bardzo ciężko, cały czas czekaliśmy na to, kiedy Cień przybędzie w te strony, kiedy będziemy musieli stąd odejść, chociaż ucieczka jest bezsensowna, bo Cień prędzej czy później dotrze wszędzie-powiedziała Presa, siadając przed ogniskiem i mieszając w kotle, znajdującym się nad nim.

-Rozumiem-powiedzieli jednocześnie Luces i Valente.

-A ja nie. Kiedy wysyłano mnie, bym zbadała tę sprawę, nawet nie powiedziano mi, czym dokładnie jest ów Cień-stwierdziła z nutą oskarżenia anielica, na co staruszka tylko się uśmiechnęła, a następnie pokazała im, by usiedli naprzeciw niej. Kotołak zdjął Charę z pleców i położył ją na ziemi, po czym usiadł obok niej. Druga z kobiet stała chwilę i usiadła powoli, cały czas zachowując ostrożność. Szamanka sięgnęła do torby nieopodal niej, wyjęła gliniane naczynie i podała je białowłosej.

-Posmaruj tym ranę – powiedziała, a następnie nalała do trzech drewnianych misek potrawkę z kotła i razem z drewnianymi łyżkami podała całej trójce.

-Mimo że niektórzy z nas wiedzą, czym jest Cień, pozwólcie, że opowiem wam całą jego historię. Od zarania dziejów, parający się magią dzielą się na dwie grupy. Jedna z nich wykorzystywała tę siłę do pomagania innym, naturze, czy też po prostu dla własnej wygody, jednak z umiarem. Pozostali chcieli mieć moc dla rozkazywania innym, niszczenia wszystkiego, a niektórzy mieli i nadal mają ambicję władzy nad światem. Pewnego razu czarnoksiężnik Leren zapragnął większej mocy. Rzucił więc jedno z tych zapomnianych zaklęć, które odnalazł dopiero po wielu latach. Zaklęcie owo polegało na tym, że osoba, która je rzuciła, może pochłonąć energię życiową żywych istot, przez co zwiększy swoją moc. Chciał takim sposobem wzmocnić siebie, a przy okazji pozbawić mocy swoich potencjalnych przeciwników. Problem był w tym, że Leren nie miał wystarczająco dużo doświadczenia, by dobrze wykonać tak skomplikowany czar, więc zaklęcie udało się tylko częściowo. Czarnoksiężnik zmienił swoją formę w czarną mgłę, zwaną Cieniem, gdyż szybciej porusza się w nocy i światło go spowalnia. Spowalnia, jednak nie zatrzymuje. Z początku Leren był bardzo słaby, więc pierwszymi ofiarami były jego rośliny i zwierzęta w domostwie, jednak cały czas nie miał na tyle sił, by opuścić domostwo. Dopiero, gdy ktoś wszedł do jego mieszkania, zapewne z jakimś interesie do niego i gdy Cień go pochłonął, nabrał na tyle sił, by nocą opuścić swoje mieszkanie. I tak rozpoczęła się lawina ofiar i to trwa już do dziś. Dużo Cień już pochłonął i niewiele czasu zostało nam i reszcie naszego świata. Jednak ja też mam księgę, w której spisano równie stare zaklęcia. Jedno jest na wezwanie istoty zwanej Luxianem, która ma odpędzić Cienia. Jest formuła, którą trzeba wypowiedzieć, jednak ingrediencji, których potrzeba do wykonania tego czaru, nie do końca rozumiem. Prócz długiej listy ziół, jest jeszcze dopisek: „Niech najjaśniejsze ze świateł odda się, by wezwać Luxiana, spal więc jego cząstkę, reszta dokona się sama”. Nie do końca rozumiem, więc może wy macie jakieś pomysły?- tym pytaniem Najwyższa zakończyła swą wypowiedź, zerkając po kolei na całą trójkę. Chaira i Valente, siedzieli z opróżnionymi miskami i zamyślonym wzrokiem, natomiast Luces otworzyła szeroko oczy i tak mocno ścisnęła łyżkę, że ta rozpadła się w jej dłoni na kawałki. Nagle chrupnęło i wszyscy skierowali swój wzrok na czarnowłosą, która pobladła na twarzy.

-Wszystko w porządku?- spytała zaniepokojonym głosem anielica.

-Czyli, że ja…mam poświęcić swoje życie?- wydobyło się z ust pobladłej.

Dwoje pozostałych podróżników spojrzało po sobie ze zdziwieniem. Nigdy nie widzieli, by ich towarzyszka tak się zachowywała.

-Skąd pomysł, że akurat chodzi o ciebie?- spytała łagodnie Szamanka.

-Najjaśniejsze światło…każde życie można porównać do światła. Luces znaczy światło. Urodziłam się w dniu, gdy słońce nie zaszło, a następnej nocy księżyc miał kolor złoty. Wszyscy mówili, że to znak – oddech jej się powoli wyrównywał, twarz powróciła do naturalnego koloru.

Teraz wszyscy zrozumieli, a staruszka spojrzała na czarnowłosą całkowicie poważnie, po czym bardzo wolno stwierdziła:

-To twoja decyzja, nie nasza. Ty musisz się zdecydować, czy poświęcisz się, zwracając byt wszystkim pochłoniętym i tym, których to dopiero czeka, czy też wolisz zostać pochłonięta, w oczekiwaniu na koniec w strachu i bez żadnej nadziei. My nie możemy niczego od ciebie wymagać, to twój wybór-stwierdziła Najwyższa, bez cienia wyrzutu czy przymusu w głosie. Błękitnooka odwróciła głowę, w zamyśleniu. Myślała o wszystkim, co wydarzyło się dotychczas w jej życiu. O tym, jak pierwszy raz złapała rybę, jak woda cudownie muska, jak wspaniale się pływa, jak pierwszy raz przybrała ludzki kształt, jak pierwszy raz zdecydowała się pójść do miasta i napić się alkoholu, jak poznała Walentego, dowiedziała się o Cieniu, spotkała podczas ucieczki Chairę i jak teraz dotarli do obozu. Miała poświęcić swoje życie, bo tego wymagali inni, bo oni chcieli żyć. Problem był w tym, że ona też chciała żyć, choćby miała zostać wchłonięta, nie chciała jeszcze teraz odchodzić. Wtedy mogłaby pożegnać się z najbliższymi i razem z nimi oczekiwać na nieuniknione, a to nie było możliwe, gdyż znajdowała się wśród obcych, większości z nich nie znała, anielica po wykonaniu zadania będzie mogła wrócić, a kotołak zawsze bardziej kochał lasy i zapewne wróci do swojej ojczyzny. Nie wiadomo też, co się stanie z jej ciałem. Czy rozpadłoby się w pył, czy zniknęłoby, czy zostałoby na ziemi. Co by z nią zrobili, gdyby jednak zostało? Spaliliby ją, czy może co innego? Miała im powiedzieć, że wolałaby być pochowana w wodzie? Zresztą nie była gotowa, by umrzeć. Nie teraz, jest za młoda. Czy nie ma zaklęcia, by Cień jakoś opóźnić? Wątpliwe, inaczej już by je rzucili, a nie słyszała, by coś się zmieniło. Odwróciła głowę i spojrzała na nich z powagą.

-Ja…nie mogę.

Cała czwórka wyszła z namiotu, po czym Szamanka skierowała się do innego z mieszkań, by poinstruować swą uczennicę, co ma przygotować do jej powrotu. Luces przystała na pomysł, by kobieta zebrała potrzebne zioła i spróbowała inkantacji ze wszystkimi obecnymi. Chaira i Valente naradzali się cicho między sobą, a na całej polanie dawało się wyczuć napięcie-każdy był ciekaw, jak potoczyła się rozmowa w namiocie, lecz nikt nie miał odwagi o to spytać. Po dłuższej chwili oczekiwania, wróciła staruszka, a za nią dreptała jasnowłosa dziewczynka z blond loczkami i orzechowymi oczyma. Zatrzymała swoje spojrzenie na białowłosej i podeszła do niej bez cienia strachu.

-Jesteś aniołem?- spytała.

-Tak- odpowiedziała nieco zaskoczona kobieta.

-Więc umiesz się przenosić? – kontynuowała pytania uczennica.

-I tak i nie- tym razem w tonie odpowiedzi był nuta rozdrażnienia.

-Możesz to wyjaśnić?- kolejne pytanie padło z ust dziewki, lecz nim zdążyła coś powiedzieć, odezwał się Valente.

-Anioły umieją latać, jednak Chaira zaraz po przybyciu tu z misją została zaatakowana przez część Cienia. Zdążył on zabrać jej aurę, dzięki czemu może się przenosić i byłby ją całą wchłonął, gdybyśmy ja i Luces nie przyszli jej z pomocą.

Blondwłosej widocznie wystarczyło takie tłumaczenie, bo weszła do największego namiotu, by przygotować odpowiednie rzeczy na powrót Najwyższej. Ta spojrzała najpierw na kotołaka, potem na drugą z kobiet.

-Czy któreś z was mogłoby mnie przetransportować do Ogrodu Najwyższej? To trochę daleko stąd, a ja nie mam już tak dużo sił, by przejść drogę tam i z powrotem i jest całkiem ciemno. Trzeba cały czas iść na wschód- poprosiła. Mężczyzna zerknął na podróżniczkę, a ta kiwnęła głową, po czym odwróciła się, by staruszka mogła wejść jej na barana. Zgromadzeni zaczęli coś szeptać między sobą, gdyż powszechnie wiadomo było, że kotołaki są szybsze od ludzi i lepiej widzą w ciemności jednak wystarczyło jedno spojrzenie przywódcy i wszyscy umilkli. Luces czekała, aż jej nowa towarzyszka podróży usadowi się wygodnie, po czym z ponadprzeciętną prędkością wybiegła  z polany, kierując się we wcześniej wskazanym kierunku. Presa wydawała się zaskoczona.

-Nie jesteś człowiekiem, prawda?- spytała tak jak pyta ktoś, kto chciał się tylko upewnić. Zapytana milczała chwilę

-Nie domyśliłaś się tego tylko po tym, że bardzo szybko biegam- to było bardziej stwierdzenie, niż pytanie, ale mimo to nie przeszkadzało to odpowiedzieć kobiecie, tak jak odpowiadają dzieci.

-Odpowiedz na moje pytanie, to ja odpowiem na twoje-uśmiechnęła się przy tym, jednak tego niosąca nie zauważyła.

-Nie, nie jestem człowiekiem. Jestem syreną-odpowiedziała po dłuższej chwili.

-A ja czytam w myślach. Taka mała sztuczka szamańska, chodź nie wszyscy szamani to potrafią. Z tego co słyszałam, masz wiele wątpliwości, jednak wiedz, że każdy Luxian jest czystym dobrem i twoja śmierć nie będzie bolesna, ani twe poświęcenie nie pójdzie w zapomnienie -odpowiedziała spokojnie, jednak nie doczekała się odpowiedzi. Syrena całą pozostałą drogę milczała.

-Dziękuje ci. Nie wykorzystałabym cię, gdybym mogła sobie pozwolić na dłuższe spacery, jednak mam już trochę lat. Pyzatym, jest już noc i mogłabym się potknąć i zabić i nikt by mnie nie znalazł- powiedziała, schodząc jej z pleców i stanęła na ziemi, po czym obie rozejrzały się w około. Była to kolejna polana, jednak po środku rosło sześć potężnych drzew, tworzących naturalną altanę. Przez zielone listowie prześwitywały pojedyncze promyki drzew, sprawiając, że to miejsce nie było tak zacienione. W środku, w kształcie spirali posadzone były rozmaite zioła, wykorzystywane przez szamanów do różnych obrzędów. Staruszka weszła w tą spiralę, co jakiś czas pochylając się i wąchając, czy ścina odpowiednie zioło. W pewnym momencie obejrzała się na stojącą i zapytała

-Skąd nagle tyle wątpliwości, co do śmierci?

-Może nie co do śmierci, tylko do tego, co po niej jest-padła odpowiedź.

-Bez obrazy, ale nie za bardzo wiem, co masz na myśli, a w głowie masz chaos, z którego trudno cokolwiek wyłowić-stwierdziła spokojnie Szamanka.

-Myślę o tym, co robiłam za życia. Wychowano mnie, jako złą, bo taka jest moja rasa. Kazano mi nie mieć litości, zabijać, by przeżyć czy by nie pomagać innym. Więc postępowałam tak, jak mnie nauczono. Potem jednak poznałam dobro, jednak ja wolałam postępować tak jak wcześniej. Tylko dlatego, że było mi łatwiej. I teraz sobie myślę, że gdybym się zmieniła, może po śmierci nie czekałby mnie niebyt, tylko coś lepszego- zakończyła swój wywód błękitnooka. Szamanka, która w tym czasie zebrała to, co potrzebowała, schowała to do skórzanego woreczka i powiesiła na szyi. Następnie długo patrzyła w jej kierunku.

-Chcę, żebyś wymówiła ze swoimi towarzyszami zaklęcie. Wiesz dlaczego? Bo każda istota ma w sobie cząstkę magii i cząstkę dobra. Nigdy nie jest za późno na poprawę.

Luces pokiwała głową, chociaż potrzebowała trochę czasu na przemyślenie.

-Czas wracać-powiedziała Szamanka, znów wchodząc na plecy syreny. Ta pokiwała głową, po czym z tą samą szybkością ruszyła w drogę powrotną. Przebiegała ona spokojnie, gdy nagle obie poczuły zimny dreszcz na plecach. Luces obejrzała się za siebie i ujrzała potężną, ciemną mgłę zasłaniająca kawałek lasu. W jednej chwili z całej masy odłączył się jeden fragment, po czym z niesamowitą szybkością ruszył ku towarzyszkom. Czarnowłosa przyśpieszyła znacznie, klucząc pomiędzy drzewami i nie zważając na gałęzie, które smagały ją po twarzy z całą mocą. Staruszka wtuliła twarz w jej plecy i jedynie mocniej złapała się ramion błękitnookiej. Mimo tego przyśpieszenia Cień nadal je gonił. Co więcej, podzielił się na jeszcze mniejsze części, które zaczerpnąwszy siły z drzew, zwiększyły się i dołączyły do głównego, który stał się trzy razy większy. Nagle chwycił on Najwyższą za nadgarstek, a ta, przewidując co za chwile nastąpi, zerwała woreczek z szyi i wcisnęła go w rękę syrenie i zdążyła powiedzieć

-Ratuj ich- nim zdążyła powiedzieć coś więcej, pochłonął ją Cień. Luces próbowała ją jeszcze jakoś złapać za rękę i pociągnąć, jednak nie skupiła się na drodze i potknąwszy się o korzeń, poleciała do przodu i upadła na twarz, w krąg światła rzucanego przez duże ognisko. Czarna mgła jakby się wahała, jednak wolała się połączyć z resztą. Syrena usłyszała jeszcze wołanie anielicy i poczuła, jak ją podnosi.

-Luces, zaatakował nas Cień! Gdzie jest Szamanka?- krzyknęła, a w jej głosie było słychać, że powstrzymuje się od płaczu. Ta spojrzała na jej twarz i zmarszczyła brwi.

-Powiedz mi czy wszyscy są cali?- spytała, patrząc jej w oczy, które szkliły się łzami.

-On…pochłonął…Valentego. Gdzie Szamanka?!- powtórzyła pytanie, potrząsając czarnowłosą. Ta spojrzała na nią oczami szeroko otwartymi, po czym powiedziała urywanie.

-Ona…on…ją…pochłonął.

Dziewczynka pomachała ręką, by rozwiać dym, który unosił się nad wywarem z ziół. Na szczęście w książce był przepis, jak przyrządzić zioła, które zebrała staruszka, a z zapewnień dziewki i całkiem miłego zapachu, wnioskowali, że wszystko się udało. Jednak, gdy dojechała do notatki zmarszczyła brwi.

-Teraz są dwa problemy. Pierwszy, to taki, że nikt z nas obecnych nie ma na tyle mocy, by wypowiedzieć bezpiecznie to zaklęcie, a drugi, że nie rozumiem notatki o świetle. Macie pomysły?- spojrzała na anielicę i syrenę, które siedziały wraz z nią w namiocie. Anielica spojrzała spode łba na syrenę, ta jednak nie zmieniła wyrazu twarzy tylko powiedziała spokojnie.

-Mam na to rady. Kiedy rozmawiałam z Presą, powiedziała, że każda istota ma w sobie cząstkę magii, jedni mniej, drudzy więcej. Więc może jeżeli wszyscy wypowiemy czar, uda nami się. Zaś co do notatki, to rzecz  jest prosta. Przed rzuceniem czaru trzeba wrzucić mój kosmyk do ogniska, potem resztę zostawcie mnie.

Spojrzenie białowłosej zmieniło się z oskarżycielskiego na zdumione, jednak młoda Szamanka potarła brodę w zamyśleniu.

-Może się udać. Poproście, żeby wszyscy tu przyszli po kolei, będę im dawać wywar-podała nóż Luces, a ta zdecydowanym ruchem obcięła pęk czarnych włosów i podała wszystko dziewce, po czym wyszła z namiotu, prosząc wszystkich napotkanych, by ustawili się w kolejkę do namiotu. Minuty minęły niemiłosiernie wolno i wydawało się, że minęły wieki, nim ostatnia osoba wyszła z namiotu i stanęła przy ognisku. Teraz blondwłosa podała naczynie dwóm kobietą, najpierw samej upijając łyk. Gdy tylko syrena przełknęła gorzki napar, pouczyła, że ktoś lub coś ją otacza. Słyszała głosy, dużo głosów. Nie mogła usłyszeć dokładnie, co mówią, ale słyszała pojedyncze słowa. Wyszła z namiotu w towarzystwie Chairy i drugiej Najwyższej. Słyszała szepty: „zła”, „umrzesz”, „zapomnienie”, „samotność”, „nic”. Chwyciła za rękę dwie swoje towarzyszki i razem stanęły w kręgu. Szamanka na chwilę odłączyła się, by wrzucić kosmyk do ogniska i do syreny dotarł niemiły zapach palonych włosów. Wszyscy stanęli, milcząc przez chwilę, a po chwili dziewka zaczęła inkantacje zaklęcia i po chwili wszyscy dołączyli do niej.

-Światło z Cieniem wygrywa

Noc przed Rankiem ucieka

Oddaj, co Cień nam zabrał

I przywróć mu kształt człowieka

Płomienie ogniska ni stąd ni zowąd strzeliły w górę, wysoko ponad korony drzew i utrzymywały się tak przez chwilę, a potem promień światła odłączył się i poleciał ku białemu niebu. „Jaki piękny” zdążyła pomyśleć Luces, zanim pochłonęła ją ciemność

Cztery osoby stały przed niewielkim jeziorkiem w lesie. Dwoje z nich, Valente i Presa zostali objęci troskliwą opieką po powrocie z niebytu. Chaira była owianą srebrzystą aurą, która cały czas się poruszała, a czwartą osobą był przywódca. Wszyscy patrzyli na leżącą na wodzie, niby na trawie czarnowłosą. Została uczesana i umyta, po czym położono ją na wodzie, a co najdziwniejsze, nie zatonęła. Twarz jej była spokojna, oczy zamknięte, a jej długie, czarne włosy rozsypały się w wachlarz.

-Myślicie, że z tego wyjdzie?- spytała anielica

-Nie wiadomo. Przecież śpi- odpowiedział Kotołak, wciąż jeszcze trochę nerwowy.

-Nie martwcie się. Będziemy przy niej czuwać i pilnować. Zawszę będziemy mieli szacunek do Najjaśniejszego Światła- powiedziała Presa, uśmiechając się. Valente i Chaira spojrzały po sobie i pokiwali głowami.

-Na nas już czas. Postaramy się ją odwiedzać, co jakiś czas-powiedziała i zamknęła oczy, a po chwili zmieniła się w srebrny pył, który rozwiał wiatr, a mężczyzna zniknął w lesie. Pozostała dwójka chwilę stała nad brzegiem jeziora, po czym wróciła na tętniącą życiem polanę.