Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Opowiadania

Tchnienie Zemsty

 Niniejszy tekst powstał w odpowiedzi na konkurs efantastyki, o którym notabene dowiedziałem się tu, na kawernie. Skusiła mnie sama forma, określona jako “miniatura” (4 tys znaków). Zważywszy na moje czasowe możliwości, był to dla mnie wygodny warunek, by wykazać się pomysłowością. Żeby tą domniemaną pomysłowość jednak dostrzec (lub nie) koniecznie jest, jak wierzę, przytoczenie poniższej.. hmm.. ‘zasady/tematu’ konkursu;]

” Pewnego dnia zauważasz, że choć budzisz się w swoim ciele, to jednak wygląda ono nieco inaczej. Masz gęste futro, ostre kły i długie pazury… Nie czarujmy się, odkrywasz, że jesteś wilkołakiem.”

 Pierwsze, co pomyślałem, to: “ale nikt nie mówi, że jestem człowiekiem… prawda?”

 Aha, i jeszcze jedno… Nie zwracajcie uwagi na użycie słowa “tchnienie”. Cóż, chyba mi się słowo po prostu spodobało:P

 

 

TCHNIENIE ZEMSTY

Czas pełni, to nasz czas – czas wilków. Księżyc, oko Boga Watayah, Boga wszystkich wilków – nawet tych pożałowania godnych, zdeklasowanych ras udomowionych przez człowieka, w niczym już nas nieprzypominających – objawia się nam w swym całym majestacie, błyszczący jak klejnot, i przesyła energię tym, w których Watayah znajdzie upodobanie. Kochałem spojrzenia Watayah’y. Noce pełni były magiczne i potrafiły sprawić cuda. Bóg, w swym zachwycie i podziwie, zesłać mógł wówczas wybrańcowi spełnienie nawet najśmielszego marzenia, jakie tliło się w jego płucach*. Gdy wilk wył zatem swą Prośbę ku księżycowi, oko Watayah’y przypatrywało się jego Tchnieniu**, by orzec, na co zasługuje.
Trzy noce temu, podczas przebudzenia się Watayah’y, gdy stanąłem na Wzniesieniu Upadłej Prośby***, przemierzywszy uprzednio bez wytchnienia cały las, a potem przepłynąwszy rzekę Umnę, następnie pokonawszy długość gruzłowatej, czarnej równiny, zwanej Pastwiskami Ludzi, i na koniec obiegłszy szerokim łukiem gniazdo tychże parszywych kreatur, z moich płuc popłynęła najbardziej śmiała Prośba, jaką kiedykolwiek zawarłem w rytualnym wyciu. Nie miałem wtedy w sobie nawet w połowie tyle wiary w to, że Watayah mnie wysłucha, jak mam jej teraz, że wysłuchałby każdego, kogo Tchnienie zabarwia żądza zemsty – uczucie, które, jak zrozumiałem później, wilki od pokoleń uczą się wypierać nie bez powodu. Ten niczym niewyjaśniony przesąd, wprowadzający zwyczaj nie popadania w zemstę, musiał nosić w sobie jakąś wielką tajemnicę… a ja musiałem przeżyć, co przeżyłem, by to orzec; odkrywając zarazem, co dokładnie kryła ów tajemnica…
Stało się bowiem – Watayah wysłuchał mnie i następna noc pełni zmieniła moje życie nie do poznania. Otworzyłem powieki, gdy Watayah otwierał na oścież swoją, i doznałem szoku. Moje ciało się zmutowało! Podczas snu moje kości wydłużyły się i zmieniły kształt, a mięśnie nabrały wielokrotnie większej masy i siły. Sierść urosła i wyszlachetniała, nabierając lśniącego wyrazu; kły i pysk spotężniały niesamowicie i nie było już nikogo wśród żyjących na świecie wilków, kto mógłby dorównać mi rozmiarami szczęk. Poza wzrostem w wielkości i masie, otrzymałem ponadto w posiadanie miażdżącą siłę niezapomnianego mitu o hybrydzie z pradawnych dziejów, gdy wilcze demony żyły wśród nas, na Ziemi, w fizycznych, przerażających formach. Bestie te siały postrach i zniszczenie wśród Pradawnych. Należy wspomnieć, iż cechą, która najgłośniejszą nutą brzmiała w tych przekazach starych dziejów, było podobieństwo owych wilków-demonów do człowieka, istoty, której wilki bały się i zarazem gardziły nią za jej niedojrzałe podejście do życia i natury… oraz za jej odrażający wygląd. A nosiły one nazwę: Wilkołaki.
Obudziłem się zatem wilkołakiem i nie trzeba było dwóch sekund, bym zorientował się, że moja Prośba została wysłuchana. W swym wyciu do księżyca prosiłem o siłę i możności pokonania obecnego watażki, Menhira. Mój ojciec był wcześniej przywódcą stada, a ten zdradziecki bydlak wyzwał go na pojedynek o stanowisko, stając się jego zabójcą… a moim wrogiem. Po tym, jak Bóg przemienił mnie w wilkołaka, miałem wystarczająco siły, by zmieść cały legion jemu podobnych.
Pokonałem Menhira i jego truchło obłażą teraz muchy w korycie wyschłego strumyka lasu, gdzie go zostawiłem. Cała wataha zaś ozwała mnie swoim przywódcą i nowym bożyszczem, któremu zamierzają oddawać cześć i energię trwogi.
Jednak dziś, budząc się rano w Grocie****, doznałem jeszcze większego szoku, niż poprzedniej nocy. Watayah musiał pokarać mnie za pychę, jaka we mnie wyrosła, gdyż, pozbawiony poczucia czci do jego osoby, zrównałem się z nim w swym aroganckim sercu. Teraz już nigdy nie wyjdę z cienia Groty i prędzej umrę tu z głodu, niźli pokażę się komukolwiek z watahy. Każdy wzgardziłby mną, a i niechybnie próbował rozszarpać na strzępy, gdyby dowiedział się, że, po postaci Wilkołaka, Watayah postanowił zmienić mnie w człowieka…
Teraz już wiem, dlaczego u wilków nie ma miejsca na takie stany Tchnienia, jak zemsta.

SŁOWNIK:

*Wilki wierzą, że to w płucach mieszka Tchnienie**; z każdym oddechem zmienia się i wzbogaca, a także zmienia „barwę” – obecną wartość, stan, określane przez emocje.
** Wilcze określenie duszy.
*** Znane z legend wzgórze na zachód od Lasu Obdrapanych Pni. Wzniesienie Upadłej Prośby było miejscem, w którym „upadła” Prośba słynnego watażki, Ramzesa. Legenda mówi, że Ramzes poprosił o rzecz, która stała się ostatecznie jego zgubą i przyczyną śmierci; wzgórze natomiast obdarzone zostało odtąd dwuznaczną sławą.
****Grotą określało się każdą norę, legowisko lub właśnie grotę skalną, w której luksusach spać mógł tylko przywódca stada.