Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Opowiadania

Tomik bajek Czarownicy – O impulsywności i gorącym sercu

 O impulsywności i gorącym sercu

Dziś, Cyrpis, jest dobry dzień na snucie opowieści. Siadaj tu, przy mnie, pomożesz mi obierać czosnek. I opowiem ci o wilku. Wiele ich w życiu widziałaś, ale takiego nigdy, i pewnie nie zobaczysz, bo pochodził z rasy będącej dziś na wymarciu.
Od reszty wilczych ras różni się ona tym, że jej przedstawiciele potrafią przewidywać. Umieją działać, jakby świadomie układając taktykę, niczym leśny generał, tylko bez oddziału piechurów.
Tacy łowcy wolą żyć w pojedynkę, nie wchodzić sobie nawzajem w drogę, bo pomoc watahy raczej nie jest im potrzebna, a towarzystwo mogłoby przeszkadzać. Wadery spotykało się z małymi, wyjątkowo.

Jeden z takich właśnie wilków pewnego razu długo był głodny. Wiele dni nic nie miał w pysku, aż tu nadarzyła się świetna okazja na polowanie: wypatrzył na zawietrznej ruch trójki ludzi. Nie obawiał się ich.
Dla osobników jego niezwykłej rasy stworzenia nieznanych rodzajów stanowią nie straszak, ale przedmiot równie interesujący, jak każdy inny dookoła. Jak wszystko, może się okazać niebezpieczny albo przydatny.
A ten już ludzi widywał. Potrafili rzucać przedmiotami. Potrafili poruszać się na grzbietach koni. Potrafili dowodzić psami. Nie umieli dobrze walczyć zębami ani pazurami, ale uznał na sobie właściwy sposób, że umieją myśleć tak, jak on. I porozumiewać się między sobą łatwiej, niż inne stworzenia. To wszystko sprawiało, że na rodzaj jedzenia, jakim byli, należało trochę bardziej niż na pozostałe uważać.
Kiedy wiatr zmienił kierunek, przyniósł wilkowi wraz z zapachem mnóstwo nowych informacji. Nie ma psów. Dwie samice. Samiec. Młody. One – szczenięta. Długo idą w lesie, więc zmęczone. To prawda, mógł wyczuć to wszystko.
Ostrożnie zbliżył się do nich tak, żeby nie wyczuli go żadnym ze zmysłów. Dostrzegł na grzbiecie najstarszego garb, który dało się zdejmować. Kiedyś widział taki sam. Z tego też wystawały opierzone na końcach patyki. Da się takimi mocno i daleko rzucać. Samiec trzymał łapą długi zakrzywiony kij, którego końce ściągał do siebie naprężony promień. Wyrzutnia. Ludzkie szczenięta powłóczyły kończynami. Bardzo zmęczone.
Teraz cię zaskoczę, Cypris, nie zgadłabyś, jak postąpił wilk.
Już wszystko obmyślił. Wystarczy mu jedno z nich, żeby się nasycić, jedno młode. Skoro pozwoli samcowi zabrać drugie i odejść, ten nie będzie miał powodu, by go atakować. 
Swoją drogą, zaskoczyło go, że to nie samica chroni szczenięta, ale to było poza jego zainteresowaniami. Stanął przed nimi, jakby dawał do zrozumienia, że za przejście tą z leśnych dróg pobiera opłatę.
Zresztą, spójrzmy na to przez chwilę zupełnie oczami chłopaka. Osiemnastoletni, prowadzi kochane małe siostry przez las do najbliższej wioski. Dobrze strzela z łuku, sprawny fizycznie, bez lęku nie raz pomagał starszym w polowaniach, czy kiedy tylko jego strzały mogły się przydać. Teraz to on potrzebuje pomocy, ale jest zdany na siebie.
Ludzie rzadko pamiętają zaciągnięte długi wdzięczności, gdy przychodzi okazja by je spłacić. Posłano go w drogę, piechotą do wujostwa. Po niedawnej śmierci rodziców,nie jeden chciał zawłaszczyć prawa do ich niewielkiego majątku, lecz nikomu w głowie było brać na wychowanie dodatkowe dzieci, jakby własnych nie wystarczało.
Chłopak mógłby się postawić, zostać z rodzeństwem w swoim domu, poradziłby sobie. Ale wpadł w gniew przez to jak ich traktowano, odkąd zostali sierotami, więc okrzyknięto go awanturnikiem. To go tylko bardziej rozsierdziło. Bez zwłoki, bez zastanowienia, zabrał siostry w drogę, do pozostałej im jeszcze rodziny, z dala od tych, których dotąd miał za przyjaciół.
Wciąż jeszcze czuł złość, gdy po godzinach marszu, wilk zastąpił mu drogę. Dziewczynki zamarły przerażone, on bez wahania sięgnął po strzałę, ale zwierzę już powaliło go na ziemię. Zasłonił rękami szyję, pewien, że za chwilę będzie szarpany zębami, ale nic się nie stało. Wilk cofnął się na wcześniejszą pozycję, usiadł spokojnie i wzrokiem wskazał małe.
Pomyślałaś, że faktycznie mógł kąsać, prawda? Mógł. Każdy przeciętny wilk by tak zrobił. Jednak ten, znów po swojemu, uznał, że bardzo się narazi, jeśli coś mu się nie powiedzie i zostanie raniony, a tego sobie nie życzył.
Zdumiony młodzieniec wstał, nie spuszczając napastnika z oczu. Ten kiwnął łbem, wskazując kolejno na każde z dzieci. “Które z nich mi oddasz?”
One nic nie rozumiały, kuliły się i tuliły do siebie, drżąc. Patrzyły szeroko rozwartymi oczami to na brata, to na wilka, a ten ostatni czuł ich strach.
Jeszcze coś o ludziach – zawsze mają o sobie bardzo wysokie mniemanie, poza nielicznymi wyjątkami; żaden, nawet ci wyjątkowi, nigdy nie pomyślał o sobie jak o czyimś potencjalnym posiłku.
Chłopak właśnie zaczynał pojmować, że wilk w ten sposób ich postrzega. Zrozumiał, że nie zdoła użyć broni. I że wilk najwyraźniej, z niewyjaśnionych przyczyn, narobił sobie specjalnego smaku na najmłodsze mięso.
Wyszedł na przód, zasłaniając sobą dzieci, odrzucił od siebie daleko w bok łuk i kołczan…
Widzę po twojej minie, Cyprycjado, że nie pojmujesz, dlaczego tak postąpił. Pozwolę ci więc zajrzeć w tę głowę, kąpaną w gorącej wodzie.
“Skoroś taki rozumny, że dajesz mi znaki, zrozumiesz i to” – myślał.
“Zjedz mnie, a je zostaw. To ja tu jestem najmniej wart. Nie mogę decydować, którą ci oddać, one obie muszą przeżyć. Nie wybiorę między nimi. W dodatku to ostatnie dziewczęta, na nich wygasa nasz ród. Mnie zjedz!”
Postąpił krok na przód, nie zważając na ich płacz. Serce tłukło mu się w piersi, nie mógł zebrać myśli. Tak bardzo kochał siostry, nie wyobrażał sobie, by mógł patrzeć, jak wilk rozszarpuje jedną z nich.
Wilk początkowo zdawał się także nie rozumieć. Chciał obejść się bez walki, w zamian puszczając wolno jedno małe z samcem. To znakomity układ z korzyściami dla obu stron. Tymczasem okazało się, że największy człowiek nie tylko siebie nie chce już bronić, ale młodych także nie.
I wilk czekał niewzruszony – chciał mieć pewność, że to nie podstęp. Warknął groźnie.
Chłopak padł przed nim na kolana i zdarł kołnierz koszuli, ukazując gardło. Krzyknął szaleńczo na siostry – “Uciekajcie!!”, one poderwały się do niezdarnego biegu.
Łowca dostrzegł ich ruch kątem oka, skupiony na celu przed sobą. Tego nie rozumiał już zupełnie. Nikt by chyba nie przypuszczał, że uda się im zbiec, jednak próbowały. Normalne szczenięta garnęłyby się do opiekuna.
Głód przypomniał mu o sobie, zatem nie zwlekając dłużej, przegryzł nadstawione gardło, dając tym wreszcie wytchnienie skołatanemu sercu młodzieńca. 
Byłby głupi, gdyby pozwolił innym drapieżcom upolować dwie małe, a wilki nie bywają głupie. Nie mógłby co prawda, objeść wszystkich tych wspaniałych zdobyczy na raz, ale umiał zadbać o krótkoterminowe zapasy. Dopadł niedaleko zbiegłe młode, zabił je również i tak zapewnił sobie pożywienie na najbliższe dni. 
Więcej nigdy nie pertraktował już z ludźmi.
Widzisz, córko, kochające serce to nie słaby punkt, którego trzeba się wstydzić, albo próbować w sobie stłamsić. Gdyby tak było, nie miałabym dzieci. Przestroga dotyczy czego innego. Jeśliby ten chłopak, pożarty przez wilka, potrafił kiedyś wybierać mądrzej i mniej zapalczywie, to by mu któraś z sióstr pewnie jeszcze dała dziedziczkę nazwiska. Czy to ważne, która?