Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Opowiadania

Upadek Idei

Tragiczna Komedia w Jednym Akcie, czyli:

„Upadek Idei”

Występują:
Prof. Bączyński
Piekielny Piotruś
Serafin
Sylwester
Szewczyk Dratewka
Baran – należał do reżysera i trzeba było go gdzieś obsadzić
Książę
Skryba
Idea
AKT I

Scena 1.

Serafin:
Upadła.

Prof. Bączyński:
Opadła.

Serafin:
Słucham?

Prof. Bączyński:
Kurtyna. Opadła. One tak właśnie postępują.

Piekielny Piotruś:
(kiwa głową)

Publiczność:
(również kiwa głowami)

Serafin:
Nie! Idea upadła, sylwestrowa idea. Sylwester nie może być smutny, musi być wesoły. Bawcie się.

Piekielny Piotruś:
(patrzy na prof. Bączyńskiego, zupełnie nie wiedząc jak się zabrać do zabawy)

Prof. Bączyński:
(poprawiając czapkę i szalik, próbując ochronić się przed dotkliwym mrozem)
Brak nam odpowiednich warunków, zresztą kto powiedział, że trzeba być wesołym? My bynajmniej nie zamierzamy, o nie.

Piekielny Piotruś:
(buntowniczo)
A co!

Serafin:
A pstro! Spójrzcie tylko na ten obraz nędzy i rozpaczy, właśnie nadchodzi.

(Na scenę wychodzi zgarbiony, niechlujnie ubrany mężczyzna. W jednej ręce trzyma butelkę z oranżadą, a w drugiej chusteczkę, w którą hałaśliwie wydmuchuje nos. Oczy ma podkrążone i zaczerwienione)

Serafin:
Z przyj… Bez przyjemności, niestety, przedstawiam wam Sylwestra.

Prof. Bączyński i Piekielny Piotruś:
(kłaniając się grzecznie)
Dobry wieczór.

Sylwester:
Jaki tam dobry. Idea mi upadła.

Piekielny Piotruś:
Zupełnie nie rozumiem.

Serafin:
Sylwester jest pogrążony w głębokiej depresji, gdyż jak co roku umówił się z Ideą, aby wspólnie świętować zakończenie roku. Ta jednak potknęła się i upadła, łamiąc obcas. Zawstydzona uciekła i nikt nie wie, gdzie się podziewa. Teraz nasz Sylwester chodzi przygnębiony i upija się napojami gazowanymi, przez co cały świat czuje się przygnębiony.

Piekielny Piotruś:
Już myślałem, że rozumiem, ale chyba jednak nadal nie…

Prof. Bączyński:
Z tego, co usłyszałem, mogę wnioskować, że pan Sylwester jest po prostu duchem nastroju sylwestrowego, a przez brak panny Idei nikt nie może dobrze bawić się dzisiejszego wieczoru.

Serafin:
Dokładnie. Ludzie najzwyczajniej w świecie mają poczucie zmarnowania kolejnego roku. Idea jest niezbędną towarzyszką Sylwestra – dzięki niej powstają postanowienia noworoczne, wiara, że przyszły rok będzie lepszy.

Sylwester:
(wydmuchuje ponownie nos i załamany siada na podłodze)

Prof. Bączyński:
Czyli trzeba jak najszybciej ją odnaleźć! W naszych rękach los przyszłego roku!

Sylwester:
Gdzie mogła uciec moja Idea? Nie mam pojęcia… Upadła, zniknęła. Nie wiem, nie wiem…
(rozpoczyna się monolog, choć może nie tak słynny jak Hamletowski)
Uciekła Idea.
I wcale jej nie ma.
Cóż poczniesz człowiecze,
sam na tym świecie?
Gdzie jesteś, Ideo,
Pani myśli szlachetnej?
Bez ciebie przy boku
dzień wygląda szpetniej.
(kładzie na dłoni butelkę z oranżadą i wyciąga przed siebie na długość ramienia)
Pić – albo nie pić,
oto jest pytanie.
Co innego może przynieść ukojenie
niewidocznej ranie?
Sam jestem – sam.

Piekielny Piotruś:
Pam-bam-bam-bam-bam-bam.

Sylwester:
(kontynuuje niezrażony)
Pić mi tylko zostaje.
Bąbelkowa woda
na krótką chwilę
niech radości doda.
Dokąd ucieka kobieta?
Kobietą nie jestem…
Skąd więc mam to wiedzieć,
będąc zawsze Sylwestrem?

Prof. Bączyński:
(po dłuższej chwili zastanowienia)
Chyba mam pomysł!

(Wszyscy schodzą ze sceny)

Scena 2.

Prof. Bączyński:
Czy to tutaj?

Serafin:
Tak, jest wyraźnie napisane „Szewczyk Dratewka”.

Sylwester:
Oczywiście! Gdzie indziej mogłaby się udać kobieta ze złamanym obcasem!

Piekielny Piotruś:
(patrząc na spadający śnieg)
Wchodźmy do środka, jest piekielnie zimno. Przynieśliśmy tu ze sobą zimę, w środek lata!

(Wchodzą do pokoju pogrążonego w mroku. Młody mężczyzna siedzi przy niewielkim stoliku, oświetlonym przez świecę. Szewczyk Dratewka zszywa barana i nie zauważa przybycia gości)

Serafin:
(chrząka, próbując zwrócić na siebie uwagę)

Szewczyk Dratewka:
(budzi się z transu zszywania barana)
Tak? Czymś mogę służyć?
(do siebie)
Mogę? Nie mogę! Przecież jestem zajęty.
(do gości)
Jestem zajęty, niezwykle zajęty. Proszę przyjść później.

Prof. Bączyński:
My tylko z jednym pytaniem.

Sylwester:
To bardzo ważne.

Szewczyk Dratewka:
(wzdycha bezradnie)
Mówcie, ale pozwólcie, że nie będę sobie przerywał.

Prof. Bączyński:
Może ja powiem. Sprawa jest delikatna, ponieważ chodzi o kobietę. Chcielibyśmy się dowiedzieć, czy tu była…

Szewczyk Dratewka:
Była, nie ma. Skończyła…

Piekielny Piotruś:
Ze sobą?

Szewczyk Dratewka:
…się. Jak nitka mogła skończyć ze sobą?! Słucham uważnie, proszę kontynuować.

Prof. Bączyński:
Więc kobieta ta złamała obcas i pomyśleliśmy, że pierwszym  miejscem do którego się uda, będzie pracownia szewca.

Szewczyk Dratewka:
Baran!

Prof. Bączyński:
(zdenerwowany)
Wypraszam sobie! Jestem…
(puchnie z dumy, aż trzeszczą szwy koszuli, a guziki kamizelki chciałyby wyskoczyć w eter)
…profesorem.

Szewczyk Dratewka:
Miała być owca. Mam same owce, więc nie wiem, czyj to baran. Pewnie krewny reżysera. Ale jak ta kobieta wyglądała?

Wszyscy:
(patrzą na Sylwestra)

Sylwester:
(rozanielony)
Pięknie! Ona jest przepiękna!

Szewczyk Dratewka:
To nie tutejsza, wierzcie mi.

Serafin:
Śmierdzi mi tu jakimś piekielnym tworem…

Piekielny Piotruś:
(kopie Serafina w łydkę)
Jeśli już to pachnie!

Serafin:
(sycząc z bólu)
Chciałem powiedzieć siarką! Nie czujecie?

Szewczyk Dratewka:
Możliwe, że to siarka śmierdzi siarką. W końcu baran jest nią wypchany. Wyobraźcie sobie siedzę w mojej pracowni, reperuję buty, a tu nagle taka idea mi przyszła do głowy! Jak zabić smoka, żarłoka, przez którego już w mieście żadnych ładnych dziewczyn nie ma? Wziąłem nóż i powiedziałem sobie: trzeba iść i ubić Gadzinę.

Piekielny Piotruś:
(mdleje z przerażenia, nie wytrzymując napięcia)

Prof. Bączyński:
Z nożem na smoka? Głupi człowieku…

Szewczyk Dratewka:
Gadzina to moja owca! Teraz patrzę – a tu nie ubiłem Gadziny, tylko jakiegoś barana.

Sylwester:
(odwracając się gwałtownie i przerywając pasjonującą wypowiedź Szewczyka Dratewki)
Bucik!

Wszyscy:
(patrzą na wskazane miejsce, gdzie spoczywa niewielki, damski but ze złamanym obcasem)

Sylwester:
Jak ją teraz znajdę?

Serafin:
(spoglądając znacząco na zegarek)
Najlepiej szybko. Musimy zdążyć przed północą.

Prof. Bączyński:
To mi nasuwa kolejną myśl.

Scena 3.

(Sala zamkowa. Na parkiecie tańczą liczne pary, wszyscy są bardzo bogato ubrani)

Piekielny Piotruś:
Gdzie jesteśmy teraz?

Prof. Bączyński:
W bajce o Kopciuszku.

Piekielny Piotruś:
Dlaczego akurat tutaj?

Prof. Bączyński:
Tutejszy książę szukał Kopciuszka, mając tylko jej bucik. Znalazł – ma wprawę – pomoże nam.

Serafin:
Książę? Książę!

Książę:
(łaskawie skinął dłonią, pozwalając gościom podejść do tronu)
Bijcie pokłony.

Piekielny Piotruś:
(skromnie)
Ależ nie trzeba.

Książę:
Jeszcze nie było tak smutnego sylwestra.

Serafin:
My właśnie w tej sprawie. Da się to jeszcze uratować i w tym celu potrzebujemy książęcej porady.

Książę:
Czego dotyczy ta porada?

Sylwester:
Bucika.

Książę:
Dobrze jest, kiedy nie uciska.

Prof. Bączyński:
Nie, nie o to chodzi!

Książę:
Porada jest cenna. Miałem kiedyś odcisk, to wiem. Skrybo, podejdź.

Skryba:
Tak, panie?

Książę:
Zapisz nową myśl, do mojej księgi złotych myśli: „Buciki cisnąć wcale nie mogą, inaczej bąble przepełniają trwogą”.

Skryba:
Zapisane.

Serafin:
Drogi Książę! Mamy bucik, należący do pewnej damy, której szukamy. Mamy bucik – i tylko tyle, a czas na poszukiwania – do północy.

Książę:
(wzdryga się)
Miałem tak samo. Dam wam dobrą radę: znacznie cenniejszą niż cała księga moich myśli. Nie szukajcie! Nie warto!

Sylwester:
(jest tak oburzony, że pociąga z butelki z oranżadą i nic nie mówi)

Serafin:
To nie rozwiązuje naszych problemów. Ten pan jest zakochany.
(wskazuje na Sylwestra)

Książę:
Niestety!

Sylwester:
Nie wiem dlaczego „niestety”.

Prof. Bączyński:
Miłość to piękne uczucie.

Piekielny Piotruś:
Ponoć.

Serafin:
Oczekujemy konkretów. Jak najszybciej ją odnaleźć, konsekwencjami tego czynu niech się Książę nie martwi.

Prof. Bączyński:
Oto but.
(gasną wszystkie światła, włączony pozostaje jeden reflektor skierowany na dłoń profesora Bączyńskiego, w której znajduje się but)

(Następuje długa cisza, podczas której publiczność ma czas na rozważania na temat sensu egzystencji i ponowne przemyślenie listy jutrzejszych zakupów)

(Światła ponownie oświetlają całą scenę ukazując nieruchome postacie wpatrzone w stojącego na środku profesora Bączyńskiego)

(Za kulisami słychać tajemniczy hałas, po czym nagle zza kurtyny wygląda Hermenegilda)

Hermenegilda:
(ciągnąc za sobą strażaka)
Uciekamy!

(Przebiegają przez scenę. Po chwili wszyscy budzą się z osłupienia)

Książę:
(teatralnym szeptem)
Zbliżcie się!

Wszyscy:
(Zbliżają się)

Książę:
(Dalej szeptem)
Kobieta zawsze wraca na miejsce przestępstwa!
(po chwili dodaje, widząc znaczący brak reakcji słuchaczy)
Wiem co mówię. Kopciuszek zwolniła całą służbę, teraz siedzi w kuchni i gotuje, zmywa, lub planuje wiosenne porządki. Widuję ją tylko, gdy przynosi mi posiłki, albo gdy zakradnę się do kuchni. I czy to przystoi księżniczce…?

Prof. Bączyński:
Z pewnością nie. My tymczasem musimy wracać. Żegnaj, książę.

Sylwester:
Wracać? Gdzie wracać? Nigdzie nie wracam bez mojej Idei!

Prof. Bączyński:
Na miejsce przestępstwa, oczywiście. To znaczy tam, gdzie złamał się obcas.

Scena 4.

Scena: ulica w śnieżnej zamieci.
Czas: sylwestrowy.

Prof. Bączyński:
(szybko łapie się latarni, bo nadal jest wichura)

Sylwester:
(rozglądając się niecierpliwie dookoła)
Czy ktoś ją widzi?

Serafin:
Nie, ale mam nadzieję, że szybko się odnajdzie. Skrzydła mi wilgotnieją od tego śniegu, a znając historię Ikara wiemy, że nie służy to dobrze lataniu.

Prof. Bączyński:
Na dziś wystarczy nam jeden fatalny upadek.

Sylwester:
(krzyczy)
Ideo! Ideo!

Idea:
(wyłaniając się z mroku)
Spóźniłeś się! Wstydź się!

Sylwester:
(z szerokim uśmiechem)
Ach, bardzo się wstydzę.

Piekielny Piotruś:
Ale przecież to pani uciekła!

Idea:
Nonsens! Powinien na mnie czekać! Mężczyźni…Na co tak patrzysz?! Mam bose stopy, zrób coś z tym!

Sylwester:
(biorąc Ideę na ręce)
Jak ona ślicznie krzyczy.

Idea:
Żebyś mi się poprawił w przyszłym roku!

(Wszyscy patrzą na nich bez śladu zrozumienia. Nagle ogarnia ich chęć oddalenia się i dobrej zabawy, co też szybko czynią. Na scenie stoją tylko Sylwester i Idea, ale ponieważ się nie odzywają, zniecierpliwiona kurtyna opada)

K O N I E C