Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Opowiadania

Zabójcze natchnienie

   Pistolet wypalił a w umyśle Jarka przemknęła niczym kula przez jego mózg, cała ta pieprzona historia.

 

   Kursor nerwowo migał na ekranie komputera. Zdecydowanie zaczynało mu się już nudzić. Mrugał tak do Jarka już od dwóch godzin. Ten jednak nie był w stanie nawet rozpocząć swojej nowej powieści. Wódka nie pomagała. Jej stężenie we krwi pisarza już dawno minęło stan oświecenia i teraz niebezpiecznie zbliżało się do stanu utraty przytomności. Jarek nie bardzo wzruszony faktem, że prawie nie widzi już klawiatury postanowił porzucić na dzisiaj próby pisarskie i zalać się w trupa.

 

Po kilku nieudanych próbach złapał za butelkę wódki. Było w niej już tylko pół kieliszka. Zdesperowany zaczął wykręcać butelkę we wszystkie strony aby wycisnąć choćby jeszcze jedna kroplę. Nie udało się. Nie miał już w domu żadnego alkoholu o dolnej granicy 37% a znał dobrze starą pradawną, zasadę dzięki której nie jeden alkoholik wychodził obronną ręka z pijatyki; Nie schodzić procentami w dół. Postanowił więc wyskoczyć na miasto. Nie wychodził z domu jakieś dwa tygodnie więc stwierdził, że dobrze mu to zrobi. Może znajdzie gdzieś natchnienie, może spotka jakąś muzę. Zadzwonił do Michała. Michał był jego starym kumplem, jeszcze z czasów dzieciństwa. Oboje lubili wspominać jak za młodu razem szabrowali ogrody sąsiadów. Nie raz spuszczali wpierdol zawadiakom na wiejskich festynach i podrywali panienki na dyskotekach. Niezapomniane prywatki Pawła który razem z Radkiem robił najlepsze imprezy we wsi. Tęsknił za wsią. Tam żyło się spokojniej. W prawdzie trzeba było wszędzie dojeżdżać ale miało to swój urok. Tak, wtedy było zdecydowanie lepiej. Był wolny, jeździł na stopa. Chodził na koncerty i tańczył pogo pod sceną. Chociaż miał dopiero dwadzieścia siedem lat, poczuł się strasznie staro. Opadł na fotel.

 

 

   Odpłynął w świat wspomnień. Myślami wrócił do tak ukochanych przez małe dziecko Cychr. Może nie była to piękna miejscowość. Ale odkąd pamiętał była bardziej małym miasteczkiem niż typową wiochą. Ciągnęła się przez jakieś cztery kilometry wzdłuż i kilometr wszerz . Nie było tam typowych gospodarstw. No może poza dwóm, trzem. W wiosce Był tylko jeden koń. Jarek przypomniał sobie jak będąc mały czepiał się za tył wozu i chował pod spodem aby pijany właściciel go nie spostrzegł i nie pochlastał batem. Przypomniał sobie, że miał kiedyś stodołę. Skakali tam z belek przy dachu na siano. Raz przez przypadek ktoś ją podpalił chowając się tam z papierosem. Chłopcy zadeptali wtedy ogień i poszli grać w piłkę. Po chwili z dziur w dachy zaczęły wydobywać się czarne kłęby dymu. Weszli na górę i spostrzegli ogień sięgający dachu i powoli trawiący belki. Ależ to był ekscytujący widok. Szybko pobiegli po wąż ogrodowy i jakoś uratowali stodołę pozostawiając po sobie kilka dziur w podłodze i okopcone belki. Rozległo się pukanie. Jarek zdziwił się , ponieważ w tym wspomnieniu nie było pukania. Ockną się. Pukanie dobiegało z drugiej strony drzwi. Nie pewnie podniósł się z siedziska i poszybował w stronę drzwi. Otworzył je na oścież witając gościa szczerym uśmiechem.
– Siema chopaku – wybełkotał – lecim na balet. Michał poczekał aż gospodarz upora się z zamkiem w drzwiach.
– Skurwysyn zabezpieczony – zaśmiał się i gdyby nie ściana poległ by na posadce.

    Kumple stanęli przed wejściem do klubu „Scorpion”. W drzwiach zatrzymał ich barczysty ochroniarz o lśniącej łysinie.
– Ty. Wypierdalaj. Żuli nie wpuszczam. – Jarek poczuł niemiły uścisk na jego barku.
– Kolego dałbyś spokój, dupa go wystawiła. – zmyślił na poczekaniu Michał.
– No dobra, chociaż ja bym najpierw skurwiela ukatrupił – odpowiedział kafar. Weszli do środka. Sala dudniła od tłustego basu i ostrego bitu wydobywającego się z głośników. Jarek od razu uderzył w stronę baru. Michał powędrował za nim.
– Dwie kolejki – krzyknął do barmana. Barman wyciągną dwa kieliszki i polał do nich wódki. Potem była druga kolejka. Trzecia na pewno też, ale jej już nie pamiętał. Chłopaki rozkręcili się na tyle, że bez oporów wpłynęli na parkiet wywijając rękoma w górze. Tego wieczora Jarek widział jeszcze wiele dziewczyn. Jeszcze więcej wódki. A na końcu miał prawdopodobnie bliskie spotkanie z sedesem i czyjąś pięścią. Robił coś jeszcze ale tego już nie pamiętał.

   Ocknął się w swoim łóżku, był w niekompletnym stroju, jaki miał na sobie wczorajszego wieczora. Brakowało głównie spodni. Spróbował się podnieść lecz jego głowa nie pozwalała mu na nagłą zmianę pułapu. Poleżał jeszcze kilka minut. W końcu wstał i chwiejnym krokiem udał się do kuchni. Na kanapie w salonie spał Michał. Wszedł do kuchni. Z lodówki wyciągną dwie butelki piwa. Jedną otworzył o kant kuchenki. Wlał w siebie duszkiem jej zawartość. Znów otworzył lodówkę i wyjął kolejną butelkę.
– Gdzie są kluczyki od czołgu!?! – krzyknął do Michała, wchodząc do salonu.
– Nie wiem, Paweł miał – mruknął przez sen i obrócił się twarzą w dół. Jarek przyłożył mu zimna butelkę do karku. Michał wystrzelił jak oparzony bełkocząc coś pod nosem. Otworzył oczy i zobaczył piwo. Potem podniósł głowę i zobaczył Jarka. Podziękował za piwo i poczłapał do łazienki. Jarek opadł na fotel. Na stoliku zobaczył kilka zabazgranych kartek. Było na nich jego pismo. Trochę bardziej niewyraźne niż zwykle ale jego. Przejrzał je szybko. Było to jakieś opowiadanie. Były w nim skarby, przygody i piraci.
Po przeszukaniu całego mieszkania w poszukiwaniu wszystkich stron powieści, Jarek był już prawie pewien – było dobre. Dopasowywanie tekstu w odpowiedniej kolejności zajęło mu tydzień, kolejne dwa przepisywanie i nanoszenie poprawek. W końcu z drukarki wyszła strona końcowa. Jarek wsadził wszystkie kartki do koperty i udał się na pocztę.
Minęło półtorej miesiąca. Jarka obudził telefon. Dzwonili z wydawnictwa do którego nadesłał maszynopis. Chcieli go wydać. Jarek nie mógł się opanować z radości. Nieoczekiwanie jego książka stała się bestsellerem i miała nawet zostać przetłumaczona na język angielski, niemiecki i rosyjski. Jarek mógł sobie teraz pozwolić na błogie opieprzanie się i imprezy z Michałem.

   Po jednej z takich imprez ocknął się jak zawsze bez spodni w swoim łóżku. Udał się do kuchni po piwo. W salonie nie było nikogo. Zdziwił się, bo Michał nigdy nie budził się szybciej od niego. Wszedł do kuchni i wziął piwo. Wrócił do salonu z butelką w ręku. Na fotelu siedział pirat. Jarek przywitał się z nim grzecznie po czym jego umysł stwierdził, że to nie jest normalne aby kapitan pirackiego okrętu siedział w jego salonie. Zamknął oczy, wlał w siebie zawartość butelki. Otworzył oczy. Pirata nie było w fotelu. Jarek odetchnął, wrócił do kuchni aby odstawić pustą butelkę  i wziąć pełną. Wszedł do salonu. Nikogo w nim nie było. Włączył telewizor, chciał już siadać w fotelu kiedy zobaczył, że jakiś mężczyzna o niezbyt przyjemnym wyrazie twarzy, czarnej jak węgiel kosmatej brodzie i stroju pirackiego herszta. Znów zamknął oczy i wchłoną kolejną dawkę alkoholu. Otworzył oczy. Zobaczył czarną plamę. Jego mózg zauważył, że pięć centymetrów od niego znajduje się lufa pistoletu. Jarek zaniemówił. Butelka wyleciała mu z ręki i poturlała się pod szafkę. Dziwny nieznajomy oddalił lufę od głowy pisarza. Uśmiechną się eksponując swoje żółto-czarne zęby – Zdradziłeś wszystkim gdzie schowałem skarb – skrzywił się pirat – czas umierać szczurze. Pistolet wypalił a w umyśle Jarka przemknęła niczym kula przez jego mózg, cała ta pieprzona historia.

    Poczuł przeszywające zimno na karku. Otworzył oczy i zobaczył piwo. Podniósł głowę do góry i zobaczył Michała. Podziękował za piwo po czym stwierdził, że rzuca pisarstwo i musi sobie znaleźć normalną pracę.