Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: cRPG

Dragon Age Inkwizycja – recenzja!

Dla zapalonego RPG-owca, fana takich kultowych produkcji jak Baldur’s Gate czy Planescape Torment seria Dragon Age była szansą na powrót do tamtych czasów i przeżycie podobnych wrażeń. Była, bo jej druga odsłona wszystko zaprzepaściła. Teraz BioWare w DA: Inquisition próbuje odzyskać serca fanów. Czy z powodzeniem? Zapraszamy do recenzji autorstwa Tomasza Popielarczyka.

 

Na BioWare ciąży ogromna presja napędzana przez starych wyjadaczy wspominających z sentymentem Wrota Baldura. Ale z drugiej strony znajdują się nowicjusze dopiero zaczynający przygodę z komputerowymi RPG-ami lub patrzący na nie przez pryzmat najnowszych hitów. Trzeba zaspokoich potrzeby jednych i drugich. Czy trzecia część Dragon Age właśnie to robi?

Fabularnie Inkwizycja jest mocno powiązana z poprzedniczkami, co może trochę zrazić nowych graczy. Ci powinni przygotować się na dużo czytania, bo w odnajdywanych w trakcie zabawy listach, księgach i zwojach kryje się cały kontekst, który dla wyjadaczy serii będzie pewnie stanowił jedynie ciekawostkę. Ogólnie całość ciągle krąży wokół wojny magów i templariuszy w mitycznej krainie Thedas. Specjalnie zwołane w tym celu konklawe kończy się eksplozją, która zabija wszystkich uczestników i skutkuje pojawieniem się w losowych miejscach wyłomów, z których wychodzą demony. Jedynym z ocalałych jest nasz główny bohater, który najpierw zostaje oskarżony o zorganizowanie zamachu, by krótko potem stanąć na czele tytułowej inkwizycji, organizacji mającej zaprowadzić pokój na świecie i rozprawić się z demonami. Słowem, jak zwykle ratujemy świat i bierzemy udział w epickiej przygodzie.

dragon2

Ile jest RPG-a w RPG-u?

Dobrą komputerową grę fabularną stanowi jednak nie tylko epicka fabuła, ale również (a może przede wszystkim) mechanika rozgrywki. A na tę składa się m.in. proces tworzenia postaci. W Dragon Age III nie jest on szczególnie rozbudowany i szczerze mówiąc rozczarowuje. Wszystko sprowadza się bowiem do wyboru jednej z czterech ras (człowieka, elfa, krasnoluda lub przypominającego minotaura qunari) oraz profesji – wojownika, łotrzyka lub maga. Atrybuty? Umiejętności? Zapomnijcie. Zamiast tego możecie sobie dostosować twarz postaci na milion sposobów, bo dostarczony edytor jest naprawdę potężny.

Potem nie wygląda to wcale lepiej. BioWare nie starało się tworzyć na siłę rozbudowanej mechaniki i postawiło na dotychczas stosowane rozwiązania. I tak oto każda z postaci otrzymała cztery (krasnoludy trzy) drzewka rozwoju uzależnione od jej profesji. Z każdym awansem na kolejny poziom przyznajemy jeden punkt na wybraną zdolność. Część jest aktywna, a pozostałe działają pasywnie. Te pierwsze aktywujemy w trakcie walki za pomocą przycisku lub skrótu klawiszowego. W identyczny sposób będziemy rozwijać naszych kompanów, a w razie potrzeby za pomocą specjalnego amuletu dostępnego u kupców zresetujemy wszystkie punkty i wypróbujemy innych schematów. Sęk w tym, że na ogół nie warto, bo jedynie mag ma na tyle interesujące drzewka, by nimi eksperymentować.

Fakt, nasze postacie charakteryzują dziesiątki współczynników, ale na mamy na nie znikomy wpływ, który w sumie sprowadza się jedynie do przyodziania odpowiedniego, magicznego ekwipunku. Ten trochę ratuje sytuację, bo przedmiotów jest sporo, a dodatkowo możemy na nie wpływać za pomocą ciekawego systemu craftingu, na który składa się nie tylko tworzenie nowych elementów ekwipunku, ale też wymiana poszczególnych komponentów, z których się składają.

 

Bardziej MMO niż RPG

Rozgrywka przebiega w sposób typowy dla wielu poprzednich tytułów BioWare. Otrzymujemy zatem do dyspozycji rozległą mapę, po której rozrzucono lokacje. Każda z nich to natomiast rozległa (w tym przypadku wręcz rekordowo rozległa) przestrzeń, po której rozsiano główne oraz zróżnicowane poboczne zadania. Na te drugie przede wszystkim składa się zamykanie szczelin, z których wychodzą demony, a także zakładanie obozów zwiększających punkty władzy inkwizycji. Jest też ogrom innych miniquestów, z czego zdecydowana większość sprowadza się do banalnego zbierania ziół, dostarczania przesyłek, zabijania bandytów, przynoszenia przedmiotów itd. Trąci to wszystko bardziej grą MMORPG niż rozbudowanym fabularnie tytułem dla pojedynczego gracza. Nie zrozumcie mnie źle – główny wątek zrobiono po mistrzowsku “z pompą”, ale wszystko poza nim na odwal się. Brakuje mi pobocznych zadań rodem z Baldura czy Neverwinter Nights, gdzie często tworzyły własne minihistorie z barwnymi postaciami i wciągającymi wątkami. Tutaj sprowadza się wszystko właściwie to jednej czynności. BioWare poszło w ilość, a nie jakość.

dragon4

A skoro o podobieństwach do gier MMO mowa, mechanika walki wygląda również bardzo podobnie i sprowadza się właściwie do ciągłego atakowania i używania umiejętności specjalnych, w miarę gdy te się odnawiają. Uniki, akrobacje, bloki – to wszystko jest tutaj nieobecne. Zamiast tego dostaliśmy do dyspozycji tryb taktyczny z aktywną pauzą, ale nie jest on zbyt praktyczny – przynajmniej dla mnie. Nasi kompani w trakcie potyczki radzą sobie sami, ale możemy się płynnie przełączać między każdym z nich. Dodano również panele z ustawieniami ich zachowań, ale są one bardzo ograniczone i sprowadzają się jedynie do stopnia agresji czy też limicie mikstur. Po raz kolejny we znaki dają się uproszczenia.

Poza eksploracją i walką musimy również od czasu do czasu kierować poczynaniami tytułowej inkwizycji. Tutaj wszystko sprowadza się do sali narad, która daje nam dostęp do mapy świata z głównymi lokacjami i pobocznymi zadaniami. Te pierwsze możemy odblokować za pomocą zdobytych punktów władzy, o których wspomniałem wcześniej. Drugie rozwiązujemy na jeden z trzech sposobów, przydzielając je naszym doradcom: szpiegowi, dyplomacie i wojskowemu. W zależności od naszego wyboru, otrzymamy inny raport i nagrodę po upływie określonego czasu. Ot dodatkowy element, który nie ma jakiegoś szczególnego wpływu na rozgrywkę. Warto też wspomnieć o towarzyszących mu punktach profitu, za które wykupujemy pasywne umiejętności dla całej drużyny. Jak dla mnie to kolejna zapchajdziura, ale może i w jakimś stopniu urozmaica zabawę.

 

Epickość tryska z ekranu

Dragon Age III: Inkwizycja bazuje na silniku Frostbite, a więc tym samym, który wykorzystano m.in. w przepięknym Battlefieldzie 4. Rezultatów można się domyślić – gra wygląda świetnie. Modele postaci prezentują się dobrze, a scenerie ich otaczające wykonano w sposób bardzo pieczołowity i zróżnicowany. Przyjdzie nam przemierzać nie tylko zalesione równiny, ale ponure deszczowe bagna zajęte przez nieumarłych, ośnieżone szczyty, wielkie metropolie czy skaliste wybrzeża. Jest tego tutaj bardzo dużo, a każda lokacja pod jakimś względem pozytywnie zaskakuje. Do warstwy wizualnej nie mogę się za nic w świecie przyczepić – tak do konsolowej jak i pecetowej.

Dodatkowym atutem jest wsparcie dla technologii Mantle, które domyślnie jest zaimplementowane w silniku Frostbite. Oznacza to, że mimo dużych wymagań sprzętowych, posiadacze Radeonów obsługujących Mantle będą mogli się cieszyć się bardziej płynną rozgrywką oraz więksżą liczbą klatek na sekundę – nawet (a właściwie szczególnie) na słabszych konfiguracjach.

dragon3

Dragon Age III to z całą pewnością udana rekompensata po wpadce z drugą częścią. BioWare nie wycofało się ze wszystkich pomysłów i jakimś cudem połączyło elementy z rozbudowanej jedynki z do bólu uproszczoną dwójką. W ten sposób powstała produkcja dla każdego – prosta, przyjemna i nawet wciągająca. Zapaleni RPG-owcy jednak nie znajdą tutaj zbyt wiele dla siebie, bo twórcy odarli ten tytuł z niemal wszystkiego, co stanowi o wartości komputerowej gry fabularnej. Jeżeli lubicie mieć duży wpływ na kreację i rozwój bohatera, decydować o przebiegu akcji, bawić się taktyką w trakcie batalii oraz brać udział w rozbudowanych pobocznych przygodach, to DA: Inkwizycja nie ma Wam nic do zaoferowania. Jeśli do dobrej zabawy wystarczy Wam epicka, rozbudowana historia, setki prostych questów i przyjemna, oparta o kilka umiejętności walka, to będziecie się bawić przy tym tytule przez wiele dni i nocy.

Autorem recenzji jest Tomasz Popielarczyk