Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Przygodowe

Dying Light – nadchodzi hit! Nasze wrażenia z gry.

Już wkrótce wszyscy będą mogli zagrać w nową grę rodzimego Techlandu – Dying Light. Z jednej strony zapowiada się produkcja z rozmachem do której stworzenia polskie studio mocno się przyłożyło, ale z drugiej istnieją obawy, czy tematyka zombie nie jest zbyt oklepany, a nasze nadzieje płonne. Jednak weekend poświęcony wersji preview przyniósł miłe zaskoczenie.

Zombie, zombie, zombie, a kiwi kiwi kiwi?

Czy po serii Dead Island możemy być zaskoczeni interpretacją zombie? Okazuje się, że tak. Dying Light przenosi nas do miasta Haran, gdzie miała swój początek epidemia zmieniająca ludzi w stwory pragnące ludzkiego wnętrza (i nie chodzi tutaj o sferę uczuć). Świat, w obawie przed rozprzestrzenieniem się wirusa, szybko otacza miasto wielki murem, co jakiś czas dostarczając drogą lotniczą zapasy i leki. Kierujemy losami Kyle’a Crane’a, który jest agentem GRE (Globalnego Resortu Epidemiologicznego) i wraz zaopatrzeniem zostajemy zrzuceni z samolotu w sam środek piekła na ziemi. Dosyć szybko okazuje się, że piekło to słowo mało oddające uroki Haranu…

Niby z takimi lub bardzo podobnymi historiami spotkaliśmy się już nie raz, jednak okazuje się, że im bardziej zagłębiamy się w fabułę Dying Light, tym większe przynosi – w pozytywnym sensie – zaskoczenie. Jako Kyle rozpoczynamy misję dla GRE, jednocześnie nawiązując kontakt z ludźmi, którzy przeżyli w odciętym mieście, ukryci w najróżniejszych punktach. Bohaterowie i ich dialogi nie są adekwatne do sytuacji, czuć klimat otaczającego nas świata.

 

I ujrzałem Bestię wychodzącą z morza, mającą dziesięć rogów i siedem głów, a na rogach jej dziesięć diademów, a na jej głowach imiona bluźniercze. (Ap 13,1)

Otoczenie jest dynamiczne i – co ważne – otwarte, możemy wspinać się praktycznie wszędzie, gdzie zechcemy, skakać, skąd zechcemy. Ale jesteśmy tylko ludźmi i musimy o tym pamiętać, gdy przyjdzie do konfrontacji z zombiakami. Do apokaliptycznego świata idealnie pasuje świetnie dopracowany system poruszania się parkourem, nad którym czuwał twórca tej dyscypliny, David Bell. Podobne rozwiązanie możemy pamiętać wprawdzie z Mirrow Edge, ale to zastosowane w Dying Light stoi na zdecydowanie wyższym poziomie. W walce możemy korzystać z najróżniejszych przedmiotów, wśród których znajdują się m.in. noga stołowa, klucze francuskie czy pręty zbrojeniowe z kawałkami betonu. Warto jednak pamiętać, że szarżowanie to głupota, jeśli zależy nam na przetrwaniu. Unikalne właściwości zapewnia broniom rozbudowany system craftingu, co ułatwia walkę. Najważniejsza jest jednak taktyka – z czasem nasze uderzenia słabną i musimy się ukryć i zregenerować, przez co atakowanie grupy zombie może być samobójstwem. Trzeba też nastawić się na to, że potworów jest znacznie więcej niż ludzi o można się na nie natknąć wszędzie.

walka

Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę (Psalm 23)

Z kolei kiedy już pomyślimy, że mniej więcej opanowaliśmy jak poruszać się po Haranie i czego się spodziewać, że nasza broń zapewni nam wystarczającą obronę, nadchodzi noc. A w nocy, jak wiadomo, budzą się demony. Tak, twórcy zadbali także o tę stronę realizmu. Pierwszy raz z koszmarnymi stworzeniami spotkałem się koło drugiej w nocy. Za oknami ciemno, w domu cicho. Nagle zapadł jeszcze głębszy mrok, rozległy się dziwne dzięki, głośne ryki… Wiedziałem, że to czas, by – kolokwialnie mówiąc – spierdalać. Szybkie, liczne, agresywne stwory, które poruszają się po budynkach równie sprawnie co my, sprawiają, że uciekamy od jednej do drugiej bazy i modlimy się o przetrwanie. Bez względu na to, jak bardzo pomagają nam gadżety i crafting dostarczający mocniejsze bronie, starcie jest zawsze brutalne i wymaga doświadczenia. Zawsze gdy w grze pojawiają się zadania do wykonania po zmroku, musimy mocno panować nad naszymi zwieraczami.
Samą postać Kyle’a możemy rozwijać dzięki drzewkom umiejętności. Indywidualnie rozbudowujemy trzy zdolności: przetrwanie, zwinność i siłę. Punkty potrzebne do rozwoju zapewniają nam misja główna oraz poboczne.

Teraz pozostaje już tylko wyczekiwać oficjalnej premiery. Gra w postaci cyfrowej pojawi się w Polsce 27 stycznia, a w pudełkowej – trzy dni później. Zapowiada się udany luty w towarzystwie zombie.