Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Przygodowe

Wiedźmin 2: Zabójcy Królów oczami Sosnechristo

Drugi Wiedźmin trafił pod strzechy. Nie zawsze dosłownie, ale fakt pozostaje faktem. Cała Polska huczy o białowłosym mutancie, walczącym z potworami. Może dzięki olbrzymiej kampanii reklamowej. Może dzięki sprezentowanej Obamie Edycji Kolekcjonerskiej Wiedźmina 2. A może  dlatego, że Polacy po prostu stworzyli hit.

Po wyświetleniu wszystkich napisów początkowych od razu wita nas menu główne zmieniające się w zależności od tego, który akt obecnie przechodzimy. A oprócz tego… żadnego intra, animacji, nic. Pierwsza reakcja wyglądała następująco: no ładne menu, ale gdzie jakaś animacja od Bagińskiego. Oj, bieda, bieda. I to było chyba ostatnie naprawdę niepozytywne wrażenie, jakie wyniosłem z Wiedźmina 2. 

Tym razem przygoda Geralta zaczyna się… w lochach. Nasz bohater trafia tam w wyniku paskudnego zbiegu okoliczności. Po ucieczce z lochów ścigamy tajemniczego zabójcę, który okazuje się…

Ale do tego musicie dojść sami. Warto. Historia w połączeniu z kreacjami postaci, to najmocniejszy punkt gry. Historia w każdym wariancie, dodajmy. Jak  w mało której produkcji, w Wiedźminie 2 liczą się dokonywane przez nas wybory. Tak, tym razem to nie jest hasło reklamowe ani kosmetyczne różnice.  Już po przejściu pierwszego aktu stajemy przed decyzją, która sprawia, że dalsza część rozgrywki może wyglądać zupełnie inaczej. Oczywiście najważniejsze dylematy są aż nazbyt ostentacyjnie wyeksponowane – głównie przez wstawki z rysunkowych animacji – ale też i konsekwencje, jakie ze sobą niosą mogą się ciągnąć za nami aż do końca gry. A podejrzewam, że i w Wiedźminie 3 (chyba nikt już nie ma wątpliwości, że powstanie) odbiją się głośnym echem. To już nie jest jakiś konflikt rozgrywający się na przestrzeni jednej Wyzimy, między garstką rebeliantów i fanatycznych zakonników. Tym razem intryga przeciągnie Geralta przez wiele miejsc… i kilka łóżek. W towarzystwie nadobnych niewiast, rzecz jasna. Białowłosy nie zalicza już każdej jak leci, lecz za to erotyka jest ukazana śmielej, dojrzalej i bardziej estetycznie. Pod tym względem bije na głowę zarówno cykl Mass Effect, Dragon Age, jak i pierwszego Wiedźmina. Scena erotyczna w I akcie z udziałem Geralta i Triss to cRPGowy majstersztyk. Dzięki odpowiedniej muzyce i paru innym zabiegom znalazło się w niej miejsce na tajemnicę, odrobinę mistycyzmu, szczyptę humoru – i piękno.

Wiedzmin2Osobna sprawa to bohaterowie. W drugiej części scenarzyści postarali się znacznie lepiej. W pierwowzorze wielu – nawet kluczowych – NPCów, po prostu raziło sztucznością. Nie chodziło tu tylko o kwestię graficzną, ale też dubbing i sposób, w jaki napisano dialogi. Kontynuacja bije pierwowzór pod tym względem na głowę. Wreszcie wykorzystano potencjał drzemiący w postaciach znanych z książek (Jaskier, Zoltan, Triss… a i osobowość Geralta znacznie rozbudowano i odświeżono), wreszcie są to osobowości docierające do gracza, poruszające wyobraźnię. Dorównuje im też kilku nowych bohaterów. Myślę, że po lekkim liftingu spokojnie mogliby przemykać przez karty książek. Bernard Loredo, Iorweth, królobójca czy Vernon Roche (mój faworyt) dostali świetne dialogi, aktorów dubbingujących – pod tym względem rządzi Roche, przemawiający głosem Krzysztofa Banaszyka, ale to już nie tylko moja opinia  –oraz charakterystyczny wygląd.

Niemal równie dobrze spisali się Jacek Rozenek jako Geralt, Adam Bauman jako dziarski Foltest czy Mirosław Zbrojewicz wcielający się w tajemniczego królobójcę. Trochę gorzej z egzaltowaną Saskią, ale da się to od biedy wytłumaczyć idealizmem godnym Eycka z Denesle.

Pomijając kwestie dubbingu – nareszcie otrzymaliśmy naprawdę wiedźmińskiego wiedźmina. To facet z krwi i kości, czasem zimny i cyniczny, czasem ironiczny w ciepły sposób, nie stroni od kpin, ale i potrafi podzielić się refleksją. W dodatku wreszcie wygląda groźnie. Kiedy wziąłem do ręki pudełko z grą – ta cudownie zakazana gęba Geralta zrobiła na mnie należyte wrażenie. Aktor o takiej aparycji z powodzeniem mógłby zagrać w Pitbullu Vegi lub Glinie Pasikowskiego. Po dowolnej stronie prawa.

Jakiś czas temu na łamach Kawerny ukazał się tekst, który mocno krytykował pewne aspekty Wiedźmina 2, zapominając o najważniejszym. Ta gra to przede wszystkim opowieść z dynamiczną walką na miecze. I jako taka nadrabia swoje wady (czas gry, mała ilość zadań pobocznych) różnorodnością, zaangażowaniem bohatera w intrygę – i zaskakującą spójnością. Tutaj wszystko składa się we współgrającą całość.  Nawet jeśli misje dodatkowe teoretycznie nie zazębiają się z głównym wątkiem, to ich rozwiązanie może przynieść zaskakujące korzyści. Poza tym, kto wie czy nie rzucą cienia na wydarzenia w kontynuacji.

Pamiętacie, jak kpiłem z tępawych smoków w Dragon Age’u? Tutaj nawet skrzydlaty gad ma swoje racje. I potrafi je logicznie uzasadnić. W dodatku wygląda spektakularnie i czuć bijącą od niego moc. Gwarantuję Wam, że nie tylko tym potrafi zaskoczyć, choć jest jeden na całą grę.

Pomijając jednak jakiekolwiek nagrody – warto rozwiązywać subquesty dla samej satysfakcji. Wiekszość z nich to malutkie, ale poruszające i niejednoznaczne opowieści, często angażujące sumienie gracza. Zawsze zaś wiążą się z czyimś życiem, pokazują ludzi z wiedźmińskiego świata, ich problemy, dramaty, bolączki, ale czasem i radości. Dodają grze uroku i głębi, a poza tym są zróżnicowane (prócz standardowych wiedźmińskich zleceń na potwory… z krabopająkiem nie podyskutujesz).

O grafice powiedziano już wszystko co tylko można, zachwycano się animacją, modelami postaci i szczegółowością. Gra na najniższych ustawieniach robi bardzo dobre wrażenie, a kiedy ustawimy wszystko, co się da, na maksimum – po prostu zwala z nóg. RED Engine może okazać się świetnym towarem eksportowym. Mistrzowie z Bioware powinni się zgłosić do CDP Red z ofertą wynajmu – i to jak naprędzej.Wiedzmin

Należy jednak zaznaczyć, że przesiadka na autorski silnik spowodowała dosyć wyraźną zmianę klimatu. Z quasi-słowiańskiego nastrój zmienił się na coś bliższego drugiej części Gothica. Podobne kolory, podobna złożoność obszarów oraz zaskakująca różnorodność jak na stosunkowo niewielkie lokacje. Tkwi to głęboko w ich projektach graficznych, niesymetrycznym układzie budynków, drzew, murów i całej reszty otoczenia. Kiedy wszedłem do lasu we Flotsam poczułem się jakbym grał w kolejną część Gothica – i było to bardzo pozytywne skojarzenie.  Słowem – CDPR wreszcie się określili i wybrali inspirację produkcjami studia Pirahna Bytes. Tymi najlepszymi.

Bardzo zręcznie rozwiązano kwestię rzemiosła. Eliksiry robimy sami, jeśli posiadamy receptury oraz ingrediencje, natomiast pułapki i całą resztę wojennego żelastwa szykują dla nas rzemieślnicy, o ile dostarczymy im odpowiednie schematy i składniki. Za co łaska, ale nie mniej niż…
Doszedł też diablo-podobny system ulepszeń pancerzy i mieczy. Niektóre posiadają gniazda, do których wkładamy kamienie runiczne (dla mieczy) i wzmocnienia pancerza.

Przy tej okazji pragnę podziękować twórcom za przemyślenie kwestii ekwipunku. Odpuścili sobie kompletnie nieerpegowe, realistyczne podejście z pierwszej części. Znów możemy zmieścić w kieszeni katapultę, zbroję, trzy miecze i statek piracki. Ogranicza nas tylko waga przedmiotów, ale limit obciążenia da się delikatnie poszerzyć dzięki niektórym rękawicom.

Szalenie podobała mi się walka. Sprawia trudności, ale jest brutalna i cholernie widowiskowa. Daje też duże możliwości i pole do popisu dla tych, którzy chcą wyciągnąć satysfakcję z samej rzezi. W pewnym momencie dochodzi możliwość wykonywania efektownych ciosów kończących. Finishery odblokowujemy, napełniając pasek adrenaliny, a to można wykonać na kilka sposóbów, o czym poinformuje nas sama gra. Walczymy za pomocą myszki i klawiatury, a kiedy na ekranie trwa naprawdę zażarta jatka, kamera odsuwa się od bohatera, dzięki czemu lepiej ogarniamy pole walki. To, że starcia stały się bardziej konsolowe, nie oznacza jednak, że spadła ich trudność. Wprost przeciwnie! Kiedy wybierzemy poziom wyższy niż „Łatwy”, czekają nas piekielnie ciężkie przeprawy, zwłaszcza, kiedy przeciwników jest kilku. 

Zręcznościowe podejście do szermierki skutkuje jednak tym, że więcej znajdziemy wiedźmina w Wiedźminie 2. Wyobrażacie sobie Geralta atakującego w turach.
Przekonująco, jak na RPG wypadają etapy skradankowe. Mamy ich w grze raptem kilka, ale potrafią przyprawić o żywsze bicie serca. Wszystko zależy tu od naszej zręczności, nic nie odbywa się dzięki rzutom (pamiętacie kuriozalną misję z Dragon Age, gdzie by przemknąć przed nosem strażników wystarczyło odpalić odpowiednią umiejętność). Możemy się skradać, gasić pochodnie, ogłuszać przeciwników, kryć za murami itp. Dla fanów Splinter Cella to pewnie mało, ale cała reszta będzie usatysfakcjonowana.

W Wiedźminie 2 dostajemy też sporo QTE, takich jak walka na pięści, siłowanie na rękę czy gra w kości. Warto wziąć w nich udział, bo nagroda zazwyczaj jest godziwa, a frajda płynąca z przetrącenia kilku szczęk jest naprawdę spora, mimo, że pięściarska mini-gierka do najtrudniejszych nie należy.
Do dubbingu dochodzi też bardzo udana ścieżka dźwiękowa, na którą składają się różnorodne i zręcznie dopasowane utwory. Kiedy trzeba są nastrojowe, niepokojące, kojące, dynamiczne lub po prostu służące za przyjemne tło, chwilę wytchnienia między kolejnymi walkami.

Wiedzmin 2Wady? Ano są, są, jest ich całkiem sporo. Pierwszą z nich jest – dla mnie, baldurowego i falloutowego wyjadacza – wspomniana długość gry. Pierwsze podejście – baaaaardzo, baaaaaaaaaaardzo niespieszne – zajęło mi czterdzieści parę godzin gry. Drugie to już mniej niż trzydzieści. Fakt, że rozgrywka ta jest soczysta i emocjonująca. Niemniej, starsze pokolenie graczy jeszcze nie wymarło, długo nie wymrze – i w związku z tym możemy oczekiwać więcej.
Kolejny problem to optymalizacja. Nim wypuszczono łatki, gra dostawała kaszlu nawet na naprawdę mocnym sprzęcie. Po dwóch patchach jakoś to już działa, ale nadal zdarzają sie przycinki. Osobną sprawą jest stabilność gry. Kilka razy bardzo brzydko Wiedźmin 2 wywalał się do systemu i obciążał komputer do tego stopnia, że trzeba było resetować go na twardo.

Stosunkowo okrojono bestiariusz. Wiedźmin spotka na swej drodze nekkery, nieumarłych, krabopająki, harpie, wielkie owady – endriagi  oraz parę duchów – i to by było na tyle. Bieda, panie, bieda. Trzeba jednak przyznać, że każdy z potworów robi wrażenie, zwłaszcza unikatowi bossowie.

W pierwszej chwili zawiodło mnie ograniczenie ruchu Geralta. Zawsze wiedziałem, że jest facetem twardo stąpającym po ziemi, ale żeby odrywał się od niej tylko w wyznaczonych miejscach? O pływaniu też zapomnijcie. Dobrze chodziaż, że po niektórych drabinach i dachach można się wspinać. Tam, gdzie przewidzieli to twórcy, oczywiście. A szkoda, bo już w pierwszym Gothicu mieliśmy możliwość zwiedzania świata na różne sposoby. Dziwi brak takich sposobności w zaawansowanym RED Engine. Widocznie biali wciąż nie potrafią skakać.

Wiedzmin2Wszystkim tym, którzy zrobią wielkie oczy na widok 9/10 powiem jedno. Dragon Age dostało ode mnie 8,5, a tu mamy do czynienia z lepszą produkcją. Gdybym więc ocenił je tak samo, nasz białowłosy zostałby skrzywdzony. I byłby w prawie, gdyby dopominał się swego mieczem.

Mimo wszystko, mamy do czynienia z jedną z najlepszych produkcji  łączących akcję z pełnoprawną grą RPG, jakie powstały… gdzieś tak od czasu przywołanego już Gothica 2. Nie tylko dlatego, że to nasze, polskie. Bawiłem się świetnie, znacznie lepiej niż przy ostatnich produkcjach konkurencji. Żałuję jedynie, że tak krótko. Na szczęście dostaliśmy do rąk produkt wielokrotnego użytku, nawet jeśli niektóre motywy się powtarzają. Wstąp do tego świata, drogi graczu, wstąp, jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś. Nieprędko poznasz równie ciekawą opowieść z mieczem w garści i tajemnicą w tle. Mówcie i krytykujcie, jak chcecie, ale to po prostu wciąga i porywa. A zakończenie obiecuje jeszcze więcej.

{youtube}8gw8usPUVCQ{/youtube}

OCENA: 9/10

Zalety:
– wielowątkowa historia
– questy poboczne (jakość)
– bohaterowie, „odświeżony Wiedźmin”
– grafika
– dialogi
– projekty lokacji
– dynamiczna walka
– konsekwencje wyborów
– dubbing
– gra do przynajmniej dwukrotnego przejścia
– etapy skradankowe i większość QTE

Wady:
– czas gry
– problemy techniczne, wymagania sprzętowe
– questy poboczne (ilość)
– ograniczony bestiariusz
– ograniczona swoboda ruchów Geralta
– dla niektórych – zbyt wysoki poziom trudności