Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Zjazdy

Avangarda 8 (relacja)

Zobacz więcej zdjęć z Avangardy! (fot. Anna “Mysza” Piotrowska)
Druga relacja z Avangardy

Jako żem jest zwierzę skrajne – czyli albo wcale, albo po całości – na konwenty jeżdżę za granicę lub chodzę na te, które są organizowanie w moim mieście. Od trzech lat mam przyjemność uczestniczyć w warszawskim konwencie miłośników fantastyki „Avangarda”. W tym roku, w dniach 26-29 lipca, odbyła się jego ósma edycja. Już po raz drugi ugoszczono konwentowiczów na terenie uczelni SGGW. Choć jak zwykle nie obyło się bez paru zgrzytów (wysiadająca klimatyzacja, zagubione klucze do sal), to na stronę organizacyjną nie mogę narzekać. Szeroko pojęty fandom, mimo okropnych upałów, pojawił się jeśli nie tłumnie, to w słusznej liczbie. Najwięcej było wszelakich graczy – planszówki, LARP-y i RPG-i cieszyły się nieustającym zainteresowaniem – ale i fani literatury fantasy/SF mogli znaleźć coś dla siebie.

Razem z Anną „Yenfri” Siczek postanowiłyśmy zagryźć zęby, znieść upał i jak przystało na dzielnych żołnierzy, mimo przerażającej konwentowej maskotki – potwora Balbinki, donieść Wam o tym, co się na konwencie działo.

Zapraszam do lektury!

Czwartek 20:00, Grzechy główne recenzentów
Pierwsza prelekcja… i od razu zawód. Choć Stanisław „Scobin” Krawczyk, redaktor serwisu Poltergeist, może poszczycić się doświadczeniem, jego rady dotyczące pisania recenzji były… cokolwiek sprzeczne. Przede wszystkim ze sobą, ale także z tym, co jako czytelnik recenzji zwykłam w nich lubić. Omawiane przez niego punkty nie były całkiem błędne – wszak recenzje, jak większość tekstów literackich, to rzecz gustu – ale ich ogólne przesłanie kompletnie się nie zgadzało z moim osobistym podejściem do tematu. Przyznaję, że wyszłam z prelekcji – dla mnie pierwszej i ostatniej tego dnia – cokolwiek zawiedziona. Pozostała nadzieja, iż kolejny dzień okaże się lepszy.

Photo1

 

Piątek 10:00, Zmierzch krytycznie czyli Dlaczego Twilight ssie?

Poranek postanowiłyśmy rozpocząć mocnym uderzeniem. Krytyczna analiza sagi Stephenie Meyer w wykonaniu Olgi „Edward” Kaczmarek była jak kubek mocnej, słodkiej kawy (jeśli ktoś lubi takie rzeczy). Prowadząca w ciekawy sposób przedstawiła nieścisłości i błędy logiczne, jakie pojawiają się w Zmierzchu, jego kontynuacjach oraz ekranizacjach, a swój wywód poprowadziła sprawnie i z poczuciem humoru. Wykorzystała także fragmenty filmów oraz internetowe memy i grafiki, dzięki czemu prelekcja się nie nużyła. Wkrótce na sali wybuchła zażarta debata zakończona wnikliwą analizą związków między bohaterami pani Meyer oraz tego, jak bardzo są one dysfunkcyjne i toksyczne. Siedzący na widowni anty-fani błyszczących wampirów nie mieli żadnych hamulców i z lubością rozłożyli sagę na niestrawne czynniki pierwsze. Była to, moim zdaniem, idealna pobudka na dobry początek dnia.
Photo2

Piątek 12:00, Okaleczenie okiem antropologa, inaczej co człowiek może zrobić ze swoim ciałem
Podejrzewam, że nikogo nie zdziwiła wysoka frekwencja na tym punkcie programu. Wiadomo, że ludzie lubią sprawdzać granice swojej wytrzymałości na różne okropieństwa, a na tej prelekcji mieli do tego wspaniałą okazję. Antropolog Beata “Drambliukas” Baliukevičiute-Ryszkowska ze spokojem przeczekiwała jęki i westchnienia grozy, jakie wywoływały slajdy jej prezentacji. Większość z Was pewnie słyszała o tym, że w starożytności dokonywano trepanacji czaszki na żywych ludziach, ale czy wiedzieliście, że istniały aż trzy różne metody dokonywania tego zabiegu? Drambliukas bardzo sprawnie angażowała słuchaczy w swą prelekcję, zadając nam pytania i w ciekawy, spójny sposób opisując slajdowe okropności. Jeśli macie ochotę zobaczyć kilka fascynujących deformacji, którymi nas uraczyła, odsyłam Was do fotorelacji z Avangardy na Facebooku Kawerny.

Photo3

Piątek 13:00, Gość: Filozofia horroru albo paradoksy uczuć
Magdalena Kałużyńska – autorka powieści grozy Ymar – nie była mi dotąd znana, ale cieszę się, że udałam się na jej prelekcję. Bezpretensjonalne podejście pisarki do gatunku grozy i do pisania w ogóle było szalenie orzeźwiające. Łatwo można było poznać, że autorka czerpie z obcowania z horrorami prawdziwą przyjemność i lubi dzielić się tą radością z innymi. Zgromadzona publiczność nie tylko dowiedziała się, jakie – często sprzeczne – uczucia towarzyszą odbiorcom horrorów i skąd się one biorą, ale także mogła posłuchać o lękach z dzieciństwa samej autorki. To, wraz z miłym zaskoczeniem, jakim było wręczenie słuchaczom egzemplarzy książki Ymar, uczyniło z pisarki nie tyle autorytet w kwestii horrorów, co osobę, która po prostu kocha dzielić się z ludźmi swoją pasją. Taka postawa bardzo mi przypadła do gustu i z pewnością będę odtąd miała oko na Magdalenę Kałużyńską i jej twórczość.

Photo4

Piątek 15:00, Fanfiction w pytaniach i odpowiedziach
Możliwe, że w okolicach marca/kwietnia część z Was wypełniła ankietę „Fantastyczni 2012” dotyczącą czytelnictwa fantastyki i związanych z nim działań fanowskich. Z wyników tego właśnie badania pochodziły dane, które podczas swojej prelekcji przedstawiła nam Daria Jankowiak. Jej praca naukowa skupia się wokół polskiej społeczności fanfikowców, czyli ludzi piszących i czytających fanfiction. Z prelekcji mogliśmy dowiedzieć się m.in., że 98% respondentów, którzy odpowiedzieli na fanfikowe pytania, to kobiety (tylko trzech panów wypełniło tę część ankiety; co ciekawsze, również na sali było tylko parę osobników płci męskiej). Jak to często bywa wśród społeczności fanfikowej, wkrótce rozgorzała dyskusja na temat tego, dlaczego tak właściwie interesujemy się fanfiction. Prowadząca z ciekawością przysłuchiwała się naszej rozmowie (robiąc pilne notatki do swojej pracy), a ja opuściłam prelekcję bogatsza o parę obiecujących znajomości. Właśnie to uważam za najfajniejsze na konwentach: można spotkać ludzi, którzy dzielą nasze pasje. W świetnym humorze, z wizytówkami i numerami kontaktowymi w dłoniach, ruszyłam na kolejną prelekcję.

Photo5

Piątek 16:00, Warsztat: Pisarzu, nie bój się promocji!
Jeśli kiedykolwiek będziecie chcieli mieć pewność, że Wasza książka trafi do ludzi, skontaktujcie się z Łukaszem Śmiglem. Po wzięciu udziału w jego warsztacie na temat promocji książek mogę Was zapewnić, że będziecie w dobrych rękach. Śmigiel, autor m.in. dwóch zbiorów opowiadań grozy (Mordercy, Demony) oraz specjalista od marketingu literackiego, dokładnie wie, co zrobić, by wypromować książkę. Wielokrotnie podkreślał, jak ważne dla sukcesu publikacji na polskim rynku są w obecnych czasach nowe media, zwłaszcza Internet oraz m.in. popularne ostatnio trailery książek. A jeśli wciąż mi nie wierzycie, to wiedzcie, że Śmigiel jest także współwłaścicielem Wydawnictwa Dobre Historie, które właśnie wydało antologię poświęconą H.P. Lovecraftowi Cienie spoza czasu. I wiem także, że o książce tej wciąż mówiono na konwencie. To chyba znak, że Śmigiel wie, co robi. Ja z pewnością wezmę sobie jego rady do serca.
Photo6

Piątek 19:00, Panel: Co nas straszy, co nas podnieca?
W trakcie wieczornego panelu publiczność mogła posłuchać, co o strachu sądzą autorzy Sylwia Błach (Bo śmierć to dopiero początek), Łukasz Śmigiel (Mordercy), Magdalena Kałużyńska (Ymar) oraz Kazimierz Kyrcz Jr i Dawid Kain (Piknik w piekle. Współczesne opowiadania grozy). Zarówno prowadząca panel, jak i publiczność bez skrępowania wzięli panelistów w ogień kontrowersyjnych, często trudnych pytań. Czego ludzie boją się najbardziej, skąd się wzięły straszne historie, czego baliście się w dzieciństwie i co to jest dobry horror – to tylko niektóre z pytań, na jakie autorzy musieli odpowiadać. Wypowiedzi jednych były poważne, drugich dowcipne, a trzecich wręcz wymijające, ale zgromadzeni fani uzyskali dzięki temu wgląd w cały wachlarz przykładów dobrej grozy, a także genezę ludzkiego strachu. I choć z braku czasu nie udało się omówić podniecających aspektów horrorów, warto było w panelu wziąć udział. Nawet kosztem duchoty i upału panującego w sali aż tak przepełnionej ludźmi.

Photo7

Sobota 10:00, Gość: Panie redaktorze proszę wyrazić swoją opinię…
W poranek trzeciego dnia konwentu pojawił się dość duży zgrzyt organizacyjny, mianowicie zabrakło klucza do sali, w której Marcin Zwierzchowski miał poprowadzić prelekcję. Niezrażony tym redaktor Wydawnictwa Prószyński i „Nowej Fantastyki” rozsiadł się wraz ze zgromadzoną grupą przy stołach do planszówek, na korytarzu, i tam raczył nas opowieściami o bojach i przebojach z życia redaktora. Dowiedzieliśmy się o trudnej sytuacji wydawniczej w Polsce, usłyszeliśmy też, jak w takich warunkach się przebić. Zwierzchowski z rozbrajającą bezpośredniością i humorem tłumaczył nam, jakich tekstów nie należy pisać, ani tym bardziej wysyłać do wydawnictw, jeśli chcemy mieć kiedykolwiek szansę na publikację. I choć prelekcję można było uznać za obrazoburczą i przerażająco wręcz szczerą, słuchacze bawili się świetnie, w czym wielka zasługa prelegenta. Za to i za odwagę w mówieniu prosto z mostu chętnie uścisnę mu kiedyś dłoń.
Photo8

Sobota 12:00, Edward Lee i inni reprezentanci horroru ekstremalnego
Po piątkowym panelu z pisarzami grozy i zapoznaniu się z osobą Dawida Kaina postanowiłam się udać na jego prelekcję o horrorze ekstremalnym. Choć gatunek jest mi z grubsza obcy, przeczytałam niedawno Sukkuba Edwarda Lee i książka wywarła na mnie duże, zadziwiająco pozytywne wrażenie. Oczywiście tego typu literatura jest uznawana za obleśną, niepotrzebną, a czasem wręcz groźną, ale ma ona swój obrzydliwy urok i jest – przyznaję – w chory sposób pociągająca. Dawid Kain przybliżył nam postacie czołowych pisarzy horroru ekstremalnego (m.in. wspomnianego wcześniej Edwarda Lee), a także pokrótce opowiedział o ich najciekawszych lub najbardziej ekstremalnych utworach. To, co usłyszałam podczas tej prelekcji, nie powinno pojawiać się w druku, chyba że zostanie opisane przez kogoś takiego jak Lee, Ketchum czy Masterton. Tak więc zostawiam Waszemu sumieniu i osądowi, czy chcecie sięgnąć po książki tych pisarzy. Ja wiem jedno: Dawid Kain z pewnością wzbudził moją ciekawość. Coś czuję, że wkrótce czeka mnie wyprawa do biblioteki – także po książkę pana Kaina – i bezsenne, pełne koszmarów noce.

Sobota 13:00, Konkurs wiedzy wampirycznej
Z duszą na ramieniu udałam się na prowadzony przez młodą pisarkę – Sylwię Błach (Bo śmierć to dopiero początek) – konkurs wiedzy o wampirach. Są to moje ulubione ponadnaturalne stworzenia i już od wielu lat mam słabość do dzieł z nimi związanych. Stwierdziłam, że pora wreszcie sprawdzić swoją wiedzę. Nie tylko ja podjęłam taką decyzję, bo frekwencja na konkursie dopisała. A pytania, możecie mi wierzyć, były bardzo trudne i przygotowane przez prawdziwą ekspertkę – Sylwia musi mieć półki pełne wampirzego materiału źródłowego, bo wiele osób na sali o niektórych utworach słyszało pierwszy raz w życiu. Niemniej śmiechu i dobrej zabawy było w bród, zwłaszcza że dodatkowe punkty premii przysługiwały tym, którzy przyniosą ze sobą kołek na wampiry. Parę się znalazło, ale i tak ostatecznie konkurs wygrała osoba o największej wiedzy… i szczęściu w (losowym) wyborze pytań. Mimo że udało mi się zająć tylko trzecie miejsce, jestem dumna z wygranej, bo dzięki staraniom Sylwii w ułożeniu trudnych pytań wiem, iż gra naprawdę była warta świeczki. Z utęsknieniem czekam na następny jej wampirzy konkurs. Do tego czasu zamierzam się podszkolić.
Photo9


Sobota 16:00, Warsztat: Tłumacz na placu boju

Współzałożyciel Wydawnictwa Dobre Historie i przyjaciel pisarza Łukasza Śmigla, tłumacz Jakub Wiśniewski, był mi znany z mojej wizyty na stoisku wydawnictwa podczas przerwy w prelekcjach. Z tym większą ciekawością ruszyłam więc na warsztat poświęcony tłumaczeniom – mojej wielkiej i burzliwej miłości. Jako że jest to zawód, z którym wiążę swoją przyszłość, mam na temat przekładów i tłumaczy wyrobioną dość specyficzną opinię. I choć rady Jakuba należały do tych najbardziej podstawowych, do których można samemu dojść drogą praktyki, mam wrażenie, że publiczność nie miała mu tego za złe. Prowadzący był miły, dowcipny i chętnie dyskutował ze zgromadzonymi na sali o tym, czym według nas jest dobre tłumaczenie. Rozmowa była o tyle ciekawsza, że na prelekcji zjawił się tajemniczy starszy pan, który okazał się profesjonalnym tłumaczem z wieloletnim doświadczeniem. Często udzielał się on podczas prelekcji, na konkretnych przykładach wyjaśniając nam istotę dobrego przekładu. Niestety, nie zarejestrowałam godności tego pana, ale z tego miejsca chciałabym jemu i Jakubowi podziękować za pokazanie publiczności i mnie, że starsza i młodsza gwardia tłumaczeniowa nie zawsze muszą się zgadzać, ale są w stanie odnosić się do siebie z szacunkiem. W obecnych czasach, biorąc pod uwagę poziom rywalizacji na rynku – nie tylko wśród tłumaczy – to naprawdę wielka rzecz.

Photo10

Sobota 17:00, Zbrodnia niemal doskonała
Nieświadomie postanowiłam chyba śledzić panów z Dobrych Historii, bo następna prelekcja była znów prowadzona przez Łukasza Śmigla. Autor zbioru opowiadań Mordercy uraczył nas opowieściami o – jakżeby inaczej – mordercach. Ale nie byle jakich, bo o tych, którym prawie-prawie udało się umknąć policji. Kim byli ludzie, którym morderstwo niemalże uszło na sucho? Łukasz ze wszystkimi szczegółami przybliżył nam przypadki takich ludzi jak George Joseph Smith, Eva Raben, Neville Heath czy Arthur Ford. Jeśli chcecie wiedzieć, jak utopić kogoś w wannie, nie zostawiając śladów, jak otruć kogoś strychniną w kawie lub cukierkami oraz jakie ślady powstają po użyciu szpicruty… odsyłam Was do Internetu. Zwłaszcza by poczytać o fascynującej postaci jednego z najlepszych detektywów dwudziestego wieku – Edwarda Heinricha zwanego Czarodziejem z Berkeley. Sherlock Holmes z pewnością uznałby go za godnego następcę.

Photo11

Sobota 18:00, Antropologia ras starszych
Tym razem nawet antropolog Beata “Drambliukas” Baliukevičiute-Ryszkowska była zaskoczona liczbą osób, które pojawiły się na sali. Najwyraźniej wieść o jej ciekawych prelekcjach rozeszła się niczym tajemnica poliszynela, jak to na konwentach bywa. Po zaprezentowaniu nam różnych pod względem antropologicznym odmian i typów ludzi, Drambliukas wytłumaczyła nam pokrótce, jakie cechy fizyczne są uwarunkowane jakim klimatem, wysokością terenu i ogólnie czynnikami środowiskowymi. A następnie… kazała nam poddać analizie – biorąc pod uwagę te dane – dwie najpopularniejsze w literaturze fantasy rasy: elfy i krasnoludy. Dość powiedzieć, że cała sala była w ciężkim szoku, gdy okazało się, iż z punktu widzenia antropologa obie te rasy wyglądają… cokolwiek idiotycznie. Drogą grupowej dedukcji i dyskusji, kierowani dyskretnie przez Drambliukas, doszliśmy do dziwnych, ale poprawnych wniosków. Okazuje się, że to, iż elfy powinny być bardzo wysokie, to mit! Podobnie rzecz się ma z muskulaturą krasnoludów. A kto kiedykolwiek wyobrażał sobie chudego krasnoluda? Jeśli macie ochotę dowiedzieć się na ten temat czegoś więcej, zapraszam do komentowania… lub zapytania o zdanie znajomego antropologa.

Photo12

Sobota 19:00, 20 najciekawszych easter eggs w filmach science-fiction i fantasy
Ta prelekcja była dla mnie czysto hedonistyczną przyjemnością. Jestem wielką fanką filmów jako takich, a już zwłaszcza filmów fantasy i SF oraz specyficznego „humoru”, jaki przejawiają często ich twórcy. Dla niewtajemniczonych, easter eggs to takie ciekawostki, ukryte sceny, żarty, nawiązania, gościnne występy, które można znaleźć w grach komputerowych, ale ostatnio głównie w filmach i serialach. Agnieszka „Aeth” Jędrzejczyk – nowopoznana bratnia filmowa dusza – przedstawiła nam najciekawsze z takich właśnie perełek, a także z rozbawieniem wysłuchała paru propozycji rzuconych z widowni (która była wyjątkowo duża mimo później pory). Czy wiedzieliście na przykład, że w nowym Star Treku pojawia się na moment R2D2 z Gwiezdnych Wojen? Albo że w filmie Pirania 3D znajdziemy ukłon w stronę filmu Szczęki? A już to, co wyprawia w swoich filmach wytwórnia Disneya, to istna parada easter eggów! Jeśli chcielibyście się dowiedzieć więcej na temat tego fenomenu, polecam Wam raz jeszcze obejrzeć te filmy i poćwiczyć swoje sokole oko albo znaleźć w Internecie strony internetowe, gdzie takie smaczki są wyliczane na tuziny. Ja z pewnością niedługo zrobię sobie powtórkę z przygód młodego kapitana Kirka. Może i mnie uda się wypatrzyć R2D2?

Photo13

Photo14

Sobota 20:00, Ciekawe oblicza wampira
Z prowadzącą prelekcję o wampirach, Joanną „Jod” Jodlewską, miałam już styczność w zeszłym roku na prelekcji o podobnej tematyce, także na Avangardzie. Wielką zaletą Jod jest, że potrafi mówić o wampirach tak ciekawie i z taką pasją, że nawet powtórki nie nużą. Ale jej ogromnym plusem jest to, iż z roku na rok zmienia swoją prelekcję – pewne rzeczy są usuwane, inne dodawane. Możliwe, że nie jestem obiektywna, bo bardzo lubię wampiry, ale jeśli prowadzącej udaje się nie tylko skutecznie polecać publiczności nowe, fascynujące wampirze dzieła, ale też z otwartymi ramionami przyjmować przykłady rzucane z sali przez równie wielkich jak ona pasjonatów, to wiadomo, że coś fajnego jest na rzeczy. Moim zdaniem prelegent, który zjadł wszystkie rozumy, to zły prelegent i dla takich ludzi nie zamierzam marnować godziny czy dwóch z życia. Ale na prelekcji Jod naprawdę warto posiedzieć. Chociażby po to, żeby odkryć wampirzą perełkę, jaką było opowiadanie Neila Gaimana Szkło, śnieg i jabłka. Polecam wszystkim… nie tylko fanom wampirów!

Sobota 21:00, Warsztat: Napiszmy zbiór opowiadań
No słowo daję, to jakieś podejrzane się robi. Czy ja naprawdę po raz kolejny wylądowałam w jednej sali z Łukaszem Śmiglem i Jakubem Wiśniewskim? Czyżby spisek? Spiskowanie owszem, było, ale nie z tego złego rodzaju. Mianowicie Śmigiel zaproponował nam, żebyśmy wspólnie, my wszyscy zgromadzeni na sali, napisali zbiór opowiadań. Na resztę muszę, niestety, spuścić zasłonę milczenia, bo to tajemna, strasznie super tajna tajemnica. A czy coś z tego wyjdzie? Mam nadzieję, że dowiecie się wkrótce.

Photo15

Niedziela 11:00, Konkurs muzyczny
Dla mnie konkurs muzyczny na Avangardzie to punkt obowiązkowy. Choć co roku nie wygrywam, siedzenie na sali z podobnymi sobie miłośnikami muzyki i głowienie się nad usłyszanymi utworami to cudowny sposób na spędzenie dwóch godzin. W tym roku konkurs prowadzili Grzegorz „Gardhar” Mania i Katarzyna „Grima” Skoczyńska, którzy wspólnie tworzyli szybką, sprawnie naoliwioną maszynę. Ciekawe jest to, że konkurs nie ograniczał się jedynie do muzyki – można było zdobyć dodatkowe punkty odpowiadając na pytania dotyczące filmu/serialu, z którego pochodzi dany utwór muzyczny. Śmiechu i szeptanych naradzanek było, jak zwykle, multum, ale to jest właśnie to, co w tych konkursach lubię najbardziej. To uczucie euforii, gdy poznajemy usłyszany kawałek, to porozumiewawcze spojrzenie rzucane innym szczęśliwcom na sali i cyniczny uśmieszek dla uczestnika, który nadal nie odgadł utworu. I tak w kółko, od osoby do osoby, aż do wyłonienia wygranych. I mimo że w tym roku znów nie wygrałam, bawiłam się przednie. Aż szkoda, że to ostatni dzień konwentu i przedostatni punkt programu w moim grafiku.

Photo16

Niedziela 13:00, Jak seksownie zabijać czyli inteligencja = sex appeal
I tu niestety, chyba żeby stworzyć ironiczną równowagę z pierwszą prelekcję konwentu, trafiłam fatalnie. Oczywiście to tylko moje zdanie, ale prelekcja Anny „Irry” Lechańskiej była kiepsko przygotowana, co sama prowadząca w pewnym momencie przyznała. Choć podane przez nią przykłady postaci, które kochamy, mimo że są draniami – od odrobinę szokujących tu postaci Disneya, takich jak Skaza z Króla Lwa czy Hades z Herkulesa, poprzez Dextera z serialu pod tym samym tytułem, Barneya Stinsona z Jak poznałem waszą matkę, Hanka Moody’ego z Californiacation, Lokiego z Kłamcy Jakuba Ćwieka, Deppowskiego Sweeney Todda czy wreszcie Nolanowskiego Jokera w wykonaniu świętej pamięci Heatha Ledgera – były ciekawie dobrane, powody, dla których znalazły się one w prezentacji, były tyleż skąpe, co… niepokojące. Rozumiem, że są ludzie, którzy lubią czarne charaktery i chętnie by z nimi…obcowali, ale robienie z tego prelekcji wydaje mi się nieco niestosowne. Może jednak się mylę, bo zgromadzeni na sali ochoczo dorzucali do puli własne przykłady, najwyraźniej podzielając zamiłowania prowadzącej. Cóż, każdy orze jak może i nie mnie to oceniać. Ale fakt, że prelekcja trwała tylko 30 minut (przy założeniu, że miała trwać godzinę), powinien o czymś świadczyć. Szkoda tylko, że to była dla mnie ostatnia prelekcja tego konwentu i pozostawiła po sobie niemiły posmak. Pozostaje czekać na przyszły rok i mieć nadzieję, że wtedy wszystko będzie takie, jak być powinno. Albo chociaż fajne i ciekawe. I tak nam dopomóż Wielki Cthulhu. Howgh.

Photo17