Kawerna – fantastyka, książki fantastyczne, fantasy
MEDIA
Kategorie: Zjazdy

Geografon

    Poniższa opowieść ma na celu przypomnienie pewnych wydarzeń poprzez zapisanie ich, nim zginą w otchłani zapomnienia, a nie literackie popisy i jest adresowana przede wszystkim do ich świadków i uczestników. Pozostałych raczej nie rozbawi…

Konkretnie jest to relacja z prowadzonej przeze mnie podczas sylwestra sesji RPG.

 

Geografon


 

   Czwórka bohaterów:

   – Elficki mistrz ostrzy (nożyczek) o wygladzie homoseksualisty, zajmujący się strzyżeniem krasnoludzkich bród. (Loki)

   – Hellmans, czyli bananowa wojowniczka w przebraniu bananowego wojownika. (Lena)

   – Zdechłocholik, czyli istota zaopatrzona w jedną nogę i dwie prawe ręce. U stopy ma dwa palce. W wolnych chwilach popala je sobie. Hardkor. Potrafi wytwarzać surówkę, nadającą bananom Hellmansa niezwykłych właściwości. (Bolo)

   – Piromanta z – co zrozumiałe – bzikiem na punkcie ognia. (Ingvar)

 

    Zebrali się oni na polu pod topolą, nie wiedząc, że na drzewie ukrywa się ork lekkich obyczajów (Mitnas). Zauważono go w tym samym momencie, w którym zza topoli wyłonił się szkielet-szambonurek wyposażony w przepychaczkę do kibla i perukę-afro zrobioną z mchu.

   Celny banan utkwił orkowi w odbycie, przeszywając po drodze gałąź, podczas gdy szkieletowi odebrano przepychaczkę i rękę. Pewien elf próbował mu nawet ostrzyc bujną czuprynę, lecz kościej miał na jej punkcie bzika – czołowe zderzenie rozpruło fryzjerowi skórę na czole.

   Szkielet, prosząc o swój sprzęt, opowiedział historię o potężnym artefakcie zwanym Geografonem. Miał on być potężny i pilnie strzeżony, a ta drużyna – jak powiedział – jest wystarczająco pogięta, by sobie poradzić ze zdobyciem go. W odpowiedzi na groźby przyznał się, że nie ma go przy sobie.

   Zapanował chaos, podczas którego elf złamał i podpalił sobie paznokieć. Ugasił go w tyłku maga ognia, który już spalił sobie buty. Zdechłocholik spokojnie popalał jednego ze swych palców, otaczając się aurą smrodu i spokoju. Ork w bolesny sposób pozbył się jednego banana, lecz kolejny dostał mu się do nosa, podpalony po chwili przez rozszalałego piromantę. Przerażony ork potoczył się na drewnianą tabliczkę, która stała się kolejnym celem ognistego ataku piromanty, który doszczętnie spalił już swe ubranie. Zanim spłonęła, drużyna zdążyła zobaczyć, że wskazywała ona kolejną, która z kolei ukazywała drogę do geografonu – był gdzieś na stromym wzgórzu, na którego szczycie wznosiła się potężna forteca NASA.

   W czasie zamieszania szkielet tajemniczo się ulotnił. Drużyna musiała zaufać wskazówkom – wszyscy ruszyli na szczyt. Hellmans i zdechłocholik wskoczyli na mur, reszta zapukała do wielkiej bramy.

 

   Otworzył im łysy murzyn-paker w garniturze i ciemnych okularach. Był bardzo zadowolony ze spotkania z elfem i orkiem, mag mniej go zachwycił, lecz na prośbę zielonoskórego też został wpuszczony. Paker poprowadził ich korytarzem, wrzucając orka do jednej sali, maga do drugiej, a fryzjera… (CDN)

 

   Tymczasem na murach Hellmans i jego/jej towarzysz spotkali kolejnego agenta. Na widok wojownika agent pokazał tajny nak Sekty Banana pokazując, że jest jej członkiem.

   Wielka miłośc momentalnie dorwała jego i Hellmansa. Zaczęli się obściskiwać u stopy Zdechłocholika, który rozważał zapalenie drugiego palca… (CDN)

 

Opowieść Lokiego

   …A fryzjera zostawił na korytarzu. Agent zrzucił ludzką maskę – okazał się wielkim, kalesonowym potworem. Elf dobył nożyczek i zaczął nimi wywijać. Stwór rzucił się do ucieczki – wpadł do jakiegoś zsypu. Opętany żądzą nitek elf rzucił się za nim. Wylądowali w jamie ze skorpionami, na szczęście wszystkie były już zdechłe z głodu. Kalesonowaty szybko został pocięty na dwie pary kalesonów – coś mówiło fryzjerowi, że się przydadzą. Gdyby tylko miał je jak przefarbować na różowo…

 

Opowieść Mitnasa

   Ork tymczasem został wrzucony na salę operacyjną, gdzie ludzie w kitlach zaproponowali mu zabieg wydobycia banana z nozdrza. Zdążył go już polubić, zgodził się jednak na zabieg za pewną opłatą. 

   Obudził się – już bez banana (bez skojarzeń!) w pomieszczeniu z wielką machiną, z której jedynymi dostępnymi częściami była klawiatura i ekran. Reszta znajdowała się za grubą, niewątpliwie pancerną szybą. 

   „Co to jest?” –  wystukał na klawiaturze.

   „Jestem Geografon” – wyświetlił się napis.

   Postukali tak jeszcze trochę, lecz ork nie znał żadnej prawidłowej komendy. Znalazł instrukcję, lecz była napisana w dziwnej odmianie krasnoludzkiego. Zostało mu tylko siedzieć i czekać…

 

Opowieść Hellmanistyczna (Lena i Bolo)

   Uwaga! Sceny erotyczne!

   Tymczasem na murach bananowy agent odkrył, iż Hellmans jest płci odmiennej (pełniący ważną funkcję banan podczas turlania się po murze zsunął się poniżej kolana), co zwiększyło jego zapał. Jednak ta sielanka nie potrwała długo – zjawił się kolejny agent 0 tym razem Kaleson. Brutalnie rozdzielił kochanków i zrzucił Zdechłocholika z muru. Biedak przeorał twarzą asfalt, a po chwili wbił mu ją jeszcze w ziemię bananowy agent – w napadzie złości hardkor go dobił, wyzwalając bananową moc, która go uzdrowiła. Zdechłocholik wstał i odskoczył w dal…

   Tymczasem mur zaczął się zapadać i półnaga Hellmans w uścisku Kalesona wpadła w…

 

   Opowieść Ingvara

   Piromanta w wejściu został polany wodą – nie zraziło go to jednak. Woda zmieniła się w pedalski, błękitny strój.

   W ciemnej sali za biurkiem zasiadał pluszowy miś. Natychmiast został spalony. Ogień sięgał sufitu, który zapadł się nagle…

   Do środka wpadł wielki, kalesonowy potwór ściskający prawie nagą bananową wojowniczkę. Kilka fal ognia spopieliło go, podobnie jak stroje maga i Hellmansówny.

   Tak oto doszliśmy do etapu, który nazywam „Sex on Fire” – doszło jednak tylko do tańców ku czci Banana, nim wpadła Bananowa Brygada Buntownicza – Hellmans była w miłosnym raju. Dostali także nowe stroje – białe opaski na ramiona z symbolem Banana.

 

   Niestety w tym momencie sesja się zakończyła – Mitnas uciekł, a po jego powrocie jakoś nikomu nie chciało się kontynuować…